sobota odpoczynkowa

                          

Na szczęście udało się naprawić jako tako ten papieros, w każdym bądź razie pół nocy mi się

naładowywał i działa.

A dzisiaj sobota odpoczynkowa, więc odpoczywam od wpisu w blogu też.

Więc żadnego wpisu po mnie dzisiaj się nie spodziewajcie, co to to nie i koniec i kropka.

PSUJA!!!!!

                                        

No i już się nacieszyłam tym elektronicznym papierosem.

Teraz już na pewno żadnego prezentu więcej mi św Mikołaj nie przyniesie, skoro już

po 2 dniach papieros popsułam. A co się stało? Zawiesił mi się komputer ( dokładnie to

wejście na internet) więc chciałam poprawić kartę sieciową, zapomniałam jednak, że

wcześniej do portu podłączyłam ładowarkę z papierosem i….ładowarkę trafił szlag. Ot co,

psuja i tyle.

A ponieważ do tego papierosa zdołałam się jednak przekonać, szybko zamówienie na stronie

Milda złożyłam i teraz muszę czekać na przesyłkę, niestety kosztowało mnie to ponad 200 zł.

Cóż, skoro nie szanuje prezentów…muszę płacić z własnej kieszeni.

Ale i tak mi się to opłaca, bo paląc 2 paczki papierosów dziennie ( a ostatnio taką średnia już

miałam) płacę dziennie 25zł, czyli za 8 i pół dnia mam papierosy z głowy na cały miesiąc, pod

oczywiscie warunkiem, że znów czegoś nie złamię. Czyli oszczędzę w tym miesiącu około 500

zł, nie kupując normalnych papierosów, czysty zysk ( finansowy)

E, fajny jest ten e-papieros, polecam ( zwłaszcza Hanuli, która podobno z papierosem

rozstać się nie może) Co prawda trzeba w niego włożyć wpierw pieniądze ( cóż, nic za darmo

przecież nie jest na świecie), ale zauważyłam, że nie miałam tego okropnego kaszlu,

zwłaszcza w nocy no i zawsze możesz dymka sobie puścić nawet tam, gdzie normalnego

papieroska zapalić nie możesz, jako, że żadnych ubocznych złych cech nie posiada,  przede

wszystkim nie śmierdzi, a dymek z niego się wydobywający to tylko para wodna, która też

nikomu nie przeszkadza.

Jedna wada, że szybko się „zużywa”, jeden naładowany papieros jest mniej

więcej na cały dzień, więc dlatego trzeba mieć dwie baterie, jedną używasz,a druga w między

czasie się ładuje.

No i jednak trochę nikotyny organizmowi dostarczasz niestety, ale przynajmniej nie ma

tych bardziej szkodliwych czynników, które występują przy tradycyjnym paleniu, nie

ma tych substancji smolistych, które osadzają się w płucach i nie tylko.

Czyli dla tych, dla których uzależnienie od papierosów jest zbyt duże, aby go pokonać,

taki papieros jest naprawdę dobry, ale trzeba stopniowo ograniczać zawartość nikotyny

poprzez kupowanie wkładów zawierających mniej nikotyny

W każdym bądź razie już chyba przyzwyczaiłam się do tego elektronika, bo dopiero co go

zepsułam, a już mi go brak. Oczywiście powróciłam na ten czas do normalnego papierosa,

ale już mi tak nie smakuje, jak kiedyś. To i dobrze, bo będę mniej paliła. A może jednak

uda mi się całkowicie rzucić to świństwo? Kto wie, kto wie, na pewno e- papieros w tym

mi wydatnie pomoże, bo przyjdzie czas, gdy powiem, dosyć, już nie potrzebuję nikotyny.

W każdym bądź razie taka mam nadzieję. A to już duży krok do przodu.

