to chyba chandra

 

Chandra jakaś chyba mnie od wczoraj trzyma, w każdym bądź razie jakieś podłe myśli ogarniają mój mózg, nie wiem, czy to jest związane z końcem tego roku, a może z przemijaniem?
Bo zawsze kiedy staje się na jakiejś granicy czasu, a tu granicą jest nadchodzący nowy rok, człowiek robi sobie  taki wewnętrzny remanent czasu przeszłego, a ten rzadko kiedy i rzadko dla kogo jest optymistyczny. Co prawda zawsze mówi się, oby ten następny rok był lepszy, ale w czym dla mnie ma być lepszy?
No może tylko w zdrowiu, bo ostatnio coś narzekałam a to na rączkę, a to na kolana, nie wspominając kręgosłupa, do którego bóli już całkiem się przyzwyczaiłam, mimo, że to najczęściej one powodują moje zbyt wczesne  poranne wstawanie, bo ostatnio dowiedziałam się od Jarka (szwagra Magdy), że te skurcze nóg najpewniej są wynikiem ucisku kręgosłupa, nawet dostałam od niego kilku instrukcji, jak je pokonać, a Jarek to wie, bo jest przecież mgr rehabilitacji.
Ale w pewnym wieku z pewnymi bólami trzeba się godzić, nie ma innego wyjścia, gdy kolce z człowieka wyłażą i kują i tu i tam.
No to zdrowie już omówiłam, o polityce chcę na trochę zapomnieć, w końcu główny prowodyr moich politycznych nerwów został chwilowo w kąt wciśnięty, pewnie za dużo bzdur naopowiadał, więc go na trochę odizolowano, rzekomo pilnuje on teraz chorej mamusi. Może i mamusia rzeczywiści jest chora, pewnie i synek też swoim zachowaniem do tego się przyczynił……..
Wspomnieniami świątecznymi też jakoś nie bardzo już żyję, było, minęło, nie bardzo jest co wspominać ( jednak pan z wąsami w końcu  mnie poderwał przecież)
Dzisiaj przede mną zwyczajna sobota, taka jak każda inna w tym roku, z niedzielą będzie podobnie dopiero w poniedziałek….

Kiedyś pisałam o tej mojej sąsiadce Zuzi, która wyjechała na stałe do USA, dzisiaj o godz 1 pm  jej czasu, a naszej 20.00 wstępuje w związek  małżeński ze swoim królewiczem Joe, niech im się dobrze wiedzie!!!
I to jest chyba ten optymistyczny akcent dnia dzisiejszego.
Miłej soboty