lekka poprawa humorku

Zapowiadają zmianę pogody. Dzisiaj w Małopolsce mają nastąpić bardzo intensywne opady deszczu.
Co prawda, jak na razie wcale się na to nie zanosi, niebo prawie bezchmurne ze świecącym centralnie słonkiem, ale kto wie, co będzie popołudniem?
W ogóle pogoda ma się zepsuć, w całej Polsce ma padać deszcz i ogólnie mówiąc będzie chłodno.
Współczuję sporej części mojej Rodzinki, która właśnie na Kaszuby się wybiera, bo jaka to przyjemność siedzieć gdzieś nad jeziorem, gdzie tylko pada?
Na szczęście jest tam sporo lasów, więc przypuszczam, że grzybobranie będzie bardzo obfite, czego serdecznie im życzę.
Dobrej pogody też im życzę, niech pomoczą sobie troszkę te swoje nóżki (i nie tylko nóżki) w jeziorku i niech odpoczywają pełną piersią przed nachodzącym całym następnym rokiem pracy.
Dla dzieciaczków to też już ostatnie dni wytchnienia, jeszcze tylko trzy tygodnie pozostało do czasu, gdy pierwszy szkolny dzwonek znów zabrzmi.
A co ze mną? Dostałam spora reprymendę za wczorajszy mój wpis do blogu, więc postanowiłam troszkę zmienić swoje nastawienie do życia i przynajmniej na razie uśmiechać się. Tym bardziej, że następny przeczytany przeze mnie horoskop na najbliższe dni, tygodnie,  brzmi całkiem optymistycznie, chociaż z zagrażającymi  niewielkimi, ciemnymi chmurami na horyzoncie, ale cóż, takie jest życie.
Ogólnie mówiąc staram się myśleć pozytywnie, według zaleceń V.I.P – a  i nie tylko jego.
I znów muszę przytoczyć tutaj moją ulubioną maksymę: nikt ci nie obiecał, że życie będzie płynęło po płatkach róż, prawda?

Czasami bywają i ciernie, o których we wczorajszym blogu pisałam.
Ale gdy człowiek bardzo się postara, bardzo tego chce, potrafi te ciernie nawet utemperować, aby tak bardzo nie doskwierały.
I właśnie tej nocy, gdy się przebudziłam, postanowiłam nieco „przypiłować” swoje kolce i zmienić nastawienie do życia.
Nie zawsze jednak ma człowiek wpływ na dzieje losu, ale przynajmniej można nauczyć się nimi tak sterować, by jakoś tak do końca tego życia sobie nie obrzydzić.
Przede mną spore wyzwanie, bo i muszę wiele spraw pozałatwiać w związku ze zmianami liczników, przepisać je na Monikę, a biurokracja przy tym jest dosyć spora, szczególnie, gdy chodzi o liczniki elektryczne, bowiem mam innego Dystrybutora, czyli Taurona i dostawcę, czyi NOVUM .
Najgorsze, że ani jedna , ani druga firma ze sobą nie współpracują, więc proces załatwiania w obu na raz tych instytucjach jest nieco skomplikowana, bo jedna firma nie wie, jak działa druga, więc przekaz dla konsumenta jak należy sprawy pozałatwiać jest w każdej z nich inny. Jednak w końcu okazało się, że wystarczy, gdy pozałatwiam przeniesienie licznika w Tauronie i dam im swoje pełnomocnictwo w załatwianiu rozwiązania umowy z NOVUM i oni już wszystko za mnie załatwią. Całkiem możliwe, że tak właśnie będzie, bo kiedyś, gdy chciałam zerwać umowę z NOVUM, miałam z tym spore kłopoty, ale wystarczyło, że dałam Tauronowi, jako mojemu dystrybutorowi właśnie moje pełnomocnictwo i tak moja umowa z NOVUM miała trwać tylko do końca tego roku. Stało się jednak inaczej, a to za sprawą mojej przeprowadzki, więc tylko prędzej tego „strupa” w postaci NOVUM się pozbędę.
Nie wiem, co za licho podkusiło mnie dwa lata temu podpisać z nimi umowę, przyszło wtedy do mnie troje młodych ludzi i pozawracało mi tylko w głowie, jakie to niskie rachunki będę mogła płacić, gdy na nich przepiszę dostawę prądu. Nic podobnego, to było tylko jedno oszustwo, bo rachunki i tak były wysokie, zwłaszcza przekonałam się o tym wtedy, gdy kazali mi zapłacić jakieś wyrównanie ponad 1500 zł. Na szczęście będę już ten problem miała z głowy, bo na nowym miejscu zamieszkania na pewno nie podpiszę z nimi umowy, zresztą z tego co wiem i Monika nie będzie też z nimi współpracowała.
I stracą takich dobrych klientów he, he.
Jeszcze muszę pozałatwiać sprawy z gazownią ( znów trzeba wyrównać rachunki) i ewentualnie z Orangem (przepisać telefon stacjonarny na Tomka) i wtedy już pomału myśleć o pakowaniu reszty swoich klamotów.
Świetnie Renia wymyśliła, że wszystkie talerze, szklanki et cetera będę pakowała w szerokie ręczniki papierowe, będą wtedy bezpieczne przy wkładaniu do kartonów (też muszę się o takie postarać), a później te ręczniki będzie można wykorzystać na przykład do mycia okien, czyli będzie z tego podwójna korzyść.
Jak więc widać, troszkę już w swoich myślach „okrzepłam” i zaczynam bardziej realistycznie do życia podchodzić, aczkolwiek nie ukrywam, że sama przeprowadzka nie będzie dla mnie wcale łatwa. No, ale teraz mam jeszcze jakieś dwa tygodnie czasu na dobre przygotowanie się o niej. Czyli jak to mówią, przez najbliższe dwa tygodnie będę sobie żyła na walizkach.
https://www.youtube.com/watch?v=uMZnnAcw4KM

