Wczoraj obchodziliśmy osiemnaste urodziny wnuczki mojej siostry ( córki Maćka) – Darii.
Co prawda Daria skończy 18 lat dopiero w poniedziałek, 11 czerwca, ale sobota jest przecież najlepszym dniem do imprezowania.
Pogoda pięknie nam dopisała, tak , ze siedzieliśmy w Modlnicy wszyscy na tarasie, zajadając same frykasy.
Clou programu było pasowanie Darki na osobę dojrzałą, musiała klęczeć na trawie, a każdy udawał, że bije ją paskiem. Razy były całkiem
niebolesne i nagradzane brawami.
Był też oczywiście pyszny tort Babci Jadzi z 18 świeczkami, było gromkie sto lat i rozmowy do bardzo późnego wieczora.przy
Tylko mi jakoś smutno było, ani że Babcia, Ania ani Dziadek Adam tego Darkowego święta nie doczekali.
Ano, takie jest niestety smutne prawo natury, jedni przychodzą, inni odchodzą……
Tą noc spędziłam w domu Maćka i Eli, ale rano jestem zaproszona do Magdy na kawusię i tam prawdopodobnie spędzę całą miłą niedzielę,
albowiem słonko już os samego ranka przyjemnie przygrzewa.
Życzę wszystkim miłej i słonecznej niedzieli, nie należy dzisiaj zawracać sobie głowę, że jutro znów pracujący poniedziałek, cieszmy się tym,
co się dzieje teraz w około nas.
Month: Sierpień 2014
co tu pisać…
Leniwie
Wiadomo, gorąca sobota, planów brak, więc sobie pozwalam na lenistwo.
Wczorajszy, drugi już masaż też był wspaniały, czuję pewną ulgę w okolicy moich przykręgosłupowych mięśni.
No to raz na wesoło: życzenie do złotej rybki
a może mi tak złota rybko jakimś milionem w totka sypniesz????
PRZECUDNEJ SOBOTY ŻYCZĘ
zawrót głowy
Jakoś przetrwałam wczorajszy dzień, ale..
No właśnie, to ale… Po pracy pojechałam do przychodni, gdzie ta sama pani, która robiła mi masaże rok temu, zabrała się za mnie dosyć energicznie, za mnie, czyli za mój kręgowy słup, jak mawiał mój Tata. Leżałam sobie na tej leżance, a jej sprawne ręce masowały mnie od głowy po pośladki. Fajne uczucie, chociaż niektóre miejsca były dosyć bolesne. Za to w momencie kiedy wstałam już z leżanki, świat mi zawirował. Czułam się jak na karuzeli, więc musiałam chwilkę usiąść na ławce, aby uspokoić moją rozhuśtaną głowę. Fakt, że jeszcze dodawała siły moim dolegliwościom nadchodząca akurat burza. O nie, nie będę się gdzieś wywracała na ulicy – pomyślałam i zamówiłam sobie taksówkę. I bardzo dobrze zrobiłam, bo ledwie do domu dojechałam, burza się rozszalała na dobre. Tzn grzmiało, błyskało, spadła ulewa, jak to dobrze, że już byłam bezpieczna. Trochę się pokręciłam po domu, ale nagle poczułam się okropnie zmęczona, więc padłam jak długa na tapczan i …mocno zasnęłam. Spałam chyba ze trzy godziny, ale obudziłam się nadal „pijana”. I znów trochę się pokręciłam po domu i poszłam sobie dalej spać. Coś jest chyba niedobrego w tym powietrzu, bo mimo, że długo w sumie spałam, nadal jestem jakaś taka rozklejona. Dzisiaj od rana jest pochmurno ( w nocy chyba też padało) ale ciągle mam wrażenie, że nadal mi duszno, więc już od świtu działa mój nieodzowny wiatraczek.
Dzisiaj mam zabieg – masaż wyznaczony na godzinę dziesiątą rano, wiec za niedługo będę się zbierać. Jeszcze kilka zabiegów i już będzie lepiej, pani masażystka wytłumaczyła mi, że te wczorajsze zawroty głowy spowodowane były rozruszeniem i rozluźnieniem mięśni przykręgosłupowych, które były bardzo napięte i stąd nastąpiła taka reakcja organizmu. A dobrze mu tak, niech reaguje, ale potem niech tylko nic nie boli. Po pierwszym zabiegu efekty są jeszcze nikłe, ale już wydaje mi się, że jest pewna ulga w okolicy lędźwiowej, łatwiej mi się chodzi. Byleby tylko przestało mi się w tej głowie kręcić.
