Moja Kochana Ania

 

 

 

Byłaś takim pięknym dzieckiem………..

 

 

Smutno mi dzisiaj.
Minęło już dziewięć  lat bez Ciebie Aniu, długie dziewięć lat
Przeleciały te lata tak szybko, a mi się ciągle wydaje, że to nie jest prawda, że Ciebie już nie ma koło mnie.
Brakuje mi tych rozmów z Tobą, nawet tych niewielkich kłótni…
Ale z tego przecież nasze życie się składa, nie może. być zawsze wszystko zgodne z naszymi myślami, bo przecież ta druga osoba, nawet gdy jest rodzoną siostrą, jest jednak trochę inna. Ma swoje kłopoty, swoje przemyślenia, związane z codziennością, a ta nie zawsze dla Ciebie łaskawa była.
Ale wiem, że zawsze mnie kochałaś, tak jak i ja bardzo kochałam Ciebie. Byłyśmy szczególnie ze sobą związane, bo przecież prawie 55 lat mieszkałyśmy razem.
A i potem, mimo, że się przeniosłaś  do Modlnicy, nadal byłyśmy w codziennym kontakcie, telefonicznym, ale także i w spotkaniach na Żabińcu, czy podczas mojej wizyty w Twoim nowym domu. Uwielbiałam przyjeżdżać do Ciebie, bo tam czułam się jak we własnym domu. Ale mimo to, nie zdecydowałam się, mimo Twoich sugestii, przenieść się na zawsze do Modlnicy, było wiele powodów, które mnie od takiej decyzji powstrzymywały i wiem, że je rozumiałaś. Twoje odejście odczułam bardzo boleśnie, wtedy znów zawalił się mój świat, podobnie, jak wcześniej odczułam śmierć naszego Taty.
Straciłam Mamę jako dziecko, więc wtedy nie do końca rozumiałam, co oznacza słowo śmierć, pierwszy raz tak boleśnie właśnie to odczułam, gdy nie wyobrażałam sobie życia bez mojego Taty.  Mojego Brata Krzysztofa też bardzo kochałam, mam wiele przyjemnych wspomnień związanych z Jego Osobą, ale nie byłam aż tak bardzo związana z Nim, jak z Tobą. Byłaś dla mnie kimś bardzo ważnym, nie tylko Siostrą i Przyjaciółką, często miałam uczucie, że żywisz do mnie matczyne uczucia I tak pewnie było, chociaż dzieliło nas tylko siedem lat. Ale tak własnie bywa, że gdy umiera Mama, starsza siostra przybiera dla dziecka jej status.
Dalej przyjeżdżam do Modlnicy, gości mnie u siebie Twoja wspaniała córka Magda. Ma Ona tyle ciepła w sobie, które Ty miałaś, dlatego stała mi się bardzo bliska, stała się  niejako  kontynuacją Ciebie.  Może dlatego ten ból, związany z Twoim odejściem jest dla mnie łatwiejszy do pokonania?
Ale zawsze, gdy siedzę na tarasie Magdy domu, patrzę z  bólem na Twój dom, z bólem, bo Ciebie tam nie ma, ale również przypływają do mnie wspomnienia i nieraz przez łzy uśmiecham się do Ciebie. Czasami wydaje mi się, że słyszę Twój głos, który woła, Ewa, chodź na kawę.
Źle, bardzo źle się stało Aniu, że musiałaś odejść. Tak bardzo kochałaś swój dom, byłaś tam taka szczęśliwa o czym nieraz przez telefon mi wspominałaś. Pamiętam, jak mi opowiadałaś, że własnie siedzisz na swoim tarasie, patrzysz na swój ogród, na drzewka, które z Kamilką  zasadziłyście i mówiłaś, że nie wyobrażasz sobie teraz swojego powrotu na Smoleńsk, bo tu dopiero wiesz, że jesteś spełniona, szczęśliwa.
Szkoda tylko, że na tak krótki czas tego szczęścia dla Ciebie starczyło, stanowczo za krótko ono trwało.
Pamiętam ten dzień na kilka dni przed Twoja śmiercią, gdy leżałaś na OIOM-ie w Szpitalu Narutowicza. Patrzyłaś mi prosto w oczy i oczami przekazywałaś mi wiadomość o tym, że umierasz, że wiesz, że musisz wszystkich Kochanych Najbliższych zostawić , bo nadszedł już Twój czas, ale prosisz mnie, abym Ich Wszystkich nie pozostawiła, żebym z Nimi była i Kochała tak, jak Ty kiedyś ich kochałaś. Nie mogłaś wtedy już mówić, ale zrozumiałam to wszystko, co mi oczami przekazywałaś.
Wiedziałaś, że masz już dorosłe, samodzielne dzieci, może nie potrzebujących pomocy jak kiedyś, gdy byłaś chora, a ja opiekowałam się małym Marcinem i małą Magdą, ale wiedziałaś tez, że Oni potrzebują miłości, a przede wszystkim wspólnoty, rodzinnej przynależności, bo takie wartości przecież obie dostałyśmy od naszych Rodziców, dla Nich Rodzina była bardzo ważna, tak samo i dla Ciebie i dla mnie.
I może nie do końca, mimo, że się bardzo staram, udaje mi się tę rodzinną wspólnotę utrzymywać, niestety życie pisze swoje własne scenariusze, ale Wszystkie Twoje Dzieci wiedzą, ze mają mnie, Ciocię, która Ich bardzo kocha i bardzo przeżywa wszystkie Ich wzloty i upadki.
I Tobie Aniu poświęcam ten dzisiejszy wpis. I mimo, że jest mi bardzo smutno, patrzę na twoje zdjęcie wiszące na mojej ścianie, gdzie jesteś taka uśmiechnięta, ja też uśmiecham się dzisiaj do Ciebie  Aniu. 
Przecież Ty doskonale wiesz, że bardzo Cię kocham i bardzo za Tobą tęsknię……..
I wiem, że czuwasz nade mną, tyle razy dawałaś mi to odczuć….
To nieprawda, że po śmierci już nic nie ma, wierzę, że może minie jeszcze trochę czasu aż spotkam się z Tobą, moimi Rodzicami, z Kasią, z Krzysztofem i z resztą mojej Rodziny i będziemy wtedy po wieki już razem, szczęśliwi.

