Kupiłam se elektrona

Nie będzie dzisiaj żadnego mojego politycznego zdania.
Zamiast tego polecam bardzo ciekawy artykuł Jakuba Bierzyńskiego ,   zawarty na stronach  W.P.
Dla zainteresowanych podaję link  –   naprawdę warto poczytać, bo może to jednak koniec wielkiej partii PIS i koniec Jarusia??

http://bierzynski.pl/publikacje/prezes-postawil-na-zlego-konia-teraz-nie-potrafi-przyznac-ze-przegral-wirtualna-polska/

A jak nie o polityce, to trzeba napisać cos z życia wzięte.

No to informuję: KUPIŁAM se ELEKTRONA.

Specjalnie napisałam se, a nie sobie, bo to tak wyraźnie i charakterystyczne  krakowskie powiedzenie – „se” Na przykład u nas w Krakowie (jak to dumnie brzmi, prawda?) mówi się: idże se, zrób że se, ………  ot taka krakowska gwara.
Jeszcze jedno takie charakterystyczne  powiedzenie : idże, idże,  kto chce przeczytać o ciekawostkach krakowskiej mowy, polecam Gazetę Krakowską, a w niej jest zawsze taki specjalny artykuł dotyczący krakowskich powiedzonek – ciekawie i zarazem dowcipnie podane słowa, czasami nawet sama z niektórymi miałam kłopoty, chociaż przecież z dziada, pradziada jestem rodowitą Krakowianką.

No dobra, wracam do tego nieszczęsnego elektrona.
Kiedyś, gdy mieszkałam jeszcze na Smoleńsk, św Mikołaj przyniósł mi właśnie taki elektroniczny papieros, żebym za bardzo nie zasmradzała mieszkania, w którym z innymi współmieszkańcami dzieliłam i….wtedy mnie to nawet zainteresowało. Paliłam tego elektrona około 2 lata, nie patrząc nawet na normalne papierosy, nie miałam zresztą takiej potrzeby.
Potem, przyznaję, że z głupoty, sięgnęłam po tego jednego, jedynego (tylko) normalnego papierosa i….
Okazało się, że elektrony mi już nie smakują. Fakt, były raczej liche, bardzo często ten liquit wyciekał z niego do mojej gębusi i miałam bardzo niemiły jego smak przez cały dzionek.
Teraz wiem, źle zrobiłam, trzeba było po prostu…przestać cokolwiek palić, ale cóż, przyznaję, głupia byłam.
Jednak teraz kłopoty finansowe (kto ich nie ma?), a szczególnie wizja opłacania tego bardzo drogiego ogrzewania zmusiła mnie do ponownego rozpatrzenia mojego dylematu: palić papierosy, czy cierpieć z chłodu?
Wybrałam jednak tę lepszą alternatywę:  bez papierosa da się jakoś żyć (ale co to jest za życie????), a jednak ciepełko w domu jest bardzo ważne.
No tak, paliłam około 1 paczkę Vogue dziennie, czyli 16.80 wydawałam codziennie na dym, który unosił się w domu, już nie mówiąc o smole, która osiadała w moich oskrzelach i w płucach, czyli miesięcznie wydawałam na papierosy około 500 zł.
Prosty rachunek: papierosy 500 zł, ogrzewanie 450 zł, czyli jeszcze 50 zł zostaje mi w kieszeni.
Wniosek jest chyba prosty i słuszny : trzeba to zmienić 
Tylko czy i ile tym razem wytrzymam?
No właśnie, chyba dwa dni temu napisałam :  duch ochoczy, a ciało mdłe……….
Jednakowoż pomyślałam, że jeżeli nie spróbuję, nic samo się nie zmieni, to jest moja decyzja i ja ja podded muszę.
No to poszłam wczoraj do sklepiku z takimi różnymi  elektronicznymi akcesoriami.
Co prawda nie musiałam zadawać sobie aż tak wiele trudu, bo taki kiosk z między innymi papierosami elektronicznymi, jest na mojej drodze do pracy, a dokładnie przy przystanku, na którym wsiadam do autobusu jadącego do pracy.
Już parę razy przymierzałam się, aby tam zaglądnąć, ale ponieważ wczoraj wyszłam stosunkowo wcześniej niż zazwyczaj, podjęłam taką decyzję : dzisiaj, albo nigdy.
Przyznam, że trochę mnie zdziwiły całkiem nowe modele tych elektronów. Dawniej były mniejsze, miały kolor typowego papierosa: biała góra i żółty filtr i miały całkiem inne ładowarki. Tylko ten smak pozostał taki sam……
Teraz podobne tamte papierosy zostały już dawno z handlu wycofane ( no fakt, minęło przecież sporo czasu, gdy przestałam je palić), teraz wprowadzane są całkiem inne modele, nie wiele zresztą papierosa przypominające. I to jest ich wielki minus. Człowiek ma zakorzeniony w mózgu wygląd typowego papierosa i gdy bierze takie dziwactwo do buzi przestaje czuć przyjemność używania takiego papierosa.
Ale trudno, coś, za coś.
Plusem tego papierosa jest to, że ma teraz już elektroniczną ładowarkę, to znaczy mogę ją podłączyć do komputera i ładować podobnie jak na przykład telefon komórkowy.
Niestety posmak chemiczny w buzi po nim pozostaje, a to jest następny minus używania tego gadżetu.
Na całe szczęście nie wycieka z niego już ten płyn i nie osiada na moim język – mały plusik.
Czyli reasumując :  używanie elektronu ma swoje plusy i minusy. Jednak nie można zapominać, że nadal człowiek truje sie nikotyną, która zawarta jest w tym liquidzie,  chociaż za to nie wydzielają się te osady spalanej nikotyny w płucach.
No i dla mnie wielki minus to to:, że ten papieros….po prostu mi nie smakuje!!!
To jest bardzo ważne, bo to może skończyć się dla mnie dwojako, albo powrócę (co nie daj Panie Boże) do normalnych papierosów, albo po prostu rzucę je całkowicie, a to by było najlepsze z najlepszych rozwiązań.
Na razie jakoś się trzymam. Co prawda wczoraj wieczorem troszkę się czymś tam zdenerwowałam i sięgnęłam (a jednak) po normalnego papierosa (ale tylko jednego, jedynego), ale przed snem kilka razy zaciągnęłam się już elektronem, zresztą podobnie  było i dzisiaj rano, zwyczajny papieros pozostaje na wszelki wypadek w schowku.
Tylko……zawsze lubię sobie rano wypić kawusię i zapalić przy tym papieroska, a jednak kawa przy elektronie wyraźnie mniej smakuje 
A tak po prawdzie, wcale elektrom mi nie smakuje, ale jednak po zaciągnięciu się nim jakoś  nie ciągnie mnie do normalnego papierosa, czyli jak na razie mi on wystarcza. Jak na razie……..
Muszę się jakoś trzymać, bo albo będę Caringtonem  bez papierosa, albo palącym papierosy dziadem.

Decyzja należy do Ciebie Ewusiu 🙂

A co jeszcze: Oczywiście słowo o pogodzie.

Rozpieszcza nas ta jesień, nie da się ukryć, ale lepiej jej nie za bardzo chwalić, bo jeszcze się ją zaziaje……
Wczoraj ranek był chłodny, za to popołudnie było iście letnie, nawet z temperaturą 24 stopni i dzisiaj zapowiada się podobny dzień.
Co tam dzisiaj, właściwie cały weekend taki ma być i bardzo dobrze !!!!!
NIECH TAK SIĘ STANIE!!!!!
Na razie u mnie w domku  ogrzewanie elektryczne  wciąż jest wyłączone , ale rano troszkę marznę…..
Lekki katarek i kichanie od czasu do czasu staje się moim towarzyszem dnia.

No to zwalniam Was już dzisiaj z mojej lektury, idźcie połapać trochę ciepełka.
Wspaniałego piątku i wspaniałego całego weekendu

a wczoraj w Parku…..

 

 

 

………… cudnie było !!!!

Słonecznie, cieplutko i bardzo kolorowo.