Oglądnęłam już wszystkie odcinki tego serialu „Siedlisko” i bardzo żałowałam, że tak mało (bo tylko dziewięć) było odcinków tego seryjnego filmu. Naprawdę bardzo ciepły, rodzinny film, ze wspaniałą obsadą, z przepięknymi widokami Mazur. I tak sobie uświadomiłam, że już niedługo, za miesiąc, powrócę do swoich ulubionych seriali objętych teraz wakacyjnymi urlopami i tak sobie pomyślałam, czym nas w nowej serii reżyserzy zaskoczą. Jednak, gdy człowiek ogląda serial przez cały rok zaczyna się do wszystkich ich bohaterów przyzwyczajać i ciągle jest ciekaw dalszych ich dziejów.
Jak już kiedyś wspominałam, ostatnio bardzo lubię przeglądać i zamieszczać na Face Booku wszystkie stare fotografie i rodzinne z mojego bogatego archiwum, ale także i całkiem inne, wyszukiwane przeze mnie w Google.
Wczoraj na przykład wynalazłam w przeglądarce zdjęcie mojej ulicy Smoleńsk podczas powodzi w 1925roku.
Zupełnie nie mogę się zorientować jaka to część mojej ulicy, wydaje mi się, że te budynki u góry zdjęcia mogą mieścić się na obecnych Alejach Krasińskiego, może się mylę, bo nie wiem kiedy one były wybudowane, ale zdjęcie samo w sobie jest bardzo ciekawe. Ogromna to musiała być powódź, skoro zamiast drogi jest woda, a nad nią wybudowane są drewniane pomosty dla pieszych. No tak, w sumie moja ulicy leży niedaleko Wisły, która wtedy była nieujarzmiona i wylewając zalała wszystkie pobliskie ulice i Smoleńsk i Zwierzyniecką i ówczesną Wolską ( czyli dzisiejszą Piłsudskiego), zatrzymała się dopiero na rogatkach Krakowa, czyli w okolicy dzisiejszych Alej, które wówczas były wałami kolejowymi.
Ale to już na szczęście tylko historia, chociaż pamiętam, że gdy kilka lat temu również poziom Wisły bardzo się podniósł i niektóre tereny nadwiślane były pełne wody, też było zagrożenie, że pobliskie ulice podobnie jak w 1925 roku mogą być zalane. Na szczęście woda w miarę się „opanowała” i zaczęła opadać, a wokół wałów wiślanych wybudowano spory mur dla zabezpieczenia ewentualnych powodzi.
Miłego piątku wszystkim życzę i przyjemnego letniego wypoczynku w ten słoneczny wciąż (podobno) weekend.
ciekawy dzień
Dzisiaj przede mną ciekawy dzień, rano idę do pracy, a potem… no właśnie, ważne to, co potem.
Albowiem wreszcie ” załapałam się” na te masaże, tzn znalazł się dla mnie termin na masaż całego kręgosłupa. Chwała Bogu, bo już coraz trudniej mi chodzić, chociaż ostatnio zawzięłam się w sobie i robię coraz dłuższe „wycieczki”
Po tych masażach to pewnikiem biegać będę, kto wie, może nawet wzorem rodzinnym w maratonie udział wezmę he, he
No w każdym razie dzisiaj zaczynam jak na razie maraton masażowy. Ciekawa jestem, na ile mi pomoże. Ale fakt już dobrze ponad rok od ostatnich masaży minęło, wtedy bardzo mi pomogły, czemuż nie miałyby i teraz pomóc? Najważniejsze w tym wszystkim jest włączyć pozytywne myślenie i uwierzyć, że będzie dobrze.
Do szczęścia przydałoby się jeszcze utracić trochę kilogramów, ale to nie jest łatwe. A propos, czy ktoś słyszał coś na temat tych cudownych jagód, które ponoć spalają w dość szybkim tempie tłuszcz?? Podobno to jest jakaś nowa super rewelacja ( jeszcze lepsza od tej zielonej kawy) i przynosi szybko pożądany skutek. Nawet była taka chwila, że już chciałam podpisać swój akces, ale pewnie wrodzone sknerstwo nie pozwoliło mi na wydanie około 150 zł na ten preparat.
Reklama tych jagód jest dosyć mocno rozpowszechniona, ale czuję, że to jest następna ściema. Najlepsza dieta to woda mineralna i sałata ( tyle razy już o tym pisałam), tylko, że też nie łatwa do wykonania, bo co mam zrobić, gdy mój wrzód woła JEŚĆ!!!!!! Nie mogę gada źle potraktować i nic mu do jedzenia nie podać, bo za chwilę i on sam źle mnie bólem potraktuje, ot taką mamy od siebie zależność.
I taki dylemat mi pozostał na stare lata, do tego kręgosłup, kolana, skurcze, STOP, znów narzekam!.
