ach ta magiczna środa! Ach te magiczne róże

A dni sobie wcale nie pomalutku płyną i znów środę mamy.
Wydaje mi się, że przez to, że te dni są co raz krótsze te środy jakoś szybciej teraz następują.
Ale powinnam z tego przecież się cieszyć, bo to jest przecież świąteczny dzień dla Uli i dla mnie.
Widzisz Uleczku, opadają już listki, ale nadal wesołe motylki swoimi skrzydełkami te różyczki urozmaicają. Tak, własnie takie urozmaicone i kolorowe powinno być Nasze życie, mimo, że plucha i szarość za oknem optymizmem nas raczej nie napawa. Nie można się poddawać ani pogodzie, ani niestety coraz bardziej szerzącej się epidemii, trzeba tylko wzmocnić swoją ostrożność.
I mimo, że deszcz pewnie ogranicza Twoje codzienne spacerki, ale wiem, że kto jak kto, ale Ty Uleczku nigdy się nie poddajesz, szczególnie, że jak pisałaś na sanatoryjny turnus się już szykujesz.
Mam nadzieję, że przyniesie Ci on dobre, zdrowe zabiegi i oczywiście wspaniałe towarzystwa.
No cóż, nie każdy miał takie szczęście jak ja, że akurat w tak pięknym czasie przyszło mi w Kudowie spędzić swój leczniczy czas, a pomyśleć, że jeszcze śmiałam nie wiem czemu narzekać……
Ale kiedyś Aniołki skończą już to wielkie swoje pranie w niebie i te jesienne pluchy ustaną, a jesienne słonko rozpromieni i Twój pobyt w Cieplicach i tego Ci właśnie życzę, chociaż tak dokładnie nie wiem, kiedy ten Twój wyjazd ma nastąpić.
Wszystkiego dobrego Uleczku na teraz i na potem, niech wesoło Ci ten jesienny czas płynie.

Wczorajszy dzień był rzeczywiście paskudny, calutki dzień padał sążnisty deszcz. Oczywiście byłam, jak na wtorek przystało, u pana Bartka i odebrałam solidną porcję terapii (ale mnie wczoraj bolało!!), ale potem już było lepiej. No może z wyjątkiem nocy, bo mój bark wielokrotnie, mimo masażu, solidnie mnie bolał i nawet budził mnie ze snu. Ale ta nocka na szczęście już za mną.
Konsultowałam się z panem Bartkiem względem tego wózeczka z podpórka i mimo, że myślałam, że on pochwali tę decyzję, jednak trochę się zdziwiłam, gdy wyraził on swoją dezaprobatę w tej materii.
Stwierdził, że jeszcze stanowczo jest za wcześnie na to, żebym musiała podpierać się wózeczkiem, bo po prostu się do niego przyzwyczaję i moje mięśnie całkowicie się rozleniwią. Mam chodzić tak jak do tej pory, ćwiczyć mięśnie chodząc wyprostowana, z głową do góry, a do zakupów ma mi wystarczy taki wózek do ciągnięcia , jaki zresztą posiadam,
No nie wiem, pewnie ma rację, w każdym bądź razie skoro pan Bartek wierzy, że dam sobie radę, czy mogę mieć inne zdanie??? Muszę walczyć ze swoimi słabościami, póki się da, zresztą teraz pewnie ze względu na pogodę nieco sobie ze spacerkami odpuszczę, bo trudno przysiadać, gdy boli kręgosłup na mokrej ławce, by dać mu trochę wytchnienia. Zresztą przy takiej łzawej pogodzie te reumatyczne bóle częściej się pokazują i do tego niestety muszę się już przyzwyczaić.
Dobrze, że przynajmniej APAP mi pomaga i trochę ból uśmierza.
A Własnie a propo’s Apap, zastanawiałam się, czy własnie przez to, że go dosyć regularnie zażywam, omija mnie ten koronowirus, przecież w pierwszej fazie leczy się go własnie paracetamolem, który działa przeciwzapalnie, przeciw gorączkowo i przeciwbólowo – prawdziwe panaceum na wszystkie choroby?
Ale i tak uważać muszę nadal, najgorzej jest z tym dezynfekowaniem rąk, no i oczywiście aparatu, ciągle o tym zapominam, koniecznie muszę wdrożyć ten zwyczaj, przynajmniej w pracy, mam tam przecież dostępne środki.
Niestety nadal zachorowalność jest olbrzymia, codziennie przybywa sporo nowo zarażonych osób, a groźne jest nie tylko samo przechodzenie tej choroby, co później następujące po nim komplikacje, które mogą za człowiekiem ciągnąc się przez długie lata.
No proszę, taki pan minister Szumowski, niby lekarz, ba nawet z profesorskim tytułem, a dosyć lekceważąco podszedł do swojej choroby i teraz musi ponosić tego konsekwencje długim procesem leczenia, a jakie pozostawi to następstwa, nie wiadomo.
Tak w ogóle wygląda na to, że pisowcy nadal nie zdają sobie sprawy z wagi tego problemu i dosyć lekko do sprawy podchodzą, przy tym do tego wykazując olbrzymią arogancję, chociażby można by przytoczyć słowa Sasina i Schreibera, wstyd, że tacy ludzie chcą nami zarządzać, a Polacy na to im wciąż pozwalają.
Strach też pada, gdy człowiek słyszy słowa, które wypowiadał ostatnio do Gazety Polskiej „nad naczelnik Polski” – on po prostu chce nas wyprowadzić z Unii, bowiem nie zgadza się, żeby nam ktokolwiek narzucał prawa, na które zresztą sami się zgodziliśmy do Unii przystępując.
Dla Kaczyńskiego jest ważna jedna zasada „PRAWO TO JA” i siłą chce to wymusić nie tylko na Polakach, ale również i na demokratycznej Europie, która się zdecydowanie autorytaryzmowi przeciwstawia.
No nie wiem, czy jednak uda mu się wyprowadzić nas z Unii, bo jednak zdecydowana większość Polaków ją popiera i mimo szerzącej się przez epidemii eurosceptycyzmu nadal Polacy nie widzą Polski poza Europą.
Taka próba próbowania wyprowadzenia nas z Europy może być początkiem końca pisowskiej wszechwładzy, w co mimo wszystko bardzo wierzę, bo w końcu musi przyjść moment, że coś się w Polakach przełamie.
Zobaczymy, jak się dalej sprawy dla Polski potoczą, na razie nie jest kolorowo…..
Dzisiaj wstał znów ponury dzionek, ale przynajmniej nie pada deszcz i jest jakby ciut cieplej.
A ja wciąż za słonkiem i za parkiem tęsknię…
Miłej środy życzę