Umówiłam się wczoraj w Parku z Mają, która brała udział w otwarciu wystawy Przedszkola, w którym kiedyś pracowała.Oczywiście na całej uroczystości nie byłam, po prostu źle się z Mają umówiłam i nie wiedziałam, gdzie ją w tym parku szukać, pomimo, że byłam tam o umówionej godzinie.
Czekając na wiadomość od Mai zdążyłam w tak zwanym międzyczasie zrobić malutkie zakupy (ostatnio coś bardzo rozsmakowałam się w twarogu) w malutkim sklepiku koło parku, kupiłam tez swój ulubiony ciemny chlebuś bawarski. Dawno go już nie jadłam, a można go kupić tylko w piekarniach Awitexu, polecam, jest naprawdę bardzo pyszny.
Kiedyś, gdy jeszcze mieszkałam na Smoleńsk, taki chlebek kupowała mi idąc do pracy Renatka, (prawdę powiedziawszy, to ona właśnie ten chleb odkryła), stąd poznałam jego smak i….ciągle jednak w jakiś sposób z poprzednim mieszkaniem mi się kojarzy – ot, taka mała tęsknotka.
Czasami człowiek musi, inaczej się udusi…… u………..
Usiadłam więc sobie na ławce, wystawiając buzię do słonka, ale po chwili otrzymałam już wiadomość od Mai, więc podeszłam w wyznaczone miejsce, by się z nią spotkać.
Chwilkę porozmawiałam z Mają i z jej koleżankami, uczestniczkami odbytej uroczystości, gdy nagle podeszły do nas dwie ankieterki z zapytaniem, czy możemy wziąć udział w anonimowej ankiecie, dotyczącej wyborów prezydenckich w Krakowie.
W ankiecie nie wzięła udziału tylko Maja, jako, że nie jest ona mieszkańcem Krakowa i nie będzie w nim głosowała, ale ja i trzy jeszcze panie zdecydowanie poparłyśmy kandydaturę profesora Jacka Majchrowskiego. Ankieterka zadała mi też pytanie dlaczego nie chcę zagłosować na panią Małgorzatę Wassermann, więc odpowiedziałam jej krótko, dlatego, że ona JEST Z PISU.
A na pytanie o pana Łukasza Gibałę, odpowiedziałam, że po prostu mu nie ufam. No cóż, odpowiedziałam zgodnie z moimi politycznymi przekonaniami i ucieszyłam się, że wszystkie trzy obecne przy mnie panie również podzielały podobne zdanie.
Dostałam jeszcze pytanie, czy znam program profesora Majchrowskiego, ale odpowiedziałam, że nie musiałam czytać jego programu, bo to, co do tej pory dla Krakowa zrobił jest dla mnie najlepsza dla niego rękojmią.
Fakt, jest wiele problemów w Krakowie nierozwiązanych, chociażby kłopoty ze smogiem, ale jest to można rzecz problem ogólnopolski , dotyczący większość większych miast.
Z tego co wiem, w ramach walki ze smogiem wpłynął już  w Krakowie zakaz używania paliw płynnych i drzewnych przy ogrzewaniu, miasto stara się o dotacje dla tych osób, które będą wymieniali piece węglowe na  piece gazowe, czy elektryczne, z tym, że niestety to ogrzewanie jest jednak cholernie drogie, może i z tym problemem w przyszłości sobie jakoś państwo poradzi.
Chociaż jeżeli chodzi o ogrzewanie elektryczne, mam poważne wątpliwości, bo rozliczenia z Tauronem są co najmniej dziwne i mało przejrzyste. A poza tym, dlaczego mam wpłacać do kasy Tauronu jakąś przewidziana przez nich całkiem nie małą  sumę  pieniędzy, którą oni przez pół roku obracają, czerpiąc z tego korzyści. Sprawiedliwiej byłoby tak, jak czyni to przy opłatach gazowych PGNiG, czyli co miesiąc, albo co dwa miesiące płaci się sumę, która jest rzeczywistą opłatą za gaz, a nie jakaś wyimaginowaną przez jakiegoś tam siedzącego za biurkiem urzędnika.
Przy takich półrocznych rozliczeniach można zrobić przy okazji wiele błędów i …wiele machlojek.
Bo chyba każdy, kto czytał rachunek z Tauronu przyzna mi, że trudno w tych rozliczeniach się połapać,  wypisane są  w dodatku małymi cyframi całe tabele jakichś dziwnych  i mało zrozumiałych cyfr.
Ale wracając do Krakowa trzeba przyznać, ze wiele ciekawych inwestycji ostatnio porobiono w Krakowie, inna sprawa, że przy tym niemiłosiernie rozkopując prawie cały Kraków, ale trzeba zacisnąć zęby i poczekać z nadzieja, że będzie pięknie.
No chociażby taki ważny węzeł komunikacyjny pod dawnym motelem Krakiem (teraz jest to Rondo Ofiar Katynia)  jest świetnie rozwiązany, wiem, bo często jeżdżę tamtędy do Modlnicy.
Pamiętam, jak to rondo wyglądało kiedyś, jak było  zawsze bardzo  zapchane, dzisiaj ruch w tym obrębie jest płynny, wyraźnie skrócił się czas przejazdu.
No i wszystkie drogi w tym rejonie, w tym i własnie droga do Modlnicy (tak zwana trasa olkuska) teraz jest bardzo komfortowa, dwupasmowa.
Mogłabym jeszcze wyliczyć wiele innych takich drogowych inwestycji, chociażby Rondo Mogilskie, które też całkowicie zmieniło swoje oblicze, czy Rondo Grzegórzeckie (no tu troszkę z ta płynnością jest gorzej), nowoczesna przebudowa wielu ważnych ulic Krakowa, na przykład ulicy Długiej, czy ulicy  Zwierzynieckiej, no i teraz zabrali się za remont ulicy Królewskiej, co (niestety) odczuwam aktualnie  na swoich barkach.
Powstało wiele wspaniałych budynków ogólnej użyteczności, banków, marketów, czy galerii i innych.
Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o rewitalizacji terenów zielonych, w tym mojego ukochanego parku, który zrobił się teraz taki przyjazny, a w planach są również  remonty innych krakowskich parków.
Pewnie, że większość inwestycji było wykonanych dzięki pomocy unijnych dotacji, ale naprawdę można powiedzieć, ze profesor  Majchrowski naprawdę jest doskonałym gospodarzem (włodarzem) naszego miasta i chciałabym, ale nadal tak pozostało.
Nie wierzę pani Wasserman, bo ona jest z nacji tych kłamców wyborczych, po prostu wykorzystuje swoja dobrą pozycję (po tatusiu) w Pisie i tylko dlatego zgłosiła swoja kandydaturę, nie wierzę, żeby cokolwiek chciała dla Krakowa specjalnego zrobić.

No a potem było już normalnie, wróciłam do domu, bo co prawda miałam taka pokusę usiąść sobie na ławeczce na tym skwerku z rabatką, ale tam akurat wszystkie ławki były pomalowane. Nie chciałam ryzykować, chociaż kilku chłopców na takiej oznakowanej świeżo malowane usiadło, podobno nie była już ł mokra, ale kto wie, czy gdy z tej ławki wstali nie mieli  jednak pupy w paski.
A popołudniu, jak to popołudniu, seriale, najpierw bardzo odległe czasowo odcinki „Na dobre i na złe” i potem  „Klan” 
Ciekawostka dla mnie są tamte stare odcinki tego mojego ulubionego serialu, teraz powtarzają odcinki z 2003 roku, czyli sprzed 15 lat. Wielu wspaniałych aktorów, którzy wtedy występowali niestety już w serialu nie ma, na przykład Zosi, Jakuba, Brunona. Oczywiście nie można zapomnieć o wspaniałej Darii Trafankowskiej, która odgrywała rolę siostry przełożonej szpitala. Niestety aktorka zmarła rok później, w 2004 roku, wielka szkoda, to była taka bardzo ciepła kobieta.
Niestety są to odcinki nie dostępne ani na VOD-zie, ani na żadnym innym filmowym portalu, można tylko i wyłącznie oglądnąć go na TVP seriale.

A potem przyszedł długi wieczór, bo oczywiście już po godzinie 18 zaczęło się już  robić ciemno, a przed godziną 19 -stą zapadła ciemność.
No to co było robić? Zasiadłam przed komputerem. 
Przeglądnęłam sobie Facebook, sprawdziłam sobie mój blog i…….
….. oczywiście poczytałam sobie ciekawostki polityczne o naszym pełniącym obowiązki prezydenta Adrianie, który wbrew konstytucji, ale zgodnie z pisim prawem, powołał nowych sędziów, mimo, że SN zawiesił ten proces aż do czasu odpowiedzi TSUE,
Ale co tam, jedno złamanie prawa więcej, jedno mniej, i tak będzie kiedyś za to wszystko odpowiadał. Ma to jak w Banku, tylko prawdziwym, nie tym Morawieckiego.
Wszystko w swoim czasie.

A dzisiaj zapowiadają w Krakowie całkiem wysoką, szczególnie, jak na tę porę roku temperaturę, około 25 stopni C, czyli taką, jak drzewiej w Polsce w lecie bywało, gdy nas jeszcze wtedy latem tropiki nie zaczęły dręczyć.
Ale nie narzekam, przynajmniej wciąż jeszcze mogę na ogrzewaniu przecież zaoszczędzić, bo wciąż mam piece wyłączone, chociaż w nocy temperatura zdarza  się  osiągnąć wartość  poniżej 10 stopni.
Ale od czego mam elektryczny kocyk?
Oczywiście pod nim nie śpię, tylko troszkę ogrzewam nim pościel, ale też nie za często (w ramach akcji Oszczędzanie) go używam.
Zresztą w ramach oszczędności pralkę też włączam dopiero po 22, gdy jest tańszy prąd. Na szczęście odgłos pracującej pralki nikomu nie przeszkadza, a ja sobie i tak zamykam wtedy drzwi od kuchni, gdzie stoi pralka i od pokoju, żeby nie słyszeć jej warkotu.