No ale s sumie czemu miałabym nie ponarzekać sobie, gdy znów jestem po kolejnej nocy ” na raty”? Męczące to już ogromnie, szczególnie , gdy przed człowiekiem dzień wyzwań czeka.
Ale mimo to życzę innym fajnego i miłego czwartku i wspaniałego wędrowniczego weekendu, który niebawem nadciąga. Bo nie ma to jak sobie trochę pojeździć, pozwiedzać, a potem odpoczywać we wspaniałym hotelu ze spa, gdzie można się relaksować i odreagowywać. W sumie to też jest sposób na wakacje. Młodzieży wystarczy byle namiot, ale jednak noc spędzona w hotelu, to jest to!
mój ukochany dzień tygodnia to…..
….. to oczywista sprawa, że środa. I znów kolejna taka nadeszła.
Wczoraj były urodziny jednego naszego kolegi z czatów Polchat 50, szukałam dla niego stosownego zdjęcia, więc raz jeszcze Ulu przeglądałam wszystkie zdjęcia z tego wspaniałego naszego spotkania w Krakowie, między innymi i zdjęcia Pana Kawusi, Krysi – micry i…łza zakręciła się w moim oku, szkoda, że ich już nie ma z nami.
I nagle sobie uświadomiłam, że już nigdy tamte czasy znów się nie wrócą, nigdy nie będziemy tak beztrosko bawili się w krakowskiej knajpce, ani nie będziemy hasać i śpiewać do akompaniamentu gitary w nocnym plenerze krakowskiego Rynku.
Nie chciałam Cię Ulu zasmucić, wszak środa to taki nasz świąteczny dzień, ale akurat takie reminiscencje na mnie wczoraj naszły.
Dlatego daruję Ci dzisiaj kolejny nasz „środowy” śliczny kwiatuszek, aby rozjaśnić Twoje liczka pięknym uśmiechem. Wszystkiego dobrego Ulu i na dzisiaj i na jutro, pojutrze i na ten nadchodzący niedługo długi weekend, który zapewne spędzisz u Magdy ( chociaż do tego weekendu trochę poczekać trzeba).
Myślę, że już powróciłaś na te kilka dni w domowe pielesze, tym bardziej przyjemnie będzie Ci tam wracać z powrotem.
Noc byłaby fajna, gdyby mnie ten (s)kurcz(ybyk) w nodze mnie nie obudził o 5 rano, musiałam chwilkę z nim powalczyć ( przecież zażywam już magnez!!!)
W nocy ( w śnie oczywiście) prześladował mnie jakiś bandyta, który koniecznie chciał mnie przy pomocy bomby wysadzić w powietrze, wyglądał całkiem jak Paweł Dyląg.
pewnie dlatego, że oglądałam wczoraj serial „Siedlisko”, w którym ten aktor grał.
Właściwie teraz powtarzają ten serial na Kino Polska, ale ponieważ nie oglądałam tego serialu od początku, znalazłam go na stronie next.24.pl ( fajna stronka z polskimi serialami) i zaczęłam go oglądać od pierwszego odcinka. Jest to historia starszego już małżeństwa, która odziedziczyło niewielką chatkę w małej wsi na Mazurach, Główni bohaterowie (grani przez Annę Dymną i Leonarda Pietraszaka), typowe mieszczuchy, poczuli się nagle zauroczeni pięknem okolicy i tam przenoszą swoje codzienne życie, na początku na kilka dni, potem na wakacje, aż wreszcie pozostają tam na zawsze, pomału przyzwyczajając się do całkiem innych warunków, do całkiem innej mentalności mieszkańców tej wsi.
Serial przypomina mi nieco „Noce i dnie”, dosyć podobna treść, chociaż umieszczona oczywiście w całkiem innej epoce. Za to trzeba przyznać, że pięknie ukazane są widoki Mazur, piękne krajobrazy, zachody słońca, piękna przyroda. Polecam gorąco ten serial, zwłaszcza tym, którzy nigdy go nie oglądali.
Zastanawiam się tylko, ilu mieszczuchów odważyłoby się zaszyć w takim daleko od cywilizacji miejscu ( nawet telefon najczęściej tam nie zawsze działa), chociaż teraz w dobie, gdy ( prawie) wszyscy maja samochody…..
Pogoda dzisiaj bawi się z nami w ciuciubabkę ( podobno nad małopolską były wielkie ulewy, niektóre miasta są podtopione, w Krakowie też w nocy chyba padało?), podobnie jak wczoraj, rano pochmurnie, potem coraz cieplej, aż w południe rozpoczyna się skwar. No tak, mamy przecież ciągle lato.
Miłej środy wszystkim życzę
następny wpis
Pogoda nieco przez wczorajsza burzę nam się skiepsiła i może dobrze, bo można sobie spokojnie przynajmniej pooddychać.
