no i znów poniedziałek

 

                       

 

Im człowiek starszy tym gorzej po weekendzie się zbiera.

Mam poczucie, że jestem bardzo zmęczona i bardzo chora, wszystko mnie boli, od głowy

poprzez brzuch, kręgosłup, aż po ostatni paluszek u rączki i u nózki.

A to już niestety oznacza …starość, nie da się ukryć.

Ale ciekawe, że takich bóli nie czułam wcale, gdy byłam w Ustroniu.

Ale teraz jestem w Krakowie i sobie narzekam, a co, nie wolno mi?

Ale trzeba się zbierać do kupy, bo w ten sposób rzeczywiście w jakąś wielka chorobę

tylko się wpędzę. Wmówię sobie, że jest źle i uwierzę.

A zawsze byłam wyznawcą idei ” myśl pozytywnie.

A za oknem piękna wiosna, więc szkoda chorować, prawda?

No właśnie, przez weekend jakos chłodnawo było, a dzisiaj od rana już jest bardzo ciepło

i bardzo słonecznie, jaka ta pogoda niesprawiedliwa.

Chociaż z innej strony, co mi po pięknym słonku w weekend, skoro i tak nigdzie nie wyjeżdżam

Może się to zmieni w lecie, ale…musiałabym coś w tego lotka trafić, a jak widać wcale w grach

liczbowych szczęścia nie mam.

No właśnie: w lotka szczęścia nie mam, w miłości szczęścia nie mam, to gdzie to szczęście

odemnie uciekło???

To jest tak jak w tym porzekadle, że gdy człowiek urodzi się pod stołem, nigdy na ten stół się

nie wdrapie, chociażby bardzo wiele razy próbował.

Ale nie powinnam narzekać, bo wielu ludziom jest jeszcze gorzej niż mnie, co prawda

mało to pocieszające ( bo niby czemu ludziom  ma być źle), ale zawsze jakis punkt odniesienia

sobie można znależć.

Okropnie marudzę w ten poniedziałek, zamiast cieszyć się życiem, popadam w jakiś

marazm. Koniecznie trzeba to odmienić.

O polityce na wszelki wypadek dzisiaj  nic nie napiszę, bo mój pesymizm osiągnął by wtedy

kompletne dno,  ja oklapłam, za to Jarek znów odżył i opowiada nam bajki.

Ostatnio stał się znawcą od oświaty, przekonuje nauczycieli czego i jak dzieci powinni uczyć.

Zupełnie Jarek zapomniał, jakiego to świetnego ministra oświaty ongiś powołał, który narobił

tyle dziwnych rewolucji w oświacie, że trudno było  to potem odkręcić.

Koniec, więcej w polityczne dewagacje, przynajmniej dzisiaj się nie wciągam.

Niech sobie te wszystkie Jarki i Donki świetnie się kłócą, co mi tam, ja i tak nic nie zmienię,

nawet nie jestem przekonana, czy mój oddany w wybory głos zdoła cokolwiek odmienić.

Tylko stwierdzić mogę, że nasz premier coraz bardziej ma ” pod górkę”, ostatnio naraził

się kibicom piłkarskim, więc teoretycznie  sporo  głosów mu na pewno odpadło, zaczynam

coraz bardziej ciemno to wszystko widzieć.

No masz, znów pesymizm na mnie usiadł, a kysz, idź ty lepiej Ewusiu do pracy, przestaniesz,

otoczona gronem miłych ludzi, przynajmniej narzekać.

No to życzę miłego poniedziałku wzystkim, uśmiechnijcie się tak, jak ja do Was sie uśmiecham,

z nadzieja na lepsze jutro 🙂

P.S.Panie  Kawusia! Twoje  wierszowane komentarze zawsze wprowadzają mnie w doskonały

humor- dziękuję

 

Maj miesiąc kwitnących bzów

                                      

 

Ach jaki to piękny i pachnący bzem  i innym kwieciem miesiąc.

Kiedyś pani Maria opowiedziasła mi taką historyjkę.

Otóż właśnie w maju na moment otworzyło się niebo i całe jego piękno na ten moment własnie

przedostało się na ziemię.  Ale chwilkę potem wrota niebios zostały na nowo zatrzaśnięte i są

dostępne tylko dla tych, którzy na nie załigują.

Wniosek : czy nie należy jednak tu na ziemi żyć przez tą chwilę  zgodnie z Bożym zamysłem,

by potem całą wieczność podziwiać piękno, które dla nas jest przygotowane?

