Bardzo ważna dla mnie data 2 września

RÓŻA DLA MOJEGO TATY !!!

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo smutny dzień, bo 45 lat temu mój Najukochańszy Tata odszedł ode mnie na zawsze.
I chociaż tyle już lat od Jego śmierci minęło, jednak z jednakowym bólem wciąż Jego wspominam, zawsze czuję Jego obecność.
Mój Tata był nie tylko wspaniałym człowiekiem, ale dla mnie był niedoścignionym wzorcem i taki na zawsze w mojej pamięci i w moim sercu pozostanie.
KOCHAM CIĘ TATO I BARDZO, BARDZO ZA TOBĄ TĘSKNIĘ !!!!!

A dzisiejsza data kojarzy mi się jeszcze z jednym faktem sprzed 3 lat, gdy wtedy właśnie przeprowadziłam się do obecnego mieszkania.
Pamiętam te wszystkie obawy, które mnie wtedy dopadły, jak się okazuje, całkiem niepotrzebnie, bo przecież mieszka mi się tu, na Szymanowskiego wprost fantastycznie i wcale już nie chciałabym się stąd wyprowadzać, a tym bardziej nie chciałabym wrócić na ulicę Smoleńsk!!!
Ten spokój, nawet ta samotność, która wcale aż tak dokuczliwa nie jest, no i przede wszystkim ta obecność Parku Krakowskiego tuż obok domu…
Czasami czuję się jak księżniczka, któr wychodzi ze swojego pałacu i idzie dosłownie parę kroków na spacerek po własnym dużym ogrodzie, po parku. Cudownie jest, a że czasami tam też ludzie przychodzą? też dobrze, bo mam przynajmniej do kogo się odezwać. Już znam chyba połowę właścicielki piesków odwiedzających park, jakoś dziwnie pieski mnie polubiły i przychodzą się ze mną przywitać, ale oczywiście najważniejsza jest Lola, która wprost uwielbia ze mną bawić się piłeczkę, to mnie, a nie swojemu panu piłeczkę przynosi i prosi by jej ją rzucić.
Teraz trochę będzie pewnie inaczej, bo V.I.P. właśnie powrócił z nadmorskich wojaży do Krakowa i będe pewnie też z nim dzieliła miły czas w Parku, byleby tylko pogoda nam dopisywała, bo już zapowiadają ochłodzenie, ale….nie wierzę w te wszystkie prognozy, dzisiaj mówią tak, jutro co innego…….
Zeszłego roku piękne, jesienne dni w Parku trwały aż do połowy października, może nawet i dłużej i często w Parku z V.I.P-em się tam spotykaliśmy.
Jedno co tylko sen z oczy mi zmiata to…zima, a dokładnie to moje elektryczne ogrzewanie mieszkanie, strach pomyśleć co będzie, gdy opłaty za prąd pójdą dość wyraźnie w górę, ale przecież w chłodnicy siedzieć nie będę, jakoś sobie poradzić będę musiała
Zresztą zima trwa tylko ( aż!) 4-5 miesięcy, potem znów upragnione ciepełko przyjdzie…….
I właśnie wczoraj spędziłam taki bardzo miły i słoneczny dzionek w Parku Krakowskim, tym razem już nie z Lolą, ale….tak, tak, z V.I.P.-em, który już po urlopie powrócił wreszcie do Krakowa.
Oczywiście w Parku trwał Piknik, więc całe chmary ludzi park wypełniła, wszędzie było gwarnie, nawet w tle gdzieś tam wydobywała się z głośników muzyka, ale przynajmniej nie tak jak poprzedniego tygodnia hałaśliwa i z każdego kątka parku wybrzmiewała.
Ale my usiedliśmy na ławeczce z tyłu Parku, daleko od tego całego zamętu i było całkiem sympatycznie. Słonko co prawda dobrze przygrzewało, bo było 32 stopnie w cieniu, ale na całe szczęście od czasu do czasu zrywał się niewielki, ale przyjemny wiaterek, który miło chłodził nasze głowy.
V.I.P -a nie było ponad miesiąc w Krakowie, więc mieliśmy sobie wiele do opowiadania, chociaż i tak przecież codziennie rozmawialiśmy w tym czasie przez telefon. Ale jednak takie spotkanie te-ta-te to całkiem co
innego 🙂
Dzisiaj pogoda da nam chyba odpocząć od tych upałów, jest o wiele chłodniej i nieco nawet ponuro, nawet zapowiadają deszcze.
Ale i tak dzisiaj nie miałabym czasu na spacery po parku, bo po urlopie idę dzisiaj do pracy, a teraz rano jestem we ferworze załatwiania zwrotów tych pieniędzy niefortunnie przeze mnie pobranych na zakup tego nieszczęsnego Iphona.
Muszę obdzwonić i e-sklep i hurtownię, potem pewnie jeszcze będę telefonowała do Alior Banku, tak więc sporo załatwień przede mną – trzymajcie za mnie kciuki, bym pomyślnie podkręcała to wszystko , co sama namąciłam.
Życze miłego poniedziałku, oraz bardzo udanego całego tygodnia