czy motto jest prawdziwe?

 

 

Wczoraj spędziłam całkiem miłe popołudnie.
Po wizycie u pani Eli pedikiurzystki (a jednak musiałam trochę nóżki „odświeżyć”) posiedziałam chwilkę na Krakowskich Plantach, ale potem przeniosłam się już do mojego Parku.
To było bardzo miłe i leniwe popołudnie. Siedziałam sobie na ławeczce, obserwowałam ludzi, fontannę i zastanawiałam się, czemu nie ma jeszcze na wyspie kaczuszek. Wyraźnie mi ich brakowała. Potem poczułam jakiś dziwny ucisk w moim brzuszku, więc powędrowałam na ….  pizzę.
A po powrocie do domu, owionięta gorącym, letnim powietrzem musiałam lekko się zdrzemnąć  i ……….. tak minął mi właśnie piątek.

Znalazłam w gifach ten powyższy i tak się własnie zastanawiam, czy rzeczywiście może być on prawdziwy?
Fakt, mija kolejna sobota, ale….. czy jest mi z tym aż tak źle???
Nic nie muszę, wszystko, co robię zgodne jest z moją i tylko moją wolą, nawet kroki na spacerze nie muszę do nikogo  dostosowywać.
Idę tam, gdzie mnie oczy i fantazja poniosą…… No, może tylko czasami nie mam z kim pizzą się podzielić…..

A co dzisiaj będę porabiać? Jeszcze dokładnie nie wiem, gdzie nogi mnie poniosą. Na pewno na jakieś weekendowe małe zakupy, a potem…..
Cóż, przecież wciąż mam park na wyciągniecie ręki.Tydzień temu była tam wielka feta, dzisiaj będzie juz spokojniej.
Ciekawe tylko, czy w niedzielę powrócą do  trakowych spotkań, jutro o tym się przekonam.
No to tle na dzisiaj. Bo to, że Słońce Żoliborza powróciło już do domku, chyba wszyscy wiedzą.Teraz tam pewnie już szykują polowy oddział ortopedyczny na Żoliborzu otworzyć,  żeby zbyt mocno nie męczyć prezesa jazdami samochodem.
Ale cóż, Polskę przecież stać na prywatny szpital dla prezesa, nieprawdaż? Zwłaszcza teraz, gdy nieposłusznym  posłom opozycji można było o połowę pensję obciąć. 
Rozumiem, że można komuś (według swego widzimisię) nie dać premii, ale chyba odbieranie poborów nie jest to zgodne z konstytucją.
Ale kto pisowi zabroni?????