„czasami myślę, że już pora……… pokoje zwolnić hotelowe, na stałe osiąść byle gdzie”……
No może nie tak do końca byle gdzie, co????????
Będzie dobrze, wiem o tym,  m u s i    b y ć    d o b r z e !!!!

I tym optymistycznym jednak akcentem kończę mój dzisiejszy wpis. Koniec z kolcami, teraz niech rozkwitają same piękne róże.
Miłego dnia

Kolce

 

 

W sobotę urosły na mojej duszy kolce, całe mnóstwo kolców.
Nie potrafię się ich pozbyć, a może nie chcę?
Tak już będzie przez najbliższe 2-3 tygodnie, aż do czasu, gdy wreszcie się przeprowadzę.
Może wtedy moje kolce gdzieś znikną?
Nie dziwcie się, mam po prostu fatalny humor, każdy dzień zaczyna się i kończy w rozmyślaniach nad tym co było, co jest i nad tym co jeszcze mnie czeka….
A właśnie,  czy czeka mnie jeszcze coś dobrego????
Przeraża mnie cała przeprowadzka, Każdy mi mówi, co się martwisz, przecież na plecach sama bagażu nosić nie będziesz.
Mebli i innych klamotów, których jest spora ilość do pakowania, na pewno nie. Ale będę dźwigała za to inny bagaż, bagaż moich wspomnień, chwil w tym mieszkaniu przeżytych, a wierzcie mi, jest to naprawdę bardzo wielki ciężar.
Dlatego przepraszam tych wszystkich, dla których ostatnio jestem nie miła, nie potrafię tego wszystkiego opanować, chociaż przecież o tej przeprowadzce wiedziałam już od pewnego czasu i…. nie nie mogłam wcale z tą myślą do końca się oswoić, a im bliżej jej jest, tym gorzej cierpię.
Teraz  zostało mi już rzeczywiście niewiele czasu, pewnie za 2-3 tygodnie to wszystko nastąpi, a potem…..albo będzie dobrze, albo będzie źle……..
Przynajmniej, żeby noce przynosiły jakąś ulgę, też nie, bo mimo przebytych masaży, ból w okolicy kręgosłupa i obręczy barkowych jest tak wielki, że potrafi mnie 2-3 razy w ciągu jednej nocy obudzić. Jestem wtedy cała zdrętwiała, nie mogę przybrać żadnej wygodnej pozycji, takiej, by ból nie dokuczał, więc muszę wstawać i chodzić po pokoju, tam i z powrotem, tam i z powrotem. Wreszcie zmęczona znów padam i zasypiam na jakieś 2-3 godziny. Do diabła z takim odpoczynkiem. Trochę się dziwię tym moim bólom, bo przecież pogoda jest całkiem przyzwoita, świeci słonko, deszcz ne pada, a jednak ból dotkliwie dokucza, Dzisiaj wstałam już całkiem zamulona po takiej przespanej  na raty nocy. Więc reasumując, wszystko to co się ostatnio koło mnie dzieje ma bardzo zły wpływ na moje psychiczne samopoczucie.
Przepraszam za dzisiejszy blog. Nie napisałam go, by wzbudzić w kimś współczucie dla mnie, ale po prostu gdzieś te swoje żale wylać muszę, inaczej mogłoby to się źle dla mnie skończyć.
Po prosu proszę tylko o wyrozumiałość dla mnie, czasami jest tak, że na człowieka przychodzi zły okres i wtedy nawet ten najsilniejszy człowiek nie potrafi wszystkiego opanować, ja niestety do silnych osobowości się nie zaliczam. Nie chcę się poddawać, walczę, ile się da, walczę z tym, co mnie gnębi, ale niestety z różnymi skutkami, bardziej negatywnymi niestety, niż pozytywnymi.
