czy ja wiem?

W sumie powinniśmy być pełni nadziei, bo oto wstał nowy tydzień, z nowymi pomysłami, nowymi zdarzeniami nowymi nadziejami.
Tylko ostatnio z tą nadzieją na lepsze jutro jest niestety coraz gorzej, nawet ja, poprawna, a raczej niepoprawna optymistka, nieco w poprawę losu naszej Polski po 13 października przestałam wierzyć.
Tyle bzdur, które sam wielki „WUC” podczas ostatniego weekendu wygłosił, tyle patosu i kłamstw, które wylały się z jego ust, wprawiły mnie tylko w dodatkowe nerwy.
Ale niestety jest wiele osób, którzy uwierzą w ten „jarusiowy dobrobyt”, który zapowiada, śmiech na sali, płacz w przyszłości, gdy znów ludzie mu uwierzą.
Już nawet jeden z jego ministrów zapowiedział, że ten cały pisowski program to wielka ściema, która doprowadzi nas tylko do zwiększenia podatków, a także do niebywałej drożyzny.
Ale jak tym ludziom wytłumaczyć, że tak będzie? niestety na własnej skórze się przekonają, bo nawet te 500 plus, które dostaną, będzie wkrótce warte tyle co dzisiejsze 50 zł, bo tyle (albo i mniej) towaru za te pieniądze kupisz.
Niestety Jan Kochanowski miał całkowitą rację mówiąc ” Cieszy mię ten rym: Polak mądry po szkodzie, lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, nowa przypowieść sobie Polak kupi, że i przed szkodą i po szkodzie głupi”

No i proszę, Jan Kochanowski tworzył przecież w wieku XVI, czyli z tego wynika, że nasza narodowa głupota ciągnie się już od wieków, a także, że są osoby, które tę głupotę doskonale do swoich celów wykorzystać potrafią.
Niestety, żadna z tych konkluzji nie jest ani pochlebna, ani optymistyczna.
Najgorsze, że kiedyś mieliśmy przynajmniej wroga spoza naszego kraju ; Tatarów, Krzyżaków, Prusaków, Szwedów i wtedy trzeba było rzeczywiście granic naszego kraju bronić.
Na szczęście żadne inne państwa w tej chwili nam nie zagrażają, no może z wyjątkiem Rosji, która ma apetyt na zniewolenie Polski, ale robi to „dyplomatycznym kursem”, podporządkowując sobie pewne grupy, na które pułapki zakłada. A skoro wroga nie mamy, trzeba go koniecznie wymyślić i w ten sposób naczelny „Wuc” odnalazł ich najpierw w uchodźcach, którymi straszył przed poprzednimi wyborami, a ponieważ ten zasiany strach udało mu się wszczepić w rozum części Polaków, teraz sobie wynalazł nowego wroga w postaci społeczności LGBT, którymi również skutecznie(???) straszy.
Najgorsze jest jednak jest to, że i Kościół bardzo intensywnie w tę walkę się włączył, po pierwsze, żeby nadal na wysokim poziomie utrzymywać swoją polityczną i finansową pozycję, a po drugie (i co jest najważniejsze w tym przypadku) jest to sposób na pokrycie niedawno rozdmuchanej afery pedofilskiej w kościelnej hierarchii. Zauważcie, że od czasu, gdy tyle zaczynają mówić o szkodliwości LGBT, cała ta pedofilska afera zamarła, znikła, nikt i nic no niej nie wspomina, a Kościół nie musi się już tłumaczyć, bo rozum Polaków został przekierowany na całkowicie inne już tory i brzmi:
Formacja LGBT to twój wróg.
Tylko kto mi wytłumaczy, w jaki sposób ta formacja ma niby zagrażać polskiej rodzinie?
Jeżeli rodzina jest silna, kochająca się, żadne przeszkody nie są jej w stanie pokonać, rozbić, to tylko zależy od ludzi, którzy tę rodzinę tworzą.
Nie oszukujmy się, jest wiele (niestety) problemów, z którymi rodziny się borykają i wtedy słaba rodzina się rozpada, silna potrafi przetrwać najbardziej ciężkie turbulencje. Zresztą wystarczy poszukać w internecie, ile to prominentów z tej „wspaniałej, nieskazitelnej pisowskiej” gawiedzi doprowadziło do rozbicia rodzin, a już antywzorcem populistycznego hasła Jarusia: „rodzina to jeden mąż, jedna żona i dwoje, troje ich dzieci” może być jego własna bratanica, która ma już trzeciego męża (ciekawe w jaki sposób dostawała rozwód kościelny? po znajomości??) i troje dzieci, z tym, że dwójkę ma z którymś z poprzednich mężów) (chociaż też do końca nie wiadomo, kto rzeczywiście jest ojcem najstarszej córki), a trzecie dziecko już ma z trzecim mężem.
Pewnie, nie powinno mnie to obchodzić, to jej sprawa, jej życie, ale skoro stary kawaler, który nigdy nie miał ani żony, ani dzieci (koty się nie liczą!), a w dodatku był podejrzewany o skłonności homoseksualne, a w dodatku w swojej najbliższej rodzinie, której się przecież nie wyparł, bo utrzymuje z nią kontakt, ma koło siebie moralny delikatnie mówiąc bałagan , nie powinien nie tylko na temat rodziny się wypowiadać, ale ze wstydu powinien pod stół się schować, widząc brudy w swoim najbliższym otoczeniu.
A już na pewno nie ma żadnego moralnego prawa pouczać innych, jak żyć!!!!!!! ba, nie ma prawa niczego nikomu narzucać!!!!!
A co do tej rzekomej seksualizacji dzieci, o której Pis i Kościół tak chętnie mówi?, to nic innego jak totalne kłamstwo, które siłą nam narzucają.
Bardzo dobrze byłoby, żeby ten temat wprowadzany był stopniowo, w odpowiednim kontekście, związanym z wiekiem dziecka. Ważne jest, żeby nawet te małe dzieci wiedziały, że nie każdemu z dorosłych można zaufać, żeby miały się bronić przed złym dotykiem, przed złymi obietnicami ludzi niestety zboczonych.
Gdyby już wcześniej wprowadzano to uświadamianie o niebezpieczeństwie dzieci, nie byłoby tyle nieszczęścia z tą pedofilią, chociażby w kościele, któremu wierzyło się na zapas, zgodnie z zasadą ; „ksiądz to świętość” Otóż nie! w wielu przypadkach ta pseudo „świętość” była wykorzystywana przeciwko małym dzieciom, które nie potrafiły się przed tym nieszczęściem obronić.

