no to jadziem do……….. Limanowej

 

Dzięki Julce dostałam fajny link do takiej pseudo taksówkarskiej firmy Taxify. Fajna sprawa. Działają na podobnej zasadzie co Uber, to znaczy przyjeżdżają po klienta prywatnym samochodem (nie każdy musi wiedzieć, że się taksówkami po mieście rozbijam)  no i trzeba powiedzieć, że jedną z najważniejszych zalet tej firmy to jest to, że jest bardzo tania.

Wczoraj własnie testowałam takie przejazdy i mój dojazd z domu do pracy i potem powrót z pracy do domu wyniósł akurat tyle, ile normalnie za taksówkę rejsową zapłaciłabym w jedną stronę.
Są jeszcze inne zalety, na przykład taka, że nie musisz dysponować akurat pieniędzmi, szczególnie, gdy czasami naprawdę trudno jest znaleźć odpowiednia drobna kwotę, a wydawanie reszty sprawia nie miało kłopotów. Po prostu podaje się firmie konto bankowe, z którego pobierają odpowiednia kwotę, o której natychmiast klienta powiadamiają.
No to  nacisnęłam odpowiedni linki sobie  i zamówiłam auto, a po chwili dostałam komunikat o marce samochodu, który po mnie przyjedzie, podany był numer rejestracji samochodu, przewidywany czas przybycia i nawet imię kierowcy. A potem mogłam sobie na mapie GPS oglądać mały samochodzik, który mknął w moim kierunku 🙂 Fajna sprawa pośledzić sobie na mapie taki poruszający się samochodzik, wiesz, czy w danym momencie jedzie, czy stoi w korku……
Wszystko wydawało mi się takie proste, że postanowiłam w ten sam sposób po pracy wrócić do domu. I tu…….zaczęły się schody.
Albowiem numer 6 na ulicy Konecznego ciągnie się wzdłuż kilku bloków i wcale nie wiadomo, gdzie ta bryka podjedzie, na pewno nie tak jakby zrobiła to normalna taksówka.
Ale wszystko zaczęło się od wpisywania danych w GPS, nie wiedzieć dlaczego pierwsza taksówka podjechała wiele ulic wcześniej i po chwili kierowca sam zrezygnował z przejazdu. Musiałam zamówić następny wóz, więc już baczniej wpisałam adres odbioru, za to przy podawaniu  adresu pod który chciałam jechać jakiś chochlik chyba zadział, bo gdy już wsiadłam do samochodu, pan mnie spytał: to jedziemy do…Limanowej? A po co mamy jechać do Limanowej? – grzecznie spytałam skądinąd miłego pana kierowcę i okazało się, że takie dane miałam wpisane w GPS.Trochę było zamieszania przy próbach zmiana danych, w końcu jednak szczęśliwie  wylądowałam pod  jednak własnym domem.
Ale trzeba przyznać, przygoda była i to nie licha.
Ale wszystko dobre, co się dobrze kończy.
Własnie…kończy, bo dzisiejszy blox znów hopsztosy swoje wyprawia i co chwilkę się resetuje, znów muszę kilkakrotnie to samo  od początku wpisywać.
A tak długo już był spokój z tymi errorami.
A przyznam, że jest to bardzo denerwujące, wiec na dzisiaj poprzestanę na tej krótkiej mojej wczorajszej przygodzie, może następnym razem uda mi się coś dłuższego i bardziej sensownego napisać.
Za to życzę bardzo przyjemnego piątku, na troszkę słonka dzisiaj będzie można liczyć