Dzisiaj sporo się w nocy działo na Europejskim Forum, jednakowoż do consensusu nie

doszli, jako, że Wielka Brytania może sobie pozwolić na zawetowanie   nowego

traktatu,również i Czechy ( podobno z bardzo silną gospodarką), Węgry i Szwecja też

zawetowali zmiany w traktacie, powstaje więc  Europa nie 27, ale tylko 17+, czyli powstanie

Europa dwóch prędkości, która zamiast traktatów, podpisze umowy międzyrządowe,

więc już pan Kaczyński nie musi się obawiać utraty polskiej suwerenności.

Ważne jednak, byśmy całkowicie nie wypadli z tego europejskiego kursu, bo trzeba pamiętać,

że jednak pieniądz jest  ciągle tą wartością, na której osi świat się kręci.

Zawsze gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze, więc teraz grzecznie idę je zarabiać.

Miłego piątku

Elektroniczny papieros

          

Niby rewelacja, może. trochę , szczególnie dla kieszeni,  ale dla radości z palenia papierosów 

 zdecydowanie mniej. Ci porawda dymek leci, ale to jednak nie to samo.

No ale skoro Święty tak za mnie zadecydował? trzeba się do tego dostosować.

Widzę, że to jednak najlepsza droga do niepalenia, bo mi ten elektroniczny wcale, a to wcale

nie smakuje i już. Może gdyby inny smak papierosa to był, ten mój to ma smak Marlboro,

czyli taki perfumowany W  dodatku trzeba go codziennie naładować, a wtedy co?

 nie palić w ogóle, czy standartowego papieroska zapalić.

Nie ma to jak wspaniały niebieski Vogue, ech, to tylko marzenia….. chociaż od czasu do czasu

może i do nich wrócę??

I znów człowiek musi się molestować, za jakie grzechy, pytam, za jakie grzechy.

Pieron wie, ile tych dni do końca jeszcze mi pozostało, a tu ciągle muszę sobie NIE mówić.

I jak tu żyć, panie premierze o jak tu żyć.

Zwłaszcza, że za oknem zła, psia pogoda, teraz przyszła do nas głęboka, jesienna szaruga, 

co znacznie mi  i humor i zdrowie niszczy, co na kościach moich się wyraźnie odbija.

Dlatego nic już więcej dzisiaj nie będę pisała i już.

Trzymajcie się w ten zaszargany czwartek jakoś i do jutra, może i humorek i pogoda

nieco się poprawią do tego czasu.

Nie przyszedł :-( ? a jednak………

                              

Kto? Oczywiście, że św. Mikołaj do mnie nie przyszedł.  😦

Pewnie to kara za to, że tak okropnie ostatnio pyskowałam na prezesa i na cały  Pis ?

Myślicie też, jak ja, że tu jest przyczyna ?

Ale trudno, to i tak nie zmieni moich poglądów na ta sektę udającą partię, i nawet

niech Aniołek też nie przynosi mi za karę prezenty, bo  i tak nie zmienię poglądów.

A Aniołek swoja drogą nic przynosić mi  nie musi, bo i tak prezenty mi się należą na imieniny

i już, a jako że mam na imię tak ja ta pewna dama z Raju, obchodzę imieniny w Wigilię,

gdy zwyczajowo  Aniołek prezenty roznosi, mnie może śmiało  ominąć, na pewno rodzinka

o  nie zadba 🙂 ( przynajmniej mam  taka nadzieję).

Ciekawe swoja drogą, bo w Małopolsce  w Wigilię przychodzi Aniołek, w innych miejscach

północnej  Polski jak wiem przynosi prezenty Gwiazdor, albo św Mikołaj ( to chyba tam, gdzie

nie zdąży 6 grudnia przyjść do grzecznych dzieci), a  np. we Włoszech prezenty przynosi

Befana, a w Rosji Dziadek Mróz.

Zresztą nieważne kto i kiedy te prezenty przynosi, grunt, że w ogóle przynosi, prawda?