Znów moje złośliwostki, no to kończę ten wpis, szkoda tracić dobrego humoru w tak pięknych okolicznościach przyrody.

Miłej soboty 

Pinokio

 

Ongiś bankster, ostatnio Pinokio, wiecie chyba kogo mam na myśli?
Jeżeli się już kłamie, to trzeba jednak pamiętać, że kłamstwo krótkie nóżki ma.
Dzisiaj jeszcze jest dobrze, ale jutro…….
Czy zatem warto swoją dobrą markę, która ów pan się kiedyś cieszył rozmieniać na drobne???
Wczoraj sporo w Sejmie się działo, ale według powiedzenie (przepraszam, za brzydkie słowo) Ku…rwa  ku…rwie łba nie urwie, więc jedna posłanka, wobec której było postawione votum nieufności zażarcie broniła drugiej posłanki, wobec której też wpłynął wniosek nieufności, a skończyło się to tak, jak można było przewidzieć i co można określić  następnym powiedzeniem kruk krukowi oka nie wykole, całe PIS, mające oczywiście w Sejmie większość przegłosowało te oba wnioski, które oczywiście upadły. Czy mogło być inaczej?
Na razie nie, ale……
I to tyle (na razie) o polityce, szkoda więcej pisać.
Szczególnie, że posłowie są już tak okropnie przemęczeni swoją pracą, że teraz,  już na dniach,  na nich czeka ponad 50 dniowy urlop.
Dziwne, normalny człowiek ma 30 dni urlopu, posłowie mają tych dni prawie dwa razy więcej, ale…….. im się przecież NALEŻY !!!

Teraz czekam tylko na spełnienie następnej politycznej obietnicy, czyli 500 plus dla biednego emeryta. Tylko coś mi mówi, że już po wyborach niekoniecznie wszyscy emeryci będą zaszczyceni obiecanymi podwyżkami, już on coś znów wymyślą, bo przecież na pewno nie mają na to aż tylu pieniędzy, żeby zaspokoić potrzeby  wszystkich rencistów i emerytów. Ale obiecać przecież zawsze można…… W tym już mają nielichą wprawę.
Wyborcza kiełbasa zawsze przyjemnie pachnie, dopiero po wyborach cuchnąć zaczyna.

A przed nami kolejny cieplutki dzień. Mogą być gdzieniegdzie  burze nawet, ale śmiało już można by powiedzieć, że wiosna zrobiła ogromny skok do przodu i….mamy już lato.
Wczoraj posiedziałam chwilkę sobie w Parku. Już odkryłam to miejsce, które szumnie czytelnia nazwano. Owszem, miły zakątek, w którym są ławeczki w postaci klubowych foteli, obok stoi kilka półek, na których umieszczane są gazety i książki przyniesione przez ludzi. Dobry pomysł, każdy ma zapewne niepotrzebnie zapchane półki starymi, już nie potrzebnymi książkami, może warto się z innymi podzielić???. 
Muszę więc remanent i w swoich książkach zrobić….Przyznaję, że kupuję sporo tzw brukowców, ale akurat te gazety składam dla Babci naszej Reni, wiem, że się z nich cieszy. Dlatego i książkami i gazetami powinno się też umieć podzielić.
Jedyny szkopuł w tym czytelniczym zakątku jest to, że jest tam całkiem chłodno, bo otoczony jest krzakami i słonko tam nie dochodzi. Nie posiedziałam tam więc za długo, zmarzłam nieco  no i papierosa jakoś głupio byłoby tam zapalić…….. w czytelni?? nie wypada.
Zrobiłam więc zdjęcia jakimś kwiatkom i drzewom i usiadłam sobie troszkę dalej na ławeczce w słonku, które całkiem przyjemnie przygrzewało.