Nie wiem, dlaczego ubzdurałam sobie, że Krikso jest mężczyzną, pewnie dlatego, że ostatnia litera „o” zdradza  raczej rodzaj męski.
Nic bardziej ułudnego, miło mi zatem, ze mam nową Koleżankę, którą serdecznie pozdrawiam.

I jeszcze coś na koniec na wesoło: śniło mi się tej nocy, że Kaczyński wydał zarządzenie, które zabraniało palenia papierosów na zewnątrz, a także zakaz picia czarnej kawy.
Okropnie byłam tym zbulwersowana, chyba nawet więcej tym zakazem picia kawy, więc gdy się rano obudziłam, głośno westchnęłam: jakie to szczęście, że to był tylko sen i….poszłam spokojnie zrobić sobie  poranną kawusię i oczywiście zapaliłam papieroska 🙂

I jeszcze jedna wesoła ciekawostka: wczoraj miałam na telefonie wiadomość o nieodebranej rozmowie video od Magdy. Zatelefonowałam do niej, pytając, co też ciekawego chciała mi pokazać i okazało się, że to nie ona, a Abra ze mną się połączyła, naciskając klawisz video.
Zdolna sunia, nieprawdaż?

Dosyć tego plotkowania na dzisiaj, życzę Solenizantce Eli raz jeszcze wszelakiej pomyślności z okazji jej Urodzin, a wszystkim naprawdę tak słonecznego i ciepłego czwartku, jaki na dzisiaj zapowiadają.
 

a kaczuszki wciąż sobie pływają

 

 A dzisiaj jest przecież środa !!!!

 

 

 

 

 A jeżeli środa, to oczywiście jest róża, Ula i ja.
Uleczko ! pogoda znów nam sprzyja, mamy taką piękną jesień za oknem, ale dla Ciebie u mnie w blogu wciąż jest radosna wiosna.
Wiem, jak bardzo lubisz słoneczko i dlatego taką słoneczną różę dzisiaj dla Ciebie wynalazłam.
Miałaś rację, zawsze specjalnie dla Ciebie szukam na ten środowy nasz dzień czegoś specjalnego, aby Cię ucieszyć, abyś mogła się uśmiechnąć.
Uśmiechnij się więc dzisiaj od ucha do ucha, nie tylko do mnie, ale do całego radosnego świata, a ja posyłam Ci z Krakowa specjalne wiosenno – jesienne całuski i pozdrowienia, czyli  prawię Ci dzisiaj co środowe dusery, jak to mawia zawsze V. I.P.
Ale może on to mówi tylko z zazdrości?????? kto wie……

 

 

 

 

 

Nie wiem, czy te kaczuszki na moim zdjęciu widać, ale musicie mi uwierzyć, jeszcze wczoraj wesoło się pluskały w spienionej fontanną wodzie parkowego stawu.
Wczoraj był rzeczywiście piękny dzień.
Nie wiem, czy zadziałała moja Abra Kadabra, czy jakieś inne czary, ale calutki czas było słonecznie, wiec mogłam śmiało nowa fryzurkę sobie u pani Krysi zamówić. 
No i oczywiście leczniczy pedicure u pani Eli.Trochę mi smutno, bo tylko jeszcze raz pójdę do tego zakładu, pewnie na początku grudnia, a od nowego roku już Zakład Fryzjerski na ulicy Jagiellońskiej w Krakowie przestanie istnieć.
Wielka szkoda, bo już przyzwyczaiłam się i do pani Eli i do pani Krysi i gdzie ja je będę potem szukała.??
Z panią Elą to prosta sprawa, bo mam z nią kontakt telefoniczny i zawsze się odnajdziemy. To dla mnie bardzo ważne, bo tylko do niej mam zaufanie i tylko jej mogę dać w opiekę moje obolałe nóżki.
Pani Ela zna wszystkie moje fobie i dziwactwa, które u mnie przy pedicurze „wychodzą na wierzch” i wcale się nimi nie przejmuje, robi swoje.
Czasami rzeczywiście mnie bardzo boli jakieś tam wycinanie, czasami „fikam” tak na zapas, ale naprawdę pani Ela ma do mnie niesamowitą cierpliwość, aż ją podziwiam, bo ja takiego klienta dawno odesłałabym do diabła, (albo nawet do kilku diabłów).
Powstały co prawda  ostatnio specjalne zakłady podologiczne, które zajmują się własnie chorymi stopami, nawet kiedyś się zastanawiałam, czy nie skorzystać z któregoś, ale stwierdziłam, że nie będę eksperymentować, skoro ja ufam tylko pani Eli i to od wielu, wielu lat.

A wczoraj byłam bardzo grzeczna, ani razy nie „fiknęłam”, aż sama się sobie dziwowałam. Widać mniej niż zwykle mnie bolało wycinanie.
Mam opracowaną nawet taka metodę, że gdy pani Ela wycina mi jakiś bardziej bolący odcisk, wbijam sobie  mocno w nogi  moje pazury, dzieląc wtedy ból na dwa, naprawdę działa
Polecam wypróbować to śmiało wtedy, gdy się idzie do dentysty i na przykład borowanie zęba, czy nie daj Panie Boże jego wyrywanie trochę boli.
Wtedy wbijamy pazurki do nogi, ręki (tylko nie pana dentysty!!!) i już jest pewna ulga.
Większy problem będzie z panią Krysią, bo jak się zorientowałam, ona w ogóle przestanie już gdziekolwiek pracować, idzie na emeryturę.
Też bardzo żałuję, bo pani Krysia zawsze wiedziała jaki kolor i jaką fryzurkę najlepiej lubię.
Będę musiała sobie poszukać kogoś innego…..  niby nie aż taki problem, ale znów będę musiała do kogoś innego się przyzwyczajać, a człowiek nieco wcześniej urodzony  ma z tym nieco większe kłopoty, cóż przyzwyczajenie to cecha ludzi starszych.
Zastanawiałam się nawet kiedyś, czy to nie pewien rodzaj specyficznego wtórnego autyzmu, wszystko musi leżeć na tym samym miejscu, wszystko odbywa się według pewnego rytuału……
Ale może nie będzie to aż tak bardzo trudne zadanie????

No, ale wracam myślami do wczorajszego dnia.
W Krakowie tłumy po ulicach przechodzą,jest jeszcze sporo turystów, wciąż słychać obcojęzyczne rozmowy, pełne sklepy, kawiarnie, restauracje.
Usiadłam chwilkę na Plantach i poobserwowałam sobie tych wesołych przechodniów, jakoś wczoraj raczej się nie spieszyli.
Miałam wczoraj okazje wypróbować (przynajmniej w jednym kierunku) nową, zastępczą linie autobusową nr 174, która jeździ od Teatru Bagatela, aż do Bronowic Nowych, w zamian tramwajów, które są unieruchomione z powodu remontu ulicy Królewskiej.
Armagedon prawdziwy z tym remontem, bo to wielka część Krakowa pozamykali i są w związku z tym objazdy.
I co gorsze, ten remont będzie trwał przynajmniej 10 miesięcy, jak znam życie pewnie przedłuży się do roku.
Czyli najgorszy czas jesienno – zimowy będzie trochę utrudniony w dojazdach,
Ale trzeba przyznać, że przynajmniej MPK stanęło na wysokości zadania i zastępczy autobus jeździ jeden za drugim, dosłownie, akurat gdy podchodziłam pod przystanek pod Bagatelą odjeżdżał jeden autobus tej linii, za nim podjechały już dwa następne.
W każdym bądź razie, wracając do domu wysiadłam dokładnie na tym samym przystanku, na którym bym wysiadła jadąc tramwajem.
Gorzej jest w stronę przeciwną, jeszcze nie wyczaiłam, gdzie jest ten dodatkowy przystanek (jechałam w stronę miasta autem),  wiem, że na ulicy równoległej do ulicy Królewskiej, czyli na Kazimierza wielkiego, tylko jeszcze nie wiem na jakiej  jej wysokości.
Właściwie to nie powinnam tak  w ogóle narzekać, bo mieszkam akurat w miejscu na samym początku remontowanej ulicy, blisko Alej, przez które jeździ przecież sporo autobusów. Kłopot tylko będzie wtedy, gdy będę chciała jechać w stronę miasta, lub  gdzieś nieco dalej tramwajem, będę zmuszona wtedy się przesiadać.

Ale po co mam martwić się na zapas?
Ale Ci, co mieszkają w Bronowicach rzeczywiście kłopot z dojazdami mają, nie zazdroszczę im, bo nie ma czego.
Cały rok  remont………

Co dalej? Jak już wspominałam pogoda była tak śliczna, że musiałam sobie odwiedzić mój ukochany Park i oczywiście bardzo ucieszył mnie fakt, że kaczuszki jeszcze wciąż tam pływają i co ważne jeszcze, to całkiem dobrze się mają.
Fontanna pięknie jeszcze pieniła wodę w stawie,, słonko igrało z kropelkami płynącej wody, jednym słowem cudownie.
Czasami można było przysiąść nawet na ławce, tylko w cieniu bywało już nieco być chłodnawo.
Zresztą tych dostępnych ławek za wiele nie było, bo  akurat panowie z obsługi zabrali się za malowanie ławek i prawie co druga była otoczona specjalnymi taśmami i napisami Uwaga, świeżo malowane.
Trochę mnie to zdziwiło, bo przecież minęły ledwie 4 miesiące od oddania parku do użytku, wtedy też ławki były odnawiane, ale…..Widać, że jednak Park Krakowski jest oczkiem w głowie Krakowskiego Magistratu.
I bardzo dobrze, całkiem mi się to podoba, nawet, jeżeli przez kilka dni nie będę miała gdzie w parku usiąść. Nic to, ale za to pięknie będzie…….

