ot, takie tam sobie małe kłopoty

Życie składa się z nocy i z dni, ale czasami bywają niedziele

To jest moja ulubiona maksyma, zapożyczona z „Nocy i dni”, a wygłoszona przez Barbarę Niechcic.
I takie własnie te nasze dni, tak sobie płyną i płyną, okraszone przeróżnymi, raz miłymi, raz przykrymi zdarzeniami.
Wczoraj miałam kłopoty z internetem, Trzeba przyznać, że Orange bardzo profesjonalnie podszedł do tego problemu, zaraz po zgłoszeniu awarii podjęli stosowne kroki i internet mi powrócił, ale jednak jeszcze kilkakrotnie się zawieszał. Na usunięcie usterki (zresztą co jakiś czas występującą) mają 36 godzin i mają mnie smsem powiadomić o całkowitym zakończeniu.
W każdym bądź razie za niedogodności w transporcie do mnie netu mnie przeprosili i w ramach rekompensaty przyznano mi dodatkowe 10 GB transmisji internetu na mój komórkowy telefon.
Trzeba przyznać, że dba Orange o swoich klientów, czemu może nie powinno się dziwić, bo w tej chwili konkurencja w komórkowej branży jest spora, sama już wielokrotnie byłam namawiana na zmianę firmy. Najbardziej agresywna jest firma Plus, która wciąż, a to smsami, a to mailami usiłuje mnie ściągnąć do siebie, oczywiście złote góry obiecując. Cóż walczą o klienta, podobnie jak i inne firmy z tej branży, ale nie ze mną takie numery, ja pozostaję wierna firmie Orange, jestem z nimi już chyba około 20 lat i jak dotąd nie miałam wielkich kłopotów, chociaż wiem, że sporo osób na Orange narzekało. Ale jaką mam gwarancję, że po przejściu do innej firmy będę miała zapewnione lepsze warunki?
Kłopot mam też z hurtownią, która jak dotąd jeszcze nie przelała moich pieniędzy za nie kupioną komórkę. Jak już kiedyś pisałam, niestety telefoniczny kontakt jest prawie z nimi niemożliwy, więc napisałam maila, w którym grzecznie poprosiłam o przyśpieszenie przelania moich pieniędzy, jako, że musiałam się zadłużyć, aby spłacić ten lekkomyślnie wzięty kredyt w Alior Banku i zostałam bez środków do życia. Oczywiście nie jest do końca prawda, ale podstęp zadziałał, bo jeszcze późnym wieczorem dostałam od nich wiadomośc, że już rano sprawdzą, dlaczego pieniądze nie zostały jeszcz wysłane. Co prawda to jeszcze wciąż nic nie znaczy, ale o jeden malutki „pych” sprawy jestem już do przodu. Że też człowiek musi fortelów używać, by swoje odebrać!
Wczoraj w moim Parku trwał remont drzewostanu. Patrzyłam z podziwem na tę akcję, która przechodziła bardzo sprawne, cały płat parku był dla bezpieczeństwa najpierw otoczony taśmą, a potem jeden z panów balansował z piłą na tych wysokich drzewach i bardzo sprawnie usuwał zeschłe gałęzie.
Naprawdę z wielką radością patrzę, jak bardzo dbają o ten mój ukochany Park.
Klomb jest co jakiś czas podlewany, kwiaty na nim pięknie wybujały w górę, tworząc kolorowy dywan, zachwyca on wiele oczu, bo zauważyłam, że wiele osób lubi się fotografować na jego tle. No a teraz jeszcze drzewa dostały nową szatę tej jesieni, jeszcze są wciąż zielone, chociaż żółcią już gdzieniegdzie poprzeplatane.

Po prostu kocham ten mój Park, wspaniale w nim się czuję, a moje spotkania z uroczą Lolą są dla mnie wielką przyjemnością.
Co prawda ostatnio znów mam trochę kłopotów z chodzeniem. Wczoraj podziwiałam starszą już panią, która z kijkami po parku maszerowała. Zaczepiłam ją na moment i chwilę porozmawiałyśmy. Zachęcała mnie do takiego spaceru z kijkami, bo chociaż też bolą ją nieraz kolana i doskwiera kręgosłup, jednak uznała, że tylko ruchem może sobie pomóc.
Pewnie ma rację, tylko…ja w tej materii jestem tak bardzo niereformowalna…….
Mam co prawda kijki, są gdzieś tam mocno schowane w szafie, ale wciąż nie mogę się zdecydować na ich używanie. A może jednak powinnam?
Ej, leniuch jestem i tyle. Ale co, nie wolno mi nim być?