Ale troszkę mi smutno było, bo wszyscy, łącznie ze szczurkami, które dostały nową klatkę,

prezenty dostali, o mnie ten Święty zapomniał, tak przynajmniej wczoraj wieczorem sobie

myślałam, ale……

zasypiałam lekko smutna, a tu rano otwieram oczy ( a za oknem całkiem ciemno było jeszcze )

a na tle mojego wygaszonego  monitora zobaczyłam jakiś dziwny cień. Patrzę i patrzę, a tam

coś najwyraźniej stoi, serce podskoczyło mi do góry, bo uzmysłowiłam sobie, że jednak Święty

Mikołaj i o mnie pamiętał i prezent mi przyniósł. Chciałam szybko zapalić światło, żeby

zobaczyć, co paczka zawiera i…wywaliłam wszystkie stopki w moim mieszkaniu, oczywiście

znów trzaskająca żarówka wywaliła stopki, ech, wszyscy domownicy spali, więc musiałam

sama jakoś sobie ( przy pomocy miotły) bezpieczniki włączyć i nareszcie mogłam dobrać

się do prezentu. Pewnie też ciekawi jesteście co dostałam. Otóż Święty to jednak mądry

starzec i przyniósł mi ni mniej ni więcej…elektronicznego papierosa. Miałam chwilkę kłopoty

z jego zmontowaniem ( na całe szczęście instrukcja jest także w polskim języku), ale

w końcu udało mi się, zaciągnęłam się  i…….dopiero wielki kaszel mną targnął, myślałam,

że płuca mi już całkiem się potargają na drobne włókienka. Potem było już nieco lepiej,

ale mam wrażenie, że paląc tego elektronicznego papierosa prędzej oduczę się palenia,

no i o to chodzi. Zobaczymy, jak długo z tym elektronikiem wytrzymam, może od czasu

do czasu zapalę i normalnego papierosa, a może już nie, jeszcze tego nie wiem, w każdym

bądź razie na wszelki wypadek jakąś jedną paczkę normalnych papierosów w zapasie

posiadać będę, przynajmniej przez jakiś czas.

Ale dziękuję ci bardzo Święty Mikołaju za pamięć i za prezent, może dzięki temu uda mi się

jeszcze trochę dłużej pożyć, pozbywając się przy okazji nałogu???

No nie całkiem do końca tak wszystkiego  pozbywając się, bo jednak trochę nikotyny ten

papieros zawiera, ale nie ma żadnych substancji smolistych, najbardziej właśnie szkodliwych

dla zdrowia . No i można nim się dwa, trzy razy zaciągnąć ( nawet tam, gdzie palić

nie można) i organizm jest happy, chociaż troszkę oszukany. Ale innego papierosa już wtedy

nie szuka. Taki papieros jest dobry dla takiej Ewusi właśnie, która często siedząc

przy komputerze, bezmyślnie po papierosa sięga, wcale nie zawsze z potrzeby chęci

zapalenia, raczej z przyzwyczajenia. Teraz będę miała pod ręką taki swój smoczek- papieros,

który ma jednak jedną wielką zaletę ; NIE ŚMIERDZI.

Ano, pożyjemy, zobaczymy, może jednak rzeczywiście Święty Mikołaj tym prezentem

„strzelił w dziesiątkę” ?

Dzisiaj idę na poranną zmianę, jako, że przychodzi Komisja Sanepidowska i muszę

trwać wtedy na posterunku – mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku.

 Wszak nie taki  diabeł straszny, jak  go malują ( podobno…) 

Już wiem

                   

         

Wczoraj zastanawiałam się, czyja to wina, że moja poczytność spadła.

 Wszystko wymieniłam, ale oczywiście, że to  tylko  wina Tuska. A jakże by było inaczej?

Zresztą wczoraj wieczorem gdy wracałam z pracy do domu ( wieczorem, bo była co prawda

18.30, ale ciemno, jakby to noc już była) zaczął padać deszcz z śniegiem.

