Trudne decyzje

 

 

 

Życie nie jest łatwe, zawsze trzeba podejmować w nim jakieś decyzje, do końca nie wiedząc, czy na pewno są one słuszne.
To taki dylemat każdego człowieka, co zrobić w takiej, czy innej sytuacji.
Rano dzisiaj dostałam wiadomość od córki jednej koleżanki z Facebooka, że jej mam uległa wypadkowi i przebywa  w stanie bardzo ciężkim  w szpitali.
Mój Boże, codziennie przesyłałyśmy sobie na priv  pozdrowienia, życzenia dobrego dnia, dobrej nocy. Ostatnią taką wiadomość dostałam od niej jeszcze wczoraj, a dzisiaj…przyszła ta smutna wiadomość.
Jestem całym sercem i całymi moimi myślami przy niej, mam nadzieję, że dobry Bóg nie pozwoli jej zabrać.

I akurat dzisiaj przeczytałam w jakiejś gazecie wspomnienia młodej dziewczyny, która była dopiero dwa lata w szczęśliwym małżeństwie, bardzo kochali się ze swoim mężem, planowali już dziecko i….jeden dzień przekreślił wszystkie te plany. Rano mąż jak codziennie wyszedł do pracy, niestety nigdy już do domu nie powrócił. Miał wypadek, samochód potrącił o na pasach i w stanie bardzo ciężkim został przewieziony do szpitala. Żona oczywiście zaraz po powiadomieniu o tym wypadku udała się natychmiast do szpitala, gdzie dowiedziała się, że stan jej męża jest beznadziejnym, praktycznie doszło już do śmierci pnia mózgu i teraz podłączony jest on do respiratora, który za niego podjął wszystkie funkcje życiowe, o czasu ewentualnego pobrania od niego narządów, na które żona musi wyrazić zgodę. I dalej opisana jest tragedia tej młodej zony, która nie chciała, nie mogła pogodzić się z myślą, że praktycznie jej mąż już nie żyje. Wydawało się, że skoro oddycha, skoro jego ręce są jeszcze wciąż ciepłe oznacza, że jest szansa na to, aby on wybudził się ze śpiączki. Nie przyjmowała do swojej głowy, że jego mózg już nie pracuje, czyli praktycznie już go nie ma wśród żywych, to tylko maszyna za niego pracuje, nie on. Siedziała przy nim płacząc, gdy usłyszała historię pielęgniarki, która opowiadała jej o swoim bracie, który po odejściu taty nią się opiekował, pomagając tym jej i jej mamie. Niestety ten chłopak został u kolegi poczęstowany zupą grzybową, wśród której znalazł się trujący muchomor sromotnikowy. Jedyna szansa był przeszczep wątroby, ale na taki pobór tego narządu nie zgodzili się rodzice potencjalnego dawcy, chłopak umarł kilka dni później.
Młoda żona nadal siedziała na krześle przy swoim mężu i nagle zaczynała wspominać czas, gdy się poznali i byli tacy szczęśliwi. I wtedy przypomniało jej się, że jej mąż kiedyś powiedział, ze chciałby, aby kiedyś w razie potrzeby jego narządy mogły służyć po jego śmierci innym ludziom. Wspominała dni, gdy jej mąż zawsze  chętnie pomagał innym ludziom, jak organizował zbiórkę w WOŚP….I wtedy zrozumiała, jaka byłaby wola jej męża, nie chciałby, aby nie mógł pomóc komuś kto tej pomocy potrzebuje. Podjęła więc decyzję, a kilka dni później, idąc przez szpitalny korytarz zobaczyła płaczącą kobietę, przytulająca się do swojego męża i przez łzy z radością mówiącą: nasza Olcia będzie żyła, znalazł się dla niej  dawca.

Dlaczego o tym piszę?
Może to własnie przypadek, że te dwie wiadomości praktycznie w tym samym czasie do mnie doszły, powodując my: a jak ja bym w takiej sytuacji postąpiła? Rozstanie z najbliższa i najukochańszą osobą jest bardzo trudne, ale wydaje mi się, że podjęcie takiej decyzji, jak zgoda na pobranie narządów jest jeszcze trudniejsze.  Bo właściwie skąd na sto procent można mieć pewność, że ten człowiek naprawdę nie żyje? Że jego mózg umarł?? Zawsze przychodzi taka myśl: a może akurat w tym wypadku jest inaczej?, może jeszcze się obudzi i do nas powróci?
Nie życzę nikomu, aby musiał stanąć przed takim dylematem, ale trzeba też pamiętać o tym, że nasze życie nie należy tylko do nas, że jest Ktoś ważniejszy, który naszymi losami kieruje i może taka sytuacja jest własnie wielkim egzaminem z naszego człowieczeństwa???
Niestety wypadki są wpisane w codzienność naszego życia, dobrze, gdy nie dotyczą ani nas, ani naszych najbliższych, ale…..
Ja często zastanawiam się nad tym, czy moje wyjście z domu nie jest tym ostatnim właśnie wyjściem? Zawsze trzeba być przygotowanym na wszystkie ewentualności i żyć tak, by później, po naszej śmierci, nie przynieść naszej rodzinie wstydu za nasze niegodne czyny, popełniane bardziej lub mniej świadomie podczas naszego życia.
No i zatrzymajmy się czasami w naszym biegu przez życie i zobaczmy, że obok nas tez biegnie inny człowiek, który może potrzebuje też naszej pomocy???

Przepraszam za dzisiejszy wpis, ale właśnie takie „coś” mnie dzisiaj naszło.
Uważam, że czasami trzeba zastanowić się nad jakimś poważniejszym tematem, niż polityka, czy piłka nożna.

Życzę miłego wtorku