Dosyć moich psychicznych wynurzeń na dzisiaj, nie można wszystkim wokoło zatruwać przecież życia swoimi niepowodzeniami.
Zatem wszystkim życzę miłego i spokojnego poniedziałku.
Szczególnie pozdrawiam moją Ulkę, chociaz to dopiero poniedziałek – niech czas odpoczynku na wsi przyniesie Ci Uleczku pełen relaks.
No i dziękuję za mile słowa na Face Booku.

Posyłam Ci Ulku poniedziałkowa różę, by i Tobie i wszystkim ten tydzień miło się rozpoczął.

Melancholia

 

Tak jakoś ostatnimi czasy coraz częściej  taki właśnie nastrój mnie ogarnia.
Chciałabym być człowiekiem prawdziwie  w  o  l  n  y  m , ale nie mogę. Po prostu do tego jest potrzebne coś, czego ja nie mam, czyli pieniądze.
Mówią: pieniądze szczęścia nie dają, ale ich brak powoduje w człowieku rożne frustracje, bo ciągle musi być on od kogoś uzależniony i co gorsze musi na co dzień nie tylko z tym się spotykać, ale przede wszystkim musi się z tym godzić.
Że też Pani Fortuna nie chce dla mnie być łaskawa i nawet jednego miliona w Lotka nie chce mi zesłać, zupełnie inaczej by ten schyłek mojego życia wyglądał.
Próżne żale, puste słowa, ktoś spyta, a co robiłaś przez swoje długie 65 lat życia?
Co robiłam? Uczyłam się żyć, tylko jak widać, z tej nauki nie wiele mi pozostało. No tak, człowiek głupi się rodzi i głupi umiera, ale to nie tylko jest moja w tym wina. Nie zaprzeczam, był czas, gdy miałam większą możliwość na zamianę swojego życia, ale przy tym były i inne rodzinne układy i przesłanki, które mi skutecznie drogi życia plątały. Nie, nie skarżę się, bo nie mam takiego prawa, było, jak było i dlatego teraz jest tak jak jest.
A zresztą co oznacza słowo wolność? Czy tylko robienie tego, na co ma się ochotę, czy pewna życiowa dyscyplina, która należy wprowadzać nawet wtedy gdy Pani Fortuna sprzyja, lub odwrotnie, stawia kontrę?
Znam kilka takich osób, którym los pieniążków nie odmawia  i jedno czego mogę im zazdrościć, to nie to, że mają, tylko to, że potrafili to utrzymać i jeszcze potem rozwijać.
Jeżeli jeszcze potrafią się tym w pewien sposób dzielić z innymi, to chwała im za to, gorzej, że bywają ludzie, którzy zagarniają wszystko pod siebie , przy okazji odpychając tych, którzy muszą ukorzyć się i pomocy dla siebie czasami i żebrać.
Na szczęście to nie dotyczy mnie, ale jest wiele takich przypadków, gdy drugi człowiek zostaje po prostu odrzucany, bo jest za biedny, żeby z nimi mógł się kolegować, czy przyjaźnić, bo z tą swoją biedą nie pasują do towarzystwa.
Dawniej mówiło się: nie należy do sfery, dzisiaj mówi się: jest biedakiem.
A takich ludzi biednych jest niestety w Polsce coraz więcej i więcej.