Jeżeli by tak człowiek przeanalizował dokładnie dekalog, który nam Bóg objawił, nie są

to jakieś bardzo trudne warunkiu do spełnienia. Wręcz przeciwnie, ułatwiają nam

współistnienie w tej naszej ziemskiej rodzinie,pokazuje drogę, którą wspólnie powinniśmy

kroczyć, aby każdy tutaj na ziemi czuł się też szczęśliwym.

Wcale nie zamierzam tutaj robić jakiegoś teologicznego wykładu, to są  tylko takie moje

majowe przemyślenia ………

Bo każdy człowiek chce czuć się szczęśliwym, radosnym  jakoś nie koniecznie myśląc

o tym, co nas potem, po śmierci czeka.

A czym jest szczęście? Każdy ma inna miarkę dla spełnieniatego  tego pojęcia.

Dla jednych jest to zgodne rodzinne życie, radość z posiadania dzieci, dla innych

posiadanie majątku, jeszcze innych czerpanie radości z codzienności życia.

A dla mnie o jest szczęściem?

To, że mam rodzinę, któa jest nieco dalej co prawda, ale w razie potrzeby mogę na

nią zawsze liczyć, to nieliczne co prawda, ale grono przyjaciół, to radosć, ze mogę

rano wstać i chociaż często gdzieś coś mnie kłuje, strzyka, moge pojechać do pracy

i przenieść się w świat pełen ludzi. Chociaż przyznam, że bardzo jestem szczęśliwa nawet

wtedy, gdy jestem też  sama – nigdy się nie nudzę.

O,j coś mnie na filozoficzne rozprawki dzisiaj bierze, a przy sobocie ( po robocie) miło powinien

być spędzony czas.

Więc dłużej nie zanudzam, życząc pięknej soboty, bo taką właśnie piękna sobotę nam

zapowiadają, niedziela zresztą też ma byc piękna.

No to dobrego weekendu

 

 

 

To

BIAŁY BEZ I CYKADY

                                                                               

Biały bez jest najpiękniejszy.

Piękny jest w maju, ale jeszcze piękniejszy jest w ….grudniu.

Tak, tak, właśnie nie pomyliłam się, chodzi mi o ten zimowy miesiąc, gdy bez już na pewno nie

kwitnie, a jednak….

Mam z nim takie bardzo miłe wspomnienie.

Dawno, dawno temu….. no nawet rzeczywiście bardzo dawno temu, gdy jeszcze byłam

szczęśliwą studentką, obchodziłam jak zwykle swoje imieniny 24 grudnia.

Ponieważ wiadomo, że jest to Wigilia, więc dla moich znajomych urządziłam je dwa dni

wcześniej.

Miałam wtedy dwóch amantów, Jasia, którego traktowałam jako fajnego kumpla,

oraz Czesia, w którym, co tu mówić, się podkochiwałam.

Ponieważ obydwoje studiowali wraz ze mną, obydwóch  zaprosiłam na  tą swoją imieninową

imprezę.

Czesiu co prawda zapowiedział odrazu, że nie przyjdzie, ale Janek przyjął zaproszenie

bardzo ochoczo.

Cóż, nie zdawałam sobie tak do końca sprawę , że Jasiek nie traktował mnie tylko jako swoją

koleżankę, po prostu żywił do mnie jakieś większe nieco uczucia i trochę był o Cześka

zazdrosny. No, ale serce nie sługa, prawda ?,  cóż poradzić, że moje serce żywiej właśnie dla

Cześka biło.

No ale wracajmy do rzeczy.

O odpowiedniej godzinie zadzwonił dzwonek u drzwi, otworzyłam, a w progu stanął

Janek z …….. pięknie ubraną gałązką białego bzu.

Oniemiałam, naprawdę zabrakło mi tchu na to cudo, które zobaczyłam w jego ręku.

Biały bez w grudniu!!!!, no, trzeba przyznać, że chłopak bardzo się postarał.

Nie były to wszechobecne o każdej porze roku  na przykład róże, ale biały bez.

I przyznam, że nigdy już później nie widziałam w grudniu tak pięknej gałązki bzu.

Pewnie jesteście ciekawi, jak skończyła się ta historia?

Otóż tego wieczoru czekała mnie jeszcze jedna miła niespodzianka, miła i radosna zarazem.

Chwilę potem znów zadzwonił  dzwonek do drzwi, a w nich stanął…Czesiek.

A jednak przyszedł, przełamał swoją nieśmiałość i przyszedł.

Co prawda bez kwiatów, ale jego obecnosć wynagrodziła mi wszystko!!!