Bardzo się zdziwiłam, bo rano nic takiej pogody nie wróżyło, co prawda popadywał sobie

deszczyk z małymi zmianami na słonko, ale śnieg???? No cóż, potem nagle temperatura

dosyć wydatnie spadła i to białe, co fruwało pomiędzy kroplami deszczu to był jednak śnieg.

Oczywiście nie napadało go na tyle, żeby od razu biało się zrobiło, ale już drugi śnieg za sobą

mamy – oczywiście to też wina Tuska, bo kto widział żeby  w grudniu śnieg padał??

Wszystko to przez tą integrację z Unią  i nasze poddaństwo, teraz trzeba będzie zamiast

domów wigwamy budować, jako że stajemy się ( podobno) indiańskim rezerwatem.

Ciekawe tylko, kto skalpy będzie nam z głów zdejmował.

Już oczami wyobraźni widzę Wielkiego Kota- Mlaskacza pod swoim wigwamem  siedzącego,

 i fajkę  z niepokoju paląc , nerwowo spogląda na bardziej prawo i trochę bardziej

lewo od niego, kto mu tą fajkę podbierze i jaką na niego następną intrygę buduje.

No i przez lornetę wyglądać będzie zza wigwamu, aby na czas spostrzec, z którego kopca

następny Zdradziecki  Kret na niego dybie, aby  potem wieści do wrogiego mu plemienia

przesłać i wszystkie zwycięskie trofea  zdobyte na pogromie komunistów odebrać.

Oj chrzani się już niektórym w główkach, chrzani. Ale gdy my będziemy po Europie

mercedesami się rozbijać, plemię Wielkiego Kota Mlaskacza na indiańskich kobyłach jeździć

będzie  i strzały złowrogie na  lewo   i w centrum skierowywać, aby wroga znienawidzonego

pokonać i zniweczyć. Ot, taka moja  indiańska  bajka na wtorkowy poranek.

Czyli to samo : pogoda i polityka, ale ta druga teraz trochę na wesoło, chociaż wcale wesoło

to wszystko nie wygląda,na pewno problemem jest to, czy teraz powinniśmy nadal

brnąć w tą unijną mątaninę, ale skoro nawet takie tęgie głowy jak pani Merkel, czy pan

Sarkozy nie wiedzą, jak to rozplątać, aby było dobrze, to co my szaraki mamy powiedzieć?

Na pewno ta dwójka na niekorzyść dla swoich państw działać nie będzie, co jest zrozumiałe,

ale my mamy też szansę przy nich iść do przodu, inaczej nas „zjedzą”.

Natomiast jeszcze bardziej zaniepokojona jestem tyn, co nam pacjentom grozi po 1 stycznia.

Każda recepta przez lekarzy będzie opieczętowana napisem : Refundacja  do decyzji NFZ, co

znaczy, ze z każdą receptą będzie trzeba biegać do urzędników, aby podbili receptę, uznając,

że te lekarstwa rzeczywiście na zniżkę się należą lub nie. Bezsens urzędniczy oczywiście,

znów „leczyć” nas będą urzędnicy, bo może część pacjentów zgodzi się na pełną opłatę,

ale większa część pacjentów po prostu zrezygnuje z leczenia.

Panie Arłukowicz do roboty!!!! Przed panem, jako przed ministrem wielkie zadanie czeka,

doprowadzenie tego i jeszcze wielu innych rozporządzeń NFZ-etu do normalności, bo

to co sie dzieje teraz w NFZ-ecie woła o pomstę do nieba.

No i na koniec muszę wspomnieć jeszcze o smutnej wiadomości, która wczoraj wieczorem

do nas dotarła : Zmarła wielka gwiazda polskiej piosenki Violetta Villas.

Nietuzinkowa artystka o wspaniałym koloraturowym głosie, obejmującym kilka oktaw.

Wielka artystka, której głos poznał cały świat, występowała na wielu znanych scenach

nie tylko w Polsce, ale także i w ZSRR, USA i wielu innych krajach, wszędzie znana, a mimo

to bardzo nieszczęśliwa, zawsze szukała swojego bezpiecznego miejsca na ziemi

i nigdy do końca pełnię  szczęścia osiągnąć nie umiała.

