parkowe reminiscencje

Mimo, że nie jestem właścicielką żadnego czworonoga, mam już kilka zaprzyjaźnionych psów w moim Parku.
Na przykład Dropsik. Bardzo miły i spokojny piesek, zawsze przykładnie na smyczy wyprowadzany przez swoją panią, lub swojego pana, też bardzo miłych i zrównoważonych właścicieli.
Jest takie powiedzenie, jakie pies, taki i jego właściciel i jak widać coś z prawdy w tym powiedzeniu jednak jest.
Dropsa ponałam podczas pobyt u mnie Pepy, oba pieski wtedy bardzo się ze sobą zaprzyjaźniły.
Niedawno Dropsik miał bardzo niemiłą przygodę, idąc na smyczy, prowadzony ze swoją panią, został napadnięty przez biegnącego …buldożka francuskiego. Oczywiście to nie był żaden znajomy mi buldożek, ot, akurat ten „egzemplarz” przez park przechodził, szedł luzem i nie wiadomo czemu napadł na biednego Dropsa, oskalpował i ząbkami uszkodził koniuszek jego ogonka.
Nie byłam co prawda świadkiem tego incydentu, ale znam go z opowiadań, a zresztą przez kilka dni Drops chodził przez park wyraźnie zgaszony, był bez humoru, pewnie go nadgryziony ogonek bolał, a może też i psychika pieska nieco siadła…..
Teraz na szczęście ogonek Dropsa już się goi, nawet zaczyna porastać sierścią, a i piesek znów stał się o wiele weselszy niż jeszcze kilka dni temu.
No właśnie, pies to tylko pies, nigdy nie można przewidzieć, co mu do głowy wpadnie. Tylko jakoś mi się nie może zmieścić w głowie, że francuskie buldożki potrafią być takie groźne, ale widać z tego, że na pewno wiedzą, po co mają ząbki. Tylko moja Pepa, ani zaprzyjaźniona Lola na pewno by na innego pieska nie napadły.
Oczywiście wczoraj w Parku spotkałyśmy się Lolą, wszystkie moje obawy zostały więc odroczone w czasie. Bawiłyśmy się jak zwykle piłeczkę i było bardzo miło, ale w pobliżu zebrała się grupka innych piesków i do nich ochoczo Lola pobiegła, a ja z oddali patrzyłam, jak kilka piesków wesoło hasają, goniąc po łące, poszczekując przyjaźnie. Ale do czasu.
Nagle jeden z nich po prostu napadł na swojego dotychczasowego kompana zabaw i wszczęła się niezła awantura, która przeniosła się w okolicę ławki, na której siedziała przypadkowa, starsza pani i to ona przez tego prowodyra też została ząbkami zaatakowana. Oczywiście była krew i masa nerwów, bo okazało się, że pani ma kłopoty z krzepliwością krwi i rana na nodze niezbyt się chciała zasklepić, ale po jakimś czasie udało się sprawę załagodzić, a właścicielka atakującego psa pobiegła do domu, aby przynieść świadectwo szczepienia psa.
Na szczęście Lola nie brała czynnego udziału w tej całej aferze, co prawda troszkę też poszczekiwanie, ale z bezpiecznej odległości, nie brała udziału w tym kłębowisku coraz bardziej zajadłych na siebie psów.
A dlaczego o tym piszę?
Każdy z nas może na drodze spotkać jakiegoś psa, właściwie tak do końca nie każdemu psu zaufać można, bo kto wie, jaki malutki nawet zapalnik zadziała i już z potulnego pieska robi się groźna bestia.
Mimo, że miałam kiedyś psy i mimo, że lubie psy, zawsze ten margines zaufania staram się zachować, chociaż….całkiem nie tak dawno zaatakował mnie ząbkami dosyć boleśnie malutki szczeniak Kamilki i też krwawą rysę na moim przedramieniu zostawił.
Ale pieski na ogół mnie lubią, kiedyś siadłam na ławce w drodze do pracy, a tu podbiegł do mnie całkiem obcy mi mały piesek i wesoło zaczął ze mna się witać. Oczywiście pani go zaczęła strofować, bo piesek łapkami na kolana mi wskakiwał, ale ja uspokoiłam, że na ogół wszystkie pieski Ciocię Ewę kochają. Może to czują, że je lubię?????
Są co prawda przypadki, że niektóre psy mnie jednak obszczekują, ale pewnie to dlatego, że nie podoba im się mój nieco kulawy sposób chodzenia, ale na szczęście na szczekaniu się to kończy, jeszcze dotąd żaden pies (no właśnie z wyjątkiem tamtego szczeniaka Kamilki) mnie nie zaatakował.
Ale wczorajsze popołudnie w Parku również spędziłam z bardzo miłą mi osobą, z V.I.P-em. Gdy pieski już sobie poszły i zaległa się miła, parkowa cisza, miło było posiedzieć sobie w jesiennym już niestety słoneczku i porozmawiać.
Niestety, to słonko już nie grzeje tak mocno jak kiedyś, ale drzewa są jeszcze wciąż zielone, chociaż i gdzieniegdzie żółte listki już się pokazują.
Nie wiem, czy dzisiaj też uda mi się posiedzieć w Parku, zapowiadają deszczową pogodę na dzisiaj.
Jak na razie na szczęście nie pada, nawet słonko zaświeciło, więc muszę szybciutko wybrać się ze swoim wózeczkiem na zakupy.
Fajna sprawa ten wózek, możesz naładować do niego towaru ile tylko chcesz i nie musisz potem tego dźwigać, wystarczy pociągnąć za sobą wózek.
Szkoda tylko, że taki wózek nie chce zapłacić za zakupione towary……..
No to miłej soboty, wolałabym jednak nie deszczowej (moje kostki znów by cierpieć musiały) i sporo dobrego humorku na dzisiaj.
Do kalendarzowej jesieni jeszcze trochę dni nam pozostało, a już wczoraj na moim balkonie zauważyłam wątłą nitkę Babiego Lata.