Ale się dzisiaj rozpisałam, pewnie znów Koledze ( Koleżance?) o pseudonimie  Krikso  dzisiejszy wpis będzie się podobał. bo znów jest niepolityczny 🙂
Czasami trzeba  być przecież elastycznym, nieprawdaż?????
Bo jak wczoraj pięknie w komentarzu Krikso napisał: 

 „Życie jest jak książka – miła, ciepła, poczciwa w swej codzienności”

I to jest własnie cała prawda o życiu i cała prawda o moim blogu, tak prosto, ale tak pięknie w tym zdaniu ujęta.

Pozdrawiam też serdecznie Anię z Polskie Ogłoszenia.pl, jest mi miło, że podoba się Jej mój skromny blog, który (podobno) miło się nawet czyta.
Nie, nie jestem wcale łasa na pochwały, jest mi po prostu miło, że ktoś dobrze w moim blogu się czuje.

MIŁEJ ŚRODY 

Miałam wczoraj niezły dzień

 

 

I to bardzo optymistycznie brzmi, bo jaki poniedziałek, taki i cały tydzień.
A masę spraw sobie wczoraj przed pracą pozałatwiałam.
Oczywiście, że tylko temu, że Olcia woziła mnie wczoraj swoim autem po Krakowie.
A muszę przyznać, prawo jazdy ma  co prawda od  2 lat, ale jeździ całkiem fajnie, przynajmniej bezpiecznie. Wcale nie boję się wsiadać z nią do samochodu.

Najpierw zrobiłyśmy mały napad na bank, spokojnie, nie ogołociłyśmy go do cna, trochę jeszcze zostało w nim kasy.
Potem pojechałyśmy do Futura Park, gdzie Olka załatwiała swoje sprawy, a ja rzuciłam się do sklepu z obuwiem CCC. Oj spory tam był wybór, ale ja szukałam konkretnie jednego rodzaju obuwia – już zimowego. Co prawda w zeszłym roku kupiłam sobie na Kleparzu botki, które wydawały mi się wtedy całkiem  wygodne, ale….jakoś na dłuższe spacery w nich raczej nie ma się co wybierać. Przy dłuższym chodzeniu robią się twarde, sztywne, niewygodne.
To nie są wcale  moje chimery, kto czyta mój blog wie, że mam spore kłopoty z chodzeniem i niestety nie wszystko obuwie, a raczej prawdę powiedziawszy, większość butów  mnie nie zadowolą. Ja muszę mieć buty naprawdę  wygodne, miękkie z elastyczna podeszwą.
Toteż chwilę się porozglądałam ( miałam nie wiele czasu, tylko tyle, ile Olka w swoim dziale coś załatwiała) i znalazłam całkiem przyzwoite botki typu EMU firmy Lasocki. ( zdjęcie powyżej) Mam nadzieję, że dobrze mi się w nich będzie chodziło, poprzednie buty tego samego typu były dla mnie super wygodne. Do tego dokupiłam jeszcze sobie wkładki i impregnat do butów i….dwie stówki poszło z mojej kieszeni w świat, a raczej do kasy sklepu.
Ale co robić, jakoś w zimie chodzić przecież muszę!!!
Po drodze do pracy wstąpiłyśmy jeszcze kupić bilet miesięczny MPK. Fajna sprawa, ponieważ jestem stałym mieszkańcem Krakowa, mam w związku z tym  zniżkę na bilety i za trzymiesięczną kartę (oczywiście ze zniżką dla seniorów) zapłaciłam tylko 105 zł, a nie jak dawniej 132 zł, zawsze jakiś grosz przyoszczędziłam.
No tak, teraz trzeba bardzo uważać ile i na co się wydaje.
Tylko żebym zmądrzała jeszcze na tyle, żebym niepotrzebnie pieniądze na te papierosy nie wydawała……….
Ale duch ochoczy, ale ciało takie mdłe……
Dobrze mówi mój jeden kolega: kobiety po prostu nie maja silnej woli.
Ale to nie do końca jest prawda, bo wczoraj na przykład kusiło mnie bardzo ptasie mleczko, które leżało sobie u nas w przychodni w rejestracji, wystarczyło tylko wysunąć dłoń i…….. się poczęstować. Ale twardo powiedziałam sobie NIE, nie będę się tuczyła, podobnie jak powiedziałam też kilka dni temu nie koleżance, która mnie mamiła ciastkiem przyniesionym przez jakiegoś pacjenta.
Wtedy też nie uległam pokusie, więc może nie do końca jest aż tak źle z moja wolną wolą??? Może to jednak wina tych nieszczęsnych papierosów????
Bo to prawda: dwie minuty radości w gębie, a potem 2 cm więcej w biodrach, 2 kg więcej wagi i….nie wiadomo ile godzin wyrzutów sumienia, po co właściwie zjadłam to ciastko, czy tę czekoladkę, no po co?????

A potem było już normalnie, praca, powrót do domu i…zaraz zrobiło się już ciemno, ledwie zdążyłam tylko podgrzać  sobie obiad i go zjeść, a już herbatę poobiednią musiałam przy zapalonym świetle pić. Dla mnie strasznie jest przygnębiająca ta wcześnie zapadająca ciemność, ale przynajmniej na jakieś pół roku trzeba do niej się przyzwyczaić. A będzie jeszcze gorzej, jeszcze o wiele wcześniej zmrok i noc będą zapadały. 
Nadeszła teraz pora ciemności bowiem…….
A spało mi się tej nocy wyjątkowo smacznie, może dlatego, że nie miałam za głową piecyka włączonego, nie, nie było mi zimno, bo na chwilkę przed wejściem do łóżka rozgrzałam sobie kocykiem elektrycznym pościel (potem kocyk już usunęłam) i wskoczyłam do trochę nagrzanego, ale nie gorącego  łózia , tak wiec nawet całego odcinka serialu Rodzina Zastępcza nie oglądnęłam, zaraz sobie zasnęłam.
A po nocy wstał dzień, co prawda rano nieco pochmurny, ale wcale nie zimny, wiem, bo paliłam porannego papierosa (a jednak!) przy otwartym balkonie, a teraz nawet i słonko ładnie nam świeci.
I bardzo dobrze, bo na dzisiaj jestem umówiona na pod strzyżyny do pani Krysi (jakoś przecież na tej Komisji Wyborczej muszę do ludzi być podobna), no i oczywiście muszę zrobić sobie u pani Eli leczniczy pedicure, bez niego trudno mi się chodzi, a raz na półtora miesiąca, albo co najmniej raz na dwa miesiące jestem do tego przymuszona by to zrobić, inaczej jest klapa z moim chodzeniem, inaczej czuję te stopy, jakbym po palących drewnach chodziła.

No to tyle z planów na dzisiejszy dzionek. Mam nadzieję, że pogoda mi ich nie pokrzyżuje, bo coś ostatnio odzwyczaiłam się od chodzenia z parasolką w ręku.

Życzą przyjemnego i słonecznego wtorku i do….jutra, może znów coś w moim blogu będzie związanego z polityką, a może nie?……

P.S. Pozdrawiam Skitusia 🙂

i wciąż jeszcze te wspomnienia….

 

 

Wspomnienia, to powrót do minionych  chwil

do miłych godzin pełnych jeszcze kwiatów

gdy słonko na niebie jeszcze pięknie lśni,

choć nie rozbrzmiewa już wesoły świergot ptaków.

To jesień już na pola nam przybyła

i babim latem mami nasze oczy, 

żółtymi liśćmi trawniki pokryła

lecz czasem ciepłem swoim nas zaskoczy.