Może tam w tym lepszym świecie nareszcie odpocznie od tej wiecznej tułaczki w poszukiwaniu

swojego dobrego lokum na wieczność

EURO 2012

                                     

I już po losowaniu.  W naszej grupie ( prócz oczywiście naszej drużyny) mamy Czechów.

Rosjan i Greków. No i mamy już pierwsze kompleksy typu : grupa niezbyt mocna, więc

nawet jeżeli z niej wyjdziemy, co oczywiście nie jest wcale takie pewne i tak polegniemy

w grupie pół finałowej, nie mamy szans. Ja też tak uważam, tylko zastanawiam się, po jaką

cholerę w ogóle zgłaszaliśmy nasz akces w organizowaniu tych mistrzostw? Czyżby to

była jedyna okazja, żeby w ogóle w tych rozgrywkach brać udział, bo jako organizatorzy

nie musieliśmy przechodzić eliminacji wstępnych, w których prawdopodobnie już byśmy

przepadli.  Może jestem niesprawiedliwa, ale jako przeciętny Polak ( w miarę realnie patrzący

od czasu do czasu na piłkarskie zmagania) nie mam tej wiary, że oto powstanie tak zgrany

zespół piłkarski, jaki był w historycznym już dla polskiej piłki nożnej w 1974 roku.

Pamiętam te wspaniałe emocje, jakie targały Polakami, gdy nasza drużyna pokazywała

to, co umie najlepiej. Wtedy zajęliśmy trzecie miejsce. Piłkarze wielkiej klasy takiej jak

Grzegorz Lato, Andrzej Szarmach, Kazimierz Deyna czy Robert Gadocha lub Jerzy Gorgoń

stanowili bardzo zgraną drużynę, świetnie „odnajdywali” się na boisku, celnie

podawali sobie piłkę i celnie strzelali  bramki, zresztą Grzegorz Lato w tych mistrzostwach

uzyskał tytuł króla strzelców. A rewelacyjny Jan Tomaszewski zajmował się wtedy tym co

umiał najlepiej ( bynajmniej nie była to jak teraz, polityka) i wspaniale polskiej bramki  bronił.

To była naprawdę wspaniała drużyna pod kierownictwem niezapomnianego Kazimierza

Górskiego. Nigdy później nie było takiego trenera jak  pan Kazimierz, który świetnie

rozumiał swoich piłkarzy, umiał ich odpowiednio ustawić i przede wszystkim cieszył się

wielkim autorytetem , co na pewno pomagało mu w prowadzeniu tej drużyny.

A teraz? Piłka nożna zleciała na łeb na szyję, a przeciętnemu Polakowi kojarzy się tylko

z aferami i przekrętami, więc jak można uwierzyć w swoją drużynę, no jak????

No może jedno co jest dobre, to troszkę poprawi nam się nieco infastruktura, powstaną

( niestety w kawałkach)nowe autostrady, czy dróg szybkiego ( i wolniejszego też)

ruchu, pozostanie nam kilka nowo powstałych stadionów, no może

rozwinie się też kolejnictwo? Czyli jakieś tam korzyści pozostaną, ale na jakieś większe

piłkarskie atrakcje ie ma co liczyć. No chyba, że nasza drużyna nas zadziwi, tak jak wtedy

w 1974 roku??, w co absolutnie nie wierzę, Ale kciuki za naszych piłkarzy trzymać będę,

parę meczy też na pewno oglądnę. Więc czekamy do czerwca, zobaczymy, co będzie.

Na wszelki wypadek załączam dla naszych piłkarzy symbol szczęścia – czterolistną koniczynkę.

Nuda

                

 

Raz o pogodzie, raz o polityce, oto moje ostatnie już nudnawe wpisy.

Bo o czym ciekawym mam pisać? O, już wiem.