Ważne jest tylko nie poddawać się, bo każdy jednak nosi na własnych plecach bagaż swojego życia.
Dla niektórych nie ciąży on  za bardzo, innym ten bagaż wręcz uwiera i to wcale nie dopiero na stare lata. Całe życie dźwigają te swoje kłopoty, zmartwienia i nie potrafią nieraz z nich się otrzepać, może z braku siły, z braku dobrej woli, z braku czyjejś pomocy……
A ja co? Czy jestem nieszczęśliwa? Nie, zdecydowanie nie mogę tego tak określić, ale czasami też nie do końca dzielnie się trzymam, czasami załamuję się psychicznie i może wtedy nazbyt histerycznie odbieram płynące z zewnątrz impulsy, może zbyt wiele biorę sobie do serca rzeczy, które nie istnieją.
Nie wiem, ale fakt, ostatnio nie mam zbyt dobrego czasu i zbyt często ten nastrój melancholii  mnie ogarnia.
Najgorsze są wieczory, a jeszcze gorsze noce, gdy nagle się obudzę i wtedy zdecydowanie wszystko w czarnych kolorach widzę i właśnie w tym momencie przychodzą mi do głowy bardzo głupie rozwiązania, niemądre myśli.
Dobrze, że jednak jeszcze potrafię panować nad swoim umysłem i potrafię jakoś je ogarniać i poskromić. Ale nie jest to wcale łatwe, może i dlatego są osoby w moim otoczeniu, które mnie nie rozumieją?
Ale mam nadzieję, że niebawem, gdy wszystko się już wyjaśni, znów powrócę do całkowitej równowagi, jeszcze nic nie jest przecież definitywnie stracone, a może właśnie wręcz przeciwnie, otwiera się przede mną całkiem nowy świat?
A może i Pani Fortuna wreszcie się kiedyś do mnie uśmiechnie? Nie potrzebuję wcale dużo, ot tyle, bym miała poczucie pełnego bezpieczeństwa i nie mieć poczucia ciągłej potyczki z losem.
Chociażby  weźmy pierwszy lepszy przykład losowych tarapatów:  mój telewizor już całkowicie się teraz popsuł, latają po nim różnokolorowe paski, więc nie oglądnę na nim już żadnego programu.
A kolejkę do koniecznych zakupów na nowe mieszkanie mam już dosyć sporą, jest kilka rzeczy, które będą mi niezbędne, pewnie przez jakiś czas będę musiała pożegnać się z telewizorem, chociaż może znajdę jakiegoś sponsora, który pomoże mi przy zakupie tego sprzętu. Nie mogę chwilowo zaciągnąć stosownej  pożyczki w banku, ale zawsze mogę przecież niewielkimi ratami telewizor spłacać.
Ech pieniądze, te pieniądze……………

Wczorajszy dzień minął mi bardzo miło, oczywiście głównie przez  wizytę V.I.P-a. któremu tłumaczyłam, na czym polega gra POKEMONY GO.
Jak przewidywałam, nie połknął On pokemonowego bakcyla, ale  przynajmniej grzecznie mojego wykładu o tej grze wysłuchał, nie zagłębiając się zresztą w szczegóły.
Po pysznym obiadku słuchaliśmy trochę piosenek, szczególnie jedna przypadła V.I.P – owi do gustu, stary przebój Urszuli Sipińskiej : „Znowu jestem dziś w podróży”
Przecież właściwie człowiek całe życie jest w podróży…….