Nasza „Polska w dobrobycie” niedługo przerodzi się w krainę ludzkich nieszczęść, ludzi bez pracy, bez środków do życia, co może wielokrotnie doprowadzać nawet do samobójstw, do chorób (Służba Zdrowia już padła, niedługo przestanie istnieć), będzie płacz i zgrzytanie zębów, a może i skończyć się krwawym powstaniem przeciwko pisowskiej dyktaturze.
Tylko po co to wszystko??????
Wystarcz 13 października iść do urn i mądrze zagłosować
LICZĘ NA WAS!!!!!!

Wczorajsze popołudnie też miło spędziłam w Parku, chociaż już było nieco chłodniej i tylko na ławce umieszczonej w słonku można było sobie posiedzieć Tym razem nie było Loli, ale za to zyskałam sympatię małego Jasia, który ufnie podszedł do mojej ławki, potem na nią się wdrapał i nie chciał wcale z rodzicami iść dalej. Nawet wspólne selfi sobie z Jasiem zrobiliśmy.
Spędziłam w Parku tylko jakieś dwie godziny, ale to i tak przynajmniej tyle na powietrzu przebywałam i krakowskiego tlenu (czytaj smogu) nałapałem
Ach zapomniałam, Kraków już jest niby wolny od smogu, bo przecież wprowadzili zakaz palenia w piecu węglem, drewnem, czy śmieciami, ale jednak wciąż jest w Krakowie spory ruch samochodowy.
A przecież Park Krakowski „przylepiony” jest do głównej arterii Krakowa, czyli do Alej, po których wciąż przetaczają się nie tylko samochody osobowe, ale i busy i autobusy, a także samochody transportowe, ciężarowe, duże tiry, więc raczej stosowny smog nadal tam się unosi i nawet parkowe drzewa nie są w stanie go pochłonąć.
Kiedyś, gdy budowano Aleje, miały być one w założeniu bulwarami miasta, niestety, wprowadzono tam regularny ruch, jako, że jest to główna arteria łącząca południe i północ Krakowa , która nadal. mimo obwodnic, jest chętnie przez samochody ciężkiego kalibru wykorzystywana.
Są co prawda projekty (pisała o tym niedawno Gazeta Krakowska), by znów przywrócić Alejom charakter Bulwarów, ale…….. na razie nie powstała żadna mądra idea, w jaki sposób ukrócić ten ruch na Alejach.

Dzisiaj poniedziałek, nowy tydzień. Pogoda w tym tygodniu będzie zmienna, raz będzie ciepło, raz chłodniej, ale życze dobreg humorku na dzisiaj i optymzmu na cały tydzień.