 

 

 

 

A potem powolutku poczłapałam do domu. Dokładnie: poczłapałam, bo nogi wczoraj okropnie mi dokuczały, aż mi było wstyd, że ludzie patrzą na mnie jak na starą, kulawą babę.
Ale cóż zrobić, czasami tak mam, że mogę prawie normalnie chodzić, z czasami chodzę tak, jakbym miała kule do nóg poprzypinane. Nawet obawiałam się, że dzień skończy się jakaś ulewą, stad miałam te bóle reumatyczne, ale nie, czyżby mój wewnętrzny barometr się rozregulował???
A wieczorem porozmawiałam sobie telefonicznie ze szczęśliwym Tatusiem – Ksawrem, który już musiał zacząć zdawać trudny egzamin z ojcostwa, bowiem Diana z Małą właśnie wczoraj już wróciły do domu. No, trzeba przyznać, że przed Diana i przed Ksawrem spore wyzwanie stoi, ale przecież nie oni pierwsi, nie ostatni, dadzą sobie radę.

Fajnego czwartku Kochani 

piękna w swoim złocie

 

…….  jak słonko na niebie
ta róża Uleczko  jest dzisiaj dla Ciebie    

niech radość i uśmiech dzisiaj Ci przyniesie

gdy błądzić na spacerze  będziesz  z Olcią  gdzieś po lesie

albo i  po łanach  przyrody,  pełnej kwiatowych  uniesień,

 czy na zielonym runem pokrytej łące

gdzie wesoło kicają szarawe zające,

Gdzie motyle  fruwają,  pszczoły nektar spijają

a później pyszny miodek dla nas wyrabiają.

To jest własnie to szczęście,  które Tobie własnie dzisiaj wyślę

Żebyś wiedziała, że w środę o Tobie zawsze  przecież myślę.

Dzisiaj wstała dosyć promienna, aczkolwiek lekko chłodna środa.
I bardzo dobrze, że juz wczorajszy dzień za mną, bo jakaś depresja wieczorem mnie dopadła i łzy z moich oczów wyciskała.
Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia.

Lubie sobie ogądać na TVP Rozrywka stare programy z serii Śpiewające fortepiany. To był bardzo przyjemny program, szkoda, że juz sie skończył.
Ujmujący prowadzący Rudi Schubert zapraszał do programu dwóch znanych muzyków, Czesława Majewskiego i Janusza Tylmana, którzy z kolei zapraszali po dwie znane osoby z artystycznych, politycznych lub innych znanych kręgów i wspólnie odgadywali muzyczne zagadki. Sporo świetnego humoru, wspaniałej zabawy aż promieniowało z tego programu.  Teraz te powtórek z programów sprzed 15 stu lat są tym bardziej cenne, że wielu uczestników tych zabaw jest już niestety nieobecnych. I tak sobie własnie pomyślałam wczoraj : Boże, jak to wszystko szybko na tej ziemi przemija…
Przecież dopiero co byli, cieszyli się życiem, radowali zabawą, a teraz…..
To jest własnie to cholerne przemijanie, chwila, moment, dla niektórych dłuższa, dla niektórych krótsza. Pozostają po nas tylko wspomnienia umieszczone na taśmach, na zdjęciach……..
I może dlatego wczoraj dopadła mnie taka nostalgia, świadomość tego, co już coraz bliżej mnie…..
Ale póki co, życie jeszcze trwa, słonko jeszcze świeci, Rodzina mi się powiększa, co teraz mam martwić się tym, co będzie kiedyś………
Grunt, że słonko za oknem świeci, grunt że zza okna rozlega się pisk bawiących sie na placu dzieciaczków, grunt, że…….

Dobrej, spokojnej i słonecznej środy życzę

każdy ma swoją piętę (Achillesową)

