ostatni czwartek??

        

E, nie, w w tym roku będzie jeszcze jeden czwartek, a potem jeszcze sporo tych czwartków będzie. Piątków, sobót i niedziel też !!
Wczoraj oglądałam film 2012, był „przypięty” do najnowszego Newsweeka. Kosztował prawie 20 zł ( plus oczywiście była też i gazeta do przeczytania), ale warto było, chciałam ten film mieć u siebie. Kiedyś oglądałam ten film u Magdy, ale z napisami, a siedziałam daleko i niezbyt doczytać mogłam. Miałam też sporo kłopotów, bo co prawda na oprawce pisze, że film ma i czytanie i napisy w języku polskim, ale po puszczeniu filmu okazało się, że czynne jest tylko nagranie w języku angielskim.
Trochę byłam zawiedziona, ale zatelefonowałam do niezawodnego Pana Józia i uruchomił mi na odległość i napisy i czytanie w polskim języku, tak więc tą nieco przerażająca „bajeczkę” mogłam sobie spokojnie pooglądać w rodzimym języku.. Ale właśnie dlatego, że oglądnęłam przestałam się bać jutra.
Trochę się nawet uśmiechnęłam, bo gdy zobaczyłam te walące się duże budynki i małe domki, gdy widziałam to tsunami, które z wielką siłą niszczyło wszystko co  jeszcze napotkało na swojej drodze i wyobraziłam sobie te biedne babiny, które teraz, realnie  nagromadziły całe zapasy ryżu i makaronów, zapałek, wody mineralnej i nawet papieru toaletowego, zastanawiałam się, po co by im te całe zapasy, gdy wszystko z wodą w czeluściach piekielnych będzie nikło. Tak w czeluściach piekielnych, bo albo świat zniszczy pożoga, albo naprawdę duża woda. Nikt miałby nie przeżyć, gdyby rzeczywiście do podobnej zgrozy jak na filmie miało dojść.
Co prawda w filmie  uratowało się troszkę ludzi, tych najbogatszych, którym udało się wykupić bilety na kilka  statków kosmicznych, podobnych do Arki Noego, bo nawet były tam miejsca dla zwierząt, aby potem móc odtworzyć nowy – stary świat, ale co ta garstka znaczyła w obliczu tylu miliardów ginących osób?
Film z wielkim rozmachem zrobiony, ale wątek oboczny był jednak nieco naiwny, chociaż jak zwykle dobro zwyciężyło, bezwzględna osoba  zginęła, a rozpadająca się rodzina w okolicznościach grozy i heroizmu ojca znów się połączyła, ku wielkiej radości dzieciaków.

To tyle o filmie. A co jeszcze? Byłam wczoraj u pana doktora Zbigniewa, ale chyba tym razem blokada niewiele mi pomogła, bark nadal boli, mam nadzieję, że to tylko chwilowo. Liczę, że znów na kilka dni ból mi odpuści i pozwoli przeżyć wspaniałe święta. Tej nocy boląca ręka budziła mnie „tylko” dwa razy, co to jest!!!
Jedna dobra kawusia i już na nogach stanęłam, rześka i do pracy gotowa, bo tak trzeba i już!!!!
No i trzeba pomyśleć już o jutrze, wszak to będzie ostatnia chwila do pakowania moich manatków – pojutrze wyjeżdżam, niesamowite, to już pojutrze!!!
Najważniejsze, żebym tylko o moich lekarstwach nie zapomniała, bo to byłaby tragedia, wszak tam są nie tylko leki przeciwbólowe, ale i też  te najważniejsze przeciw cukrzycowe, te na wszelakie skurcze no i przeciw ciśnieniowe. Cóż, wiek już obliguje do tego, że tymi świństwami i na śniadanie i na kolację karmić się muszę.
Dzisiaj i jutro pracuję popołudniu, więc pakowanie zostawiam na jutrzejsze przedpołudnie, zaraz po końcu świata, a ten ma przyjść i 4:44, więc trochę czasu przed wyjściem do pracy mi pozostanie 🙂
Miłego czwartku!!!

 

 

blokada

A w Warszawie sypie śnieg !