Trwaj chwilo nasza kolorem barwiona, 

 my wiemy, lato już teraz nie powróci,

z nadzieją wtulamy się więc w twoje ramiona,

jesienną balladę wiatr w oddali nuci.        E.W.-7.10.2018r

Już dwa dni minęły od tej pięknie spędzonej w Modlnicy soboty, jakaś melancholia mnie naszła i przynajmniej te piękne kwiaty z Magdzinej rabatki musiałam sobie dzisiaj tu zamieścić.
Może niepotrzebnie tak się martwię, bo prognoza na najbliższy tydzień, a nawet i troszkę dłużej jest całkiem pomyślna, temperatura ma oscylować około 20 stopni (przynajmniej w Małopolsce), a i słonko ma również jeszcze poświecić.
Jak to dobrze, że mam ten piękny park koło siebie, zawsze godzinkę dziennie znajdę, by tam posiedzieć i chwilkę się do słoneczka pogrzać.
W każdym bądź razie na ten moment wyłączyłam moje domowe ogrzewanie, bo temperatura w mieszkaniu utrzymuje się na całkiem przyzwoitym poziomie, a ostatnie dwie noce przy grzejnikach włączanych na minimalną temperaturę  były takie gorące, że nie mogłam spokojnie spać, kilka razy podczas nocy budziłam się zlana potem, zupełnie jakbym w jakimś tropiku była.
No cóż, znów troszkę zaoszczędzę na moich wydatkach za prąd, które są przecież dosyć spore, ale skoro się tak da?, grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
Ponownie włączę sobie ogrzewanie, gdy temperatura spadnie poniżej 10 stopni, a kilka groszy w kieszeni pozostanie 🙂

Obudziłam się dzisiaj rano i….niezbyt optymistyczna pogoda za oknem jak na razie panuje, mglisto, niezbyt ciepło. Czyżby prognostycy znowu coś pomylili?
No cóż, nie może wiecznie wiosna trwać, trzeba dostosowywać się do bieżącej sytuacji, która nie zawsze nam się podoba.
Szczególnie, że ta rzeczywistość nie tylko w pogodzie skrzeczy

Niestety, nie tylko, kampania wyborcza, szczególnie tej jednej frakcji, robi się co raz bardziej brutalna, co raz bardziej brudna, pełna pomówień i kłamstw.
Czego się nie robi, by sobie fotelik miękki zapewnić? Nawet czarne na białe można przemalować.
A ponieważ teraz sporo pisich brudów na wierzch wypływa, Zjednoczona Prawica  z wściekłości  wręcz zatraca się w następnych swoich nieczystych posunięciach, byle tylko zamazać to, co dla nich nie jest wygodne.
A najlepszym na to sposobem jest oczywiście propaganda, więc ta wylewa się  strumieniami i na wiecach wyborczych i na niektórych forach, w wywiadach z prawicowymi prominentami, no i oczywiście w prawicowych mediach, nie pomijając oczywiście rządowej szczekaczki TVP. 
Chociaż popularność tej ostatniej wyraźnie spada na łeb na szyję, ludzie jednak nie lubią, gdy się z nich osłów na siłę robi.

Ale kiedyś wiosna nastąpi, słonko zaświeci i na niebie i w polityce i wtedy będzie tak wspaniale…….

Można sobie przecież pomarzyć, nieprawdaż????

No to przynajmniej  pomarzmy sobie o przyjemnym tygodniu, który jest własnie przed nami, wierzmy, że jednak prognoza tej cudnej jesieni się spełni i bądźmy pełni słonecznego  optymizmu przez te wszystkie następne jesienne dni.


Przedstawiam Abrę


 Coś w tym jednak musi być.

Czy pamiętacie, jak podczas padającego deszczu często kręcę paluszkiem młynek w powietrzu i wymawiam tajemne słowa  ABRA – KADABRA???

No i wyczarowałam………

W domu Magdy i Jacka zamieszkała ABRA, wspaniała sunia, rasy posokowiec bawarski.
To imię zostało jej przypisane metrykowo  i chociaż pierwotnie Jacek wymyślił, że sunia, która będzie u ich w domu będzie miała na imię Bomba, ale jednak zadecydowali, że  to imię, wypowiadane gdzieś w przestrzeni, może  spowodować pewne zamieszania, więc pozostali przy imieniu zapisanym w jej metryce, czyli –  ABRA.
No bo wyobraźcie sobie, że ktoś z domowników weźmie sunię na spacer i nagle ta gdzieś się zawieruszy, wtedy będą ją wołać Bomba, Bomba i…….. mogą wzniecić pewne zaniepokojenie pośród przechodniów, którzy mogą zrozumieć, że ktoś gdzieś bombę pozostawił, może powstać panika, rumor, po co do takiej sytuacji doprowadzać?
Pamiętam bardzo podobną sytuację, gdy szłam na spacer z moją bokserką  Tiną i z jej córką, która miała imię Szelma. Szelma była  jeszcze wtedy niedużym szczeniaczkiem, wiec gdzieś tam zawieruszyła się w parku  pośród wysokiej trawy, więc zaczęłam ja wołać Szelma, Szelma, Wszyscy przechodzący obok zainteresowali się oczywiście kogo ja wywołuję i gdy zobaczyli wychodzącą z łąki małą bokserkę, zaczęli się śmiać. Nie wiem, jakiej oni szelmy się spodziewali co prawda, ale samo imię szczeniaka wzbudziła sensację.
Kiedyś, gdy byłam na wystawie z Tiną i z Szelmą, podszedł do mnie jeden z reporterów i spytał, skąd takie imię dla suni wymyśliłam, bez wahania odpowiedziałam: proszę na nią popatrzeć, ona po prostu jest taka szelmą, pełno jej wszędzie i do tego ma taki łobuzerski wisus.
Szelma nie długo była z nami, w wieku półtora roku wyjechała ze swoim panem, a moim kolegą, do Kanady i tam już do końca pozostała, zawsze bardzo mi jej brakowało. Taka fajna była……

No ale miałam przecież pisać o Abrze.
Jaka ona jest? Bardzo wesoła, nastawiona na zabawę sunia, a jej wspaniałe, prawie, że pluszowe uszy zupełnie mnie zachwyciły.
Bardzo ciekawa jestem, czy kiedyś w przyszłości zrobi kynologiczna karierę, czego oczywiście jej życzę z całego serca.
Prócz Abry w domu u Magdy i u Jacka jest jeszcze niezbyt wielki, ale za to bardzo waleczny  piesek Czako i jest też  kicia.
Jak pisałam, Czako jest bardo dobrym stróżem domu i biada komuś, kto sam przekroczy bramę wejściową, może zostać zaatakowany i ugryziony w nogę. Nawet ja, mimo, że Czekuś doskonale mnie zna i lubi,obawiam się go troszkę i przy wejściu do domu, zawsze wielokrotnie powtarzam jego imię, żeby po głosie mnie rozpoznał, żeby wiedział, że to ja, a nie  nikt obcy nie naruszył spokoju tego domu.

Czakusiowi oczywiście nie spodobało się, że ktoś nowy, jakiś inny pies, zamieszkał z nimi i przez pierwszych parę dni bardzo brzydko na nią warczał, jakby chciał jej pokazać: uważaj mała, ja tu rządzę, a ty jesteś tylko małą sunią – przybłędą  i masz się mnie słuchać.
Na szczęście Czako ma bardzo dobry charakter i bardzo szybko pogodził się z obecnością drugiego pieska w domu.
Właśnie wczoraj byłam świadkiem świetnej zabawy Abry i Czeka, te wspólne pod gryzki, wspólne harce, czasami wpadały na siebie z impetem, aby po chwili znów paść sobie w psie objęcia.
Tylko kiciuś chodzi gdzieś z boku, jeszcze do końca widać nie przekonał się do nowego mieszkańca, ale już przynajmniej przed nią nie ucieka, tak, jak to działo się na początku. Też na pewno się do Abry przekona, bo z Czakiem potrafi kicia świetnie się bawić.

Wczoraj był wprost cudowny, słoneczny i niezwykle ciepły dzień.
Całe popołudnie przesiedziałam oczywiście na ulubionym tarasiku, ba, nawet jakieś pół godziny zdrzemnęłam się na kanapie stojącej na tarasie.
Było pięknie, kolorowo, jeszcze sporo pięknych kwiatków na grządkach Magdy rośnie.
Żałowałam tylko, że słonko tak wcześnie zaczęło zachodzić, już po godzinie 17 zaczęło schodzić coraz niżej i niżej, aż wreszcie zniknęło i prawie zaraz potem trzeba było zapalić już lampki na tarasie, bo zapadł zmrok, a potem już zrobiło się całkiem ciemno

Ponieważ u Magdy trwa w tej chwili mały remont, nastąpiły pewne noclegowe kłopoty, więc tym razem nie mogłam pozostać jeszcze dłużej, do następnego dnia i około 20 Magda odwiozła mnie do domu.
Trochę szkoda, ale i tak jestem bardzo zadowolona z wczorajszego dnia, nawdychałam się mnóstwo świeżego powietrza, wolnego od krakowskiego smogu, nabrałam świeżej energii  i co najważniejsze przegoniłam wszystkie wewnętrzne demony. A tego właśnie najbardziej było mi potrzeba.
Powróciłam do domu, a tu cieplutko, milutko. W nocy nawet było zbyt gorąco, aż dwa razy z tego powodu się przebudzałam. Chyba muszę przez te cieplejsze dni na dzień wyłączyć jeden piec, ten w pokoju, bo jest rozgrzany do imentu, a za oknem wcale nie jest zimno, na razie co prawda tylko 13 stopni, ale myślę, że i dzisiaj zajrzy do nas słonko i będzie ciepło, prawie jak wczoraj. Przewidują nawet temperaturę na dzisiaj około 20 stopni.
Prawdziwie złota polska jesień, czyli jak dawniej mawiano Babie lato.
Najwyżej na noc, gdy temperatura już  spada, włączę znów sobie piecyk.

