polska beznadzieja, czyli po prostu bylejakość

 

 

Ucieszyłam się wczoraj, bo dostałam telefon, że moja orteza już jest gotowa.

Pojechałam ją przymierzyć  i…. pani stwierdziła, że jest dobra, chociaż pewnie  sama

musiała widzieć, że nie tak do końca dobra. Miała dość spore kłopoty z umieszczeniem jej tam

gdzie trzeba,czyli na mojej nodze.

Co prawda dopięła mi ją na moim udzie, ale odrazu zastrzegła, że orteza może się

mi zsuwać, bowiem mam tzw stożkowe kolano.

 Nie znam się na sprawie, więc uwierzyłam w dobre intencje pani ze sklepu i w tej założonej

ortezie wyszłam ze sklepu, dopłaciwszy jeszcze do tej imprezy 150 zł ( resztę refundował

NFZ)

Tylko…… rzeczywiście po kilku krokach  zaczęła się ona zsuwać z mojej nogi i nagle zamiast

na kolanie miałam ją na…kostkach. Jeszcze ze dwa razy próbowałam ją z powrotem

zamocować tm gdzie trzeba, ale niestety,  nadal nie trzymała się mojej nogi.

Zatelefonowałam do Pani i powiedziałam, że mam zastrzeżenia do tej ortezy  i bardzo

się zdziwiłam, gdy usłyszałam jej wyjaśnienie, że teraz muszę  juz  zamówić sobie nową

ortezę i to w dodatku pełnopłatną, bo ta zamówiona już została przezemnie odebrana

Wściekłam się, skoro była ona robiona na tzw miarę, to powinna pasować do nogi, a nie

z niej spadać.

Po prostu ten pasek, który obejmuje moje udo jest za krótki, dwie części paska ledwo

dopinają się na  samych końcach rzepy, zamiast zachodzić na siebie, więc automatycznie

przy siadaniu, albo wtedy, gdy chodzę, mięsień uda opaskę  rozpycha i rzep się odkleja.

A przecież mierzyli mi tą noge tam i z powotem, tylko pani po pierwsze pani nie wzięła

poprawki, że przy siadaniu udo robi się nieco  grubsze, a przy chodzeniu mięsień pracuje

i może za krótki pasek rozpinać.

Po prostu zrobione jest to na odwal się, byle jakoś jest cechą tego produktu.

Bo skoro robiony jest na miarę,  to powinien być tak dopasowany, żeby trzymał się uda,

inaczej jego zakup mija się z celem.

Czyli jednym słowem euforia, która mnie wzoraj najpierw  dopadła odrazu odfrunęła w  dal.

A sam fakt, że pani nie chciała uznać mojej reklamacji, chociaż ona mi przysługuje,

wprowadziła mnie w złość.

Dzisiaj znów tam muszę jechać i nie mogę pozwolić sobie, by wciskali mi ciemnotę, że to

budowa moje kolana jest winna temu, że opaska poprostu jest bezużyteczna.

Jedni są chudzi, inni nieco grubsi ( no powiedzmy prawie że nieco), ale to wcale nie

oznacza, że ta druga osoba musi być pozbawiona możliwości używania odpowiedniego

dla niej sprzętu  ortopedycznego.

Wystarczyło zrobić ciut szersszy górny pasek, obejmujący całe ( grube!!)  udo i już byłoby po

problemie. I uważam, że pani w sklepie świetnie sobie z tego zdawała sprawę, gdy mierzyła

mi ta ortezę, że nie jest tak  do końca jak powinna być wykonana.

Powinna była mi powiedzieć: przepraszam, trzeba jeszcze tą opaskę poprawić, za dwa dni

dostanie pani już pełno uzyteczny  sprzęt, a nie wciskać mi bubla i mieć jeszcze  do mnie o to

pretensję, że towar był źle dopasowany.

Tak więc czeka mnie niezła przeprawa z personelem  sklepu w,  którym kupiłam  specjalnie dla

mnie sprowadziony na miarę  zły sprzęt

W dodatku dzisiaj jeszcze muszę jechać do pracy, aparat rtg został naprawiony i jestem

tam teraz już niezbędna, chociażbym nie wiem jak kulawa była.

Tak więc przedemną dzień pełen wyzwań,  pełen  walki o  mój byt.

Ale grunt się nie poddawać i o swoje walczyć, chociażby nie wiem jak człowiek był

nietypowym przedstawicielem swojego gatunku.

Koniec dyskryminacji grubasów, szyją  dla nich ubrania rozmiarów XXXL, to mogą też

i zrobić odpowiednia ortezę.

No bo jakby to wyglądało, gdybym poszła do krawcowej, u której zamówiłam sukienkę, a ona

mi powiedziała:  trudno,  co prawda uszyłam dla pani sukienkę na miarę , ale pani się w nią

i tak nie zmieści, bo jest pani za gruba, ale proszę mi za jej  uszycie zapłacić  300 zł, bo

 usługę wykonałam!!!!!!

No cóż, życie, samo życie, trzeba wciąż się o swoje upominać…..

Miłego dnia życzę, nadchodzą wielkie upały…..

Eeeee, ja sie tak nie bawie

                        

Coraz mniej czytelników, wczoraj nie było komentarzy…wcale mi się to nie podoba. 😦

A tak już uwierzyłam w swoje pisarskie możliwości, ba, nawet zastanawiałam się,

 czy aby ksiażki znów nie zacząć pisać, a tu ZONK, wszystko co dobre, już się skończyło

Zbyt mocno w swoje mozliwości uwierzyłam.

A tak wczoraj fantazja mnie poniosła, nawet miałam ju wysyłac do pani Minister Zdrowia

mój pomysł na lecznictwo …..

A moze to zbyt ładna pogoda uczyniła, że myślący pozytywnie ludzie zamiast siedzieć przed

komputerem, na spacerki się wybietają Pewnie szkoda takiej ładnej pory roku na głupoty

marnotrawić., jestem za, ale…

Oczywiście moje kolanko nadal jest niestabilne i niby nie boli, ale, wystarczy jednej

niefortunny krok i już ten przeszywajacy igiełkami ból powróca..

W związku z moją choroba miałam wczoraj gości Maćka i Darkę. Maciek przyniósł

mi wykupione lekarstwo, coś tam do wrzucenia do żołądeczka i oczywiście moje

ulubione „smoczki” Co prawda najpierw się ze mna droczył, że mi papierosów nie kupił, miał

je schowane, ale popatrzyłam na niego i stwierdziłam, że chyba taka świnka nie był, zeby

biednąa kochana cioteczkę tak ukarał… no i papieroski sę 0czywiście znalazły.