Otwieram dzisiaj wcześnie rano ( jeszcze za oknem ciemność panowała) mój telewizor, oczywiście jak zwykle dzień zaczynam od programu TVN-24 Wstajesz i wiesz ( Jarek Kuźniar jest the best!) i patrzę ze zdumieniem ile to śniegu w naszej kochanej Stolicy napadało. Więc lecę do okna i patrzę a u nas ulice nie są białe, a raczej mokre. Co prawda  telewizyjna mapa pokazuje, że i w Krakowie trochę napada, ale nie wiele, więc niektórzy nie muszą się martwić, że dzisiaj po pracy do domu spokojnie sobie autkiem  nie dojadą 🙂

O czym tu dzisiaj napisać w moim blogu?
O polityce nie, bo znów mam jej powyżej uszu, zastanawiam się tylko, co też nowego i super mądrego nasz Guru wymyśli, bo to co ostatnio mówił o pomstę do nieba woła.
O końcu świata też już  nie piszę, bo nudne się to  zrobiło,a co miałam na ten temat napisać, napisałam, a to co ma się zdarzyć, lub nie już ode mnie nie zależy.
No to dzisiaj jeszcze ostatnie przedświąteczne pranko muszę uskutecznić, albowiem w piątek rano muszę się zapakować ( popołudniu idę do pracy) no i w sobotę rano wyjazd na świąteczny relaks.
Zastanawiam sie tylko, czy się cieszę z tego powodu, czy nie, właściwie zawsze święta Bożego Narodzenia rodzinnie w Krakowie spędzałam ( z tym małym jednym wyjątkiem, gdy byłam w Sanatorium w krynicy i płakałam w cichości pokoju) Tu też będę  z rodziną, ale nie całą……
Inna sprawa to lekka obawa przed drogą, nie lubię podczas zimy  jeździć ani autem, ani autobusem, boję się tych poślizgów, a zapowiadają, że jednak śnieg może zakopiankę opanować.
Pamiętam ten wyjazd do Zakopanego przed wielu, wielu laty, gdy mój tata chcąc  mnie namówić na tą zimową eskapadę ( ale to nie były wcale święta, ot taki weekendowy  zimowy wypad) zabrał nawet moja przyjaciółkę Zosię, bylebym tylko pojechała ( przecież sama nie mogłam zostać w domu, miałam chyba wtedy 12-14 lat). Całą drogę się modliłam ze strachu, a i tak gdzieś niedaleko Zakopanego auto nagle się zawinęło, wpadliśmy w zaspę i trzeba było wołać kogoś z koniem,by samochód z zaspy wyciągnęli.Dalszy ciąg drogi już siedziałam cicho, przecież i tak moje modlitwy wyraźnie nie działały.
Tak więc przede mną jeszcze 3 dni i czeka mnie zimowy odpoczynek

Życzę uśmiechu na ten niby zimowy dzionek w Krakowie i zimowy w innych partiach naszego kraju. Dzieciaki na pewno się cieszą, że bałwanka ulepić będzie można, a większe i mniejsze stoki opanowane będą przez narciarzy i saneczkarzy.

A na koniec coś na wesoło:
Pewien szczęściarz wygrał na loterii sporą sumę, więc kupił za nią majątek, a także konie i sanie. Zimą wybrał się z żona na kulig.
 w pewnej chwili stwierdził: Kochanie w życiu miałem wiele przyjemności, ale teraz jednak mam największą przyjemność, gdy jadę saniami po własnym śniegu 🙂

My własnego co prawda śniegu nie mamy, ale też mamy różne inne przyjemności, a te największe czekają na nas już w przyszłym tygodniu.

w poniedziałek rano Ewa pisze:

 