Wczoraj  podczas szperania w starych  zapiskach znalazłam list pisany do mnie przez

moją siostrę 25 lat temu, podczas gdy byłam z wizytą u mojego stryjka w USA.

Fajna sprawa, powróciły stare wspomnienia, przypominały mi się stare plotki, które

moja siostra w tym liście opisała. Teraz, z perspektywy czasu, niektóre z tych opisów

są śmieszne ( historia inaczej losem pokierowała), inne są tylko wspomnieniami. Jest to

prawdopodobnie jedyny list, jaki moja siostra kiedykolwiek do mnie napisała, bo również

podobnie jak ja listów pisać nie lubiła, więc tym bardziej podziwiam, że zdecydowała się

na taka długą epistołę. No i dobrze, mam teraz jeszcze jedną pamiątkę po mojej siostrze,

chociaż przyznać trzeba, że dość mało czytelną, jako, że moja siostra pisała niczym ta

przysłowiowa kura pazurem, ha, ha przygadał kocioł garnkowi, moje pismo też jest

raczej mało czytelne, całe szczęście, że blog piszę na komputerze, bo inaczej mało

kto by się doczytał, o co mi właściwie chodzi.

Ten jej list był najwidoczniej odpowiedzią na mój wcześniej pisany, bo odpowiada mi

w nim, że już sobie wyobraża mnie w tych czerwonych spodniach, które stryjek  mi

kupił – a tak, przypominam, że wszystko to działo się 25 lat temu, gdy kobiety

raczej rzadko w spodniach występowały ( teraz to  już codzienność), a ja  już na pewno

przed wyjazdem do USA nie wyobrażałam sobie, że będę w portkach latać, a jednak,

musiało to na mnie wielkie wrażenie wywrzeć, skoro o tym pisałam w liście do Ani.

No i przy okazji oglądnęłam sobie zdjęcia z mojego pobytu ( nawet nie wiedziałam, że je

jeszcze posiadam), w pierwszych dniach mojego pobytu w USA występowałam na zdjęciach

w sukience typu” ciotka- klotka”, potem już wyłania się na zdjęciach całkiem inna Ewusia,

ubrana w „nowoczesne” ciuchy, w tych między innymi właśnie w czerwonych spodniach

czy chociażby  na pikniku urządzanym przez firmę Wujka,  o zgrozo!!! , w krótkich czerwonych

szortach. Chyba tak ubrana pozbyłam się  wtedy wszelakich kompleksów, nawet w tych

szortach, chociaż zawsze byłam „okrągła” No tak, ale w USA nikt nie zwracał takiej uwagi, jak

u nas ( przynajmniej 25 lat temu) na to, kto i w co jest ubrany, no oczywiście wtedy tylko,

gdy nie wywoływałoby to żadnego szoku, widać w tych czerwonych gaciach nie szokowałam,

przynajmniej Amerykanów, chociaż od czasu do czasu i  później w Polsce te czerwone spodnie

ubierałam i może ktoś tam się za mną oglądnął, ale nie widziałam, żeby mi ktoś kółka na

czole rysował.

Zresztą przypominam sobie, że gdy po powrocie zrobiłam furorę na mojej odbierającej

mnie w Warszawie rodzince, gdy zobaczyli mnie w spodniach, fioletowym swetrze w pasy,

żującą gumę do żucia, wtedy też żucie gumy nie było u nas takie popularne.

Pamiętam, że przyjechali po mnie dosyć licznie wtedy do Warszawy  i o mało co nie zabrakło

dla mnie miejsca w tym  aucie, ale na pewno nie zabrakło wtedy miejsca dla mojego

bogatego bagażu, z którym wracałam. Każdy na jakiś prezent przecież liczył 🙂

Koniec w końcu jakoś upchaliśmy się wszyscy wraz z bagażami do auta, chociaż nawet

przez moment zastanawialiśmy się nad losowaniem, kto do Krakowa powraca pociągiem.