Co prawda kupił 3 a nie 4 paczki, ale dobre i to. Zawsze do dzisiaj mi starczą, a popołudniu

bedę znów coś musiała kombinować.

A wacając do tego przeciwbólowego lekarstwa. to jednak straszne jest to  zdzierstwo

bazujące na nieszczęściu chorego człowieka Co prawa xza to lekarstwo rzeczywiscie.

zapłaciłam coś około 72 zł ( w tej aptece, w której go Maciek wykupił mam zniżkę jako

 że jestem ich stałym klientem), ale skoro to lekarstwo mam zażywac dwa razy dziennie, a

jest tam tylko 30 tabletek , starczą one mi zaledwie  tylko  na dwa tygodnie, czyli miesieczne

leczenie ,usiało by wynieść 140 zł. No i obliczyłam, że jedna taka tabletka kosztuje aż 2 zł.

A to tylko jeden rodzaj lekarstwam a gdzie dwa rodzaje tabletek na  cukrzycę ( inne zażywam

rano, inne wieczorem, gdzie tabletki na ciśnienie, na wrzód żołądka i na przykład jeszcze

dodatkowo  potas i mgeż, które też powinnam zażywać??

Czyli leczenie musiało by wynieść miesięcznie około 250 – 300 zł

Tylko skąd na to brać. Są dwa wyjscia ; albo nie jeść dobrego papu i kupować leki, albo

……..pora umierać.

No jest też i trzecia opcja, mało realna: być wiecznie zdrowym.

Ale nikt takiego elikiru na wiczna młodość i na wieczne zdrowie jak dotąd nie wynalazł.

No tak, wracam do tematu, który już wczoraj poruszałam, więc na tym go zakonczę,

bo i tak nic nowego nie wymyślę, trzeba płacić i już, nie ma wyjścia.

Wczoraj Darka wciagnęła mnie w jakieś niezbyt mądre gry zamiesczone na Face Booku.

Całkiem nie rozumiem o co tam chodzi, sieje jakieś roślinki, daję je krowie do zjedzenia

potem krowke doję, biorę od niej mleko, które potem sprzedaję, by znów kupić roślinki dla

krówki…no i tak w koło Macieju.

Podobno dalsza część gry jest ciekawsza, ale muszę obowiązkowo

przez ileś tam leveli tą biedną krówkę karmić i doić, żeby wreszcie zdobyć tyle punktów, bym

przeszła do następnej fazy gry. Już po 10 minutach gra mi się znudziła, ale dzisiaj

po szokle ma przyjsć do mnie Darka i ma mi pokazać, jak w to grać, zobaczę, może akurat

mnie do  tej gry   przekona?

Wogóle nie rozumiem fascynacji Face bookiem, bo dla mnie to czarna magia, to już o wiele

więcej wole naszą klasę, chociaż w niej też ostatnio nie bywam ( z braku czasu, który

dzielę na mój blog, na mój Garnek no i grę w plemiona.)

Narazie czeka mnie jeszcze przymusowy pobyt w domu przez to chore kolanko, na szczęście

aparat nie jest jeszcze sprawny, do tego czasu mam nadzieję, że i stabilizator będzie już dla

 mnie dostępny,a wtedy… hulaj dusza piekła nie ma.

Tylko z kolei te zapowiadane 30 stopniowe upały…… dopiero noga w tym chomącie pocić się

będzie.

Nie mniej muszę koniecznie coś ze soba zrobić, nie moge całkowicie uziemnić sie w domu.

Ech, życie jest jednak bardzo, bardzo ciężkie……

Koślawe kolano, czyli…

                    

…….. jak się ( nie) leczy w państwowej służbie zdrowia.

Nie, jednak Kaczorek nie miał racji, służba zdrowia bezpłatna? to chyba jakaś paranoja!!!!

Nie może być całkiem  darmowa, bo państwa na to niestety nie stać.

Państwo powinno dopłacać napewno do tych, których nie stać na indywidualne

ubezpieczenie, bo i tak praktycznie w tej chwili służba zdrowia całkowicie bezpłatna nie jest –

to znaczy może podstawowe leczenie , niektórzy specjaliści tak, ale jeżeli już chodzi

o zabezpieczenie medyczne w medykamenty i dodatkowy sprzęt np. ortopedyczny, już

niestety  ten obowiązek bezpłatności odpada, dużą częścią tych wydatków obarczony

 jest pacjent.

No i co z tego, że jakaś babcia, czy dziadek będzie za darmo przebadany, skoro potem

nie stać ich na wykupienie lekarstw, czy w takim razie ta całkowicie bezpłatna służba ma

sens?.

NFZ dwoi się i troi, żeby jakoś te marne pieniądzę w miarę sprawiedliwie rozdzielać, ale

to jest trochę tak, jakby rozciągali zbyt krótką kołdrę  na bardzo szerokim łóżku, zawsze z

którejś strony wylezie prześcieradło……

Już nie mówiąc, że sama instytucja, jaką jest NFZ też sporo tych marnych naszych pieniędzy

pożera na swoje własne utrzymanie i dziura robi się coraz większa niestety.

Czy jest jakieś inne wyjście? Oddać nasze pieniądze w ręce towarzystw ubezpieczeniowych,

niech one mają okazję tak nimi gospodarować, aby pacjent miał  zabezpieczone leczenie

w miarę możliwości. Każda nasza składka powinna iść w ręce ubezpieczeniowców, bo i tak

każdy z nas taką składke płaci , a skoro kogoś stać byłoby na dopłatę do własnego

większego doubezpieczenia, miałby zapewniony większy, niż podstawowy koszyk

uprawnień. To byłoby sprawiedliwe, z tym, że dla ludzi słabo zarabiających albo dla emerytów

powstała by specjalna Ubezpieczalnia, która dbała by o ich leczenie.

No i tu dochodzę do meritum sprawy : Każdy pieniądz zarówno z Ubezpieczalni, albo

z Towarzystwa Ubezpieczającego szedłby za pacjentem  w ręce menagera przychodni,

czy szpitala,  i oni  nimi gospodarowaliby , przy czym oczywiście zaistniała by tu tzw zdrowa

rywalizacja, szpitale, które nie wywiązywałyby się ze swoich zobowiązań musiały by

niestety przestać działać. Taka groźba byłaby dla szpitala niejako motywacją do

należytej opieki nad pacjentem, a zarządzanie pieniędzmy pozwoliło by na mądry rozdział ich

na leczenie, na pensje i na inwestycje . Bo wtedy takiemu szpitalowi opłacało by się

zainwestować w nowoczeny sprzęt, który znów przynosił by im większe profity  ( za każde

badanie szpital od Ubezpieczenia dostawał by stosowna sumę)

Boże, jakie to proste!!!!!