Wczoraj z okazji 90 siątej rocznicy zamachu na prezydenta Narutowicza zadałam sobie trudu i na You Tubie odtworzyłam sobie film Jerzego Kawalerowicza „Śmierć Prezydenta”.
Przyznaję, byłam pod wielkim wrażeniem i  z wielkim przerażeniem znalazłam  w nim całą masę analogii do czasów obecnych.
Ta nienawiść, ta podburzana gawiedź  przez przeciwników  wyniku wyborów, ta niechęć do prezydenta, ponieważ  mimo wielu politycznych zabiegów i nawet pewnego rodzaju szantażu nie  został wybrany prezydentem  przedstawiciel prawicy. Nie mógł zostać, ponieważ   ostateczny przeciwnikiem Narutowicza  był hrabia  Zamoyski, był  on obszarnikiem,  i miał wielu przeciwników pośród zwyczajnego ludu, chłopów no i oczywiście partii lewicowych. Jego pięć dni prezydentowania napiętnowane były rozruchami, a nawet morderstwem kilku młodych socjalistów. Nie było to jednak jakimś ostrzeżeniem dla prawicy, że nienawiść prowadzić może do krwawego zakończenia.
Nie trzeba było długo czekać, nacjonalista Eligiusz Niewiadomski wykonał na prezydencie wyrok prawicy, wyrok śmierci, przestał im przeszkadzać.
A czy przyszła wtedy skrucha, chociażby refleksja nad tym, co uczynili, bo właściwie to nienawiść prawicy była motorem tego   politycznego mordu.
Raczej nie, skoro pogrzeb Niewiadomskiego był prawdziwą manifestacją, podczas której tego właśnie mordercą prawica ogłosiła bohaterem.
A czy teraz nienawiść nie wyprowadza jak kiedyś ludzi na ulicę?, nie ma nienawistnych okrzyków, zarzucanie prezydentowi Komorowskiemu jak ongiś zdrady, zaprzaństwa i tego, że nie jest katolikiem? Do tego jeszcze dołączyć trzeba obelgi i kalumnie rzucane na premiera, jasne, przecież Kaczyńskiemu nie udało się wygrać ani prezydenckich, ani parlamentarnych wyborów. Czy przyjdzie kiedyś czas opamiętani w polityce, zarówno zresztą po prawej, po lewej i po środkowej stronie? Bo nie daj Panie Boże, by znów miała powtórzyć się historia sprzed 90 ciu lat. A historia niestety lubi się powtarzać.

Oglądałam zresztą wczoraj jeszcze jeden ciekawy film w necie ( bo jak wiecie ostatnio jestem bardzo sprawą zainteresowana) , mianowicie przepowiednie Nostradamusa na rok 2012, I co? Właściwie trochę tam straszą w tym filmiku, ale najważniejsze jest to, że zakończenie filmu jest całkiem optymistyczne, bowiem to, czy dojdzie czy nie do Armagedonu w dużej mierze zależy od nas samych, od naszego zachowania i sprawa nie jest wcale na ostrzu noża postawiona, że koniec świata będzie i nic tego nie zmieni. Jeżeli my się zmienimy na dobrych i uczciwych ludzi, a mamy na to jeszcze całe 4 dni, koniec świata może zostać odroczony…….

Zastanawiałam się nawet co robić, bo w piątek akurat wypada mi zmiana popołudniowa w pracy ( zastępstwo za Jarka)  i w związku z tym martwiłam się o mój  późno popołudniowy, a właściwie już wieczorny  powrót z pracy do domu, niepotrzebnie, bo okazuje się, że gdyby rzeczywiście ten koniec świata miał nastąpić, dzień zaczął by się ( a raczej nie zaczął by się )  już całkowitymi  ciemnościami, bo rano nie wzeszłoby już słonce.
A tak na prawdę nasuwa się pytanie, czy człowiek wierzący powinien wierzyć w gusła i zabobony? To, czy będzie czy nie koniec świata nie leży przecież w gestii ludzi do tego nie powołanych. O tym, kiedy to nastąpi zadecydować może tylko Bóg i dzięki tej pokrzepiającej myśli poszłam spokojnie wczoraj spać.
I to samo będę sobie powtarzać w czwartkowy wieczór, gdy będę kładła się do łóżka. W końcu już kilka takich” końców świata” przeżyłam

Dzisiaj też  do pracy idę na inną niż zazwyczaj w poniedziałek zmianę, mianowicie na rano, dzisiaj znów przyjeżdża ten miły pan doktor od dziecinnych kręgosłupów – jak to dobrze, że będę miała okazję przed tym końcem świata jeszcze z nim się pożegnać 🙂 Teraz już żartowałam, bo jak widać jednak mieszane uczucia mną targają w ten ponury, szary poniedziałek.
Zatem życzę przyjemnego przedświątecznego tygodnia, za tydzień już Wigilia.