Trzeba tu przypomnieć, że byliśmy wtedy studentami i dostęp do jakiejkolwiek fortuny

był bardzo ograniczony. I właśnie to było przyczyną, że wpierw odmówił przyjścia na

 moje imieniny, ale jednak  przemyślał sprawę i uznał, że kwiaty, czy prezent to nie wszystko,

co jest najważniejsze, ważna jest jednak osoba.

To były jedne z moich najwspanialszych imienin w życiu, szczególnie, że właśnie w ten wieczór

po raz pierwszy pocałowliśmy się, czy może być coś piękniejszego, niż pocałunek ukochanej

osoby??

Ale cóż, byłam jeszcze wtedy taka młoda…….

Oczywiście los wszystkie te nici poplątał i co prawda byliśmy przez pewien czas z Cześkiem

parą, ale niestety miłość nie przetrwała nie tyle czasu, co nałogu alkoholowego, który

był dla niego jednak ważniejszy niż ja.

Byłam co prawda młoda, ale na tyle mądra, że powiedziałam : wybieraj, alkohol albo ja.

No i zgadnijcie, co wybrał?

Pewnego dnia przyszedł na rauszu, stanął w drzwiach, poczułam od niego woń  alkoholu

i…..  po .prostu zamknęłam mu drzwi przed nosem.

Ani jedna łza nie spadła wtedy z moich oczów, poczułam ulgę.

I wcale nie żałuję tego mojego kroku, cóż, życie pokazuje, że to jednak ja miałam rację.

Ile młodych, zakochanych kobiet w ten sposób przegarło swoje życie, wierząc, że on sie zmieni?

Jeżeli nie potrafi zmienić go miłość, to już niestety potem na żadne zmiany nie można liczyć.

Potem może być już tylko gorzej…….. Czułam  instynktownie, że dobrze zrobiłam.

Spotkaliśmy się przypadkiem po chyba 10 czy 15 latach, coż, nie mógł mi wybaczyć tych

zatrzaśniętych drzwi. Jednak  nałóg był silniejszy, właśnie po tych wielu  latach się

przekonałam, że był dla niego za trudny do  pokonania.

A Jasiek?

Wiem, że skończył ( w przeciwieństwie do mnie i do Cześka) te studia geologiczne, ożenił się,

też go kiedyś przypadkiem spotkałam kilka lat temu i…nie poznałam. Przypomniał się, chwilkę

porozmawialiśmy  i każdy poszedł w swoją stronę.

Pozostały mi wspomnienia, nie tylko nie miłe, bo sporo było wesołych chwil, nieraz się jeszcze

do nich uśmiecham.

A cykady ??

Wracam wczoraj wieczorkiem  do domku, po pracy, grzecznie, a tu okazuje się, ze rodzinka już

zjechała z zagranicznych wojaży.

Nie wiedziałam, czemu koniecznie mnie wysyłają do łazienki, ale w końcu tam poszłam.

Zaświeciłam światło w łazience i po chwili zaczęło mi coś w łazience gwizdać.

Zgasiłam światło, odgłos zginął, zapaliłam, znów zaczęło się to gwizdanie.

Nie mogłam się zorientować skąd ten głos dochodzi i ździwiona Monice opowiedziałam o tych

dziwnych dwiękach, ale po chwili po jej minie zorientiowałam się, że ona miała coś do czynienia

z tym grającym urządzeniem.

No i zgadłam. Okazało się, że gdzieś w łazience ukryli mi pudełko z niewielką cykadą, która pod

wpływem światła gwiżdże. Ot, to  taki mały souvenir dla mnie 

Oczywiście nie ujawnili miejsca kryjówki, ale ja i tak  ją znajdę.

Już wiem przynajmniej czego mam szukać, bo  Monika pokazała mi podobne pudełeczko

 z taką grajacą cykadą. Narazie przyznam, że jest dobrze ukryta.

W sumie miła niespodzianka.

A kto  nie lubi niespodzianek ??????

Nawet jeżeli gwizdżą.

Czy zauważyliście, że już niespostrzeżenie znów weekend się zbliża?

Bo fakt, ten tydzień był o wiele krótszy, dla niektórych nawet dwa całe dni krótsze, bo

byli tacy szczęśliwcy, którzy w poniedziałek też  nie pracowali, podczas gdy ja musiałam

szkolić się w zakresie kasy fiskalnej.