Nie można by wtedy powiedzieć, że bezpłatna  Służba Zdrowia kuleje , bo co prawda

podstawowe ubezpieczenie nie byłoby może większe, niż w tej chwili, ale w miarę

możliwości mogłoby być dotowane przez Państwo, ale gross pieniędzy wpływajacych

do szpitali i przychodni pochodziło by od prywatnych ubezpieczycieli, w ten sposób

przychodnie  i szpitale lepiej by prosperowały, mogąc zapewnić wszystkim swoim pacjentom

należytą opiekę, obojętnie  na sposób spłacania stawki za chorych, no Ci z z prywatnych

ubezpieczeń mieli by może większe uprawnienia,lepsze warunki  lokalowe czy

lepsze wyżywienie, albo większy dostęp do niektórych badań, w zależności od tego, jaką

umowę podpisali by ze swoim ubezpieczycielem.

Ale Ubezpieczalnia ( ta pańswtowa)  też pilnowała by, aby ich pacjenci byli należycie leczeni,

mieli dostęp do badań takich, na jakie Ubezpieczalnię by stać było, dobry menager też mógłby

zdobywać dodatkowe fundusze np poprzez współpracę z różnymi Fundacjami, te wszystkie

pieniądze sżły by tylko  na podstawowę ubezpieczenie dla tych, których stać tylko na

podstawowe stawki ( podobne do dzisiejszych, bo przypominam, że każdy z nas takie stawki

płaci zarówno z pensji, jak i z emerytur).

Tylko trzeba kogoś odważnego, kto spróbowałby wprowadzić te różne inowacje w życie,

oczywiście specjalnymi ustawami obwarowany, aby osoby słabo uposażone nie były

pozbawione możliwości leczenia.

Za to jeszcze można by wprowadzić dla osób podstawowego ubezpieczenia pewien

limit na opłaty  recept, mniejszą część ( symboliczną)  opłacana była by przez pacjetów

większa  część byłaby dotowana z funduszu ubezpieczeniowego. Osoby z Ubezpieczeń

prywatnych opłacali by swoje recepty sami, albo część opłat pokrywałoby ich towarzystwo

ubezpieczeniowe.

Szczególną opieką Państwo objęłoby słabo opłacanych  emerytów, rencistów i osoby

zarabiające poniżej średniej krajowej, albo bezrobotnych i bezdomnych. Dla nich musiały

by być wyasygnowane specjalne dotacje, którymi Ubezpieczalnia mogłaby dysponować

i zarządzać.

Oczywiście taka Ubezpieczalnia nie mogłaby nadmiernie być biurokratycznie rozwinięta,

mogła by się składać z Rady do którj należał by Prezes, Vice Prezes, Sekretarz, Skarbnik i kilka

 tzw osób doradczych ( 5 – 10) oraz z pracowników administracyjnych , po kilku w każdym

mieście – fundusze na opłacanie tych pracowników szły by z funduszów państwa i były

niezależne od funduszy wpłacanych na leczenie chorych, nie byłoby wtedy możliwości

żadnych manipulacji pieniędzmi przeznaczonymi  na leczenie chorych, po prostu byli by to

 tzw pracownicy państwowej administracji i jej podlegaliby zarówno w wypłacanych pensjach

i ewentualnych nagrodach, a takze przed Ministrem Zdrowia odpowiedzialni byliby

za rozliczanie ze wszystkich poniesionych wydatków.

Pewnie, że w dużej części państwo byłoby obarczone pewnymi kosztami, ale w dobrze

opracowanym państwowym budżecie na pewno znalazłaby się możliwość wprowadzenie

rozsądnych rozwiązań medycznych, osobiscie wierzę w takie mądre rozwiazanie, szczególnie,

że jak już pisałam, możnaby włączyć we współpracę pewne fundacje,  które kosztem

obniżenia im  np podatków,  chętnie by uczestniczyła w takiej inwestycji.

Proste, prawda?

A może napisać by taki mail do pani minister i przedstawić jej moje propozycje?

Oczywiście, nie upieram się, ze w całości są one doskonałe, ale w ogólnym zakresie

nie jest takie wcale głupie, od specjalistów od markietingu zależałoby dokładne ich

opracowanie!

 

No ale do rzeczy. Skąd się wzięły te moje medyczne dzisiejsze rozmyślania?

Niestety wczoraj rano stało się… nie mogłam całkiem stanąć na prawe kolano

Ból był  taki, że same łzy kapały mi jak grochy z oka.

Wię sięgnęłam po  telefon i  wołanie o pomoc uskuteczniłam, w końcu od czego ma się

rodzinę, w dodatku pracujacą w Służbie zdrowia???

Maciek powiózł mnie autem do swojej przychodni, do zaprzyjaźnionego ( trzeba przyznać, że

 bardzo dobrego) ortopedy. Co prawda miałam nieco trudności ze zejściem ze schodów, ale

przy pomocy poręczy no i silnego Maćkowego ramienia jakoś w koncu mi się to udało.

Przed gabinetem troszkę musieliśmy co prawda poczekać, ale na szczęście była wolna ławka,

a co jak co, siedzieć mogłam, prawie bez bólu.

Pan doktor pomacał mi kolano, trochę ponaciskał ( skąd wiedział, gdzie najwiecej boli?)

i kazał mi przejsć do następnego pokoju kaźni. Tak, tak, kaźni bo wyjął igłę ( ba, żeby tylko

jedną) i zaczął nakłuwać moje biedne, zbolałe kolanko.

Nie widziałam co prawda tej igły, ale Maciek powiedział mi potem, że była spora!

Nakłuwanie może aż tak  bardzo nie bolało, gorzej było z podawaniem leku, bo przy iniekcji

było uczucie rozpierania, dosyć bolesne. Na szczęście koło mnie stała przemiła pani

pielęgniarka, która miała cudownie chłodne dłonie, które ściskałam podczas bólu i bardzo mi

ten chłód pomagał.