A co to właściwie jest to Babie lato?
To zjawisko, występujące w Europie Środkowej, na ogół w drugiej ołowie września, lub na początku października,  gdy unoszące się w powietrzu w pogodne, jesienne dni, nitki uplecione przez niektóre pająki otaczają spore powierzchnie pól, łąk, roślin łapiąc w nie zagubione i lekko otumanione już jesienią owady.

A nasza polska złota jesień? – to najpiękniejsza część jesieni, gdy co prawda poranki i wieczory są już chłodne, czasami nad ranem występują przymrozki, ale za to w dzień słonce jeszcze dosyć mocno operuje, ale najpiękniejsze są wtedy widoki różnokolorowych liści, gdzie nie gdzie jeszcze wciąż zielonych, ale najczęściej przybierają one już kolory od żółtego, brązowego aż po piękny ciemny kolor czerwieni.
 Te wspaniałe kontrasty drzew najbardziej widoczne są w okolicach górskich. A gdy tak staniesz na szczycie jakiś górskich serpentyn (np w Zawoi) i popatrzysz w dal, przed Tobą rozwija się naprawdę wspaniały kolorowy dywan pięknych jesiennych barw.
I to jest własnie to piękno, które cieszy tak długo, aż wiatr nie pozbiera ostatnich liści z drzew, pozostawiając na nim tylko suche badyle,  na których po pewnym czasie osadza się szron, a potem śnieg.

Jeszcze można sobie pobiegać w sweterku, ewentualnie w lekkiej, przejściowej kurteczce, ale już niedługo…….znów człowiek będzie musiał na siebie wkładać  grube swetry, spodnie, grube kurtki, szaliki, czapki, rękawiczki…….. ech….szkoda gadać.

Ale Polska niestety leży w takiej własnie strefie klimatycznej, że mamy chłodne, ale kolorowe i czasem nawet bardzo pogodne  jesienie i mroźniejsze zimy, ale za to ostatnio przynajmniej lata są wyjątkowo ciepłe, można by powiedzieć nawet, że śródziemnomorskie.

Dzisiaj niedziela, jaki to przyjemny dzień tygodnia, rodzinny, pełen pozytywnych działań i miłych chwil.
Własnie dzisiaj rano, gdy się obudziłam, w pierwszym momencie pomyślałam, że trzeba zbierać się do pracy, ale po chwili sobie uświadomiłam, że to jeszcze nie poniedziałek, jeszcze przede mną dzień wypoczynku.

Takiej własnie kolorowej i bardzo radosnej  niedzieli wszystkim życzę

prognoza pogody na dzisiaj jest pomyślna

 

 

A dzisiaj zapowiada się naprawdę wspaniała sobota, cieplutka, słoneczna, bez wiatru.
Taka polska złota jesień dzisiaj do nas zawita.
I bardzo dobrze, trzeba to wykorzystać.
Oczywiście jadę do Modlnicy, żeby na tarasiku  pysznej kawki z ekspresu  się napić i pobawić się z Abrą.
Myślę, że dzisiejszy dzień miło spędzę, zapomnę o wszystkich smutkach i troskach.
Pozostawię je sobie na przyszły tydzień, a może……przeminą w ogóle???
Czasami nie taki diabeł jest straszny, jak go malują, chociaż  tak bywa, że czasem człowieka ciemne myśli najdą.
No to mam nadzieję, że dzisiejsze słonko wszystkie moje rozterki  rozproszy.

I nic więcej już dzisiaj pisać nie będę, czasami też trzeba mieć lekki oddech od polityki, od kłopotów,  trzeba zapomnieć się w naturze i cieszyć życiem.

Życzę przyjemnej soboty.
Cieszmy się każdym słonecznym promieniem, bo niedługo ich nam będzie brakowało.

zła jestem i tyle

 

 

Jestem zbulwersowana i wczorajszym i dzisiejszym dniem.
Wczoraj byłam na tym zebraniu i………. wszystko to mało poważnie wygląda.
Zupełny brak przygotowania do wyborów, chociaż wiedzieli o nich już od 2 lat.
Głupi niby  drobiazg niech będzie przykładem:
Każdy członek komisji musi zapoznać się z regulaminem obowiązującym w wyborach, tylko każda komisja dostała tylko 2 egzemplarze na grupę,  więcej podobno Kraków nie stać. Nie rozumiem, nie mogli zrobić ksera z tego regulaminu i dać każdemu z zatrudnionych w wyborach?  Sam musi na własną rękę kombinować, jak  i z czego się tego ma douczyć????
Poznałam wczoraj członków mojej komisji, z którymi będę pracowała 21 października. Pierwotnie miało nas być sześcioro, ale jedna osoba zrezygnowała z pracy w Komisji. Co prawda jest tak zwana lista rezerwowa, zrobiona dla osób, którzy chcą pracować w Komisji, ale……… nie rozumiem dlaczego Komitet Wyborczy nie może ich na wakatowe miejsce powołać. Nie, bp nie i już, koniec dyskusji.

Gdyby w takiej sześcioosobowej komisji zabrakło dwie osoby, wtedy musieliby wtedy  jeszcze dokooptować tę jedną, bo najmniej  5 osób musi pracować w lokalu wyborczym, a skoro już nas jest pięciu, więc nie na żadnej potrzeby dołączać jeszcze jednej osoby, niech ta piątka sama się ze sobą męczy, Kraków na tym najwyżej co zaoszczędzi całe 300 zł, które musiałby wypłacić p temu szóstemu (regulaminowemu!) pracującemu członkowi komisji.
Tylko powiedzcie mi, po jaką cholerę robią  właściwie te listy zapasowe, skoro z nich i tak nikogo powoływać nie mogą????To jest chyba tylko wybitnie polska logika myślenia : praca przeznaczona jest co prawda dla sześciu osób, ale piątka świetnie sobie z tym da radę, a my zaoszczędzimy.
Oczywiście na  zaszczytne miejsca przewodniczącego i wice przewodniczącego się nie wpychałam, bo…musiałabym ganiać na jeszcze inne, szczegółowe szkolenia i to w dodatku one przeprowadzane są nie w Krakowie, a w Nowej Hucie, której nie znam i nie lubię.

W każdym bądź razie, do pracy będę musiała stawić się już w sobotę, aby wraz z pozostałymi kolegami ( a jest ich dwóch) i koleżankami (też dwoma, w tym jest przewodnicząca i wiceprzewodnicząca Komisji) , aby przygotować lokal wyborczy, to znaczy posprawdzać, czy wszystkie potrzebne meble jak stoły, stołku, urna i parawany są na miejscu ( nie można zapominać o godle państwa), potem odbieramy karty do glosowań i pieczątki i dobrze wszystko do szafy trzeba schować, by przypadkiem ktoś nie podgrandził i potem niecnie nie wykorzystał.
Co prawda Lokal Wyborczy otwarty będzie w niedzielę o godz 7 rano, ale  w wyborczą niedzielę już o 6 muszę stawić się do roboty, żeby wszystko uporządkować, udokumentować, popieczętować itd.
Oczywiście następnym nonsensem jest to, że członek komisji nie może glosować w lokalu, w którym pracuje, będę więc musiała opuścić stanowisko na jakieś 2 godziny, aby zagłosować w swoim dawnym lokalu na Smoleńsk, gdzie jestem na stałę zameldowana, ot takie utrudnione ułatwienie  dla człowieka, po co ma być mu za dobrze i za łatwo w życiu????
Niestety bezsens goni bezsens w tej naszej kochanej Polsce, aż strach pomyśleć, ile takich bzdurnych postanowień wypłynie w trakcie przeprowadzanych głosowań.
Ale całe szczęście nie będę musiała siedzieć na jednym miejscu całe bite 15 godzi, wystarczy, że w komisji jest akurat  pięć osób, jedna zawsze może mieć chwilkę przerwy.Tylko…. jaką mam gwarancję, że własnie wtedy gdy mnie nie będzie, do żadnych incydentów i przekrętów nie dojdzie???
Co prawda będą do tego mężowie zaufania, którzy mają pilnować wyborczego porządku, ale……….No cóż, ja nie jestem od pilnowania, tylko od pracy, za to mi zapłacą całe 300 zł.
Ale wcale to całe przygotowywanie do wyborów mi się nie podoba i już.