niedziela, więc na wesoło:

 

przeczytane na Facebooku:

Jedzie młoda matka autobusem i wiezie na kolanach niemowlaka. Obok niej siedzi facet. Dziecko popłakuje, więc matka postanawia go nakarmić. Dziecko jednak odwraca się od piersi. Matka namawia go:
– No, weź cycusia, bo mama odda temu panu…
Dzieciak znów się odwraca, więc matka znów go namawia… I tak w kółko. W końcu facet nie wytrzymuje:
– Decyduj się gówniarzu, bo ja już trzy przystanki za daleko przejechałem.

Przecież nie można stale stresować się a to polityką, a to wiadomościami o końcu świata.
Wczoraj znowu sobie na You Tubie pooglądałam kilku ciekawostek na ten temat, między innymi przepowiednie Nostradamusa, czy przepowiedni Ojca Pio, wszystko ciekawie opisane, ale ta data grudzień 2012 jest chyba przez twórców filmików bardzo naciągnięta, robiona pod publiczkę, chociaż, właściwie można by uwierzyć w słowa płynące rzekomo, (bo kto to wie na pewno) słowa od samego Boga.
Każdy wierzy, w co chce wierzyć, a jak będzie przekonamy się już niedługo, za kilka dni.
Najgorsze jednak to, że okazuje się, że w piątek, czyli w dniu końca świata akurat pracuję popołudniu, nie wiem więc, czy na czas zdążę do domu
A przepowiednia wyraźnie mówi o 3 dniach i 3 nocach ciemności, podczas której trzeba zasłonić okna, nie wolno przez nie nawet spoglądać, a tym bardziej nie wolno wyruszać na ulicę, inaczej natychmiast grozi śmierć. Należy przygotować zapasy żywności i picia na te dni. Po trzech dniach nastąpi słoneczny brzask i życie wróci do normy, ale niestety wiele osób pożegna się wcześniej z życiem. Powstanie nowy świat, wspaniały, bez nienawiści, pełen miłości.
Tylko ciekawe ile tych wiktuałów należy zgromadzić, bo nie wiadomo, kiedy na przykład sklepy żywnościowe będą już czynne.
A może wtedy znów manną z nieba będziemy karmieni? – nie, to nie jest z mojej strony żadna ironia, bo z religii kpić sobie nie można, to tylko taka moja ciekawość. Tylko nie wiem, czy mi potrzebna, skoro według moich założeń nie będę już wtedy żyła….
Zresztą z tego mojego dumania widać, że niezbyt poważnie do sprawy podchodzę, chociaż przyznam, pewne wahania mam. Do piątku już niedaleko,,,,,,

 Ja na wszelki wypadek jednak pomału zaczynam składać rzeczy, które mam ze sobą w sobotę zabrać do Zakopanego. Pewnie znów tego trochę się nabierze, wszak będę tam aż całe 5 dni zimowych,a wiadomo, ciepłe rzeczy więcej w walizce miejsca zajmują. No i te wszystkie inne drobiazgi jak aparat fotograficzny, czy  mój malutki notebook też nieco miejsca zajmą. A niestety tym razem nie jadę autkiem, ale autobusem, dopiero w Zakopanem mnie z dworca odbiorą i na miejsce zawiozą.

Dzisiaj jest smutna rocznica zabicia pierwszego polskiego prezydenta Gabriela Narutowicza. Patrzę z przerażeniem, jak bardzo aktualna sytuacja polityczna podobna jest do tej przed 90 –  ciu laty, tyle samo nienawiści co wtedy, podobne zarzuty nielegalności władzy nie tylko prezydenta  ale też premiera.
Może przyjdzie opamiętanie na niektórych, bo niestety historia może się powtórzyć. Oby tak nie było.

A dzisiaj mamy piękną niedziele, co prawda nie ma już śniegu  i nie będzie, bo podobno święta mają być po wodzie, mam nadzieję, że nie ostatnią na tym świecie.  Inaczej musiałabym dzisiaj zaśpiewać ” to ostatnia niedziela, jutro się rozstajemy………..

