…. dzisiaj tylko jedna, ale też piękna róża – dla Uleczki, bo dzisiaj przecież jest środa.
Trzymaj się Uleczko w ten ciężki cowidowy czas i uważaj na siebie.
Martwię się tylko, że Twój wyjazd do sanatorium, na który tak czekasz, może być odwołany, bo niestety historia covidowa jest wciąż rozwojowa.
Oby nie, ale nawet jeżeli tak się stanie, to pewnie kiedyś doczekasz się tego wyjazdu, może akurat nastąpi on w nieco odpowiedniejszej porze roku, nie w listopadową szarugę, a na przykład w piękny wiosenny lub letni czas? Kiedyś przecież ta zła bajka o złym Smoku Covidzie musi się skończyć.
I tego własnie Ci Uleczku życzę. Tego i jeszcze trochę słonka dokładam do moich życzeń, chociażby takiego, jaki wczoraj nas w Krakowie rozweselał, zrobił się przez to bardzo przyjemny, acz bardzo niestety już krótki dzień.
Gdy wyszłam wczoraj z Rehabilitacji (oj, bolało wczoraj, bolało!!!) postanowiłam odwiedzić fryzjera, który był w pobliżu. Na szczęście nie było klientów i się „załapałam” na strzyżenie, musiałam to zrobić, bo grzywka już mi do oczów wchodziła. Wyglądałam jak czupiradło, bo moje włosy, a szczególnie właśnie grzywka, okropnie szybko odrasta i staje się wtedy nieposkromiona, każdy włos biegnie w inna stronę.
Podejrzewam, że nawet pani z kosą by się mnie przestraszyła, co może nie byłoby takie nawet złe, bo pewnie nie chciałaby nawet mnie zabrać ze sobą, chociaż wcale jej nie wypatruję, jeszcze nie!!!!
W tym samym bloku był też taki mały sklepik osiedlowy, gdzie kupiłam sobie owoce , zamówiłam potem Bolta i gdy wróciłam taksówką do domu już zmierzchało.
No tak, o 18 było już prawie całkiem ciemno, pomyśleć, że za tydzień zmieniamy czas na zimowy i ciemność ogarniać nas już o 17 będzie.
Nie cierpię, gdy się tak szybko robi ciemno, bo jakoś mam zakodowane w głowie, że gdy jest ciemno to trzeba już iść spać. A jak tu o 18 zasypiać, to co potem w środku nocy miałabym zrobi, gdybym się obudziła??
Muszę przyznać, że wczoraj wieczorem miałam jakąś depresję, po prostu zaczęłam się bać tego, co się w około dzieje.
Na pewno wiadomość o śmierci ulubionego aktora , odtwórcy znakomitej komediowej roli pana Boczka – Dariusza Gnatowskiego też na mnie zadziałała deprymująco. Boże, w sumie jeszcze w pełni życia, zawsze uśmiechnięty człowiek nagle przegrał wojnę z okropnym wirusem, mimo natychmiastowej pomocy w jednym z krakowskich szpitali niestety nie udało się go uratować.
Wirus szaleje jak oszalały, pani z kosą zbiera żniwa, niestety nawet wśród osób młodych, a to jest już przerażające.
Ale nasz rząd niestety nadal uważa, że w sumie nic takiego złego w Polsce się nie dzieje, ot, umierają ludzie, tak jak zwykle to bywa, jedni na grypę, inni wpadają pod samochód……
Ciężkie czasy na nas teraz nastały i co gorsze, ludzie wpadają w coraz większa depresję, jeszcze większa niż ta, która panowała w Polsce na początku epidemii.
Czuję się, jakbym taplała się w jakimś upiornym błocie, z którego chce się uwolnić, niestety moje nogi nadal tam grzęzną……
Do tego jeszcze dochodzi ten polityczny marazm, ta jesienna aura – wszystko to jest mieszanką niekorzystną dla mojego jestestwa.
Zastanawiam się tylko, co będzie z Gwiazdką tego roku, czyżbym z powodu epidemii miała ją spędzać w samotności? Co to za Święta Bożego Narodzenia bez Wigilii, smażonego karpia, bez prezentów, a szczególnie bez tej rodzinnej atmosfery.
Nie wyobrażam sobie takich Świąt bez tej całej wspaniałej oprawy, może jednak coś na lepsze się zmieni, wszak jeszcze przed nami 2 miesiące, może trochę ten wirus ustąpi, przynajmniej na tyle, żebym mogła do Modlnicy pojechać na te parę dni?
Ale jednak bezpieczeństwo Rodziny jest najważniejsze….. no zobaczymy.
A na dzisiaj życzę chociaż troszkę słonka, które nawet zapowiadają i jakiejś optymistycznej nadziei, której jak widać ostatnio mi zabrakło. Ale może i to się zmieni?
Miłej środy