Tej nocy wyjątkowo bardzo dobrze spałam, co prawda z jedną, ale za to malutką przerwą. Może dlatego, że poszłam bardzo wcześnie ( bo o 20.40) spać.
Nie ważne, grunt, że obudziłam się rześka i wyspana, a to dobrze na cały dzień wróży.
Nic ciekawego wczoraj się nie działo, no może tylko nieco zbulwersowała opinię społeczną sprawa bramek na autostradach. Fakt, płaci się pieniądze, żeby szybko przejechać,a nie stać i oczekiwać na wjazd Autostrada,to z nazwy droga szybkiego przejazdu przecież. Ale PIS już zaciera ręce z radości :no nie udało im się, następna „wpadka” rządu i….zamiast zastanowić się jak to zmienić i dać jakiś pozytywny wniosek, których mają podobno całe mrowie, tylko starym swoim sposobem pomstuje” WINA TUSKA”. No może nie tyle Tuska, co ministra infrastruktury, który na czas nie potrafił usprawnić drożności naszych autostrad.
Natomiast wiem, że podobne zatory na drogach, zwłaszcza w okresie urlopowym, zdarzają się i w innych krajach i nikomu nie przyszło do głowy obwiniać za to premiera. Zresztą PIS kręci sam na siebie bata, bo jeżeli im rzeczywiście uda objąć władzę ( w co oczywiście nie wierzę, bo liczę na mądrość narodową) będą sami bardzo podobnie, a może i nawet bardziej zajadle atakowani za najmniejszy nawet błąd, który uczynią. Buta PIS-u ostatnio jednak coraz bardziej się nasila, mają się za alfę i omegą, a rzeczywistość pokazuje, że silni są oni jedynie w gębach/ Co to jest za partia, która zamiast cały czas pokazywać społeczeństwu jaki mają swój program i co i w jaki sposób chcą zmienić, ogranicza swoją kampanią wyborczą do oszczerczych bilbordów przeciwników. Taka ujemna kampania nie będzie na pewno bramką do rządzenia, to za mało. Czytając na forach wypowiedzi niektórych osób widać, że są tacy, którzy bardzo łatwo zostali przez PIS przekonani, że PO to bagno, partia wykorzystująca wszystko i wszystkich dla własnych interesów, równocześnie bardzo skrywając wszystkie swoje przekręty i lewe interesy, począwszy od partii PC ( poprzednika PIS), której kampania była nielegalnie dotowana, aż do chwili obecnej, gdy skrycie chowają sprawy upadku poszczególnych ich banków SKOKów, a także nie do końca całkiem czystej sprawy „Srebrnej” i innych pisich spółek.
Ale oliwa jest sprawiedliwa i kiedyś i oni za to wszystko z nawiązką zapłacą, byleby tylko Polacy nie dali się teraz na ten słodki słodki pisi lep załapać, oj wtedy ci, którzy PIS popierają PISzczeć z biedy będą najgłośniej, tłucząc łbem o ścianę widząc swoją głupotę.
Nawet dzisiaj w TV24 młody Kamiński z uśmiechem opowiadał, jakie to olbrzymie zmiany nastąpią już od pierwszego dnia ich rządów, tylko jakoś nikt do tej pory ( prócz o opowiadaniach o bilionie ) programu nie widział, mamy wierzyć na słowo?
Dla przeciwwagi też i PO nie pokazuje swojego nowego programu, a powinna, bo tym może byłaby znów przekonywująca, czyżby PO całkowicie już straciła siłę do walki?. Ale są i też inne, partie, które też nie bardzo mają siłę przekonywania, czyli jednym słowem mamy całkowitą polityczną bryndzę.
Ale, jak już pisałam, wciąż mam nadzieję, że jakoś z tego politycznego impasu uda nam się wynurzyć na powierzchnię i Polska będzie wielka i dostatnia, nie koniecznie pod PISu chorągwiami. No i oczywiście, gdy dobry Wujcio Putin nie upomni się o swoje wpływy w Polsce. Ale ….. nie, aż tak źle być nie może.
E, po co mi ta polityka, znów tylko się. denerwuję – a miało być tylko o autostradach.
Życzę miłego wtorku.
no i znów poniedziałek.
do : atojaxxl : niebawem ( po wyborach) całkowita zmiana nastąpi, manna z nieba będzie leciała, spokój na balkonach i ulicach zapanuje, będzie jak w raju :-)
Nowy premier na pewno pozwoli nam spokojnie spać!!!! HAH!
A tak na poważnie znów następny poniedziałek nadchodzi, dla niektórych pracowity w prawdziwym pocie z czoła ( ze względu na pogodę), dla innych lżejszy, jeszcze dla innych wręcz leniwy…. Nie, żebym komu zazdrościła, ale ta pogoda trochę powinna sobie odpuścić tak do 24 – 25 stopni.