GŁOWA DO  GÓRY !!!!

nazajutrz po….

 

Musiałam odespać wczorajszą imprezę, dlatego wpis tak późno dzisiaj robię.
Nie nie,  nie było żadnego „nadużywania” z mojej strony, no może dwa, trzy kieliszeczki czystej wódeczki, co to jest….. prawda?
Ale w tym pomieszczeniu, gdzie odbywała się Firmowa Wigilijna było piekielnie gorąco, w kominku nagrzali do wiwatu, może dlatego wczoraj taka zmęczona wróciłam, może i też pora była dosyć późna, kto wie, chociaż trzeba przyznać, Ze wróciłam w bardzo komfortowych warunkach, czyli zostałam podwieziona autem pod sam dom przez Magdę. W jednej ręce dźwigałam torebkę i aparat fotograficzny, w drugiej piękną gwiazdę betlejemską, którą tradycyjnie jak co roku  dostałam na imieniny od pani doktor Maryli. Zresztą dostałam też i drugi piękny  wczesno imieninowy prezent, tym razem od Jadzi, piękny, ozdobny  szal.
Czyli jarmark imieninowych prezentów już się rozpoczął ????
Było sporo   wczoraj na tej Firmowej Wigilii ludzi z wszystkich naszych placówek, oczywiście sporo z nich nie znałam, ale na swoim aparacie fotograficznym  raczej wszystkich uwieczniłam. Raczej, bo nie wiem jakim cudem umknęła mi z mojego fotograficznego planu….Basia. Trudno, nadrobię ten błąd za rok.:-)
Tylko znów z zadumą pochyliłam się nad czasem, który tak szybko ucieka i wychodząc mówiłam do tych, których  codziennie nie spotykam:za kilka dni znów tu się spotkamy, no tak, bo ten rok tak szybko mija….
Tak, takie integracyjne spotkania są bardzo przyjemne, a że krytykować ich nie wypada nie będę wspominała, że pod względem kulinarnym niezbyt ta restauracja się sprawdziła. Na przykład nie zbyt smakuje prawie zimny barszcz, czy karp, który miał na sobie całą masę twardej panierki.
Niech tam, najważniejsza była atmosfera…..

Wróciłam więc w błogim nastroju i ……po otwarciu komputera zaraz do mnie dotarła ta straszna wiadomość z USA, gdzie jakiś niezrównoważony furiat zabił 27 osób, w tym dwadzieścia małych dzieci, w wieku 5- 10 lat. To naprawdę straszne, co te biedne dzieci były winne temu, że musiały stracić życie w tej strasznej masakrze???
Ten jeden człowiek spowodował przedświąteczne  piekło w niejednej amerykańskiej rodzinie. Czy wyobrażacie sobie ich Gwiazdkę?, dzień który miał być wyrazem  rodzinnej miłości i  świątecznej radości stanie się dla nich na długie, długie lata dniem koszmarów, bo  będą wtedy wracać pamięcią do roku 2012, gdy świat dla nich zamarł w tragedii, która dla nich będzie już  trwała na zawsze.
Naprawdę przerażająca to wiadomość, jestem całym sercem z rodzicami i rodzinami tych biednych maluchów, którzy tak niewinnie stracili życie.

Dzisiaj odpoczynkowa sobota, więc trzeba ją jak należy wykorzystać.
Za tydzień o tej porze będę już w Zakopanem….