A dzisiaj wstał znów przepiękny dzień, po wczorajszym deszczu nawet ślad nie pozostał, niebo błękitne, słonko świeci, nic, tylko zacierać ręce z radości.
Życzę wszystkim zatem bardzo udanej niedzieli.

pora blog rozpocząć

 

 Pora rozpocząć dzień, chociaż dzisiaj wyraźnie senna pogoda, przynajmniej dla mnie.
Fakt, budziłam się w nocy i przy okazji zmierzyłam sobie nocny poziom cukru – według pani doktor diabetolog, raz na jakiś czas muszę badać o 12 w nocy i jeszcze nad samym ranem, około 3-4. Tym razem zmierzyłam właśnie o 4.3o i…rewelacja, mimo, że nie zażywam tych okropnych tabletek przeciwko cukrzycy, cukier utrzymuje mi się w normie, miałam tylko 5.4, czyli O.K.
Bardzo dumna z siebie poszłam dalej spać, ale już około 7.30 wstałam, zjadłam lekkie śniadanko i…. dalej na Pokemony pobiegłam.
Czyżby mnie pokemono -mania całkiem dosiadła?? Mam już taką swoją upatrzoną trasę, gdzie można doładować kulki i przy okazji trochę tych złośliwców nałapać. Wczoraj  obeszłam ją sobie wieczorem, dzisiaj rano, nie może być, sama siebie nie poznaję.
Ale dzisiejsza trasa nie była zbyt długa, bo po pierwsze siąpi drobny deszczyk, a poza tym moja komórka traciła naładowanie i musiałam szybko do domku powrócić, by podłączyć się, tzn komórkę, do ładowarki.
Ale trzy Pokemony chwyciłam i kilka kulek i innych, jeszcze na razie nie potrzebnych mi gadżetów też.
Jak już pisałam,  dzisiejsza aura nie jest korzystna, co już wczoraj wieczorem w moich nóżkach odczułam, więc po powrocie do domu, nie wiele myśląc znów napoiłam się Nimesilem, teraz czekam na efekty.

Dzisiaj pod pomnikiem Mickiewicza krakowski oddział KOD – u urządza pikietę w celu odwołania PAD-a z urzędu prezydenta, zgodnie zresztą z jego wyborczymi i powyborczymi obietnicami, że jeżeli w przeciągu roku nie dopełni swoich obietnic, zrzeknie się funkcji prezydenta.
Tamtych obietnic nie wypełnił, tej, dotyczącej zrezygnowania z  prezydentury  pewnie też nie spełni, bo niby czemu by nagle być słowny, skoro do tej pory nie był, ale jednak trzeba temu niezłomnemu przypominać, że nie rzuca się słów na wiatr, zwłaszcza, gdy tak ochoczo  przybiera miano prawdziwego katolika, a prawdziwy katolik  n  i  e     k  ł  a  m  i  e  !!!!!!!
I pewnie znów nic z tej demonstracji dzisiaj nie wyniknie, chociaż podobne będą odbywały się i w innych miastach, ale każda  kropla drąży skałę, trzeba więc drążyć i drążyć, stanowczo i skutecznie.
Widzi mi się, że najlepszym kandydatem na Prezydenta Polski byłby Robert Biedroń. On ma po prostu wizję, jak uzdrawiać i poprawiać wszystkie błędy, czego przykładem może być Słupsk, którego właśnie jest prezydentem. Tam zapanował porządek i Słupczanie raczej są bardzo zadowoleni z jego władania miastem.
Już wyobrażam sobie, jaki rwetes podniósł by się w Polsce, gdyby rozpisywano wybory na prezydenta i w szranki chciał właśnie stanąć Robert Biedroń.
Wypominano by mu wszystkie jego przewiny, zwłaszcza homoseksualizm, bo niestety Polacy są na tyle zakłamani , że widzą winy tylko w innych, a nie w sobie, a poza tym nasz kraj ma tyle durni, którzy łatwo dają się oszukiwać tym, którzy tylko ładnie mówią, a co innego robią.
Niestety, mądrością Polacy nie słyną, a szczególnie na pewno nie tą polityczną. Szkoda tylko, że powielają wciąż, od pokoleń te same błędy, zamiast na nich się uczyć.

