Słodziak

Oto Słodziak Dawidek

Trochę ma naburmuszoną minkę, ale nie za bardzo lubi nosić okularki

A tak pięknie sobie śpi ( oj lubi on drzemki, lubi)


A tak wytrwale ćwiczy każdego dnia  z Ciociami Wujkami od rehabilitacji. Widać ile wysiłku w to wkłada, ale są i rezultaty!!!!

Dawidek codziennie ma takie piękne zdjęcia, robione „lufą” swojej mamusi.
Kto ciekawy zapraszam na jego blog http://dawidekspalek.com.pl/

W przeciwieństwie do mnie Dawidek wczoraj pamiętał o Dniu Babci, to taki piękny i ważny dzień, podobnie i ten dzisiejszy Dzień Dziadka


Takie piękne kwiaty dla Babć i Dziadków wkleił wczoraj do swojego Blogu.

No nie tak do końca o tym dniu zapomniałam, bo wspominałam wczoraj  swoje Babcie : Helenkę i Bronisławę, zwaną Tamtąmamą, o czym już kiedyś wspominałam ale już troszkę potem, już po napisaniu swojego blogu, dzisiaj wspominam Dziadka Emila i Michała, którzy odeszli ode mnie, gdy miałam zaledwie trzy latka, niewiele więc ich pamiętam, ale wiem, że mnie bardzo kochali. Też już wspominałam chyba, że Dziadek Emil brał mnie na kolana i czesał moje włoski takim małym grzebyczkiem, który miał przeznaczony do swojej brody, ale to było jeszcze przed 1953roku, oboje Dziadkowie  zmarli w tym samym roku , jeden w sierpniu, drugi w grudniu. Zresztą Tamtamama zmarła gdy miałam 16 lat, tylko Babcia Helenka żyła bardzo długo, miała 94 lata jak od nasz odeszła. Mój Tata, a jej syn przeżył swoją Mamę tylko o dwa lata.
Ale nie będę dzisiaj, przy takim święcie, zasmucała swoich Blogowiczów, za to życzę by wszystkie Babcie i Wszystkie Dziadki żyły nam długo, szczęśliwie, w zdrowiu i zawsze otoczone miłością swoich wnuczek i wnuków.
Bo kto tak rozpieszcza swoje dzieci, jak nie babcia i Dziadek, no kto? No  kto dostarczy Babci, czy Dziadkowi tylu radości i wzruszeń, jak nie wnuki?

A co tam Panie w pogodzie? Ano beznadzieja, nawet Nimesil mi nie za bardzo pomaga. Chyba teraz mamy listopad, a nie styczeń, taki mamy klimat!
Ale mimo chmur i deszczu życzę wszystkim pogodnego dnia

Ha! znów mamy środę

 

Jakby tak popatrzeć środa to całkiem miły dzień.
Po pierwsze nie muszę skoro świt się budzić, mogę chwilkę dłużej pospać, bo idę do pracy na popołudnie.
Po drugie……. eee, nie, to po pierwsze i najważniejsze: dzisiaj kolejne wirtualne spotkanie z moją Ulką 🙂
No i oczywiście jest też i  wirtualna róża, którą Jej co środę tu oferuję.
Czy może być inaczej dzisiaj?
Ale skąd! Uluś dla Ciebie całuski i róża prosto z Krakowa. Myślę, że dobrze tam na tej swojej wsi odpoczywasz, a buldożer nie przysparza Ci wiele kłopotów,wiem sama, jakie to jest słodkie zwierzę, ale bywa i uparte, umie też pokazywać swoje fochy, gdy coś jest nie po jej myśli. Przynajmniej taka jest nasza Pepa, więc sądzę, że jest to cecha wszystkich buldożków francuskich. Szkoda tylko, że pogodę masz nie nadzwyczajną, może jeszcze w przyszłym tygodniu coś się poprawi w tym temacie?