Nie wiem, czy uwierzycie, czy nie, ale nawet nie krzyczałam, chociaż doktór wielokrotnie

nakłuwał kolano, aby odszukać dobre miejsce, by wbić się pod rzepkę, która akurat sobie

gdzieś tam na boki uciekała. No może kilkakrotnie powiedziałam ” auć „, ale to było wszystko,

właściwie to cały czas podczas zabiegu gadałam, ba, nawet się śmiałam.

W końcu nadszedł kres tej mordęgi, dziura na  kolanie zostało pięknie plastrem zalepiona, a

ja mogłam wstać z leżanki, szczęśliwa, że już jeste po najgorszej części wizyty.

Pewnie, że odrazu lek nie zaczął cudownie działać, ale ulga była, nie da się ukryć.

Już wieczorem o wiele lepiej mi sie chodziło, a zakłuło w kolanku tylko od czasu do czasu.

Zakłuło? to tak jakby iskra przeskoczyła z kolana wprost do mózgu

No ale to nie koniec medycznych przeżyć, potem nadeszła jeszcze jedna  część imprezy, czyli

załatwianie stabilizatora na to kolanko. Co prawda większa część zapłaty jest refundowana

przez NFZ, ale i tak trzeba doplacić około 200 zł do tej „przyjemności”.

Nie wspomnę też o lekartwie przeciwbólowym, doznałam szoku, gdy okazało się, że ten lek

kosztuje około…180 zł.

Na szczęście w innej zaprzyjaźnionej aptece wycenili ten lek na około 80-90 zł ( ciekawe

skąd się biorą takie wielkie różnice w cenach leków, trzeba jednak uważać co i gdzie się

kupuje), ale i tak w sumie cała moja” kolanowa impreza ” będzie mnie kosztowała

około 300 zł. Trudno, czego dla zdrowotności się nie robi?

Więc czy naprawdę Służba Zdrowia jest całkiem bezpłatna?????

Podjechalismy z Maćkiem do sklepu ortopedycznego, gdzie okazało się, że moje kolano

jest nietypowe ( no dobra, przyznam, że za grube) i taki stabilizator dla mnie musi

być robiony na obstalunek, co potrwa mniej więcej około tygodnia.

Poczekam, ale wcale nie mogę sobie wyobrazić, jak w takim chomącie od połowy podudzia

do połowy uda będę się miała poruszać..

No ale muszę sobie troszkę te moje wiązadła pooszczędzać, gorzej, gdy i drugie kolano

też będzie potrzebowało takich medycznych wymysłów.

W związku z tymi  chorobowymi peturbacjami nie poszłam wczoraj do

pracy ( usprawiedliwiłam się u Basi) a dzisiaj…

Wstałam radosna, pewna, że kolanko już nic a nic nie zaboli, jednak przy złym ustawieniu

stopy ta iskra bólu przeskakuje z kolanka prosto do mózgu, muszę bardzo uważać, jak stopę

prawą ustawiam – jednak w porównaniu z wczorajszym dniem jest duża poprawa.

Gdy zażyję to drogie lekarswo na pewno będę się czuła jeszcze  lepiej, wszak im droższy lek,

tym podobno bardziej działa……. ( pewnie na psychikę głównie!)

W końcu muszę wypróbować mój nowy nabytek, tą niewielką walizeczkę, w której będę

woziła do pracy laptop ( aby nie dźwigać).

Walizeczka jest fajna ( no może nieco za krótką ma rączkę),ale ma wadę: okropnie

narazie brzydko pachnie, mam nadzieję, że ten nieznośny zapach „nowości” w końcu kiedyś

wywietrzeje?? Oby.

No i od dzisiaj powinnam wdrożyć swoją dietę cud, jeszcze nie do końca jestem do niej

przekonana, na żadną zdecydować się nie mogę, najlepsza byłaby NDŻ ( nic do żarcia),

rano jeszcze ta idea działa, gorzej wieczorem, gdy zaczynam być tak bardzo głodna, że

czuję jak mój żołądek wraz z moim wrzodem do kręgosłupa się przykleja i po prostu

ssie i boli. Próbowałam go wczoraj oszukać wodą mineralną, nie dał się łobuz jeden

nijak udobruchać wodą, musiałam go kromką chleba poczęstować – przegrałam, trudno.

Czyli możliwość skonsumowania ostatniego posiłku o godz 18  zdecydowanie odpada.

No dobra, będę nad tym problemem jeszcze się zastanawiała, po problem zaczyna być

dla mnie coraz bardziej palący, muszę w końcu te moje biedne kończyny zdecydowanie 

odciążyć.

Dzisiaj rozpisałam się na całego, przepraszam, ale tyle tych myśli akurat do mojej skołatanej,

biednej glowy spłynęło…

Życzę wpaniałego wtorku, znów pogoda oscyluje w stronę upałów podobno, co prawda

narazie tego za oknem nie widać, ale……

 

 

 

 

I znów od początku, tra la la….

               

No tak, od początku, bo znów mamy poniedziałek.

A czy ja juz mówiłam, parafrazując tytuł pewnego filmu : Nie lubię poniedziałku???

A propos filmu, oglądnęłam wczoraj na HBO2 poraz któryś z kolei film Dziwne Przypadki

Benjamina Buttona. Wspaniały film, za każdym razem można w nim coś ciekawego dla

siebie odnaleźć. Jest tam tak pięknie opisane zwyczajne, proste życie prostego człowieka, a

również  tyle w nim pochwały dla prawdziwej przyjaźni miłości a nawet tolerancji dla

poglądów innego człowieka, dla jego pasji życiowych i zapatrywań.

Jeżeli jest ktoś, kto tego filmu jeszcze nie oglądał, szczerze polecam.

Wczorajszy dzień spędziłam głównie na …masażach.

Wspaniała rzecz, siedzisz sobie we fotelu a masazer jeżdzi ciepłymi kulkami po Twoim

 chorym kręgosłupie , leżysz sobie spokojnie na tapczaniku, oglądajac TV, a masager

masuje Twoje obolałe kolanka.

Oczywiście musiałam też niestety zażyć mój ukochany Nimesil, bo ta deszczowa

pogoda jednak wielki wpływ na kostki moje ma, ale za to dzisiaj jestem już w o wiele

lepszej kondycj,i gotowa do rozpoczęcia pracy.

Jeszcze troszkę i już nie będę musiała poruszać się wszędzie jak dotąd taksówkami,

bo to jednak jest szalenie droga inwestycja, ale cóż poradzić, skoro  nie mogłam więcej niż

200 -300 metrów przejść i ból mnie poprostu przeszywał na wskroś.