Ale tym razem upał tropikalny nadchodzi z Rosji, czemu z tej Rosji wszystko co najgorsze musi do nas docierać???
A za mną kolejna nieprzespana noc, nie wiem czemu, przecież w dzień nie spałam. Tak musi widać być. Z chwilą gdy jestem już taka późnym wieczorem śpiąca, że oczy mi się kleją do snu wyłączam filmik i……wszystkie bóle i świądy na mnie natychmiast nachodzą. Męczę się tak z pół godzinki, wreszcie stwierdzam, że i tak nic z tego nie będzie, wstaje, odpalam komputer i….wszystkie dolegliwości odchodzą w dal, niestety także ze sennością razem. Jestem rześka i mogę sobie urzędować do woli. Czy nie można zwariować? Nie chcę brać leków na sen, by się nie uzależniać, ale jestem potem cały dzień „rozchwiana”
Masz, znów narzekam, sorry, już nie będę.
Czasami jednak i nad ranem bywa fajnie, właśnie rozmawiałam z moim kolegą, który jest w USA, u niego jest jeszcze niedziela ( po godz 23) u mnie jest już poniedziałek, po piątej rano.
Andrzeja poznałam ponad 30 lat temu w krakowskim paku Jordana, ja byłam na spacerze z moją bokserką Tiną, on spacerował z cocker spanielką swojej dziewczyny. Andrzejowi zawsze podobały się boksery, więc mnie zaczepił i tak zaczęła się nasza przyjaźń, spacery z psem, czasami wspólny wyjazd na psią wystawę. Bywało, że gdy rano byłam w pracy Andrzej wpadał ze swoim psem i brał Tinę do parku, a ponieważ był u mnie jeszcze na przechowaniu wtedy kolegi chart, Ałtaj, więc też był na spacer brany. Gdy Tina miała szczeniaki, Andrzej „zakochał się” w szczeniaku, suczce o imieniu Szelma, którą potem dostał w prezencie.
Tuż przed stanem wojennym w Polsce Andrzej wyemigrował (oczywiście wraz z e Szelmą) do swojej cioci do Kanady i po krótkim czasie praktycznie kontakt się urwał. Co prawda gdy byłam w odwiedzinach w USA odszukałam Andrzeja listownie, nawet mnie zapraszał do siebie, ale ponieważ akurat wtedy odbywał się jego ślub, postanowiłam nie przeszkadzać w rodzinnej uroczystości, zresztą i tak nie było by czasu na takie fajne, długie rozmowy jak w Krakowie, gdy praktycznie rozumieliśmy się bez słów, gdy graliśmy w rozmowę krótkich przycinków, fajne to były czasy. Potem kontakt urwał się całkowicie na prawie 30 lat.
Jakieś półtora roku czy dwa lata temu znalazłam go na Face Booku, zaczepiłam ( nie byłam pewna czy to on), ale nie odezwał się.
Dopiero kilka dni temu mi odpisał, (teraz jest już w USA), wcześniej nie mógł, gdyż bardzo poważnie chorował. Miło było znów chwilkę z nim porozmawiać, chociaż takie pisanie na Face Booku to nie to samo co oko w oko, zresztą widać teraz tą różnice między nami, przecież jesteśmy już całkiem innymi osobami niż ongiś, każdy ma swój własny bagaż życiowych przeżyć, no i ta młodzieńcza pasja już dawno za nami…. teraz sobie od czasu do czasu powymieniamy kilka zdań.
Za oknem jest już całkiem jasno, dochodzi godzina 5.30, zerknęłam sobie na moje ulubione plaże, w Łebie nawet kilka ludzi spaceruje po plaży, a w Jastarni po piasku spacerują tylko mewy. Ale jeszcze trochę, a plaże znów się zaludnią, zostaną oblężone przez głodne słońca i morskich kąpieli wczasowiczów.
Miłego poniedziałku wszystkim życzę. Trochę mi się w głowie kręci, ale już nie położę się, bo ciężko by mi było potem wstawać. Podrzemię sobie po powrocie z pracy.
A po…..
A po upalnej sobocie przychodzi upalna niedziela.
Właściwie wczoraj rano nie zapowiadało się, że znów nas upał dotknie, a jednak. Chociaż dobrze, że był lekki wiaterek, bo jakoś do apteki po leki dotarłam, ba, nawet nadałam sobie lotka. No cóż, z bólem muszę przyznać, że był to następny zapłacony podatek od głupoty, na dwa losowania nie postawiłam ani jednego dobrego numerku, widać nie jest mi dane milionerką zostać. Tylko ciekawie, jak inni to robią, że mają sukcesy w tej grze?