To nie był wcale koniec stresów na wczorajszy dzień, bowiem dostałam rachunki z prognozowaniem za płacenie za elektrykę na następne pół roku i okazuje się, że będę co miesiąc musiała za to ogrzewanie elektryczne płacić  po…..450 zł miesięcznie.To spora sumy pieniędzy, szczególnie dla emeryta, nie wiem skąd oni takie sumy księżycowe biorą?
Myślałam, że prześpię się spokojnie z tym tematem, ale…… od rana ten otrzymany rachunek mi nie dawał mi spokoju, więc go sobie dokładnie poczytałam i ….wiem, że nic nie wiem. On chyba specjalnie jest tak rozpisany, żeby nikt się nie dopatrzył, że kilka razy za to samo płaci.
No bo tam umieszczone są opłaty za  energię, za jej dystrybucję, za opłatę dystrybucyjną stałą, za opłatę przejściową i za  abonament plus oczywiście 23 procent VAT. Czyli kilka razy ta suma jest obliczana i do siebie doliczana ( z podziałem na  dzienną i nocną, czyli niby tańszą taryfę).
Całkiem niejasna to dla mnie sprawa, jestem bardzo ciekawa, jak wyglądają u kogoś innego opłaty za ciepło, jeżeli ktoś może mi w przybliżeniu napisać, będę bardzo wdzięczną, bo coś mi się wydaje, ze Spółka Państwowa Tauron nieźle nas w balona robi. A skoro to spółka państwowa, to robią co chcą, kto ich sprawdzi????
A poza tym skoro obliczyli mi poprzedni okres na sumę niecałe 1000 zł, to skąd nagle u nich się bierze prognoza, że w następnym sezonie wydam na elektrykę dwa razy tyle , bo tak własnie mnie za prognozowali.
I niech mi żaden Jaruś , Mateuszek,czy inny pisior nie mówi, że tak wspaniale się w Polsce żyje,  że jest taki dobrobyt, jakiego za PO nie było…….powinni dostać te swoje 1400 zł na miesiąc  i spróbować przeżyć  (godnie!!!!!) cały miesiąc, opłacając czynsz, ogrzewanie  lekarstwa, wyżywienie, przejazdy itp.

NIECH TO JASNA CIASNA, WYPROWADZAM SIĘ Z POLSKI, TYLKO GDZIE?????

jesienna dekoracja ku pokrzepieniu ducha

Tak bardzo spodobał mi sie mój wczorajszy obraz, który zamieściłam z myślą o Uleczce w moim blogu, że dzisiaj zainspirowało mnie to zamieszczeniem obrazu martwej natury, która również melancholią jesienna jest co prawda przepełniona, ale jednak daje jakąś nadzieję na lepszy dzień.
Lepszy, to znaczy jako?
Ano jeszcze fajniejszy niż był wczoraj, gdy słonko jednak zza chmur czasami wyglądało, nawet miałam ochotę na chwilkę na ławeczce w moim ulubionym Parku  przysiąść na chwilę, ale wtedy akurat zerwał się wielki wiatr, który natychmiast ciemne chmury przygnał i deszczem pokropiło. Tak więc moje plany  obcowania z naturą spełznął na niczym.
Oj, niełatwo teraz będzie łapać te milsze chwile na ławeczce, ale wciąż mam nadzieję, że jeszcze w najbliższej przyszłości jeszcze mi się to uda.
Oby tego wiatru coraz mniej było, oby deszczyk nie padał, bo niestety  wtedy moje kosteczko bardzo na tym cierpią i okrutnie dokuczają.
A tak w ogóle to lubię sobie moje wpisy okraszać zawsze jakimś ładnym malunkiem, przecież od razu weselej w nim się dzieje.
Nawet wtedy, gdy o smutnej polityce wpis zamieszczam.
A tak po prawdzie są dwie opcje, usłyszałam już kiedyś, że ciekawsze  są moje apolityczne wpisy, ale również jeden z moich wiernych Czytelników powiedział mi, że mój blog bez polityki jest po prostu nudny.
No i jak tu wszystkich zadowolić????  Bardzo trudna sprawa.
Dlatego staram się oscylować w moich wpisach w tak zwanym „po środku”, aby nikogo nie zawieść.
A zresztą w tytule mojego bloga wyraźnie jest napisane: Krakowskim Targiem, czyli romantycznie i normalnie. Pewnie, że polityka nie jest akurat tematem wyraźnie romantycznym, ale przynależy do tej drugiej części tytułu, czyli do normalności, tego co nas na co dzień otacza.
Przecież każdy z nas w takiej rzeczywistości jest przecież osadzony, a polityka jest jej częścią składową.
Tylko, że dzisiaj nie wiele więcej już o polityce mogę pisać, bo właściwie nic nie zmieniło się od wczoraj.
Pis dalej powiela przekaz dnia o odgrzewanych kotletach.
Ale to jest tylko pokaz olbrzymiej pisiej obłudy. Kiedyś Kaczyński z sejmowej trybuny krzyczał o kajmacko – dresiarskim języku używanym przez peowskich prominentów, dzisiaj słowa niecenzuralne, płynące z ust obecnego premiera jakoś mu nie przeszkadzają, nie kalają jego katolickich uszów.
Kiedyś ówczesna opozycja pisowska domagała się dymisji ówczesnego premiera Donalda Tuska, tłumacząc, że jest narażony na ewentualne szantaże przez osoby posiadające taśmy prawdy, dzisiaj jakoś nie widza problemu w tym, że na takie same szantaże może być narażony dzisiejszy premier, po prostu nie ma problemu, kropka, koniec. To już było, dotyczyło to tylko poprzedniej ekipy, a że rykoszetem odbija się to teraz na obecnym rządzie nie przyjmują do wiadomości, po prostu lekce sobie to ważą.
Kiedyś to były odrażające taśmy prawdy dotyczącej odrażającej  władzy PO, dzisiaj to są tylko odgrzewane kotlety, nie mające właściwie żadnego znaczenia w polityce, bo nie tyczą już poprzedniego rządu, a to, że  znaczący prominent tego rządu głęboko jest w tym umoczony, nie odgrywa aż tak ważnej roli.
Jest takie powiedzenie: Punkt widzenia zależy od miejsca zasiedzenia.
A pisowski rząd tak bardzo się zasiedział już przy tych swoich sterach, że wydaje im się, że już nikomu  nie uda się ich  od tych sterów odciągnąć.
Do czasu pisiory, do czasu.
Przyjdzie kryska na Matyska a wtedy….
Obojętnie, czy Kryska, czy Kryśka, czy Jarek i  Mateuszek ze swoją ekipą , każdy z nich za wszystko odpowiedzą. 

Dzisiaj jest bardzo ważny dla mnie dzień, albowiem po pracy idę na szkolenie w związku z  moim członkostwem w Komisji Wyborczej.
Nigdy nie brałam  tak czynnego udziału w wyborach, zawsze byłam tylko tą głosującą, a przyznam, że nigdy żadnych wyborów nie opuściłam, w tym roku będę pilnowała porządku w Lokalu Wyborczym.
Muszę przyznać, że jestem tym faktem bardzo przejęta, więc muszę zaopatrzyć się w jakiś notes i w co najmniej dwa dobrze piszące długopisy, aby wszystko skrupulatnie sobie pozapisywać, by czegoś w czasie wyborów  21 października nie przegapić 
Będę miał więc swój czynny, nawet bardzo czynny udział w wyborach, tylko żeby………potem nie żałować, że mogłam zrobić jeszcze więcej.
Więcej????? tak, dla mnie więcej oznacza odciągnięcie tej podłej partii Pis od władzy, wcale nie ukrywam, że jestem wręcz wrogo do nich nastawiona, ale trudno myśleć inaczej, gdy się widzi, co ta partia z nami wyrabia. Ja opaski na oczy nie wsadziłam.

Chyba jednak nie będzie to najgorszy dzień, bo co prawda słonko jeszcze do mnie nie zajrzało, chmurki jeszcze po niebie się przewalają, ale jest szansa, że będzie to całkiem przyjemny dzionek, najważniejsze, że wiatr i deszcz nie dokuczają. Można powiedzieć, że jak na tę porę roku jest całkiem ciepło.

No to całkiem miłego i pogodnego czwartku Kochani, wciąż jeszcze mamy tę piękniejszą i cieplejszą część jesieni.
Jeszcze listki z drzew nie pospadały, jeszcze suche patyki gałęzi nas nie straszą.
No i jeszcze wciąż są śliwki, moje ostatnio ulubione owoce.

FAJNEGO DNIA 

środa troszeczkę inaczej

    

 Dzisiaj Uleczko troszeczkę inaczej, niż zwykle, dzisiaj nie żywe, ale ślicznie namalowane róże, które zauroczyły mnie swoim pięknem.
Tak trochę przypominają porę roku, która do nas zawitała, są takie pełne melancholii, pełne wspomnień o tamtych ciepłych, letnich dniach, które już przeminęły.
Ale wszystko ma swój początek i swój koniec, musimy z tą życiową prawidłowością się godzić i żyć zgodnie z kalendarzem, prawda Ulu?
Akurat Ty jesteś zawsze taka pełna werwy życia, masz tyle wspaniałych pomysłów na życie, tylko Ci pozazdrościć, albo…. brać z Ciebie przykład.
No to życzę Ci na te długie, jesienne dni wiele humoru i wiele uśmiechu, oraz wspaniałego towarzystwa samych miłych Koleżanek i Kolegów Uleczko.
Spędzaj te swoje jesienne dzionki tak jak lubisz, na spacerkach  z kijkami w rękach, mam nadzieję, że pogoda będzie Ci dopisywała, albo i też spędzaj je  na tych swoich karczemnych ćwiczeniach na siłowni, które Ciebie akurat jakoś wcale nie męczą, jak Ty to robisz???
A po jesieni przychodzi co prawda biała zima (oby nie mroźna), ale potem nasza upragniona śliczna wiosna no i… Twoje upragnione lato z eskapadami po Polsce.
No tak, już w ten sposób prawie cały rok opisałam w jednym wpisie, ale wiem, że Ty akurat to wszystko co mam na myśli, świetnie rozumiesz i podzielasz moje zdanie.
Wszystkiego najlepszego Uleczku na dzisiaj i na cały bieżący tydzień, bo co prawda wiem, że Ty codziennie mój blog czytasz, ale środa jest tym specyficznym dniem, gdy do Ciebie zawsze mam zdanie odrębne.
Całuski i troszkę jesiennego słonka Ci podsyłam. 