Niestety dzisiaj znów nie wezmę udziału w manifestacji z powodu bólu moich nóg, to po pierwsze (oj, ile przy okazji nałapałabym i kulek i Pokemonów), a po drugie, co ważniejsze, dzisiaj spodziewam się miłego gościa _ V.I.P.a na letnim obiadku. Dzisiaj kuchnia serwuje ziemniaczki z koperkiem i z posadzonym  jajkiem , sałatkę z pomidorów i kefir. Bardzo pyszny obiadek, prosty, lekki i smaczny.

Życzę wszystkim przyjemnej soboty.

Mimo, że deszcz ciągle z nieba  kapie, nie siedź tylko na kanapie,
uśmiechnij się dzisiaj też i za życie szybko bierz
bo dzień minie jak szalony, gdy będzie wciąż  nie spełniony
I nie wróci nigdy już, pozostanie po nim kurz.

a w piątek…..

 

 

Dzisiaj idę na spotkanie z moim ulubionym chirurgiem od dzieci. On będzie je badał, a ja będę je „fotografować”
A poza tym wstał przepiękny dzień, w dodatku ulubiony przez wszystkich piątek.
Za oknem od rana słonko wesoło po przejrzystym, bez śladu chmurki niebie wędruje i promienie swoje nad nami roztacza.
Czuję, że znów będzie około 30 stopniowy upał, byleby tylko nie chciał się skończyć burzą.
Pozazdrościć można tylko tym, którzy są nad morzem, czy gdzieś po jeziorze kajakiem sobie szusują, a późnym popołudniem łowią pyszne rybki na kolacje.  Mniam, taka rybka prosto z patelni, pychotka.
Ale kto by o jedzonku w taki gorący dzień myślał? Najlepsze wtedy do zjedzenia są ziemniaczki z wody z koperkiem i do tego zimniuteńki kefirek.
Stanowczo w takie dni mają one przewagę nad kotletami mielonymi, czy schabowymi i nad tłustymi potrawami z grilla.
Wczoraj Monika poczęstowała mnie mulami. Właściwie to  one tylko sporo miejsca na talerzu zajmują, a jedzenia w nich malutko, otworzysz taką muszlę, wyjmiesz z niej tego malutkiego „robaczka” i już po całym jedzeniu, najwyżej co można w tym pysznym sosiku spod nich wymości kawałki białej bułki, ale nie można powiedzieć, żeby  taka potrawa należy do tych tuczących.
Jeszcze ewentualnie na taką pogodę dobre są wszystkie leśne owoce, maliny, ostrężyny, jagody… można użyć je jako farsz do pierogów, albo zrobić z nich kompot, a już najlepiej zjeść je sobie na surowo, mają wtedy zachowany cały zasób witamin.
Tak więc wszelakie wędliny i mięsa precz, niech żyje letnia dieta, bo i pyszna i zdrowa i nie tucząca.
Czyżbym na stare lata przestawiała się na jarosza? Chociaż te potrawy z grilla u Magdy były bardzo smaczne, ale to tylko je chwaliła moja gębusia, niestety moje brzusio miało sporo wątpliwości.
Z jednej strony to te dosyć częste bieganie mnie męczy, ale z drugiej strony wciąż się pozbywam zbędnych kilogramów, ostatnio ważyłam tylko 72 kg, czyli brakuje mi jeszcze 4 kilogramów do prawidłowej wagi, teraz mam lekką nadwagę. Niesamowite, wprost nie do uwierzenia.
I pomyśleć, że kiedyś marzyłam o chwili, gdy będę ważyła 80 kg, a tu wciąż jest mniej i mniej. Mam nadzieję, że jednak kiedyś się opamiętam, przestanę już lecieć z wagi i całkowicie  nie zniknę…….
To tyle na dzisiejszy, piątkowy wpis, bo już zaczynam się pomału zbierać do pracy. Dzisiaj biorę ze sobą do przychodni Pepę, bo musi ona niestety znów iść na wizytę u swojego lekarza „pierwszego kontaktu” – znów okropnie się drapie, a przychodnia weterynaryjna, do której chodzi jest właśnie na Żabińcu. Kolo 14 przyjdzie do nas Monika i razem pójdą leczyć biedną sunię, do tej pory muszę ją jakoś przechować.
No proszę, choróbska nawet psów nie omijają…….