Każdy ma swoją Achillesowa piętę, ale żeby od razu tym się chwalić??? Pewnie już wiecie o czym, a raczej o kim chcę w dzisiejszym moim blogu wspomnieć.
Tak wspomnieć, bo ten cwaniaczek nie zasługuje na żadną większa rozprawkę.
Jest tylko przykładem dwulicowości i wielkiej obłudy pisowskie sekty. Sam się podłożył, czyli trafiła pięta na kamień, a raczej można powiedzieć, że trafiła Pęk  na Piętę. Zwodził ją długo, obiecywał intratne stanowisko, obiecywał małżeństwo i wspólne życie,  jakby zapomniał, że już żone i dziecko posiada. Ale to on własnie kiedyś poddawał głośnej krytyce wszystkie opozycyjne kroki, wydawał się najbardziej konserwatywnym pisowskim politykiem, który rygorystycznie przestrzega wszelkie moralne zasady, a potępia tych, którzy ich nie przestrzegają.
Wstrętna pisowska glizda jeszcze nie tak dawno potrafiła zgnić swoimi podłymi wypowiedziami uczestników protestów niepełnosprawnych, zresztą nie pierwszy raz przybierał moralizatorską pozę w swoich wypowiedziach.Teraz został zawieszony w członkostwie, odsunięty od pełnionych prominentnych stanowisk np w Komisji Amber Gold. Okazuje się, że jego dopuszczenie do  tak zwanych wiadomości poufnych może przynieść wiele szkód.
Ba, już cała formacja pis to jedna wielka szkoda dla Polski, jedna wielka zgnilizna.
Ostatnio wypłynęły na jaw  taśmy z nagraniem Jarosława Kaczyńskiego, który przed laty opowiadał, czym kierował się starając się dostać do solidarnościowych formacji – czysty interes, on tylko pragnął osiągnąć tam prominentne stanowisko i bardzo ubolewał, że ani jemu, ani jego bratu nie udało się wtedy  osiągnąć tego celu, po prostu byli mało znaczącymi pionkami. A tak jeszcze niedawno głosił, że jego brat był głównym zastępcą  Lecha Wałęsy, ale zasadniczo to on kierował całą tą organizacją i on był reżyserem i twórcą nowego, antykomunistycznego odkrycia Polski.
Tylko kto teraz mu w to uwierzy, skoro tasmy są dowodem dokładnie odwrotności tego, co głosił???
OBŁUDA, ZGNILIZNA MORALNA, OT WSZYSTKO, CZYM PIS SIĘ KIERUJE.
Jaki zakłamany prezes, taka i cała i jego nic nie warta partia !!!
Zresztą oni wszyscy w tym pisie tak mają, ostatnio Piotrowicz starał się udowodnić, że sam był ofiarą komunistycznego reżimu, czym wzbudził tylko śmiech i  pogardę. W taką ciemnotę to już trudno naprawdę uwierzyć, zwłaszcza, że  za czasów komuny piastował stanowisko prokuratora, chętnie skazującego opozycjonistów na dotkliwe więzienia, za co prócz oczywiście odpowiedniego wynagrodzenia otrzymywał specjalne wyróżnienia.
Nie wiem, czy pisowcy naprawdę wierzą, że ich „rewelacje” oparte na kłamstwach i propagandzie jeszcze długo utrzymają ich przy władzy?
Pewnie znów coś komuś naobiecują, potem okaże się, ze tą kiełbasą wyborczą trudno  będzie nakarmić coraz bardziej wymagających wyborców.
A ja się cieszę, że taki Pięta został ośmieszony, może to jednak trochę rozjaśni niektórym ich przymglone umysły i zobaczą, że są  o k ł a m y w a n i ????

DOSYĆ POLITYKI, niech sie dzieje, im więcej brudów wypływa na wierzch, tym lepiej dla Polski.

A ja zajmuję się teraz życiem codziennym, to znaczy cieszę się pięknymi okolicznościami przyrody i pełnią prawie że lata, chociaż…Ale dosyć narzekania, kiedyś musi być przecież lepiej, no nie?

Miłego wtorku

tak sobie myślę…..