W polityce też „ciekawie” się robi, jestem bardzo ciekawa, co też takiego wymyślił Kaczyński, że przełożył część sejmowej sesji na czas po wyborach. Czyżby jednak brał pod uwagę możliwość swojej przegranej i w pewnym sensie zabezpiecza swoją przyszłość, czyli swoje bezpieczeństwo?
Przecież zanim nowy Sejm będzie cokolwiek mógł ustalić, stary moze jeszcze odpowiednie „reformy” zabezpieczające obecny rząd przeprowadzić, szybko je prezydent wtedy pdpisze i będa niestety obligatoryjne.
Coś mi się wydaje, że niełatwo będzie się od tej psiej zgraji uwolnić.
Nawet gdy już nie będa u sterów rządów nieźle jeszcze Pis nam nabruździ.
Ale nie uprzedzajmy faktów.
W każdym bądź razie na pewno ranga samej instytucji Sejmu spadła bardzo nisko, trudno ją będzie w przyszłości odbudować.
Sejm, który ma być miejscem dyskusji, politycznej pozytywnej konfrontacji poglądów, stał się targowiskiem arogancji, niestety !
Na razie wyraźnie widać, że swoim niebywałym tupetem Pis pokrywa niepewność ich przyszłości. Wczoraj nie udało się przeprowadzić Wotum Nieufności wobec prokuratura Ziobry, ten proces został przez Pis zablokowany (co oczywiście było łatwe do przewidzenia), ale tyle kłamstw ile padło w tym czasie z wszystkich przemawiających pisowskich prominentów, tyle oskarżeń poprzednią ekipę rządzącą, chociaż nie to było tematem debaty, chyba świadczy o tym, kto naprawdę nami rządzi.
A już szczytem chamstwa był hejterski atak przez posłankę Krystynę Pawłowicz na Rzecznika praw Obywatelskich, która wylała z siebie całe potoki oszczerstw i obrażających słów wobec pana Bodnara, niestety odpowiedzialny za tę Komisję przewodniczący Piotrowicz nie tylko, że nie uciszył napadającą posłankę, ale nie udzielił głosu po tych napadach samemu rzecznikowi, który nie mógł się w ten sposób przed hejtami obronić, a także wręcz wygaszał głosy obrońców rzecznika, bezczelnie, bez zdania racji wyłączając im mikrofony.
Niestety to zjawisko można zaliczyć tylko do politycznego chamstwa, ale niestety takie jest cały Pis………..
A ja ciągle mam nadzieję, że przyjdzie czas prawdziwej sprawiedliwości i za te wszystkie pisie wyskoki każdy z nich odpowiednio do swojej winy odpowie.
Może jeszcze nie w październiku ….chociaż….kto wie……
Ale stosowny czas przyjdzie !!!!!!!
Jak wskazuje historia dziejów, każda satrapa kiedyś za swoje niecności odpowiada.

Dzisiaj znów wstał piękny, słoneczny i co najważniejsze ciepły dzień.
Co prawda poranek jest jeszcze chłodny, ale gdy ja wyruszę do pracy będzie już całkiem przyjemnie, a temperatura może oscylować nawet około 25 stopni.
Byleby mnie te nóżki tak nie bolały, kręgosłup nie doskwierał i byleby te moje kręciołki z głowy znów mi wyparowały, bo coś kilka ostatnich dni nie mogłam pod względem kondycyjnym zaliczyć do najlepszych.
Ale raz jest tak, raz jest siak, czyli jak to mówił rejent Milczek: „niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”

No to miłego i ciepłego prawie już jesiennego czwartku życzę, bo mimo 25 stopni Celsjusza na termometrze, ta temperatura wydaje się mniej efektywna, niż jeszcze miesiąc temu.
Ale nie narzekajmy, jest dobrze, nawet bardzo dobrze.
DO JUTRA!!!!