OCH

Och jak mi się dzisiaj nie chciało pisać tego mojego blogu, ale cóż,  to mój obowiązek, są tacy, co się niecierpliwią, że już o 8 rano ( a najlepiej jeszcze wcześniej) nie ma mojego blogu.
No to siadam i piszę, chociaż już jest na to dosyć późna pora, wstałam bowiem o 5 rano, ale tak jakoś mi zeszło.
Gdy wspomnę sobie te wszystkie obłudne hasła pana prezesa, które wczoraj  na warszawskiej ulicy głosił dreszcz zgrozy po plecach mi przechodzi.
Dlaczego jest tak wielu naiwnych osób, którzy mu jeszcze wierzą?
Dlaczego nikt panu prezesowi nie przypomni, jak to on sam zwalczał  niezależne media i jakie nocne  czystki np w TVP robił zaraz po tym, gdy zaczął rządzić?
I on śmie powiedzieć, że w Polsce nie ma niezależnych mediów? A za jego rządów była? Wystarczy sobie przypomnieć tamte dni, a może ktoś jednak odważy się odświeżyć panu prezesowi pamięć???? Podobnie jak dzisiaj odświeżył pamięć temu zakłamanemu człowiekowi opozycjonista pan Piotr Pętak pytaniem :
dlaczego robisz sobie z nas, ludzi podziemia kpiny?
Nie będę przepisywała wszystkich jego myśli zainteresowanym  poleca stronę
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,13048290,Opozycjonista_pisze_do_Kaczynskiego__Dlaczego_robisz.html
Dzisiaj przeczytałam, że znów sondaż pokazuje zwyżkę popularności Pisu, trochę mnie to dziwi, bo oni właściwie nic ciekawego nie pokazali, nie przedstawili nam swoich projektów, oni tylko mówią, że zrobią, a co zrobią? wróćmy pamięcią do 2005 – 2007 roku i odświeżmy swoją pamięć
Łatwo jest obiecywać gruszki na wierzbie, gorzej je stamtąd zbierać .

A ja już jestem w przededniu Świąt Bożego Narodzenia, dzisiaj mamy firmową Wigilię
I dobrze się stało, że o tym sobie przypomniałam, bo właśnie podłączyłam do ładowarki moje baterie do aparatu fotograficznego.
Miałam to zrobić wczoraj, ale cóż SKS. Gdy człowiek czegoś nie zrobi od razu, gdy trzeba, potem nie ma co ( w pewnym wieku) na dobrą pamięć liczyć.
Mam nadzieję, że chociaż na dzisiaj mi się te baterie naładują D0 godz 19- stej jeszcze sporo czasu…..
Życzę miłego piątku

o rany!!!

 

Znowu zapomniałam wczoraj o środowych całuskach dla Ulki, chyba to wina ( tym razem) za krótko obciętych włosków na głowie, czyżby mózg mi nieco przymarzł? A może to wina Tuska????
Uleczko, dzięki za środowe pozdrowienia ( jak to dobrze, że ktoś z nas dwóch pamiętał) i dzisiaj Ci takowe posyłam.: -)
A u mnie już świeci się choinka, taka mała, maluteńka  i bańki zdobią mój pokoik, czyli mam już namiastkę  Świąt Bożego Narodzenia, dokładając do tego ten biały śnieg za oknem…..
No i już słychać i w radio  kolędy…… Właściwie to jest taki bardzo przyjemny czas.