W pracy jest trozkę inaczej, bo gdy ból zaczyna doskwierać, po prostu na moment siadam 

 aż ten sobie odpłynie, W terenie niestety nie zawsze jest możliwość siadania, w dodatku

zawsze jestem dodatkowo obciążona a to zakupami a to laptopem czy innymi cięzarami.

Ale i tem problem już rozwiązałam ; kupiłam sobie małą walizeczkę na kółkach i teraz

już przynajmniej nie będę nic dżwigała. Właśnie czekam na moją przesyłkę, któa dzisiaj, albo

jutro powinna do mnie nadejść.

A może to wstyd z laską chodzić, ale jeżeli kondycja moich kolan zdecydowanie się nie

poprawi, będę musiała i do lekkiego podpierania się laseczką zmuszona, bowiem często

mam wrażenie niestabilności moich kolan, szczególnie w nierównym terenie.

Ale ten pomysł narazie jeszcze od siebie odsuwam, Mogłabym jeszcze ewentualnie

używać tych specjalnych kijków do chodzenia, ale przyznam, że mimo, że je posiadam, nie

bardzo potrafię się nimi posługiwac, wręcz mi przeszkadzają.

No i wracam do tego, do czego powinnam wrócić : dieta. To jest jednak największy i

najbardziej dla mnie palący problem….chyba nie do przeskoczenia, podobnie, jak nie do

przeskoczenia przezemnie jest rzucenie papierosów.

Do tych dwóch problemów ostatnio kilkakrotnie podchodziłam i…przegrywałam.

Niestety, pregrywałam, nie wstydzę się tego głosno przyznać..

Boże, dlaczego przez całe życie człowiek musi się tak męczyć , jest zmuszany do

walki ze swoimi przywarami, a to takie przecież trudne……..

No tak, nikt nam nie obiecywał łatwego życia tutaj na tym świecie, a na tym drugim? kto wie,

czy napewno będzie tak wspaniale……….

Czyli i tak i tak mamy zawsze pod górkę.

Ale dosyć utyskiwań, trzeba sie zabierać za siebie, już teraz, od zaraz.

Na długie odpoczywanie w pozycji horyzontalnej  będę sobie pozwolić dopiero  po

śmierci, mam nadieję, za wiele, wiele lat….

Póki co, trzeba borykać się z tym zyciem, obojętnie, czy coś tam boli, czy nie.

W końcu i nimesil i masaże w pewnym sensie pomagają, a i pogoda może wreszcie

przypomni sobie, że mamy wiosnę???

Życze wszystkim miłego tygodnia a przede wszystkim miłego jego pierwszego dnia.

Niech słonko dzisiaj wszystkim mocno zaświeci!

Niewyborcze kiełbaski

 

Wczoraj SLD i PIS wyruszyło w Polskę, by porozmawiać sobie z Polakami troszkę o życiu.

Nie, żeby to był początek kampani, nie, napewno nie, tylko nagle sobie nabrali

ochotę z tymi biednym i uciśnionym przez Tuska narodem pogaworzyć.

No i przy okazji upiec kiełbaski na ogniiu – pan Hofman, ubrany w bardzo gustowny fartuszek,

na rożnie te kiełbaski smażył, a potem strofował kolejkę, która się do niego ustawiła, aby z

należytej, czyli prawej strony do niego podchodzić, odbierając od niego na tacuszkach te

smakowitości jego rączkami przygotowane ( oczywiście z obowiązkowym, przylepionym

uśmiechem na twarzy).

Czy to miało jakieś znaczenie? Ależ i owszem, przecież Hofman lewicy

nie cierpi,   ma na nią  wprost uczulenie, więc jak tu  z lewej ręki te tacki wydzierać?

Porządek przecież musi być, bo tu rządziło Prawo i sprawiedliwość, czyli prawa i 

sprawiedliwa formacja Prawdziwych Polaków, przestrzegała więc i porządku i sprawiedliwego

rozdziału  ( tylko) uprawnionym tej   niewyborczej kiełbaski.

Najlepiej jednak było na Podkarpaciu, gdzie z mównicy grzmiał Jarosław  Kaczyński, tłumacząc,

 nieuświadomionemu do końcu  narodowi,  jak to niedobry Tusk dąży do prywatyzacji slużby

zdrowia i na złość owemu narodowi tym ( i nie tylko tym) robi.

Na tym tle to chyba Jarek ma rzeczywiście jakiegos hopla, bo  o to samo i PO i prezydenta

Komorowskiego podczas poprzednich dwóch swoich kampaniach wyborczych  podejrzewał, aż

musiał w końcu przed sądem przyznać, że mówi nieprawdę i musiał prezydenta przeprosić za

to, że go o niecne czyny podejrzewał.

Widocznie już Kaczyński zapomniał o tej sądowej procedurze, bo znów ochoczo

wrócił do tematu, tłumacząc wszystkim go słuchającym, że” ta pani „, czyli Minister Ewa

Kopacz, musi  z polityki odejść.

Zresztą  odwoływanie  z pełnionej funkcji jest następnym hoplem pana Jarka, jeżeli już nie

udaje mu się odwołać jednego ministra, zaraz sięga po następnego.

A nuż mu się uda? A jeżeli nawet nie, to przynajmniej pokazuje, że isnieje, że z jego słowem

wszyscy liczyć się muszą, wszak jest przecież i premierem i prezydentem zarazem na

uchodźctwie.

Ot,  takie widać ma hobby przywódcze i nikt go od tego nie odwiedzie.

Ale jeszcze jedna ciekawostka, którą podano wczoraj w TVN-24, oczywście w moim

ukochanym szkle kontaktowym, podczas gdy część słuchała, lub udawałam że słucha Jarka,

nawet od czasu do czasu machajac choragiewką, część ludności, tej całkiem antypisowskiej

oczywiście, zajadała się wspaniale upieczoną….. kaczką z jabłkami, którą upiekł dla nich kto?

no jak myślicie, kto taki kawał mógł wymyślić?

Jasne, że tylko Ruch Poparcia Palikota.

Przyznam, że ubawiłam się setnie, wysłuchawszy tą informację.

A przeciwko pieczonej kaczce z jabłkami nie mam żadnych zastrzeżeń, no może jeden mały,

że jest nieco przytłustawa, czyli można by rzec, że kaczka w każdej postaci jest raczej

ciężkostrawna i trzeba na nia uważać !!!.