A ja sobie tak siedzę i myślę, myślę, o czym? Ano o tym wszystkim co się ostatnio dzieje, a dzieje się nie specjalnie ani w kraju, ani poza.
Boję się jednak, że ten związkowiec Duda z drugim związkowcom Guzem koniecznie chcą Polskę jednak podpalić, już sieją zamęt w ludzkich głowach, podpuszczając inne grupy zawodowe do upominania się o przywileje, słuszne, lub mniej słuszne, Poczuli niestety uległość pani premier i na tym koniku swoją  głównie polityczną pieczeń przygotowują ( tak na pewno jest w przypadku Dudy, który jak widać ma wielkie polityczne aspiracje), co najgorsze, znając Polaków całkiem może im się to udać, tylko, co będzie potem?
Nie wiem tak do końca, czy nadal jestem całym sercem za PO, teraz widzę mnóstwo wad tej politycznej nacji, ale tak prawdę powiedziawszy, nie znajduję niestety nikogo, kto powinien ich zastąpić, aby w Polsce było lepiej, cała ta klasa polityczna to jedna zgraja politykierów dbających głównie o siebie.
Ale niestety na szybkie powstanie partii z jakimś naprawdę mądrym i ozdrowieńczym programie też nie ma co na razie myśleć.
Czyli co?, będziemy nadal trwać w tym marazmie?

Ale na szczęście nie tylko polityką człowiek żyje, co wcale nie znaczy, że codzienne życie dostarcza mu przez to mniej stresów. Chociaż trzeba jednak też zadbać trochę o swoje psyche i umieć odnaleźć przyjemność nawet w najmniejszych przypadkach, nawet tych, które nam uśmiech na usta przyniosą.
I takich samych przyjemnych chwil w dniu dzisiejszym wszystkim życzę.

pan doktor od kręgosłupów

 

Podobno wczorajszy dzień był jednym z najgorszych dni w tym roku pod względem odporności fizycznej i psychicznej.Tak, właśnie trzeci poniedziałek miesiąca stycznia był pod  tak zwaną kreską. Przeczytałam o tym w necie już po powrocie do pracy i zrozumiałam, czemu tak się „pod psem” cały dzień czułam, to było z góry zapisane w kalendarzu.
W dodatku wczoraj całe popołudnie mżył drobny kapuśniaczek, co niezbyt było zbawienne na stawy, moje zresztą też.
Na szczęście dzisiaj już jest wtorek i pomimo, że pogoda nie najlepsza, będzie dzisiaj wszystko O.K.
A to chociażby dlatego, że dzisiaj idę na poranną zmianę no i oczywiście , a zwłaszcza dlatego, że dzisiaj będzie urzędował mój ulubiony doktór ortopeda ” od kręgosłupów”, a ja dzieciakom będę robiła zdjęcia rtg. Uwielbiam współpracować z tym  doktorem, to bardzo sympatyczny i pełen elegancji pan, wspaniały fachowiec i co  bardzo ważne, ma bardzo dobre podejście i do dzieci i do ich rodziców.
Właśnie wczoraj przeglądałam listę dzieci zarejestrowanych do pana doktora, wszystkie dzieci to nasi wieloletni pacjenci. Ze zdziwieniem patrzyłam na zarejestrowaną jedną Natalkę, która zaczęła do nas przyjeżdżać, gdy miała 12-13 lat, dzisiaj ma już lat 18, czyli już pełnoletnia dziewczyna, którą trudno nazywać już dzieckiem, chociaż taką ją pamiętam z pierwszych jej wizyt. Okropnie ten czas leci…..
Ale mam nadzieję, że ten czas, w którym do nas przychodzi jest dla niej pomyślny i teraz jej kłopoty ze skrzywionym kręgosłupem może nie całkiem się skończyły, ale przynajmniej przyniosły spora poprawę. Dzisiaj to sprawdzimy.
Przykre, że dzieciaczki mają takie kłopoty, dobrze, że jest ktoś, kto chce im na prawdę rzetelnie pomóc.