Fakt siedem milionów kusiło, więc co to jest to moje głupie wydane 4 zł w porównaniu z wygraną? Ale przecież mogło szczęście akurat do mnie się uśmiechnąć, prawda?
Niestety jedyne „szczęście”, które mnie wczoraj spotkało to był podryw przez starego dziadka, który mnie poprosił, abym na chwilę przysiadła. Żar z nieba trochę dokuczył, więc w cieniu postanowiłam sobie odpocząć, a co.
Tylko, że dziadek (76 lat) był z tych bajarzy – erotomanów i wszystkie próby rozmowy przekierowywał na jeden tor. Akurat mnie ten temat nie zainteresował, więc chwilkę tylko posiedziałam sobie w zbawiennym cieniu i poszłam do domu.
Chyba miałam dobry jednak dzień wczoraj, bo zrobiłam to, czego już dawno nie robiłam, mianowicie przygotowałam sobie pyszny obiad: ziemniaczki i gotowane kulki z mięsa indyczego z sosem koperkowym. Tak więc praktycznie i na dzisiaj mam już obiad gotowy, tylko najwyżej obiorę dwa ziemniaczki. W dodatku Monika pozostawiła mi porzeczki i resztkę jagód, porzeczki więc obrałam, dodałam jagody, troszkę ( nie wiele) cukru i ugotowałam sobie pyszny kompot, który teraz chłodzi się w lodówce, będzie jak znalazł, gdy będzie mnie pragnienie męczyło. Nie, żadnych tu podtekstów nie ma, nie piłam wczoraj żadnego alkoholu, zresztą na taki upał i w dodatku sama?
Od razu widać, że to ja zwalczam chorobę, a nie ona mnie i już mam pierwsze dobre wyniki w tej materii. Teraz tylko muszę się trzymać i przestrzegać pewnych zasad, które nie są aż tak trudne do zastosowania. Tylko znów mi kilka leków dziennie przybyło do zażywania 😦
Po południu troszkę obserwowałam w kamerkach plaże w Jastarni i w Łebie, a gdy było mi już z tego oglądania troszkę za gorąco szłam pod prysznic i już właściwie czułam się, jakbym właśnie się w morzu wykąpała.
Jak się nie ma co się lubi………
Dzisiaj też pewno trochę sobie im pozazdroszczę, ale nie za długo, bo z tej zazdrości mogłabym się stać …….zielona 🙂
Wczoraj wieczorem dostałam od Poli wiadomość, że wreszcie dotarli na miejsce, mieli po drodze dłuższy postój noclegowy, zresztą kto się spieszy, gdy na wakacje wyrusza? Grunt, że dojechali szczęśliwie, mam nadzieję, że pogoda będzie im dopisywać, chociaż niedawno słyszałam od koleżanki, że akurat w Chorwacji dwa dni pod rząd padało. Matko jedyna, taki świata jechać, żeby napotkać na deszcz, który i u nas ( za darmo) bywa?
Noc była jako- taka tzn spałam gdzieś aż do 4 rano, potem znów skurczybyk. który umieścił się w mojej prawej nodze nie tylko, że mnie obudził, to jeszcze kazał mi chodzić po mieszkaniu tam i z powrotem ( nawet przy próbie siadania na fotel ból się wzmagał), widać że znów mam jakieś kłopoty z elektrolitami, związane z tymi upałami, wniosek: muszę więcej się nawadniać, jak to dobrze, że mam tyle zimnego kompociku z lodówki, o wodzie mineralnej pt. Muszynianka nie wspomnę. W związku z tym, że znów zasnęłam dopiero po 6 rano, chciałam sobie troszkę pospać dłużej , niestety pod moimi oknami przechodziła ( jak zresztą co roku) pielgrzymka do Częstochowy, więc około 9 obudziły mnie śpiewy, gitary i co najgorsze jakieś obłędne bębny. Pełni entuzjazmu pielgrzymi poszli dalej, a mnie pozostał ból głowy. Nie mam nic przeciwko takim pielgrzymkom, ale bardzo nie lubię być tak gwałtownie i głośno budzona, zwłaszcza po kolejnej zarwanej nocy. Ponieważ ból głowy na razie nie ustaje, byłam zmuszona odmówić wizyty u Magdy, czego bardzo żałuję, ale jednak ten dzień muszę sobie inaczej zagospodarować.
Życzę wszystkim bardzo udanej niedzieli, mam nadzieję, że nie musimy sobie dzisiaj zaśpiewać: to ostatnia niedziela, jutro się ( z pogodą) rozstajemy….
dłuższy nieco wpis
Najbardziej cieszy mnie to, że udało mi się wczoraj ” poskromić” tę złośnicę, która czasami swoimi wpisami usiłuje zaburzyć spokój mojego bloga.