Ale przydała mi się taka wiedza, bo potem z całkiem dumną miną mogłam szkolić

innych ( tych poniedziałkowych leniuchów!!!!) – właściwie to powinnam wystąpić o jakąś

stosowna premię, tylko nie wiem do kogo, czy do mojej dyrekcji, czy do tych od kasy

fiskalnej, którzy mieli wszystkich przeszkolić.

Ha, ha, oczywiscie żartowałam, przy piątku można już sobie pozwolić nawet na takie

niewinne żarty prawda?

Miłego piątku i miłego całego weekendu  wszystkim życzę.

Słonka i ocieplenia, bo narazie brrr, dosyć chłodny wiatr sprawia niemiłe niespodzianki.

Dziękuje za liczne odwiedziny i za komentarze, szczególnie panu Kawusi, który wszystko

co można wierszem ogarnia, moje uznanie panie Kawusia, uśmiech dla Pana 🙂

 

 

 

Kabel

               

Niby nic takiego, zwyczajny kabel, a jakie złe skutki przynieść może?

Znów aparat rtg jest popsuty. To znaczy na wpół zepsuty, bo nie możemy robić  badań

kontrastowych, za to drobne zdjęcia tak.

Znaczy to, że doznaje zaszczytyu bywania w pray codziennie, ale mogę wykonywać tylko

niektóre zdjęcia i znów tłumacz ludziom, czemu te zdjęcia mogę, a tamte nie moge robić.

Co za złośliwy chochlik, znów przegryzł ten kabel, a ja tak codziennie do niego przemawiam

słodko: a to witaj mój drogi aparaciku, dziękuje, że ladnie pracowałeś, do jutra mój mały.

No i masz, myślałam, że go ułaskawiłam, a jednak nie do końca.

I kto mi teraz powie, że to nie prawda, że każde urządzenie swoją własną duszę posiada?

Nawet czasami wydaje mi się, że widzę jak swoim kosym  oczkiem  do mnie mruga i mówi :

dzisiaj będzie dobrze, a czasami mówi, eee, dzisiaj nie chce mi się pracować.

No i co wtedy z takim uparciuchem robić?

A tak na serio to się złoszczę, bo znów potem spiętrzą się nam te badania kontrastowe,

a dosyć ciężko wtedy nadrabiać zaległości.

No zobaczymy, jak długo teraz będziemy musieli czekać z tą naprawą.

A co tam panie w polityce?

PIS chyba zrozumiał wreszcie, że słowną  agresją niewiele zdziałają i wyraźnie złagodnieli.

Ostatnio nawet mędrka Rogalskiego na drogę zdrowego umysłu chcą zawrócić, potępiając

obłędną teorię rozpylonego helu podczas smoleńskiej katastrofy.

No cóż, nie tędy droga, bo Polacy mają już dosyć wszelakich zamachowych teorii i jednak ktoś

tam czasem w Pisie nawet pomyśli, zastanawiam się tylko kto, bo jakoś do tej pory wszyscy

jednym wściekłym językiem gadali.

No cóż, muszą też i Jarka na jakąś krótszą smycz wziąść, bo ten znów może coś jęzorem

chlapnąć i cała misterna, koronkowa wprost zmiana imagu Pisu w łeb weźmie.

Dlatego coraz mniej słyszymy wypowiedzi tej partii, no czasami jeszcze Rysiu z jakąś mądrą

myślą się wychyli, ale on musi od czasu do czasu się pokazać, pewnie wszyscy by inaczej

zapomnieli o jego istnieniu.

Narazie problemem numer jeden w Polsce jest wojna z kibolami.

Cóż, rzeczywiście trudny to jest problem do rozwiązania, bo właściwie

to kibole wypowiedzieli tą wojnę, niszcząc wszystkko co się da, czują się bezsilni.

A wystarczy połapać kilku takich i wsadzić do kibla na jakieś 5-6 lat  o chlebie i wodzie i

codziennie do kamieniołomów do pracy pogonić.

Tylko łatwo się to mówi ( pisze ) z pozycji wygodnego fotela.

Można by się zastanowić nad tym, jakiego pokroju są to ludzie – to zwykli chuligani, którzy

uzbrojeni w kije besbolowe bezkarnie biegaja sobie po ulicy, nie uczący się, nie pracujący,

żyjący z kradzieży i rozbojów, Wyżywają się na murawie, ale nie tylko, ile ostatnio słyszeliśmy o

napadach na ulicy  tych pseudokibiców na zwyczajnych przechodniów.