Takiemu Maluszkowi, który przyszedł własnie na świat wcale nie musi być tak bardzo wesoło. Siedział sobie w cieplutkim   brzuszku, gdzie nie dochodziło jasne światło i cisza panowała, nie musiał być narażony na żadne stressy, oczywiście o ile mamusia dbała o swoje spokojne życie.
A tu nagle BUM, wszystko się skończyło. Najpierw ból i niesamowity wysiłek przy przejściu przez ciasny tunel z mamy brzucha na zewnątrz, na pewno cisnąć główką na oporne mięśnie matki brzucha ból czuć musiał. Chyba takiemu dzidziusiowi pierwsze sekundy na pewno nie przypadają do gustu, skoro ogłasza je wielkim płaczem. Koniec? czemu koniec, ja chce z powrotem do brzucha, mi tam było tak dobrze……
No i wszystko się zaczyna, całe życie przed takim Maluchem, najpierw sielsko- anielskie pod czułą opieką Rodzicieli, który każdy pyłek z okolic ciałka usuwają, karmią pysznym  mamusinym mleczkiem, pieszczą i czule przemawiają. Ale potem już jest pod górkę. Pierwsze urazy, spowodowane upadkami, albo co gorsze kontaktami z rówieśnikami, przedszkole, czyli wdrażanie dyscypliny, która już będzie towarzyszyć przez całe życie, trudne szkolne lata, bo nie cała wiedzę da się jednak objąć swoją małą głową. A potem jeszcze gorzej: zaczyna się dorosłe życie, pełne dylematów i przeróżnych bolączek, tak fizycznych, jak psychicznych i ta ciągła walka o jutro, które nie zawsze układa się według własnych marzeń.
Czyli już Maluszkowi nie jest łatwo, bo sporo życiowych wyzwań przed nim, chociaż teraz jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, jeszcze przecież jego życiowe  wymagania ograniczają się do tego, by było ciepło, bezpiecznie, sucho no i żeby pyszne jedzonko zawsze na każde żądanie było dostępne.
Tak więc nie wiem, czy zazdrościć, czy nie takiemu Noworodkowi, ale ponieważ przynosi on nowe nadzieje rodzicom i rodzinie, wszyscy wokoło się cieszą i podziwiają Maluszka, wiec i ja się cieszę z narodzin Malutkiej.
I życzę Jej, by całe Jej życie było tak szczęśliwe, jak te pierwsze radosne dni przy swojej Mamie i swoim Tacie, którzy są przecież najlepsi na świecie.Tak większość dzieci sądzi o swoich rodzicach i  bardzo dobrze, bo dzieciństwo to czas, do którego zawsze powraca się z uśmiechem na twarzy i z łezką wzruszenia w oku. Przynajmniej tak być powinno, przynajmniej  ja tak mam……
Ale spokojnie, znam doskonale i Ksawra i Dianę i wiem, że będą wspaniałymi Rodzicami. Zresztą Ksawer już miał swojego rodzaju „zaprawę” przy swoim młodszym rodzeństwie, którymi często bardzo  czule i odpowiedzialnie się opiekował, no i nie można zapomnieć, że jestem jego Chrzestną Mamą, a więc pewne pozytywne cechu i po mnie odziedziczył 🙂
A Diana? no cóż, tak spokojnej i zrównoważonej  młodej kobiety dawno nie widziałam, naprawdę, nie przesadzam, wystarczyło przyjrzeć się, jaki ma stosunek do dzieci na przykładzie chociażby częstych kontaktów z Mią, ciepły, wręcz czuły, bardzo empatyczny. Tak więc wcale o dzieciństwo naszej Małej, dopiero co narodzonej Dziewczynki (wciąż jeszcze bezimiennej) się nie obawiam.
Po prostu miała szczęście, wybrała sobie naprawdę wspaniałych Rodziców.
Wczoraj napisałam Ksawrowi  śmiesznego -a, żeby nie zapomniał  nauczyć swojej Maleńkiej (w przyszłości oczywiście) jeść biały ser. Dlaczego?
Bo to była najbardziej „wstrętna” potrawa małego Ksawra i nie można było go przekonać, że ser może być dobry no i jest zdrowy. Coś na ten temat wiem, kiedyś byłam z nim przecież na wczasach i nic, co białym serem pachniało nie było dla niego jadalne. Zresztą to był czas, gdy praktycznie niewiele mu smakowało i było związanych z tym wiele kłopotów.
Z czasem na szczęście smaki mu się zmieniły, apetyt powrócił, nawet na biały ser 🙂
No cóż, Ksawra mama jako maluch też była niejadkiem, potem tak było z Ksawrem, mam nadzieję, że ta „zła tradycja” na naszą Małą nie przejdzie 🙂
Ale się rozpisałam o Małej i jej rodzicach, ale to tylko dlatego, że naprawdę bardzo, ale to bardzo się cieszę, że już jest na świecie.
Pamiętam dzień, gdy Ksawer przyszedł do mnie w odwiedziny i w wielkiej tajemnicy poinformował mnie, że będą mieli dziecko. Jak on się wtedy cieszył, chociaż jeszcze nie był na 100 procent pewny, że jest to prawda, I ja się cieszyłam razem z nim, wierząc, że za dziewięć miesięcy Dzidziuś będzie już na świecie.
I tak się stało, na szczęście Mała jest zdrowa i piękna.
No i czy już pisałam Wam, że ją bardzo kocham?  Nie mogę się doczekać, aż ją zobaczę…..
Ale jeszcze kilka dni na to będę musiała poczekać, kilka długich dni.
I popatrzcie, jak pięknie Mała świat przywitała, akurat wiosna w pełnym rozkwicie, można powiedzieć, że już nawet letnia aura panuje, będzie można z nią chodzić na przyjemne spacery nad Wisłę.
No własnie, pogoda śliczna, ciepło, chociaż czasami deszczyk, a czasami i burza gdzieś tam przeszkadza…
Byleby tylko te nogi mi tak nie dokuczały, znów nadszedł czas, że mam kłopoty z chodzeniem.
Ale to pewnie jest cena za to, że zostałam Ciocią – prababcią. Wszak teraz już mam pewne wynikające z tego prawa, zdrowotne też.