Dzisiaj niedziela, podobno ma być znów deszczowa, szkoda, bo dzisiaj wiele dzieci po

raz pierwszy do Komuni św przystępuje, już widzę te biało ubrane istotki, trzęsące się od

zimna i deszczu, i ich matki, które cały czas powtarzają: uważaj, żeby nie pobrudzić sukienki,

czy spodni ,bo potem jeszcze  musisz  popołudniu chodzić do kościoła ma tak zwany biały

tydzień na biało ubrana, ubrany.

 A  biały kolor niestety jest wyjątkowo  bardzo brudzący się, nie tylko, gdy deszcz pada

i chlapie wokoło brudnym błotem.

Biedne dzieci, biedne matki.

Ale dzisiaj dla tych dzieci jest dzień wyjątkowy, każda dziewczynka czuje się jak

mała księżniczka, każdy chłopak czuje się jak książe, bo dzisiaj koło nich będzie

wielkie zamieszanie, to oni dzisiaj będą pierwsze skrzypce grać.

I nawet sam fakt, że to dzisiaj Pan Jezus po raz pierwszy zagości w ich sercu, nie jest

naogół  najważniejszym wydarzeniem, będą prezenty przecież, będą goście no i będzie

obowiązkowa post  komunijna impreza.

Smutne to, ale jak życie pokazuje prawdziwe, bo ilu z tych dzieci potem, gdy fanfary już

przebrzmią, ochoczo do kościoła pobiegnie na spotkanie z Panem Jezusem??

Dlatego zawsze, mimo, że przeżywam podczas takich komunijnych spotkań chwilę

wzruszenia, zastanawiam się, czy na pewno jest to dobrze przemyślana uroczystość,

czy jednak Pierwsza Komunia nie powinna być przyjmowana w późniejszym wieku,

no i oczywiście nie w takiej „bogatej” oprawie, za to  napewno  z pełnym  zrozumieniem

tego, co właśnie w tym momencie się dzieje.

Proszę mnie nie podejrzewać o jakis dewotyzm, jestem daleka od tego, tylko poprostu

takie są moje przemyślenia w tym temacie. W końcu każde spotkanie z Bogiem powinno

być wyjątkowe i bardzo indywidualne.

Dobra, porzucam więc ten temat , pozostaje mi tylko wszystkim życzyć przyjemnej niedzieli,

w słonecznych promieniach i rodzinnej radości.

Ja jestem też nieco radośniejsza, bo wczoraj wyciagnęłam z lamusa mój masager ( bo w

końcu po co  te raty za niego płacę) , wymasaowałam i kręgosłup i moje kolanka i…… już

oczułam pewna poprawę.

Czyli mam takie niewielkie domowe sanatorium, które i dzisiaj i nie tylko dzisiaj muszę

wykorzystać, by podnieść swoją kondycję zdrowotności.

Jakie to proste, nieprawdaż?

No to narazie pa, idę się masować !!!

 

 

 

 

Nie było znowu tak źle

 

 

Na szczęście trzynasty piątek minął bez szczególnych zawirowań.

No moze nie udawały mi się tylko wczoraj ataki na plemionach, ale wcale tym aż tak bardzo się

nie przejmowałam – po prostu znów mi się ta gra zaczyna pomału nudzić.

Wszystko pomału zaczyna mnie nudzic i Garnek i blog i komputer wogóle.

Nie mam ostatnio humoru, bo to kolajno daje mi w kość, jakis fragment urwanej chrząstki

utknął mi w stawie i boli, blokuje staw i  nie można chodzić.

Myślałam nawet o artroskopii, ona nieco „wyczyściła by” te”szmocesy” ale wześniej musiałabym

zrobić sobie nowy rezonans stawów kolanowych.

O nie, przy ostatnim okropnie cierpiałam, bo miałam przez godzinę unieruchomione oba kolana

a w takiej pozycji ból jest nie do wytrzymania, po badaniu musiałam dostać nawet

zastrzyk ze środkiem przeciwbólowym, bo inaczej nie mogłabym na nogi stanąć.

Drugi raz już na takie badanie się nie piszę, nie ma mowy!!!

A wogóle ostatnio nastawiona jestem na NIE i to w wielu aspektach

Dlatego dzisiejszy wpis już kończę, bo musialabym jeszcze bardziej  męczyc moich

czytelników moimi bólami ciała i duszy, a po co, skoro za oknem piękna sobota?

Miłego weekendu życzę, chociaż na jutro ulewy nam wieszczą.

 

dzisiaj kolejny piątek, ale ………

                  

Dzisiaj jest TRZYNASTEGO!!!!! Mówi Wam to coś?

TRZYNASTEGO  –  PIĄTEK !!!!!

A wtedy wszystko zdarzyć się może, nie koniecznie przecież złego.

Kto jest przesądny, to już wie, co mam na myśli.

Podobno wystarczy wysypać trochę soli ( dziwne, bo to też pecha przynosi) i trzy razy przez

lewe ramię splunąć.

Soli nie rozsypię jednak, ale tą druga czynność chętnie wykonałam.

Czy to oznacza, że pech dzisiaj mnie ominie?

A może jeszcze pokazać czarnego kotka trzeba, żeby pech był mniejszy?

Proszę bardzo:

 

Czego się nie robi dla  moich Ulubionych Czytelników!!!!

No i co z tego, że zbliża się czas wolny od pracy, skoro pogoda skutecznie weekend ma

zepsuć?.

Już siąpi deszcz, co prawda podobno popołudniu ma się rozjaśmić, ale trudno w to uwierzyć,

patrząc przez okno i widząc tylko deszczowy krajobraz.

No to temat pogody mamy z głowy, w polityce nic ciekawego, to znaczy nic nowego się nie

dzieje, chociaż wczoraj kontrowersyjny Janusz Palikot skrytykował transfer polityczny

pana Bartosza A. do PO, określając dosadnie pana Premiera, no cóż, om zawsze mówił

to co myśli, nie zawsze musi się to spodobać.

„Stary polityczny Satyr zgwałcił młodą niedoświadczoną politycznie  nimfę i to zgwałcił ł fotelem

ministerskim” – tak właśnie transfer Arłukowicza określił Palikot.

Mam pewne wątpliwości co do określenia Premiera Satyrem, ale na pewno nie można

powiedzieć, że pan Bartosz jest całkiem politycznie niedoświadczony, zawsze odbierałam

go jako sensownego i bardzo merytorycznego polityka i oby się w nowej formacji

nie zmienił, wydaje się, że jest politykiem, który naprawdę wie, czego od polityki żądać.