Nie zawsze jest wszak 13 grudnia, gdy każdy cos innego świętuje, a właściwie manifestuje, jedni trzydziestopierwszą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, inni rocznicę podpisania traktatu lizbońskiego  i negocjacji z Unią , jeszcze inni idą wyzwalać Polskę z niewoli, nie wiadomo jakiej i walki z brakiem demokracji, tak, jakby ci którzy nie widzą demokracji w naszym państwie nie zdają sobie sprawy z tego, że gdyby jej rzeczywiście  nie było, na pewno w takim marszu brać udział by nie mogli bez poniesienia konsekwencji.
Wczoraj Jarosław Kaczyński bardzo  ubolewał, że mimo, że bardzo chciał nie został internowany. Nawet przemykał się przez szpaler milicjantów, by dostać się do biura swojej mamusi i…nic, dalej go nie internowali. Więc spokojnie się spakował ( gacie, pidżamę i tym podobne rzeczy, ciekawe, czy zabrał szczoteczke do zębów, bo te chyba jeszcze nie miał wtedy całkiem zniszczone) i na tobołkach doczekał rana, gdy przyszli i po niego, ale tylko by go przesłuchać, a nie internować, bo jednak okazało się, że nie był ( wbrew temu co twierdzi Hofman) aż tak ważnym opozycjonistą, by go internować, zresztą pewnie i polityczne układy jego tatusia pozwoliły mu ten czas u mamusi spędzić, tylko dlaczego w tej chwili z tego powodu rozpacza, nie wiadomo.
Chyba Kaczyński nie rozumie, jak bardzo ośmiesza się tymi swoimi wyznaniami, coraz wyraźniej widać, że coś jednak nie tak z jego rozumkiem.
Stał się pośmiewiskiem wszystkich innych niż oczywiscie pisowskich partii, a Miller stwierdził, że Tusk powinien Kaczyńskiego  dzisiaj na kilka dni internować, wtedy sprawiedliwość bajki o wielkim opozycjoniście zostanie zachowana i wreszcie Jarek zostanie usatysfakcjonowany i będzie miał tym samym legitymację do walki o wolność. Ba, może i kombatantem zostanie????
A jak ja będę czciła dzień dzisiejszy?
Ano pójdę sobie rankiem do pracy, a wracając będę uważała, żeby żaden czarny kot nie przebiegł mi drogi, albowiem jestem zabobonna, a dzisiaj jest trzynastego ( na szczęście czwartek),  a spotykając takiego czarnego kota na drodze różnie by mogło być ……. 🙂
Temperatura za oknem nawet nie taka straszna, byleby tylko nie było tak jak wczoraj dżdżysto.
No i ta czapa smogowa nad Krakowem wisi, nawet przestrzegali wczoraj, że przekroczyła normę  o kilkaset procent.
No cóż, Kraków w takiej niecce jest umieszczony, stąd wszelkie zanieczyszczenia osiadają właśnie  nad Krakowem, który w nich kisić się musi.
Strach na spacery chodzić, lepiej tylko przemykać  szybko pomiędzy jednym, a drugim środkiem lokomocji.
Podobno japońscy turyści, którzy akurat przyjechali do Krakowa natychmiast, jeszcze na dworcu, wsadzili sobie na usta i nosy maseczki ochronne.
Ja tam żadnej  maseczki wkładać nie będę, ale też i nie będę uskuteczniała żadnych większych spacerów, chociaż podobno powinno się takie dla zdrowia robić, ale chyba nie w Krakowie, prawda?
Pozdrawiam wszystkich