A może objąć jakimś specjalnym programem wychowawczym  taką młodzież, wcielić ich

do specjalnych jednostek wojskowych, gdzie dostaną taki  dyscyplinarny wycisk , że odechce

im się innych ekscesów. Może to żle, że jednak zostal zniesiony obowiązek służby wojskowej,

bo codzienna dyscyplina, ćwiczenia i praca fizyczna wyraźnie wyciszyłaby agresję w takich

ludziach.

Nie wierzę, żeby państwo nie miało odpowiednich narzędzi do opanowania tego agresywnego

rozpasania.

To takie dzisiejsze moje przemyślenia.

Młodzież licealna nadal przeżywa swój pierwszy większy egzamin życcia – dzisiaj zdają

matematyke, brrrr, koszmar! Trzymam za nich kciuki.

Miłego dnia, do weekendu coraz bliżej…..

Do powrotu wiosny też!

 

 

 

 

zagadka

                         

Kto mi odpowie: jaką właściwie porę roku mamy?

U mnie w Krakowie jest nadal wiosna, co prawda chłodna, ale słoneczna, chociaż deszczykiem

wczoraj podroszona. No, nie deszczykiem, tylko deszczem, ale na szczęście bez tych białych

płatków z nieba lecących ( i nie mam wcale pierza na myśli)

Ale gdy patrzę na TV i oglądam obraz z nie tak znowu odległej od nas Częstochowy , oczy

przecieram ze zdumienia: Oni mają regularną zimę.

No, nie tylko oni, właściwie to cała prawie zachodnia Polska śniegiem stoi, a raczej leży, bo

nie wiedzieć czemu, nagle drzewa się powywracały, pozrywała przewody  i wiele domostw

pozbawionych została prądu.

Mieliśmy zimę mniej więcej prawie pół roku ostatnio, były mrozy i opady śniegu, ale ten

wcale takich nie przynosił strat, jak ostatnio.

Dziwne to zaiste zjawisko, zupełnie jakbyśmy nigdy zimy nie mieli i nagle śnieg

takie niezrozumiałe szkody poprzynosił….

A ponieważ jestem przekorną osobą, dzisiaj „namalowałam” Wam całkiem słoneczne

kwiatuszki, szczególnie, że  to śnieżne zawirowanie ma być już ostatniim zimowym akcentem

(przynajmniej) tej wiosny.

Dzisiaj dla części młodzieży całkiem ciężki czas życiowej próby. Dzisiaj rozpoczęły się matury.

Nasz Staś też dzisiaj ją zdaje ( a dopiero co miał 6 lat, jak ten czas leci…..).

Trzymaj się Chłopie, jakoś to będzie, będę dzisiaj i jutro i jeszcze potem o Tobie myślała.

Wspominam przy okazji swoja maturę, kiedy to było???Chwila, moment, przecież już

minęło …. 44 lata.

Ładny, Mickiewiczowski czas, a imię jego czterdzieści i cztery.

Na szczęście już dawno nie śniła mi się moja matura i całe szczęście, bo przeważnie był to

koszmarny sen : unieważnili moja maturę i musiałam ją zdawać raz jeszcze, ale oczywiście

 nie posiadałam stosownej wiedzy,  brrrr, budziłam się wtedy zawsze spocona z

emocji, ale jakże szczęśliwa, że to był tylko sen.

Minął czas odpoczynku i czas świętowania i trzeba wrócić do realnego życia.

I jak ktoś świetnie w komentarzach zauważył, był to taki miły czas, bez tego, a Kaczyński

powiedział, a Błaszczak czy Brudziński czy inny Czarnecki ustosunkował się do wypowiedzi

premiera, prezydenta, czy kogoś tam jeszcze.

A przecież tyle ważnych ( nie pisowskich) rzeczy w między czasie się działo : i wielki, huczny

ślub stulecia w Londynie, i wielka uroczystość beatyfikacji Ojca św Jana Pawła II,wczoraj wielka

uroczystość z okazji rocznicy Konstytucji 3 Maja ( radosne,wesołe okazało się to święto, na

szczęście czasami Polacy potrafią się jednak radować) Były też i mało przyjemne może

wiadomości o śmierci Osamy Bin Landena  Bo z jednej strony,  jak cieszyć się ze śmierci

człowieka, a z dugiej strony, był  on największym bandytą tego świata, więc uczucia moje były

tutaj ambiwalentne.

Może jednak można to  zdarzenie słusznie określić jednym zdaniem :

Sprawiedliwości stało się zadość.

Jedno może jest „śmieszne” w tej całej smutnej historii : wielu reporterów , nie tylko

w Polsce zresztą mylili Obamę z Osamą i często wynikało z ich wypowiedzi, że to prezydent

USA został zgładzony. Oczywiście sprawy zostawały na bieżąco korygowane, ale pewnie

nie jeden człowiek mógł szok przeżyć.