Życze miłego poniedziałku i całego tygodnia, uśmiechniętego, słonkiem malowanego  

Dodatek specjalny na dzień 03.06.2018

 

 

 

 

Co prawda dzisiejszy wpis już do blogu jest umieszczony, ale…
Dzisiaj jest dla mnie jest dzień szczególny.
Przed chwilą dowiedziałam się, ze zostałam  CIOCIĄ – PRABABCIĄ !!!!
Niesamowite, ale mój Brat Krzysztof by się cieszył, pewnie z nieba na nie patrzy i się do obu Dziewczyn uśmiecha, do Diany i do Malutkiej, która dzisiaj na świat przyszła.

Witaj Malutka w Rodzinie, jak to dobrze, że już jesteś z nami

A Dianie i Ksaweremu serdecznie gratulują ślicznej Dziewczynki, niech się Im zdrowo i mądrze rozwija.

Festyn w Parku Krakowskim

Ale luda wczoraj się naszło do Parku. Otwarcie nastąpiło w samo południe, a chwilę potem całe masy ludzi tam spacerowało, podziwiało i kupowała w jednak postawionych z tej okazji kramach. Dziwne tylko, że w taki upał nie było tam…lodów, a może je po prostu przegapiłam? Ciężko było chodzić główną alejką, bo tłok tam panował wprost niesamowity.
Oczywiście starym zwyczajem, który jest zawsze obecny przy takich imprezach skoczne kawałki  przygrywała w parku orkiestra dęta

    

Panowie i panie pięknie ubrani wzbudzali prawdziwe zainteresowanie.Jakoś przypomniały mi się austriackie czasy, gdy własnie w parku zawsze taka skoczna muzyka odpoczywającym w parku towarzyszyła, wystarczy chociażby przypomnieć sobie sceny z filmu Noce i dnie.
Część ludzi spacerowała, część siedziała na ławeczkach, albo na murku, spożywajac zakupione pyszności, jeszcze spora część siedziała sobie na rozłożonych na trawie leżakach, albo wręcz na trawie.

Oczywiście najbardziej oblegane było pole zabaw dla dzieci, tam trudno nawet szpilkę było wbić, tyle dzieciaczków się tam bawiło i nawet, co ciekawe nie zanotowałam żadnych większych awantur.
Już miałam sobie własnie kupić czeskiego naleśnika, ale okazało się, że trzeba byłoby na niego czekać aż 20 minut, a tu nagle zaczęły się odżywać groźne pomruki nadchodzącej burzy. Na szczęście nie mieszkam przecież daleko, więc zdążyłam wejść do mieszkania tuż przed pierwszymi opadami.
No, a ponieważ zrobiłam sobie apetyt na takie słodkie pyszności, więc na obiad  szybciutko usmażyłam sobie omlet z dżemem malinowym, też był pyszny.Burza nie trwała za długo, myślę, że większość osób pochowało się w parku pod specjalnie rozwiniętymi namiotami. Ale już niedługo później znów zaczęło być głośno w parku, najwyraźniej odbywał się tam konkurs tańców. Ale byłam już zbyt zmęczona, bym znów miała iść zobaczyć te harce osobiście, zamknęłam więc okno, by mi muzyka zbyt nie przeszkadzała i…….. trochę się zdrzemnęłam. Nie wiem więc jak długo trwały te zabawy w parku, bo gdy się przebudziłam było już cicho, nie licząc oczywiście odgłosów niemęczących się nigdy zabawami dzieci.
A późnym  wieczorem rozlegały się głosy fajerwerków, ale to raczej nie w naszym a w Parku Jordana, bo słychać je było raczej z oddali.