spod kosiarki czyli….

 

Wiadomo, byłam wczoraj u fryzjera, zostałam całkowicie „skoszona”, fryzura raczej na upalne lato niż na zimę, ale co począć, gdy chce się być pięknym??
Przecież święta zbliżają się całkiem nie żółwim tempem, więc pora o swoją aparycję zadbać.
Wyjazd do Zakopanego już w przyszłą sobotę, nawet przestałam się bać tego końca świata, jako, że nawet Watykan wypowiedział sie w tej sprawie i zapewnił, że żadnego takiego zjawiska na pewno nie będzie, odetchnęłam z ulgą.
Już bardziej należy bać się jutrzejszego wybuchu powstania wyzwoleńczego, bo kto wie, co pan prezes wymyślił przez te 31 lat, że dopiero jutro o wolność idzie walczyć. Miał tyle czasu, aby precyzyjnie dopracować każdy szczególik, na pewno mu się uda jutro wyzwolić wreszcie tą zniewoloną Wolskę.

Za oknem piękny śnieżek prószy, zupełnie jak w bajce. Zima na całego. Wcale mnie to nie cieszy.  A ja ciągle czekam na wiosnę……

nieco zestresowana

 

Naczytałam się wczoraj wieczorem artykułów o końcu świata i…lekko się zestresowałam. No i po co mi to było???
Co prawda juz w swoim życiu wiele takich końców świata przeżyłam, ten jakoś chyba najwiecej do mojej wyobraźni przemawia, chociaż tak
na zdrowy rozum, skąd prosty człowiek może to wiedzieć, skoro istnienie lub nie istnienie świata leży tylko i wyłącznie w Bożej gestii??
A może rzeczywiście ktoś, jak ongiś Noe przed potopem, został przez Boga ostrzeżony, że gniew Jego jest już u kresu wytrzymałości, a ludzie nie chcą się nawracać, są coraz gorsi, co jest faktem, wystarczy tylko na tą naszą Polskę popatrzeć : a to jakiś wariat obrzuca farbą obraz Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze, a to znów jest kolejne morderstwo w Stolicy, co chwilę do nas złe wiadomości nadchodzą.
A nawet gdy tego końca świata nie będzie ( oby), to może chociaż sam fakt zagrożenia przemówi do niektórych zakutych łbów i zmienią nieco swój stosunek do otaczającej nas rzeczywistości i zobaczy , że nie jest sam, że obok są ludzie, którym należy się pomoc, albo chociażby uśmiech.
W Polsce co prawda nie ma aż takiej paniki przed nadejściem  Armagedonu, nikt na razie nie robi w panice zapasów, no raczej czyni normalne jak co roku przygotowania do nadchodzących Świąt. Ale wielka panika panuje na przykład w Rosji, gdzie ci biedniejsi przygotowują zapasy świec, zapałek i ….wódki ( jakże to ostatnie charakterystyczne dla Rosjan), a ci bogatsi budują prawdziwe bunkry z bardzo luksusowymi wnętrzami, wypełnionymi dobrami tego świata, tak pod względem wyposażenia jak i zapasów Tylko co dalej? Na ile im te zapasy wystarczą? Bo kiedyś przecież z bunkra wyjść muszą i co wtedy?
Eeee, lepiej sobie tym głowy nie zawracać, co będzie, to będzie i tak nie mam na to wpływu, tak jak nie mam wpływu na to, że kiedyś i tak i tak z tym dobrym światem pożegnać się będę musiała…..

Jakiś pesymizm mnie oblał wczoraj, widać dzisiaj też działa, więc dla poprawy samopoczucia pięknie optymistyczne zdjęcie Elusi zamieściłam.
Radość i uśmiech z niego bije i dla mnie i dla Was wszystkich na ten wtorkowy, śnieżny dzień.
Nie jest wcale tak źle ; dzisiaj rano odczytałam email od  mojej byłej sąsiadki Zuzi, tej samej, która prawie miesiąc temu do USA wyemigrowała, powiadomiła mnie, że już  29 grudnia wychodzi za mąż za miłość swojego życia Joe. Widać, że jest bardzo szczęśliwa!!!
Niekiedy niektóre bajki się spełniają………….

a czy ja lubię poniedziałki?

 

Może niekoniecznie, szczególnie dlatego, że pół dnia czekam na to, kiedy wyruszyć do pracy będzie już pora, w związku z tym nerwowo na zegarek spoglądam
Ale ten tydzień na pewno szybko zleci ( jak zresztą każde ostatnie zresztą) i przyjemnym akcentem się skończy, jako, że w ten piątek mamy już kolejną Firmową Wigilię. Matko, znów zleciał rok? SZOK!!!!
A wcześniej muszę zadbać o swój wisus, więc na jutro mam już zamówioną wizytę u fryzjerki, pani Krysi i u pedicure, pani Eli.Co prawda nikt pazurków u nóg sprawdzać pewnie  nie będzie, ale będzie mi się przynajmniej wygodniej nieco chodziło.
Ale co ja tam mówię o miłym końcowym akcencie tygodnia, początek, czyli już dzisiaj też będzie miły, jako, że do mnie jako pacjent wybiera się V.I.P – będę fotografowała jego płucka, a miły pacjent na początku tygodnia to bardzo dobry znak na całe nadchodzące 7 dni.

Wczoraj w opolskim ZOO, na wskutek pożaru spaliły się gady i płazy – biedne zwierzątka, dla nich już był ten zapowiedziany koniec świata.
No właśnie, coraz mniej czasu mamy do tej specjalnej daty 21 grudnia, co się będzie działo?
Tylko zastanawiam się, skąd ludzie mogą wiedzieć, kiedy koniec świata nastanie, skoro taka data jest w gestii tylko Boga.
No to nawracajmy się wszyscy, póki pora, bo  naprawdę niewiele nam na to czasu pozostało,
A ja się ciągle zastanawiam, wierzyć w  ten koniec świata, czy nie wierzyć? Szczególnie w nocy, gdy gaszę światło zaczynają na mnie jakieś koszmarne wizje napływać……..

Ale póki co dziele ie z Wami tym miłym tygodniem, wszak do Rodzinnych Świąt coraz bliżej…….