Wczoraj znów musiałam się zdenerwować, czytając buńczuczne słowa Piotra Dudy, któremu wciąż wydaje się, że jest wielkim przywódcą Solidarności:
„Rząd dostał od nas lekcję pokory. Mam nadzieję, że ostatnią”
A cóż takiego wielkiego Piotr Duda w tej sprawie zrobił, prócz tego, że brał udział w zamieszkach w Zabrzu i chciał podpalać Polskę? Te zamieszki bardzo mu pasowały, ale na jego nieszczęście, a na szczęście dla Polaków, jego zamiary spełzły na niczym.
Facet cierpi na przerost ambicji, a do tego jest arogancki, wręcz chamski i tak nadaje się na przewodniczącego Związków Solidarności, jak ja do baletu.
Ale czego się nie robi, żeby przypodobać się  swojemu Guru i potem dostać się na listę posłów startujących do parlamentu, tam zawsze jest jeszcze  większa forsa niż we Związkach Zawodowych. Tylko, czy on naprawdę nadaje się na posła? Takiego posła chcielibyśmy mieć w parlamencie? on nas potem ma tym swoim chamstwem reprezentować? – nie sadzę i myślę, że wiele osób przyzna mi rację.
Tu aż się prosi taka maksyma ” Zobaczyła żaba, że konia kują i sama łapy swoje  wyciąga”
Na szczęście do głosu doszły inne Związki Zawodowe Górnictwa, którego przewodniczący nie był taki zapalczywy i jakoś w tej sprawie udało mu się dojść do kompromisu z rządem i do zażegnania konfliktu, który został w pewien sposób tylko odłożony na później, ciąg dalszy nastąpi i nie będzie znów wesoło wtedy w Polsce.
Wczoraj temu porozumieniu  poświęcony był program Tomasza Lisa, w którym brało udział i kilku polityków i członków Związków Zawodowych, też do końca nie doszli do porozumienia, w jaki sposób ten problem powinien był być do końca rozwiązany.
W drugiej części programu tematem przewodnim była tabletka po. Udział w dyskusji brała pani doktor Magdalena Środa i pani posłanka Marzena Wróbel, która zwykłymi frazesami próbowała przebić merytoryczną panią profesor. Niestety poglądy pani Wróbel sięgają gdzieś średniowiecza, więc wszystkie jej wypowiedzi były całkowitą jej kompromitacją, co pani profesor Środa i prowadzący program Tomasz Lis pokrywali ironicznymi uśmiechami.
Mam nadzieję, że pani Wróbel w następnych wyborach już nie zaistnieje? Tym bardziej, że o ile się nie mylę, nie jest obecnie w żadnej partii, a jako niezrzeszona nie ma najmniejszych szans na bycie posłem i całe szczęście. Nie można przecież ciągle tak Sejmu kompromitować!.

Już dawno nic nie pisałam o swoim ulubieńcu Dawidku Spałku. Codziennie czytam jego blog, w którym (rękoma mamusi) opisuje każdy dzień swojego życia, swoje zmagania z chorobą, swoje trudy, które musi pokonywać ćwicząc wytrwale nieraz i  z kilkoma magistrami fizjoterapii dziennie.
Do tego jego blog zaopatrzony jest w mnóstwo fajnych jego fotek, na których robi wspaniałe minki.
Widzę, że ostatnio jego blog zyskał wielu nowych czytelników, a co jest ważne, będzie startował w Konkursie  Najlepszy Blog roku 2015.
Szczerze polecam zwłaszcza tym, którzy lubią śledzić przeróżne blogi. Ten blog jest naprawdę bardzo interesujący

http://dawidekspalek.com.pl/

W Warszawie spadł śnieg, w Sopocie też, na szczęście Kraków śnieg omija, na razie nic nie pada, ale deszcz jednak zapowiadają.
Byle do jutra, od czwartku ma być już o wiele lepsza pogoda.
Ale co mi tam, przecież  jestem dzisiaj Nimesilem uzbrojona.
Miłego dnia

mój komentarz do spraw bieżących

 

Nie bronię pani premier, ale sami popatrzcie, chociażby na głosowanie w Sejmie.
Kto poparł ten projekt? Tylko PO – PSL. SLD uważał, że nie ma problemu, Pis był gotowy nawet dołożyć przywilejów górnikom, byle ich potem górnicy poparli w wyborach. Czy to oznacza, że politycy opozycji uważają, że górnikom nie grozi zapaść? Doskonale wiedzą co taka zapaść dla budżetu znaczy, ale chcą upiec przy tej okazji swoją własną pieczeń.
Popatrzcie dalej, liczne protesty górników ( co jeszcze można zrozumieć), podobno bardzo wielkie poparcie Polaków dla górników, co wskazywały sondaże, no i na końcu wręcz groźby pod adresem rządu – czy to wszystko miało  pomóc w przeprowadzeniu tej ważnej dla polskiej gospodarki  reformy?
A teraz wszyscy psy wieszają na pani premier i na forach głośno krzyczą, (zresztą słusznie), że nie chcą więcej dopłacać do górnictwa., to gdzie byli ci wszyscy, gdy  osamotniona premier Kopacz musiała podejmować decyzję pod terrorem górników, a przede wszystkim pod terrorem związkowców, szczególnie przedstawiciela tzw Solidarności?