Pierwszy sierpień co prawda już minął, ale ostrzeżenie dla tej pani dalej na moim blogu jest aktualne. Nieopatrznie kiedyś, już dawno temu, powiedziałam jej o moim blogu i zaczęła go odwiedzać, ale potem niestety pewne fakty życiowe pokrzyżowały jej plany, a ponieważ jest to chyba jedyny sposób śledzenia losów mojej rodziny, wchodzi tutaj, czyta i złośliwymi komentarzami próbuje się wyżywać na moich bliskich. Nie mogę jej na to pozwolić, bo zbyt mocno kocham moją rodzinę, znając zresztą ich wady i zalety, ale kto takowych nie posiada? A piszę to tylko dla tego, że dostałam wczoraj wspierające mnie komentarze od serdecznych mi osób, więc należy się Im pewne wyjaśnienie w tej sprawie. Wiem, że tym postem srogo jej się naraziłam, ale może w końcu zrozumie, że w moim blogu jest ona persona non grata. I na tym kończę te moje wywody w powyższej sprawie.
W domu znów panuje spokój i cisza, tzn rodzinka sobie pojechała na dalszą część wakacji, ale na szczęście nie jestem tak całkowicie sama, bo zawsze jest koło mnie i Julka i Ksawer, no i oczywiście na wyżywieniu szczurek. Pepa również pojechała z nimi, bardzo pilnowała, żeby o niej nie zapomnieli, więc albo kręciła się wszystkim pod nogami, albo pilnowała bagaży w przedpokoju, sama udając od czasu do czasu podręczny sakwojaż umieszczając się pomiędzy walizkami 🙂
Moje dolegliwości jakby troszkę się uspakajały, jednak najgorsze są noce, więc wzięłam się na sposób i przeciągam tak porę kładzenia się spać, aby już później nie koniecznie budzić się w nocy.
Nadal jeszcze nie mam sprecyzowanych planów na najbliższy weekend. Wiem, że około południa muszę iść do apteki odebrać jedno z moich lekarstw, które jest dla mnie najważniejsze i akurat go wczoraj zabrakło, mają mi na dzisiaj go sprowadzić. Na całe szczęście nie muszę czekać na odbiór tego leku do poniedziałku, bo w soboty apteka też jest czynna aż do godziny 16.00, więc już od dzisiejszego południa zaczynam całkowicie zdrowieć.
No a teraz wzorem Hanuli coś na wesoło
– Dziadku, dziadku, chodź na chwilę. Masz tutaj kalendarz, możesz go kopnąć?
– A po co mam go kopać, wnusiu?
– Bo mama powiedziała, że dostanę nowy rower dopiero jak dziadek kopnie w kalendarz.
****
Spotyka się dwóch dziadków:
– A co to ja pana, panie kolego, tak długo nie widziałem?
– W więzieniu siedziałem.
– W więzieniu?! A za cóż to?!
– Pamięta pan, proszę pana, tę moją gosposię?
Otóż mnie ona, proszę pana, o gwałt oskarżyła!
– O gwałt?
I co, naprawdę ją pan, panie kolego, tego…?
– Nieee, ale tak mi to pochlebiło, że się przyznałem.
– I ile pan dostał?
– Sześć miesięcy.
– Tylko sześć miesięcy za gwałt?!
– Nieee, proszę pana, za fałszywe zeznania.
****
Pewien staruszek bardzo lubił grać w golfa.
Pewnego razu mówi do żony:
– Ja to mam kurde pecha.
– Tak lubię grać w golfa, ale jak uderzę piłeczkę, to jej potem nie widzę. Nawet jak założę okulary, to i tak nie widzę, gdzie upadła.
– To co za problem?
Idź tam z jakimś twoim kumplem, co ma lepszy wzrok ! Tak zrobił. Dwa dziadki poszły grać. Gracz uderzył i pyta:
– I jak ? Widziałeś, gdzie poleciała ?
– Tak.
– No to gdzie ?
– Nie pamiętam…
****
– Dziadku, dziadku, a kiedy pierwszy raz się kochałeś?
– Na wojnie, wnusiu…
– A z kim?
– Jak to z kim? Na wojnie się nie wybiera…
*****
Staruszek przychodzi do czarownika i prosi, żeby zdjął z niego klątwę, która wisi nad nim od 50 lat. Czarownik mówi:
– Żeby coś poradzić, muszę znać dokładną treść tej klątwy. Jak ona brzmiała?
– Jakoś tak: „i czynię was mężem i żoną”.
*****
Chyba dzisiaj „nadrobiłam” tym wpisem poprzednie leniwe dni, w których nie starannie i krótkimi wpisami bloga prowadziłam, nieprawdaż ?