A Obama to teraz pewnie i 200 lat żyć będzie, skoro tak często ostatnio go uśmiercali.

Ale w tych wszystkich wydarzeniach nie było na szczęście miejsca dla formacji pod tytułem PIS

( no, może tylko było wspomnienie o ich niefortunnym powrocie z Rzymu  pociągiem, który

uległ awarii, ale takl wiadomość, to żadna wiadomość).

Czyli jednak PIS nie jest pępkiem świata ( a tak im się wydaje)!!!!

Ale, ale…..

Już zaraz, 10 maja, wszystkie swoje niepowodzenia odreagują znów pod Pałacem

Prezydenckim, wtedy nagle sobie przypomną miłośnicy  Jarka i Lecha , prawdziwi Polacy

oczywiście,  gdzie jest Polska, a gdzie jej nie ma.

Tylko jakoś na placu Zamkowym  wczoraj, w  wielkie święto Polski ich nie zauważono.

Widac inne święta niż pozostali obchodzą…….

Wiadomość z ostatniej chwili : TVN podało, że taka zimowa wiosna ma trwać tylko do piątku,

potem znów wiosna  powraca.

Przeczekamy, to już niedługo…

Miłego dnia, słonko świeci, to już jest dobrze, a że trochę chłodno…….

Grunt, że do zimowych botków wracać nie muszę.

Dzień świąteczny 3 Maja

                                     

 

Nie będę przynudzała z okazji dzisiejszego święta, kto chce sam sobie Wikpedie przeczyta i

wszystko o tym święcie się tam dowie

Nie mniej z patriotycznego uniesienia należy o tym dniu wspomnieć jako o bardzo ważnym

historycznym dla Polski święcie

Wszak do niedawna jeszcze ( bardzo  młodzi pewnie tego nie pamiętają) nie było jeszcze w

 naszym kalendarzu oznaczonego tego dnia jako świątecznego.

Za to świetnie pamiętam, gdy kazali nam ze szturmówkami w pochodzie kroczyć dwa dni

wcześniej , 1 Maja, a potem były wszędzie bardzo radosne pikniki z kiełbasą z rusztu i watą

cukrową w tle. 1 maja- dzień pracującej klasy robotniczej był symbolem radości dla wszystkich

pracujących robotników i nierobotników, ale jakże nam narzucany przez panujący rząd.

A dzisiaj każdy święci te dwa dni tak jak chce i to jest właśnie ta dobra strona demokracji.

Żadnego przymusu, żadnych pochwalnych pieśni, żadnego wymachiwania flagami.

Bardzo zmienia się nam ten świat, a teraz jeszcze przyszła obawa, co będzie dalej po śmierci

Osama Bin Ladena.

Podobno Talibowie są w posiadaniu bomby atomowej, którą mieli odpalić na wypadek śmierci

ich przywódcy. Jest to realne zagrożenie, które straszliwym  piętnem może  odbić się na całym

świecie, albowiem fanatyzm religijny ( nie mylić z prawdziwą wiarą) bywa nieobliczalny.

Takim fanatykiem był ongiś Hitler, który porwal miliony  niemców swoimi ideami

fix,doprowadzajac do straszliwych skutków.

Na szczęście znalazł się ktoś, kto potrafił ujarzmić to zło, ale zło w różnych większych, czy

mniejszych formach, zawsze się  niestety odradza.

Symbolem zła jest on : DIABEŁ, który wymówił Bogu posłuszeństwo i chce po swojemu ten

świat w krzywym zwierciadle  umieścić i pogrążyć w nieszczęściu.

Jedna odnoga szatańskiego pomiotu, Bin Laden, został na szczęście wyeliminowany, ale

zło jak ta Hydra potrafi się odnowiać, ożywiać swoje macki, którymi sięga tam, gdzie nie ma

uprawnień, ale według  wydumanych swoich fix idei, uzurpuje sobie prawa do narzucania

pozostałym swojej woli,  więc musimy być po prostu czujni.

Nie można pozwolić narzucać siłą  sobie czyjąś wizję świata i uznawać, że jest ona dobra, bo

tak właśnie ten „ON” nam ją określił i zafiksował.

A to dotyczy nie tylko tej dużej czy mniejszej polityki, to dotyczy każdego z nas osobno.

Nie można pozwolić dać się zniewolić, ale trzeba też bardzo dokładnie odnaleść tą granicę

między wolnością i anarchią i  starać się zachować umiar.