Dzisiaj wstał mglisty poniedziałek, całkiem niesympatycznie za oknem i temperatura nie ciekawa, około 2 stopnie na plusie. Czyli jest tak nijako, ani ciepło, ani zimno.
A gdzieś tam w górach spadł nawet śnieg, co jest dobrą wiadomością dla dzieci przebywających na feriach.
Nasze małopolskie dzieci dopiero w lutym, kto wie, może do tego czasu sypnie nieco śniegiem, bo z tego co wiem, wszystkie dzieci w mojej rodzinie, od tych najmniejszych do tych najstarszych uwielbiają na nartach szusować. Ostatnio Mija uczyła się nawet jeździć na desce snowboardowej.
Ale to i lepiej, że mają okazję gdzieś wyjechać, niż przed komputerem ferie spędzać. Myślę, że tylko dwie „moje” przyszłe maturzystki będą ten czas wykorzystywać na wzmożoną naukę, jako, że do egzaminów już całkiem niedaleko, chociaż i Darii i Matyldzie życzę, by miały okazję trochę na świeżym powietrzu w tym czasie pobyć, nie z samej nauki życie się składa…..
Życzę przyjemnego dnia, ponieważ to poniedziałek to i miłego całego tygodnia.
Dzisiaj, jak w każdy poniedziałek idę na popołudniową zmianę, przynajmniej miałam czas na  długi i dobry sen.

czas studniówek

 

Jedna „moja” maturzystka Daria już wczoraj balowała na studniówce, druga „moja” maturzystka Matylda  będzie balować w przyszłą sobotę.
Od mojej studniówki minęło już 48 lat, a wciąż pamiętam…
Dzień wcześniej przyplątał mi się okropny katar, cały nos miałam zapuchnięty. Mój przyjaciel Janusz znalazł na to metodę, wsadził moją buzię pod koc  ze spodeczkiem pociętej cebuli, co ciągle dosypując świeżą porcję i szczelnie  moją głowę tym kocem owijając. Myślałam, że tam się uduszę, a zapach cebuli powodował, że moje oczy płakały, jak po jakiejś wielce wyrządzonej krzywdzie. Siedziałam pod tym kocem chyba z godzinę, może dłużej, ale……. kuracja zadziałała, rano kataru już nie było, no, może tylko lekko waniałam cebulą :-).
Na studniówkę poszłam z dwoma panami, właśnie z Januszem i jeszcze z kolegą mojej siostry, ze Zbyszkiem, czym chyba wzbudziłam wśród koleżanek lekkie zdziwienie?. Oczywiście nie było mowy o żadnych strojach, trzeba było być ubranym w białą bluzkę i w skromną, za kolana czarną spódnicę, ewentualnie dopuszczona była lekka fryzurka, ale nie tam jakieś „tapiry”, wszystko skromnie, jak na panienkę przystało. Oczywiście studniówka odbywała się w sali gimnastycznej szkoły, do której chodziłam. Kiedy to było???? no troszkę czasu temu, w 1967roku obowiązywały jeszcze bardzo ostre szkolne  restrykcje. Dopiero na komersie można było nosić elegancką długą sukienkę i oficjalnie  wolno było się  napić  kieliszek wina. Oczywiście obowiązkowo grono nauczycielskie i grono rodziców pilnowało, aby wszystko odbywało się zgodnie z przepisami, nie pozwalali na żadne „odstępstwa” Ale grunt to mieć dobre pomysły – na szczęście rodzice nie chodzili za młodymi np do WC, a tam zawsze gdzieś za umywalka jakas butelczyna sprytnie ukryta była 🙂 Potem tylko starsi się dziwili, że młodzież taka rozochocona, ale wszystko szło na karb dobrej zabawy. Zabawa trwała oczywiście tylko do słusznej godziny, czyli do 22.00, potem wszyscy rozeszliśmy się do domu.
Oboje panowie odprowadzili mnie do domu ( no, po prawdzie Janusz mieszkał w tej samej kamienicy), ale szliśmy spokojnym, spacerkowym krokiem przez Planty, więc po dom dotarliśmy dopiero po 23 i pani dozorczyni musiała nam otworzyć bramę. Tu Zbyszek, podpuszczony przez Janusza zaczął swoje przedstawienie, klęczał na progu bramy, wyznawał mi miłość, całując mnie po rękach i głośno wzdychając, ku wielkiej mojej i Janusza uciesze, a ku wielkiemu oburzeniu bardzo religijnej pani dozorczyni, która omalże z oburzenia palpitacji serca dostała, bo kto to widział, żeby panienka z dobrego domu takie brewerie po nocy urządzała, w dodatku w towarzystwie aż dwóch młodzieńców???
Ale za to miała o czym następnego dnia w maglu opowiadać, bo właśnie w maglu i w sklepiku na przeciwko mojego domu, który prowadziły swoją działalność siostry Felicjanki, wszystkie takie sensacje omawiano. No, wyobrażam sobie, jak mnie obsmarowały, pewnie suchej nitki na mnie nie pozostawiły.
I takie właśnie całkiem zabawne wspomnienia na mnie dzisiaj przyszły, zupełnie, jakbym wtedy żyła w jakichś zamierzchłych i mrocznych czasach. Może i tak było ( w porównaniu z dzisiejszymi czasami), ale to wcale nie znaczyło, że młodzież wtedy była taka całkiem poważna, też ją na jakieś żarty stać było, a im bardziej wprowadzała w zdumienie starszych, tym bardziej z tego miała uciechę.