No proszę, ćwierć wieku minęło, wspomnienia przywróciłam przy pomocy jednego listu

i kilkunastu zdjęć, Jedno jest pewne, jeżeli chodzi o tamte wspomnienia, nigdy więcej już

nie wsiądę do samolotu ( okropnie przeżywałam te w obie strony przesiadki i śródlądowania),

więc już nigdy więcej po USA w czerwonych, zielonych, czy w inny, jaskrawym kolorze

spodniach biegać nie będę. Wolę te  swoje czarne, w których całą zimę obecnie występuję.

A że grubo w nich wyglądam? Cokolwiek na siebie ubiorę i tak szczupło wyglądać nie będę,

a przynajmniej jest mi ciepło i żaden zimny podmuch wiatru nie owiewa mój schorowany

 i wrażliwy na zimno kręgosłup.

No i to by było na tyle, pora już do pracy wyjść, więc tylko pozostaje mi miłego dzionka

życzyć.  List już jest  schowany do torebki, dzisiaj razem z Magdą znów będziemy przy

jego pomocy powracać do przeszłości, jak to miło tak sobie powspominać…….

 

nowy grudniowy poranek

    

Wstał nowy dzionek, pierwszy w miesiącu grudniu, co nam przyniesie?

Wczoraj w Andrzejki lałam wraz z dzieciaczkami wosk, a co, raz na rok można

zdziecinnieć. Wylała mi się …ryba, a gdy popatrzyłam  na cień tej ryby na ścianie,

ukazał się duża postać   w koronie i kościół z krzyżem.

Co to oznacza: ano, w niedługim czasie spotkam jakiegoś królewicza z bajki, oczywiście

spod znaku ryby, czyli urodzonego pomiędzy 19 lutym a 20 marca, który poprowadzi mnie do

ślubu.

Ha ha ha, na pewno nie w tym moim wcieleniu, nie ma takiej możliwości.

A tak nawiasem mówiąc, szkoda, że nie wylała mi się jakaś mamona, która nagle i

niespodziewanie spadnie na moja głowę, ale  tylko  zastanawia mnie ta korona, znaczy

chyba, że  wcale nie muszę grać już w totolotka, bo bogactwo przyjdzie do mnie w ludzkiej

postaci, bo mam nadzieję, że ta wróżba  nie oznacza królestwa wiecznego??

Bzdurzę, nie ma co się nad tym zastanawiać, bo wróżby albo się spełniają, albo nie, podobnie

zresztą jak i prognoza pogody. Bo kto widział, żeby w grudniu temperatura dochodzić by

miała aż do 16 stopni Celzjusza?

To tyle na temat wróżby, innych już nie uskuteczniałam, albowiem wczoraj po raz setny chyba

oglądałam  mój ulubiony film „Powrót do przyszłości”, jego pierwszą część można było

oglądać  właśnie wczoraj na dwójce, dwie następne będzie można oglądać w kolejne środy.

Ot taka bajka dla dzieci, ale zrobiona z rozmachem i bez przemocy, tak jak już są kręcone

następne filmy z serii  fiction.

Zresztą  te  fikcje zapewnia nam teraz  na bieżąco nasza polityka, więc na  wszelaką

„rozrywkę” nie możemy narzekać, tylko jak długo Polacy będą mogli te różne prognozy

pana K słuchać?

Dobra, zostawmy politykę, wracajmy do pierwszego grudnia, za kilka dni będzie

po świecie buszował  pan w czerwonym płaszczyku, z wielką siwą brodą i to już

będzie oznaczać, że święta tuż tuż. Już w TV i w radiu słychać będziemy kolędy,

będziemy coraz bardziej nerwowo po sklepach różnych biegać, a to kupować prezenty,

a to kupować wszelakie dobroci na świąteczny stół….. i zanim się obrócimy , już będziemy

tej pierwszej gwiazdki na niebie wyglądać.

Ale jeszcze nie dzisiaj, nie jutro, na razie trzeba zapracować na te świąteczne zakupy.

Miłego dnia