Niech się święci 3 maja, nich dzisiaj wszyscy radośnie się uśmiechają, ciesząc się z  wolnej

Polski, jaka by ona była, jakie  ciężkie warunki nam dyktowała, bo należy wierzyć, że

ciągle idziemy ku lepszemu, a radość powinna być na codzień naszą wizytówką.

Dosyć smutnych rocznic, martyrologii, tragicznych wspomnień.

Tak jak kiedyś powiedziała Barbara Niechcic ; są noce i dnie, ale bywają i niedziele…

Niech dzisiaj, w ten świąteczny dzień, też radość wszechobecna zapanuje.

Z wielkim patosem ten wpis świąteczny mi wyszedł – przepraszam

Niesprawiedliwość kontra sprawiedliwości

                                 

 

Oczywiście w moim mniemaniu, bo to że idę do pracy wydaje mi się niesprawiedliwe.

Ale gdy inni pracowali np w Wielki Piątek, ja odpoczywałam, a raczej podróżowałam.

Więc czy to jest naprawdę  taka wielka i niezasłużona  krzywda???

Pewnie, wolałabym dzisiaj siedzieć sobie spokojnie w domku, TV oglądać, na komputerku

pograć no i pospać sobie do woli, bo to ostatnie jakoś najlepiej w ostatnich czasach mi

wychodzi.

Ot tak po prostu, kładę się na kanapie, coś tam usiłuję w TV  oglądnącć i…już jestem w

objęciach Morfeusza.

Oczywiście tego legendarnego, bo o prawdziwym nie ma nawet mowy, nie dopuszczam takich

brzydkich myśli nawet do swojej głowy.

Inna sprawa, czy wtedy bym zasypiała???… chociaż kto wie, bo podczas ostatniej wizyty

Bardzo Ważnej Osoby słodko sobie zasnęłam, byłąm zmęczona i kręciło mi się w głowie po

 dwóch lampkach wina, no może trzech, czym szybko się rozgrzeszyłam.

Ostatnie dwa dni spędzałam  w cichości własnego super inteligentnego towarzystwa, czyli

wyłączyłam wszystkie telefony i udałam, że mnie nie ma.

Dobrze, wiem, że znów naraziłam się Bardzo Ważnej Osobie, ale czasami człowiek naprawdę

chce być sam, szczególnie, gdy rodzinka wyjeżdża precz i błoga  cisza ogarnia mieszkanie,

Boże, jak ja taką ciszę  lubię……..

Jednakowoż dzisiaj na kilka godzin owy spokój zmącić muszę, a w pracy czeka mnie dodatkowa

jeszcze atrakcja w postaci szkolenia obsługiwania kasy fiskalnej.

Ale przy całej mojej genialności na pewno dam sobie radę.

Miało nie być o polityce, a jednak będzie.

Władze Pisu wystąpiły do Władysława Frasyniuka z apelem, aby nie zgodził się na przyjęcie

tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia, a tytuł ten władze Wrocławia mają

przyznać…oczywiście, że Lechowi Kaczynskiemu.

Czy ja śnię?, czy w normalnym państwie mieszkam?

Myślę, że pozostawię to bez komentarzy, bo nawet moja koleżanka- wielbicielka Pisu, która jak

może broni wszelakich ich poczynań uzna (chyba) tą propozycję za wysoko niestosowną.

Ciekaw, kiedy Pis uzna, że skoro ich program równa się z zalożeniami Błogosławionego Ojca

św JanaPawła II Kaczyński też powinien ten tytuł otrzymać.

Ba, a może po co przyznawać Kaczyńskiemu  tytuł Błogosławiony.

On odrazu powinien być Świętym Męczennikiem Smoleńskim !!!!!!

Ale jakaś sprawiedliwość z niebios zstąpiła na ziemię: Wagon, którym podróżują Pisowcy uległ

awarii, zapaliły się w nim  hamulce i przez długi czas pisowcy pątnicy mieli okazję zastanowić

się w tym uwięziony, wagonie, bez prądu, nad swoimi butnymi i aroganckimi słowami, którymi

powitali włoską ziemię.

Tylko obawiam się, że oni są zbyt gruboskórni, aby cokolwiek pojąć, pewnie raczej znów

skladać się będą ku teorii spiskowo – helowej……..Zero z ich strony pokory.

Ale jak już kiedyś pisałam Bóg jest nie rychliwy, ale sprawiedliwy.