O polityce dzisiaj ani słowa, bo jestem po prostu zawiedziona i zła. I tyle na ten temat.
O pogodzie też pisać nie będę, bo jest nijaka.
Ale przynajmniej dobrze i długo mi się dzisiaj spało.

Miłej niedzieli.

daj, daj, daj….

 

Pani Premier jest be, bo nie chce dawać (rozdawać) pieniędzy.
Nie ładnie pani premier, każdy powinien mieć  (dostać) wszystkiego do syta.
No to idź do szefa i powiedz, zażądaj, żeby dał Ci podwyżkę, ot tak np cztery pensje więcej, bo Ci nie starcza na życie, na raty, na nowe auto, na kupno mieszkania, czy jakieś zbytki.
Odeśle Cię na pewno z kwitkiem, trzynastki i czternastki też nie da.
Żono, idź do męża i powiedz, żeby Ci dał pieniądze na nowe futro, nową sukienkę, nowe buty i na fryzjera i kosmetyczkę, Tak przynajmniej dwa razy w tygodniu męcz go o jakieś pieniądze – też odeśle Cię do diabła.
Najpierw trzeba dokonać wszystkie obowiązkowe opłaty, resztę zgrabnie trzeba podzielić na każdy dzień miesiąca, by starczyło na jedzenie nie tylko do dziesiątego dnia miesiąca, ewentualnie naddatek, jeżeli jakiś pozostanie trzeba jeszcze rozdzielić na pieniądze na czarną godzinę, a potem ewentualnie można  wydać te marne resztki na zbytki.
I to się nazywa  e k o n o m i a.
Rząd też taka ekonomia obowiązuje, nie może sobie pozwolić na to, że jednym da, a drugim zabierze!!
A jeżeli ulegnie jakiejś części społeczeństwa i dopłaci do nich pieniądze, okaże się, że zabraknie ich w innej dziedzinie życia i kto znów będzie be?, oczywiście pani premier!!!!

A dzisiaj wstała piękna, słoneczna sobota, aż radość w duszy człowieka rośnie. Czuję przedwiośnie

Miłej soboty

nie narzekam, nie narzekam

O.K. zostałam doprowadzona (może i słusznie) do pionu, więc podjęłam dedycję NIE NARZEKAM!!!!!

Eee, to nawet fajne, przynajmniej  nie muszę nic pisać dzisiaj, a może i jutro, pojutrze, popojutrze……
Miłego piątku

P.S. A pies – buldog ( no dobrze buldożek francuski) też jedzie na ferie, czy zostaje z Tobą Ulu?

co wkurza starszą panią?… czyli jeździmy MPK

 

