A wczoraj w Parku……

 

 

W sobotę w Parku Krakowskim odbywał się EKO festyn, z udziałem dzieciaczków i ich rodziców. Czego tam nie było.
Dzieci tańczyły na specjalnym podeście, malowały kredkami i farbkami , skręcały i puszczały baloniki, a także miały duży pojemnik z mydłem w płynie, gdzie mogły napełniać swoje rurki i potem puszczać wspaniałe, kolorowe bańki. Od razu przypomniały mi się dobre, dziecinne czasy.

Było też i stoisko EKO, gdzie zupełnie bezpłatnie rozdawali sadzonki do ogrodów.
Jedna z takich sadzonek kupiłam do Magdzi ogrodu, mam nadzieję, że ten berberys ładnie będzie się prezentował na jej ogrodowym skalniaczku 
Było wesoło i kolorowo, wokoło wiele pięknej, świezej zieleni, tak, że nawet wesoła pszczółka pląsała po parkowych alejkach

Swoją drogą, wcale jej nie zazdrościłam, bo w takim futerku w taki upał maszerować, to nie było chyba zbyt komfortowo, ale najwidoczniej pszczółka nic sobie z tego nie robiła. Jak EKO, to EKO, trzeba było promować to cenne przedsięwzięcie. Dzielnie więc alejki przemierzała, nie marudząc, nie bzycząc i co najważniejsze, nie gryząc nikogo 🙂

A i dzieciaczki się cieszyły, bo po hulankach na placu zabaw mogły sobie spokojnie przy malowaniu plakatów odpocząć, a potem w rytm muzyki pohasać.

No i zwierzątka też zadowolone buszowały po parku. A najbardziej zainteresowałam się wspaniałym, dużym, biało czarnym kotem, który siedział na ławce, na kolanach swojego pana.  Wyglądał troszkę na zestresowanego, bo przecież tyle psów po okolicy ganiało, ale na kolanach swojego pana, uzbrojony w czarną smyczkę, wyglądał bardzo dostojnie i chyba jednak czuł się o wiele pewniej, niż gdyby na alejce leżeć musiał.
Żałowałam potem nawet, że nie zrobiłam mu zdjęcia, ale nie wiem, czy jego pan byłby z takiej propozycji zadowolony, na szelki wypadek nie zaryzykowałam.
Tak więc spędziłam miło jakieś 2 godziny na łonie natury, fajnie, gdy ma się takie możliwości blisko domu.
Oczywiście włączyłam też sobie i Pokemony, ale te niezbyt chętnie przychodziły, mimo, że koło fontanny włączone były lury, czyli przywabiacze Pokemonów.
Zresztą ta gra też mi się już znudziła i gram w nią bardzo rzadko, ot, od czasu, do czasu i nie tak namiętnie jak kiedyś.

A jakie mam plany na niedzielę? Najprawdopodobniej pojadę dzisiaj posiedzieć na tarasie w Modlnicy, bo pogoda jak najbardziej ku temu skłania.
Na razie piekę sobie jeszcze mięsko w piekarniku, oczywiście bez tłuszczowo, w rękawie, bo tak zdrowiej, ale może gdzieś około południa opuszczę jednak Kraków.
Trzeba korzystać z zaproszenia, nieprawdaż?
Szczególnie, że tam zdecydowanie jest lepszy klimat, niż w Krakowie, no i jest tak pięknie, zielono, kolorowo……
Żyć nie umierać.
Życzę wszystkim przyjemnie spędzonej niedzieli, spokojnie, bezstresowo, w  pięknie słonecznych okolicznościach przyrody