Dlatego też rano dzisiaj przywitała mnie wiadomość  o śmierci Osama Bin Landena, który

podobno zginął w Pakistanie kilka dni temu podczas ostrzeliwania  przez armię USA.

Jeżeli to prawda, to sprawiedliwość na świecie istnieje, tylko co dalej?

Czy jego następcy potrafią złożyć broń, czy w ramach zemsty zaatakują jeszcze bardziej

boleśnie?????

A swoją drogą Bin Laden miał tylu ( podobno) sobowtórów……….. czy to oby napewno

oryginał został na wielki uniicestwiony?

Właśnie w TVN – 24 pokazują konferencję pracową prezydenta Baracka Obamy, w którejj

śmierć tego wodza terrorystów potwierdził.

No dobra, koniec na dzisiaj plotek, przedemną bardzo ważne wyzwanie, albowiem dzisiaj, ku

przyznam, ogromnemu strachowi, otwieram przychodnię i muszę wyłączyć tego wyjca – tym

razem nikt mi nie pomoże, nie ma zmiłuj się, trzeba sprawnie samemu otworzyć przychodnię,

najlepiej by było, bez akustycznych wrażeń.  I oby mi się to udało!!!!!!

A wystarczy tylko wbić numer XXXX i wcisnąć  krzyżyk. .Proste, nie?

No to idę powalczyć.

Miłego odpoczynku tym, którzy dzisiaj po prostu  leniuchować sobie mogą.

SZCZĘŚLIWCY!!!

Beatyfikacja Jana Pawla II

OTO JEST DZIEŃ, KTÓRY DAŁ NAM PAN!!

                                             

Dzisiaj święto nie tylko dla Polaków,ale o dla wszystkich Katolików

W dniu dzisiejszym Jan Paweł II, polski Papież został wyniesiony na ołtarze

jako Błogosławiony.

Ten, któy chodził jeszcze nie tak dawno pomiędzy nami i głosił dobre słowo, głosił Ewangelię,

dzisiaj dostał się w poczet Błogosławionych.

Zaiste piękna to uoczystość, b. licznie ochodzona, na Placu przed Bazyliką zebrało się około

milion ludzi z całego świata, wielu Polaków.

Właśnie zastanawiam się nad słowami tych, którzy mówią, że dzisiaj trzeba tam być

Wielu z nich chciało poczuć raz jeszcze obecność Jana Pawła II, inni przyjechali dla Chrystusa, z

którym Jan Paweł II był bardzo związany i dla którego ważna była nie oprawa samej

uroczystości, a jego przewodnia myśl – wiara.

Wielu Polaków przyjechało tam, aby dać swiadectwo polskości naszego Papieża, chociaż

słusznie reporter zauważył, ze Jan Paweł II był Papieżem wszystkich katolików i w dniu

dzisiejszym tą Jego  swiętością musimy się podzielić

Ale czy naprawdę wszyscy?

Delegacja Pisu stwierdziła, że Jan Paweł II gi zasłużył sobie na to, żebu Pis izisiaj uczestniczył

w tej uroczystośći.

Nawet w takim dniu, jak dzisiejszy Pisowcy uzzurpują sobioe prawo wyłączności stwierdzajac,

 ustami Błaszczaka, że nauki Papieża są fundamentem  programu Pisu.

Ręce opadaja na tą butę i arogancję tej pisowskiej formacji, która nic co święte nie potrafi

uszanować.

To oni, pisowcy powinni być szczęśliwi, że Bóg dał im taką możliwość w uczestniczeniu w

dzisiejszej uroczystosci i powinni z tego wyciągnąć daleko idące wnioski.

Jan Paweł II uczył miłości, uczył pokory i zrozumienia dla drugiej osoby, czy to są naprawdę

fundamenty pisowskiej wiary?

Za kogo oni się mają, skoro uważają, że to Jan Paweł II zasłużył sobie na ich obecność???

Coraz bardziej obawiam się, że ich wiara z katolicką wiarą  nie ma nic wspólnego, oni uznają

swoja własną wiarę, co bardzo przykre, że właśnie w dniu dzisiejszym udowodnili i

przypięczętowali swoimi aroganckimi wręcz wypowiedziami.

Ale nie patrzmy na innych, patrzmy na siebie, bo każdy z nas w takim dniu poiwinien się nad

swoimi słowami i nad swoimi czynami pomyśleć, zastanowić się, co można w swoim życiu

zmienić na lepsze!

OTO JEST DZIEŃ, KTÓRY DAŁ NAM PAN

RADUJMY SIĘ WIĘC I WESELMY SIĘ W NIM