Oczywiście sztuczny tłok w tramwaju, czy autobusie. Sztuczny, bo całe wnętrze pojazdu jest puste, za to najwięcej młodych osób stoi w samym przejściu, co utrudnia wysiadanie  z autobusu, wsiadanie zresztą podobnież.
A potem młodzież się dziwi, że nieco starsi ludzie są upierdliwi w tym temacie.
Ach ta dzisiejsza młodzież, za moich czasów było inaczej……..
Przykład z przedwczoraj: wsiadły dwie młode mamy z dwoma wózkami i…stanęły dokładnie w samym wąskim przejściu. Fakt, że miejsce przeznaczone na wózki było już zajęte, ale one nawet nie usiłowały umieścić swoich  wózków w takiej pozycji, by ułatwić wejście, czy wejście. W dodatku stały przy samym kasowniku, przez  co kasowanie biletów też nie było łatwe. To akurat odbywało się w tramwaju, do którego chciała wejść starsza, schorowana  pani. Próbowała jakoś przebić się przez ten wózki, aby szybciutko usiąść i nie upaść, akurat w tym samym momencie tramwaj ruszył, a wózki nadal stały, mamy nawet nie zadały sobie trudu, by się jakoś usunąć z przejścia. Wiadomo, w takiej sytuacji musiała się to skończyć kłótnią, a jakże by inaczej. I co ciekawe, wiele osób poparło w tej kłótni młode mamy, wieszając psy na biednej, starszej inwalidce. Fakt, że ta pani niezbyt przyjemnie  się do dziewczyn odezwała, ale i one właściwie nie pozostały jej dłużne, mogły się uśmiechnąć, powiedzieć chociażby przepraszam i w jakiś sposób spróbować jej pomóc dostać się na siedzenie.
Siedziałam na wygodnym miejscu, nie daleko co prawda drzwi wyjściowych, ale przed sobą miałam wizję przeprawy przez te dwie zawalidrogi i zastanawiałam się, w jaki sposób mam zagaić te mamy, aby znów z kolei ja nie naraziłam się na nieprzyjemne uwagi. W między czasie, gdzieś na trzecim przystanku owa starsza pani wysiadła z tramwaju ( znów po przepychankach z wózkami) i przez okno widziałam, jak bardzo źle jej się chodzi nawet o lasce, kulała i miała widoczne kłopoty z kolanami, czy z kręgosłupem ( podobnie jak ja) I zrozumiałam jej żal, nikt bliżej siedzący nie ustąpił jej miejsca, musiała się nagimnastykować, zanim usiadła na tym miejscu.
Mnie na szczęście jakoś się udało, bo akurat dziewczyny wysiadały z tymi wózkami na tym samym przystanku co ja, ale chwilę wcześniej zagaiłam je, mówiąc, że świetnie rozumiem tą panią, bo ja tez mam kłopoty z wysiadaniem z tramwaju, a ta pani naprawdę była inwalidką, Uśmiechnęły się, nic prócz tego, że też wysiadają nie powiedziały.
Trochę podobnie było wczoraj, chciałam wysiąść z autobusu, niestety niepewna swoich kolan muszę się trzymać rączki przy drzwiach, a tu w samych drzwiach stoi młody człowiek, który swoim ciałem tą rączkę mi zasłania. Przyznam, też nie byłam grzeczna  i zwróciłam mu uwagę, że przejściu nie można stać i utrudniać komuś wysiadanie. Co prawda ów mężczyzna nic nie odburknął, usunął się na bok, ale czułam, co sobie o mnie pomyślał. Trudno, niech sobie myśli.
Młodzież nie rozumie tego, jak bardzo nieraz starszy człowiek ma ograniczone ruchy i jak bardzo musi uważać, by się nie wywrócić. Też kiedyś będą starszymi osobami i może wtedy zrozumieją problemy osób  nie całkowicie sprawnych.

Ciekawostka: na moim zdjęciu jeden z pierwszych autobusów w Krakowie, ten pochodzi z roku 1929, obsługujący linię Barbakan – Prądnik Czerwony.
Fakt, krakowskie MPK poczyniło teraz wielkie starania, aby ułatwić podróż osobom niepełnosprawnym. Przynajmniej większość autobusów i tramwajów są pojazdami  nisko podłogowymi. Właśnie trzy dni temu czekając  na pętli zauważyłam z wielkim ( ale pozytywnym) zdumieniem, że stojący tam tramwaj, co prawda starego typu, czyli ze stopniami posiada w samym  środku  jeden wagon oznaczony znaczkiem inwalidy i właśnie ten jeden wagon był nisko podłogowy. No proszę, ktoś jednak w tym MPK myśli o wygodach dla  swoich pasażerów, za co im chwała i pochwała w moim blogu.
No cóż, pewnie nikt z krakowskiego MPK nie czyta moich newsów, ale jednak czuję się zmuszona, by tą pozytywną wiadomość na moim blogu zamieścić.

A tak jeszcze dodać muszę, że wczoraj wracając autobusem z pracy uświadomiłam sobie, że nie pamiętam, do kiedy mam opłacony bilet – kupuję taki trzymiesięczny, bo może nieco tańszy, a poza tym nie trzeba go tak często kupować.
Otworzyłam portfel i zaczęłam szukać kwitka, na którym jest wpisana data ważności zakupionej karty tramwajowej.
Pierwszy, który mi wpadł w ręce oznajmił, że ważność biletu skończyła się 16 grudnia. Zamarłam, pot wystąpił mi na czoło i już sobie wyobrażam, że zaraz wejdzie kontroler i będą kłopoty. Ale coś mi się nie zgadzało, więc znalazłam jeszcze jeden kwit, jeszcze bardziej stary, ale po wyjęciu wszelakich kwitków znalazłam ten docelowy, oznajmiający, że moja karta ważna jest do 16 marca 2015. Odetchnęłam z ulgą, już mi kontroler nie był straszny, Bo to dopiero wstyd byłby wielki, gdyby mnie z nieważną kartą przyłapaną, co?  Musiałabym się chyba pod fotel schować, a tam raczej nie znalazłabym odpowiedniego  dla siebie miejsca:-)