No cóż Uleczku, teraz muszę przejść do rzeczy bardziej realnych, niż marzenia o letniej przygodzie.
Niestety polityka ciągle jest tematem mojego blogu, bo nawet gdybym nie wiem jak od niej chciała się odżegnać, ona ciągle mnie dotyczy, mnie denerwuje.

Czy lubicie odgrzewane kotlety?
Pewnie nie są takie smaczne, jak te od razu świeżo z patelni podane, chrupiące, wręcz przepyszne.
A takimi kotletami była afera podsłuchowa poprzedniego rządu.
Oczywiście według pisowskich funkcjonariuszy, o przepraszam, wtedy oburzonej pisowskie opozycji (ale nie totalnej!),  rzeczą skandaliczną było to, że w tak lekko frywolny sposób peowscy polityce wyrażali się o Polsce, o jej problemach, używając do tego w dodatku całkiem nieparlamentarnych słów, w dodatku świetnie przy tym się bawiąc, zakrapiając te polityczne biesiady wódeczką i przekąszając sławetnymi ośmiorniczkami w sławetnej restauracji ” U Sowy”, dając tym wyraz wielkiego lekceważenia dla Polski.
Fakt, wiele słów, które tam padły, nie powinny miały mieć miejsca, ale teraz, gdy okazało się, że takim podsłuchom również podlegał ówczesny prezes banku, a dzisiejszy premier Morawiecki, sprawa nabrała całkiem innego wyglądu.
Teraz już nie pisowska opozycja, a pisowscy rządowi funkcjonariusze, lekceważą słowa, również zresztą nieparlamentarne i pełne pogardy, wyrażane przez Mateuszka Morawieckiego, traktując tę całą bardzo dla nich niewygodną sprawę jako właśnie niepotrzebnie odgrzewane kotlety.
No pewnie, gdy takie słowa padały z ust peowców  był  wtedy niebywałym skandalem i hucpą, godną potępienia, a gdy te słowa padają z ust obecnego premiera, są tylko nic nie znaczącym szczególikami, a właściwie to są prowokacją, którą niedobra totalna opozycja chce walczyć z najlepszym rządem pod słońcem w całej Europie.
Taką właśnie mamy demokrację.
Ale nic to, dzisiaj czytałam najnowszy sondaż i o ile on jest prawdziwy (a jednak mam co do tego wątpliwości), to prawie 43 procent Polaków nadal popiera ten pisowski nierząd.
No i doszłam do wniosku, że widocznie Polacy uwielbiają wprost być kopani po tyłkach, muszą czuć nad sobą kij, którym po plecach obrywają, taka jest to polska martyrologia, wpisana w nasze dzieje, bez niej nasza historia nie miałaby żadnego znaczenia.
Dopiero gdy ciosy będą już tak dotkliwe, że ci nawet najbardziej spolegliwi boleśnie je odczują, dopiero wtedy naród zrozumie, że dał się znów zapędzić w kozi róg, podniesie wtedy czoło, wystawi ręce i z okrzykiem do boju ruszy naprzód.
Tylko jak długo jeszcze normalni, nie wierzący w gruszki na wierzbie Polacy mają cierpieć?
Jak długo? Już o tym pisałam, wybory mogą to zmienić, chociaz wiem, że łatwo nie będzie, bo pokusa wyborczych machlojek dla rządzącej nacji  będzie bardzo silna.
Co prawda nadal nie rozumiem, jak to naprawdę jest z tymi sondażami, bo gdy wejdę na jakiekolwiek forum, bądź to na Onecie, Gazecie (no tak, to według pisu są proniemieckie media), więcej widzę negacji tego „wspaniałego rządu”, niż jego pochwał.
Ale i czasami pochwały są, jasne, kto chce zarobić parę groszy, może napisać kilka hejtów i już dniówka na alkohol jest zaliczona.
Nie rozumiem tych ludzi, którzy za marne parę groszy się sprzedają, nie tylko zresztą sprzedają siebie, ale swoich najbliższych, swoje rodziny, przyjaciół, całą Polskę.
Czy warto potem nosić za sobą markę „sprzedawczyk’?????
Skąd są te wspaniałe sondaże dla kłamców, którym udowodniono, że kłamali, że kłamią, ze przekrętami doszli do władzy, bo w normalny sposób by  wygrać nie potrafili.
No i skąd się wzięło te 43 procent, skoro w czasie wyborów parlamentarnych na Pis zagłosowało tylko 19 procent Polaków???????
To wszystko jest wielką niewiadomą, ale ciągłe, nieustannie mam nadzieję, że wreszcie z tego koszmarnego snu się obudzę i wreszcie będę znów mieszkała w normalnej Polsce, gdzie nikt nie będzie mi kazał robić, czy  czytać to co oni chcą, nikt mi nie zakaże chodzić na filmy, które chcę oglądnąć.
A propos filmy: Jak wiemy w kilku miastach w Polsce została wdrożona cenzura na nowy film Smarzowskiego „Kler” Oczywiście rząd pod wpływem naszego zakłamanego duchowieństwa usiłuje wymóc poprawność religijną w naszym kraju, tuszując zło, sprawy, które niestety nie są łatwe do zatajenia, zbyt dużo ludzi wie doskonale, co się wśród polskiego duchowieństwa (na szczęście nie całego) dzieje.
Nie jest to nic innego jak cenzura, która tak boleśnie nas już kiedyś dotykała, młodzi tego nie pamiętają, ale my, wcześniej urodzeni, doskonale pamiętamy, ile filmów, książek, artykułów w gazetach był niedopuszczanych dla ogółu, dlaczego więc teraz, gdy podobno według Kaczyńskiego mamy pełnię demokracji, tamte demony do nas powracają?
Oczywiście ocenzurowanie filmu „Kler” nie jest niczym innym jak dodatkowa dla niego reklamą, w przeciągu jednego weekendu przekroczona była liczba miliona widzów oglądających ten film, nadal są kolejki przed kinami (tam, gdzie jeszcze cenzurze nie udało się zablokować dostępu do tego kina), ale również ten film zrobił również i furorę w Europie, w wielu zachodnich państwach również wszedł on na ekrany i też cieszy się tam wielką popularnością.
Zresztą to nie jest film tylko o pedofilii, ale o innych niestety znanych ludziom grzechach i grzeszkach polskiego kleru, jak pijaństwo, chciwość, nieumiarkowanie w jedzeniu i w prowadzeniu wręcz hulaszczego,  podwójnego życia.
Gdy masz jakiś problem i zamkniesz mocno oczy, problem tym samym nie znika, pozostaje nadal problemem, tak samo jest i z problemami naszego duchowieństwa. To są tylko ludzie, którzy też ulegają różnym pokusom i nie zawsze potrafią sobie ze swoimi problemami dawać radę, ale nie można powiedzieć, że nic złego w kościele się nie dzieje.
Dzieje się, niestety to widać, bo coraz mniej ludzi do Kościoła przychodzi, coraz więcej ludzi jest zniesmaczonych tym zakłamaniem i złą wolą wielu księży, ich brakiem pokory w przyznawaniu racji „zgrzeszyłem, przepraszam”.
Przykładem anty katolickiego księdza mógłby zostać Ojciec Rydzyk, jego postać powinno się jako wzorzec  oprawić  w ramki, powiesić i dać pod spodem napis: właśnie tak nie powinien postępować żaden kapłan, bo ten tutaj jest tylko symbolem zła, jest jak diabeł przebrany w komusze szaty.

Dzisiaj obudziłam się nawet dosyć wcześnie, bo mniej więcej kwadrans po godzinie szóstej i z wielkim zdziwieniem zauważyłam, że za oknem jest jeszcze prawie noc.
No cóż, trzeba było zapalić górne światło, żeby zrobić sobie poranna kawkę i spokojnie ją sobie wypić
A tak niedawno o tej porze dnia było już jasno, teraz szybko zmrok zapada i bardzo długo dzień budzi się do życia.
Ale przynajmniej mam cieplutko w domu, mój piec grzeje znakomicie, jakie to miłe, gdy rano wstaje się z łóżeczka i nie jest zimno.

Na razie ponuro jest za oknem. Ale wczoraj mimo deszczu i tak słonko na moment wzeszło, pewnie za moim zaklęciem Abra Kadabra, które dzisiaj znów wygłosiłam, kręcąc moim magicznym palcem młynki w powietrzu, ale czy to dzisiaj też pomoże?

Ja w to wierzę

Jednak miłej i spokojnej środy wszystkim, nie tylko Uleczce życzę, niech będzie ona pogodna i przyjemna, przynajmniej bez żadnych wichur i  bez deszczowych opadów, no i z chociaż odrobiną słoneczka.