Jak narazie PO odzyskuje w sondażach swoją przewagę  nad PISEM, który parę punktów stracił

( niemożliwe, ktoś zmądrzał??).

Być może, ten transfer nieco i miał wpływ na najnowsze notowania i oby te notowania

PO stale wzrastały ( bo jednak niewielu twardych wyborców Pisu jeszcze chyba otrzeźwieje, ale

kto wie, kto wie, wszystko zdarzyć się może)

Dzisiaj mija 40 ta rocznica od zamachu w Rzymie  na naszego Papieza Jana Pawła II.

Pamiętam ten dzień i pamiętam ten szok, który wtedy przeżyłam, pewnie nie tylko ja.

To było straszne przeżycie, to oczekiwanie na pomyślne wieści z Ryzmu, które wreszcie

nadeszły i ta ulga, udało się uratowac Ojca św od śmierci.

Musiało tak być, bo czas pokazał, że  jeszcze wiele dobrego miał dla świata zobić.

No to było by tyle na ten trzymasty dzień miesiąca, moja twórcza wena jeszcze wyraźnie śpi,

więc idę szybciutko ją kawą obudzić

Trzymajcie się dzisiaj dzielnie i nie wierzcie w zabobony, bo to tylko kilka godzin tej feralnej

daty, a jutro już na szczęście będzie czternasty.

Gdybym…..

   

…..była bogaczem, to, ech, szkoda gadać.

Ale potrzebuje dużo forsy, tak, żebym sobie pałacyk wybudowała, służbę i ogrodnika

zatrudniła, oczywiście kierowcę też do mojego super nowoczesnego auta, może np jaguara.

Tak, mój ulubiony polityk Rysio Kalisz, właśnie jeździ sobie ( ostatnio nawet z panienką, teraz

już rozumiem, czemu tak gwałtownie się odchudzał)  takim złotym jaguarem.

No gdyby był dobry kierowca mógłby być to i jaguar, oczywiście zaopatrzony w barek i wygodne

siedzenia, które w razie znużenia długą podróżą można by było rozłożyć tak, by się można było

spokojnie zdrzemnąć  lekko, by podróż szybciej zleciała.

Gdybym…była młodsza to ech, pewnie pojechałabym na pewien zlot gdzieś w okolice

Piotrkowa Trybunalskiego i wraz z innymi cieszyła się łonem natury, piekła kiełbaski

i wypijała hektolitry wódki ( a mój rzód co by na to powiedział??).

Nietety, kalendarz pokazuje, że mi już poprostu nie wypada  na ten zlot jechać, bo średnia

wieku uczestnków pewnie kręcić się będzie około 30 lat, ale by była heca, gdyby nagle na takim

zjeździe Babcia Ewa się pokazała.

Wyobrażam sobie, jaka by była konsternacja –  a taki zjazd rzeczywiście ma się odbyć

za 2-3 tygodnie, w pięknym plenerze, pośród domków kempingowych, basenów, kortów

i wszelakich innych udogodnień – to jest spotkanier oczywiście uczestników plemion.

A ja, ukryta za szklanym ekranem, mało jestem spostrzegana jako starsza osoba ( no bo kto to

widział, żeby w moim wieku w plemiona grać ??), niech biedna młodzież do końca nie będzie

rozczarowana, jaką to „koleżankę” u siebie w plemieniu trzymają.

Gdybym……była nieco zdrowsza, nie bolały mnie te kości, a wszelakie deformacyjne

wyrośla nie kłuły by mnie tam i ówdzie, wiosna wyglądała by na pewno o wiele bardziej

kolorowo i radośnie.

Mogłabym zapisać się na jakiś kurs fotograficzny i w plener z nimi latała, ucząc się robić

naprawde piękne zdjecia.

GDYBYM……..

Ale tak nie jest ( no może czasami w moich snach, dlatego lubię sobie czasami dłużej

pospać)  i muszę się cieszyć tym, co mam, I dobrze jest!!!

Gdyby…. nadal była taka piękna  pogoda jak teraz, pewnie pojechałabym sobie na weekend np

do Modlnicy ( o ile bym była tam zaproszona) , ale, niestety okazuje się, że weekend już z

powrotem ma być brzydki, więc nikomu najazd z mojej atrony nie grozi , przynajmniej narazie.

Na pewno tam będę 10 czerwca, to jest rocznica śmierci mojej Ukochanej Siostry i już wiem, że

w tym dniu ( a jest to piątek) odbędzie się  o 17. 30  Msza św ( nie pomyliłam znów godziny??),

więc może wtedy sobie te 2 dni odpocznę  od miasta.

A dzisiaj jest narazie jeszcze ciepło i słonecznie, ale kto wie, kiedy jakaś burza i deszcz

z tego nie wyniknie, bowiem moje kości już wczoraj wołały o Nimesil.

W TVN właśnie o możliwości występowania burz mówią, więc moje kości aż tak bardzo się nie

mylą, może dobrze mieć taki własny barometr pogodowy, tylko lepiej, żeby nieco mniej

dokuczał.

Ale póki co, cieszmy się słonkiem i cieplutkim powiewem wiosny.

Musi być cieplutko, bo moje bocianki w Przygodzicach doczekały się juz trzech pisklaków, a

jeszcze dwa jajeczka czekają na wyklucie się. A deszcz i chłod znów mogą zaszkodzić tej

wspaniałej bocianiej rodzince, oby tak nie było.

Trzymajcie się dzisiaj w dobrej wiosennej formie! 🙂

Do jutra!

MAJSTERSZTYK

      

A jednak coś o polityce, ale inaczej.

Wczoraj jakieś dziwne zamieszanie  w partyjnych kręgach się zrobiło, Bartosz Arłukowicz

przeszedł z lewicy  do Kancelarii Premiera.

Właściwie trudno powiedzieć, że porzucił SLD, bo nigdy do tej partii nie należał, ale można

powiedzieć, że zmienił swoje polityczne ukierunkowanie, dotąd z SLD  tylko

podobno sympatyzował.

No cóż, pan Napieralskim młody i pewny siebie, troche powiedziałabym za bardzo pewny

siebie, dostał nieco po nosie.