Hurra!! dzisiaj przespałam cała noc, niespotykane od dłuższego czasu. Może to brak huczących  wiatrów za oknem, a może już ten zanikający katar. który ju mniej przeszkadza? Kaszel co prawda trochę się mi nasila, ale ten da się przeżyć. Nie jest źle.

Ale za to bardzo nie wesoło jest na Śląsku, który już prawie cały strajkuje.
Rozumiem osoby, które obawiają się utraty swojego miejsca pracy, ale głównie to dotyczy osoby pracujące ” na górze”
Lecz nadmierny przerost zatrudnienia, głównie administracyjno – związkowego,  fatalna sytuacja kopalń,  które trzeba ciągle  dofinansowywać jest bardzo wielkim problemem już od wielu lat. W chwili obecnej sytuacja w górnictwie stała się wręcz dramatyczna i to rząd pani premier Kopacz postanowił rozwiązać ten problem. Trzeba pomyśleć komu odebrać, aby dać górnikom? I na jak długo górnikom ta finansowa pomoże? Przy takiej niegospodarności kopalni problem za kilka miesięcy znów powróci, najwyższy czas rozwiązać go teraz i raz na zawsze.
A z drugiej strony na pewno poparcie i Ewy Kopacz i PO spadnie, co może wydatnie odbić na wynikach  zbliżających się wyborów. Podziwiam to zdeterminowanie pani premier, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że postawiła wszystko na jednej szali. Szali, która może ją wiele kosztować. Tylko czy uda się to jej jakoś pozałatwiać, czy ten problem pozostanie dla następnych rządów? Bo ktoś, kiedyś, musi ten węzeł gordyjski przeciąć.

Dzisiaj Mia ma audycje w szkole, więc i wczoraj wieczorem i dzisiaj rano musiałam wysłuchać jej programu  granego na skrzypcach. Co prawda nie bardzo znam się w tym temacie, ale to ja zostałam wybrana przez nią jako „publiczność”, przed którą występowała jako skrzypaczka.
Wydaje mi się, że mimo kilku malutkich błędów grany koncert poszedł jej nie najgorzej, zobaczymy co powie na to grono nauczycielskie.

Życzę przyjemnego czwartku, zapowiada się ciepły i słoneczny dzionek, omalże przedwiosenny, co brzmi bardzo optymistycznie 🙂

 

po złym wtorku, miła środa.

Wczorajszy dzień był dla mnie jakiś nie najlepszy, czułam się cały dzień sfrustrowana do tego stopnia, że osiągnęłam w końcu „doła”
I  to bez żadnego, szczególnego powodu, bo przecież dzień był słoneczny, ciepły, nieomalże wiosenny.
Ale to był jeden z tych dni, o których się mówi, że wstało się rano lewą nogą z łóżka.
Ale dzisiaj  na szczęście wszystkie fochy mi minęły, a dlaczego??
Wiadomo, dzisiaj jest środa, więc to musi być bardzo dobry dzień, chociażbym nie wiem którą nogą rano wstawała, ale specjalnie pilnowałam, żeby to była prawa noga, żebym nie potknęła się, lecąc na przemiłe środowe spotkanie z Ulką, niestety tylko w blogu, ale jednak to jest spotkanie.
Witaj Uluś w naszą ulubioną środę. Patrz, to już druga środa w tym roku, ale przed nami jeszcze sporo tych przemiłych środowych spotkań.
Posyłam Ci do Poznania środowe całuski i słoneczne promienie, niech pędzą do Ciebie z szybkością Pendolino, a może samolotu, a może lasera?
Byleby  na tyle  szybko, aby ta piękna róża dla Ciebie nie zdążyła zwiędnąć 🙂