Życzę przyjemnej soboty, ja ją pewnie też spędzę, jak poprzednie kilka popołudni na kamerkowym śledzeniu niektórych plaż w Polsce. Szczególnie ogromnie zaludniona jest ta plaża w Łebie, dosłownie człowiek leży przy człowieku a i w morzu taki tłok, że spokojnie żabką popływać sobie nie można.
1 sierpień
Każdy ma inne skojarzenia z tą datą, ja wspominam wczasy sprzed 37 lat, które spędziłam z Magdą i Marcinem.
To były fajne wczasy, najlepiej chyba pamiętamy wspaniałe lody borówkowe ( jagodowe), które kupowaliśmy w lodziarni.
Ale akurat 1 sierpień to był dzień, w którym dowiedziałam się, że na świat przyszedł następny mój siostrzeniec Maciek, brat Marcina i Magdy.
Taką wiadomość „opiliśmy” wspaniałym drinkiem ( oczywiście bezalkoholowym) w kawiarni i uczciliśmy dodatkową porcją lodów.
Wszystkiego najlepszego Macieju życzę Ci w tym dniu, powodzenia w pracy i w osobistym życiu, dużo zdrowia, które szczególnie będzie Ci potrzebne, aby utrzymać nerwy na postronkach, gdy Twoja najstarsza córka maturę zdawać będzie. Ciężki to będzie czas i dla Darki i dla Ciebie i Eli, ale wiem, że wszystko będzie ok.
Muszę dodać, że data 1 sierpnia przypomina nam piękny, bohaterski zryw głównie warszawskiej młodzież, która w nierównej walce poniosła w dużym stopniu sromotną klęskę w walce z niemieckim okupantem. Praktycznie nie mieli żadnych szans na zwycięstwo, ale ich zdeptany przez Niemców honor nakazał im walczyć za każdą cenę, do ostatniej kropli krwi.
Dla nas jest to kolejny dzień pamięci, ale także powinien stać się dniem rozmyśleń nad tym, co dzieje się wokoło, gdy świat właściwie stoi na krawędzi III wojny światowej. Czy możni tego świata opamiętają się i wyciągną wnioski z bolesnej, wojennej przeszłości, która siała pożogę, ból i krew? Oby tak się stało, tym bardziej, że ewentualna następna wojna światowa może przynieść o wiele bardziej tragiczne skutki, niż te dwie ostatnie, zważywszy na nowoczesne oprzyrządowanie broni, o broni nuklearnej nawet nie wspominając.
Po wczorajszej burzy w Krakowie zapowiada się ( na całe szczęście) dzień o wiele bardziej spokojny, ponury z niższą temperaturą, umożliwiającą wreszcie odetchnąć pełną piersią.
Moich dolegliwości zdrowotnych wciąż nie mogę się wyzbyć, chociaż odbyłam już wizyty u 2 lekarzy ( o tej nieszczęsnej Revicie nie wspominając), co mnie piekielnie denerwuje, bo może nie są one bardzo bolesne, raczej bardziej dokuczliwe, nieco ograniczające moją codzienność. Denerwuje mnie to tym bardziej, że te dolegliwości zaburzają mój sen, teraz już prawie codziennie budzę się około 2 w nocy i do godziny 4, lub 4.30 nie mogę zasnąć, wiec tułam się nocą po mieszkaniu, puszczam sobie jakiś filmik na laptopie i wreszcie zmęczona zasypiam, niestety zaraz robi się rano i przychodzi pora na wstawanie. I jak mam po takiej w sumie niedospanej nocy normalnie funkcjonować? No jak?
Także moja weekendowa wizyta w Modlnicy staje w związku z tym pod znakiem zapytania, mogę się kręcić po moim własnym mieszkaniu, ale nie mogę być kłopotem dla innych, w domu mniej więcej wiem co z sobą zrobić, gdy jestem zmuszona w nocy wstawać, w ich gościnnym co prawda domu nie bardzo chcę zakłócać nocny spokój.
Dzisiaj mam dostać nową porcję leków, mam nadzieję, że skuteczniej już zadziałają, bo ile można narzekać i narzekać………..
Życzę przyjemnego piątku.
P.S w związku z urodzinami Maćka bardzo serdecznie proszę jedną z moich czytelniczek o kategoryczne powstrzymanie się od komentarzy, które są złośliwe i po prostu nie na miejscu. Ta pani doskonale wie, że o niej właśnie myślę w tej mojej uwadze!!!!! Inaczej będę zmuszona do stałego zablokowania jej odwiedzin na moim blogu. Można kogoś nie lubić, ale proszę nie przenosić swoich frustracji na mój blog!!!!!!!!!!!!!!!!!!!






