Opuszczam się trochę w tym moim blogu, ale o czym tu pisać gdy wciąż dzieje się to samo???
Od wczorajszego popołudnia mamy w miarę dobrą, bo słoneczną pogodę, więc wykorzystałam ten fakt i poszłam sobie wczoraj spacerkiem z pracy na przystanek autobusowy, co niestety potem wieczór odpokutowałam – odczuwałam taki wielki ból kręgosłupa, który promieniował przez biodro aż do stóp, a lewą stopę już całkowicie mi wykrzywiło. Ten skurcz trwał dobrych kilka minut i był naprawdę nieznośny, dobrze, że mieszkam sama i nikt nie musiał słuchać mojego skowytu „boli, oj boli”.
No cóż, jak widać nikt i nic mi już pomóc nie może i ten ból niestety do końca moich dni będzie mi towarzyszył, nieco łagodzony zabiegami pana Bartka, ale niestety nie jest możliwe całkowite jego zniwelowanie.
Jednak taksówkarska korporacja Bolt, czy Uber trochę na mnie zarobią, oj zarobią.
Trudno, ale jakoś muszę się przemieszczać, przynajmniej wtedy, gdy kręgosłup i nogi mi odmawiają posłuszeństwa.
Kotek nadal jest u mnie i czuje się co raz bardziej pewnie, dzisiejszej nocy trochę rozrabiał i mnie budził, a teraz udaje niewiniątko i smacznie śpi, oczywiście na mojej kanapie.
W Tatrach halny wiatr wieje, nawet jedna turystkę zmiotło ze szlaku i TOPR-owcy musieli jej udzielać pomocy, ale to własnie ten wiatr przyniósł nam to ocieplenie.
To tyle mego słowa na sobotę, mam nadzieję, że jest ona dla Was przyjemna, szczególnie dla grzybiarzy, bo ich podobno wciąż jeszcze wiele w lasach się pokazało.
Do jutra