A dzisiaj rano sobie pomyślałam, że pogoda jednak była dla Krakowian bardzo wczoraj łaskawa, bo mimo tej przejściowej, a krótkotrwałej burzy, było bardzo przyjemnie, było słonko, lekki wiaterek, cóż więcej potrzeba do szczęścia???

Bo dzisiaj od rana niestety pada deszcz. I pewnie dzisiaj byłaby dalsza część festynu, bo jak już pisałam kiedyś, w niedzielę zawsze było w naszym parku imprezowo, tylko kto się skusi na deszczowe spacery??? Nawet plac zabaw ucichł i zamarł w deszczowej aurze, ale jest nadzieja, że popołudniu nieco się przejaśni, przynajmniej  prognoza tak zapowiada.

No to co, życzę jednak przyjemnej niedzieli, może uda się jednak  dzisiaj chwilkę chociaż pospacerować ?????

dzisiaj mamy cudowną sobotę

 

 

 

Po wczorajszej wieczornej burzy powietrze zdecydowanie się orzeźwiło i można oddychać całą piersią.Dzieciaki już na polu zabaw od rana szaleją, już słychać ich wesołe pokrzykiwania. Nie jest wcale tak źle, jak przypuszczałam, te dziecinne głosy są nieco jednak przygłuszone, nie ranią moich uszu.
Ot, taka krzątania za oknem, ale żebym z tego  powodu musiała siedzieć przy zamkniętym oknie?
Nie wiem, kiedy te uroczystości w Parku maja się rozpocząć, przypuszczam, że około południa, pewnie pójdę potem tam zaglądnąć.
Za to jestem troszkę zawiedziona, zawsze w Parku „urzędowały: traki, z których powstawały wspaniałe stoiska, gdzie można by było się posilić, kupić wiejski chleb, dżem, sok, czy jakieś słodycze, no i oczywiście wspaniałe lody i inne przysmaki.
Tylko……  to miejsce, gdzie te samochody stawały jest teraz zarezerwowane przez plac zabaw i wątpię, żeby jeszcze wygospodarowali dla nich podobny plac. Szkoda, bo to była jednak bardzo miła tradycja. A może po prostu z mojego okna już nie widać żadnych stoisk, może jednak gdzieś tam się rozpostarły i czekają na miłych gości??? Szczególnie w tak uroczystym dniu, jakim jest oficjalne otwarcie Parku miałoby ich zabraknąć?
Nie, koniecznie muszę iść na zwiady, jutro wszystko dokładnie opiszę. Przecież wprost grzechem by było  mieszkając na ulicy sąsiadującej z parkiem  nie brać udziału w takiej uroczystości, prawda?
No i koniecznie muszę sprawdzić, czy kaczuszki już zamieszkały w stawie koło wyspy.
W każdym razie dzieciaczkom wcale nie przeszkadza brak stoisk, chociaż podejrzewam, że niejedno z nich na pyszne lody by się skusiło.
Dzisiaj mam przynajmniej zakupowy luzik, bo własnie dostałam dostawę z Tesco, musiałam kupić wodę mineralną, która już mi się kończyła, to przy okazji jeszcze inne wiktuały zakupiłam. Pozostaje tylko mi kupić   kawałek dobrego chleba w Avitexie i…. mogę sobie po parku pohulać. Szkoda tylko, że Pokemony są takie leniwe i nie bardzo chcą tam przychodzić.
Politycznie nie będę się dzisiaj wyrażać, bo zresztą i po co, jedno wiem na pewno, najbliższa przyszłość zapowiada się…nieco rewolucyjnie, ale poczekajmy z ocenami.
No to się nie rozpisuję za wiele dzisiaj, bo zaraz będę na spacer się wybierać, chociaż… troszkę mnie martwi, że słonko coraz częściej za chmurki się chowa….. Ale na szczęście mieszkam tak niedaleko, że nawet gdy zacznie zapowiada się na jakieś deszczowe opady, zdążę w porę umknąć przed całkowitym przemoczeniem.
Życzę przyjemnej soboty, pewnie gdzieś tam jest cudowna pogoda…..