Dzisiaj z tymi promyczkami słonecznymi to chyba przesadziłam, ale może gdzieś około południa sytuacja się zmieni?
Mnie jest to obojętne, bo i tak dopiero na popołudniu idę, ostatni raz w tym tygodniu, czwartek i piątek mam na szczęście poranne zmiany.
Ma to dobre i złe strony, co prawda krócej mogę wtedy spać, ale z kolei nie muszę nerwowo całe do południe patrzyć na zegarek by wyjść o należytej porze.
No i potem dzień jest taki długi, a po wieczornej zmianie ledwo kilka razy się obrócę, już powinno się iść spać.
No właśnie, powinno, tylko co zrobić, jak około 23 mój organizm działa na pełnych obrotach, a sen przychodzi około 3-4?
Już tego chyba nie zmienię

Miłej środy

Koralikowo

 

Zadanie dla trzecioklasistów szkoły podstawowej, którzy nie znają równań z niewiadomą, ani przenoszenia liczb  na drugą stronę równania:

W trzech pudełkach jest razem 90 koralików.
W pierwszym i drugim pudełku jest 56 koralików, a w drugim i trzecim pudełku jest 49 koralików.
Ile koralików jest w każdym pudełku??

Chyba trochę za trudne to zadanie, muszę przyznać, że trochę się nad nim namęczyłam, Ksawer też, tylko on już całkiem jako równanie z trzema niewiadomymi go potraktował, co dla dzieci w wieku 9 lat jest całkiem nie jasne.
Zainspirowana dedukcją Ksawra spróbowałam nieco łatwiej to rozwiązać i przyznam, że mi się to nawet udało, chociaż nie jestem pewna, czy Mia do końca to zadanie zrozumiała.
Strach pomyśleć, co będzie, jak zadanie tego typu będzie na teście matematycznym, który im zapowiedzieli.
Rozumiem, Mickiewicz pisał kiedyś :”Młodości, ty nad poziomy wylatuj”, ale ten poziom jest jednak zbyt wysoki jak na takie dzieci, jak Mia.
Przepisała dokładnie to całe moje rozwiązanie, ale pani chyba od razu pozna, że to nie ona sama to zadanie rozwiązała.
Podobne zadanie , ale z innej grupy miała koleżanka Mi ( też były koraliki, tylko były nieco inne  ilości tych koralików) i też dziewczynka nie mogła tego zadania rozwiązać, pomógł jej w tym tata, który namęczył się, w jaki sposób to rozwiązać, żeby dla dziecka był w miarę zrozumiały.
Powtarzam, zadanie pozornie łatwe, ale jednak trochę trzeba pokombinować, czego trudno żądać od trzecioklasistów. Czyżby pani zadawała takie zadania tylko po to, żeby zatrudnić przy nich rodziców, bądź sprawdzić, czy rodzice w ogóle dziecku pomagają?
Dziwne te programy są w szkole……. nieadekwatne do wieku dziecka i do przerabianego aktualnie materiału.

A co poza tym? wiosennie dzisiaj się zrobiło u nas w Krakowie i chyba nie tylko.
Ja to się cieszę nawet, dzieci przed feriami pewnie mniej.
Teraz w Krakowie jest na razie plus pięć, a podobno temperatura może osiągnąć i plus jedenaście?

A co jeszcze: pani premier nie udało się porozumienie z górnikami,szkoda, bo może to dla PO nie wesoło się skończyć. Oczywiście PIS wspiera górników, ciekawe, czy dalej będą ich wspierać, gdy sami do władzy dojdą? Oj Kaczorku, możesz na tych górnikach srogo się przejechać, jak nie teraz ( jednak górniczy strajk jakoś nie ma wielkiego poparcia pośród nie górników), to wtedy, gdy ewentualnie dojdziesz do władzy ciekawe skąd weźmiesz pieniądze na ciągłe dofinansowania górnictwa?. Czasami opozycja powinna jednak myśleć, a nie tylko wykorzystywać pewne wydarzenia dla swoich partyjnych potrzeb. Ja też kiedyś, za dobrych”rozpasanych” czasów dostawałam i trzynastki i czternastki, teraz takie dotacje nikt prócz górników nie dostaje, ci mają jeszcze jakieś inne dodatkowe przywileje, niestety zaczęło na to brakować pieniędzy. Kopalnie stają si nie rentowne, a górnicy żądają, żądają, żądają……
No masz, znów politycznie się wciągnęłam. ale krew mnie dzisiaj zalała, gdy usłyszałam tego pyszałkowatego Masztalerska, który stwierdził, że poparcie Pis i oczywiście Andrzej Duda zmusili panią premier do rozmów z górnikami. No pewnie, gdyby nie oni, na pewno nigdy by pani premier nawet do głowy nie wpadło, że można z górnikami próbować się porozumieć….

Kończę to politykowanie, kończę ten wpis i udaję się do pracy.
Miłego wtorku