A może jednak nie dostał? pozbył się skutecznie swojego rywala, z tym, że jest to rywal,

który rzeczywiście coś chciał robić, coś więcej niż chodzenie na grzyby, czy rozdawanie

 z pięknym uśmiechem jabłek . No i podczas głosowania w Szczecinie może dojść do takiego

pojedynku Napieralski – Arłukowicz, może być ciekawie!

Czasy uśmiechów już się skończyły i teraz przywodca partii musi być bardzo skuteczny, aby

utrzymać przy sobie swoich partyjnych kolegów i swój elektorat.

A wcale nie ździwę się, gdy więcej  lewo stronnych polityków pójdzie w ślady pana Doktora.

Już są głosy o możliwych nowych transferach lewicowców w prawą stronę.

Będzie to tak zwane wzmacnianie  lewej nogi PO, która teraz na prawą nogę nieco kuleje,

a właściwie to trudno o prawej nodze mówić, ta jest już zafiksowana dla całkiem innej

politycznej frakcji.

Polityka nigdy do końca przewidywalna nie jest, zachłannosć w niej niestety zgubne skutki

przynosi, panie Grzegorzu.

Ale trzeba powiedzieć, że robi się nam w polityce coraz ciekawiej, co prawda jedna jaskółka

wiosny nie czyni, jeden transfer oblicza PO radykalnie nie zmieni, ale pozostałe partie

są teraz zmuszone  niejako do pewnych zmian, aby dotrzymać kroku w przedwyborczych

biegach.

I oto chodzi, może teraz  nareszcie wszelkie posunięcia będą bardziej merytoryczne, chociaż

partia PIS nadal w katastrofie po uszy jest zanurzona, znów wczoraj prezes K. bił pokłony

chodnikowi na Krakowskim Przedmieściu, ale jak zauważyłam w  coraz mniejszej „obstawie”

swoich wyznawców. I nic nie wskazuje na to, żeby Pis od swoich ulubionych tematów

chciał odejść.

A swoja drogą ciekawie było nawet wczoraj pod Pałacem wieczorem: z prawej strony śpiewano

religijne pieśni ( czemu akurat tam, a nie w kościele?), a z lewej strony Ruch Poparcia Pallikota

wesoły happening zrobił, ot, tak dla przeciwwagi i wesołymi piosenkami zabawiał gapiów.

Ale jak to dzisiaj pięknie ktoś w TVN-24 powiedział : podobno teraz już każdego 10 -tego

dnia miesiąca będzie obchodzony Dzień Świra. I pewnie nie chodziło mu o ten Palikotowy

happening?

A tak ładnie wczoraj Premier Tusk powiedział :  partie nie dziela się teraz na lewicę, czy

prawicę, teraz są to ludzie pozytywnie, lub niepozytywnie nastawieni do rzeczywistosci.

I oby tak rzeczywiscie było.

Bo tej mądrej rzeczywistości niektórym partiom nadal brakuje.

Powtarzam tylko za jednym profesorem, który wczoraj w TVN  powiedział:

Można współczuć tym biednym ludziom, którzy co 10 tego ganiają z transparentami pod

Pałacem, nie bardzo do końca zdając sobie z tego sprawę, dlaczego i po co właściwie

to robią. Ot, ulegają jakiejś niezbyt mądrej sugestii przywódcy podziemia, który chce

koniecznie, aby Polska była inna, czyli jego.

A zmanipulowani ludzie za nim powtarzają jakieś brednie, jakoby Polska nie  była wolnym

krajem, nie była demokratyczna. I co gorsze, w to wierzą!!!!

To tyle mojego politycznego wynurzenia na dzień dzisiejszy, wystarczy!

A ja coś ostatnio dospać nie mogę, wczoraj wstałam o 4 rano, dzisiaj godzinę później,

stanowczo za wcześnie, by rozpoczynać dzień.

No cóż, wczoraj o 6 rano wynosiłam śmieci ( ciekawe zajęcie jak na tą porę dnia ) dzisiaj będę

rozwieszać pranie i jakoś czas zleci, żeby do pracy wyruszyć.

Oczywiście nie mogę zapominać o wypiciu porannej pysznej kawusi – to już klasyk, mój  rytuał

każdego poranka. Podobnie zresztą jak pisanie blogu ( ostatnio się wyraźnie poprawiłam w tej

materii) i czytaniu co tam Panie nowego w polityce!

Fascynujace zajęcia!!!

A zapowiada się kolejny  bardzo ciepły dzień. I bardzo dobrze.

Ciekawe tylko, jakie nowości ( polityczne i nie tylko  ) przyniesie, bo w sumie lubię, gdy coś się

dzieje, mam wtedy fascynujący temat dla mojego blogu.

Miłego dnia moi Kochani i powodzenia na dzisiaj i nietylko na dzisiaj.

co można robić o 4 rano??

                            

Oczywiście, że pisać blog.

Gdy senność odchodzi, noc jeszcze mackami oplata cały dom, cisza ( moja ulubiona) zalega

w około. co można ciekawego robić???

Oczywiście najpierw po raz dwusetny starałam się poprzewracać na łózku, ale poduszka i

prześcieradło wprost paliły. trudno, pora wstawać.

No i rytuał, włączony komputer, włączony telewizor i hulaj dusza.

Tylko temat jakoś nie bardzo się klei, cóż , mój mózg wyraźnie jeszcze śpi.

Zastanawiałam się ( podczas tego przewracania się po łóżku) co bym zrobiła, gdyby tak na

przykład wybuchł nagle pożar.

Pewnie pierwsze chwyciłabym mojego laptopika, potem mój aparat fotograficzny, moze forsę,

tylko czy bym zdążyła przed ewakuacją?

Straszne są takie nocne myśli, to one nie pozwalają spokojnie człowiekowi spać.

Cholewka, człowiek ciuła i ciuła tą mamonę, spłaca raty, a tu nagle buch i wszystko

może pójść w niwecz na przykład z ogniem.

No i jak tu do materialnych rzeczy się nie przyzwyczajać, gdy potem codziennym są zraszane,

a mogą byc potem tylko smutnym wspomnieniem….

Dosyć tego pesymizmu, teraz w TVN- 24 trwa mój  ulubiony program Maja w ogrodzie.

Wraz ze wspaniałymi pawiami przechadzamy się po wiosennym, budzącym się dopiero po zimie

ogrodzie żałuję tylko, ze nie mogę tam być rzeczywiście.

To tyle jak na poranny wpos, jakoś brak mi dzisiaj weny do pisania, a moze pora ku temu

nieodpowiednia?

A może jeszcze na chwilkę przyłożę głowę do poduszki???