Życzę miłego i wspaniałego piątku tym co w mieście, na łąkach, czy nad wodą.
No i życzę wspaniałych wrażeń w związku z rozpoczynającymi się Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janeiro.
Trzymamy kciuki za naszych zawodników i życzymy im samych złotych medali.

Dlaczego gra Pokemon Go jest dobra??

 

 

Ostatnio ta gra opanowała  nie tylko zachodnie kraje, przyszła także i do nas do Polski, a nawet czytałam już, że i w Moskwie zaczyna ona być coraz bardziej popularna.
A co w tej grze jest takie frapujące? Ano to, że wyciąga ona ludzi z domu na spacery, nawet dosyć opornych ludzi, dla których spacery nie były dotąd wielką przyjemnością, a do których również i ja się zaliczam.
No może nie robię jakichś tam wiele kilometrów, ale zawsze trochę po tym mieście połażę, kulek do gry nazbieram, a czasami udaje mi się złapać nawet  jakiegoś Pokemona.
Jeszcze nie za bardzo tej gry czuję, mam kłopoty, szczególnie z tym łapaniem, już nie mówiąc, że o walkach na arenach nie tylko nie mam bladego pojęcia, ale również nie jestem na tyle silna w grze, abym do takiej walki kiedykolwiek  stanęła. Tak mniej więcej, pi razy drzwi wiem, o co w tych arenach chodzi, śledzę bowiem strony na internecie mówiące o tej grze, ale obawiam się, że nigdy do takiej perfekcji nie dojdę, abym się mogła stać rasowym trenerem Pokemonów.
Ot tak sobie tylko dla zabawy pykam w telefon  i cieszę się, gdy coś mi do niego „wpadnie” 🙂
Ale fakt, gdy mam chwilkę czasu biorę psa na smycz i hajda na Pokemony. Pewnie to się dla mnie kiedyś boleśnie skończy, bo za bardzo z Pepą nie umiem chodzić na tej smyczy, okropnie pląta mi się ona pod nogami, raz idzie  z lewej, raz z prawej strony, dwa razy już nawet się o pieseczka potknęłam, ale trenuję. a to jest najważniejsze, bo jeszcze do nie dawna nie było nawet mowy, żebym psa na spacer wzięła. Dzisiaj rano, na przykład, gdy Pepa usłyszała, że już wstałam, przyszła najpierw  do mojego pokoju, a potem poleciała do przedpokoju, wiedziałam, że już pora na jej poranny spacer, więc się ubrałam, pieska zapięłam na smyczy, telefon  wzięłam ( a jakże, obowiązkowo) do ręki i pognałyśmy na spacerek.
Że co, że stara baba zabawia się jakimiś tam Pokemonami? No i co w tym złego, gdy w starym ciele (no, prawie starym) odzywa się młody duch.
Zawsze trzeba znaleźć sobie jakieś hobby, by zachęcić oporne i rozleniwione ciało do działania.
Zresztą, jak już pisałam, nie gram wyczynowo,  tylko dla  mojego fanu. Zawsze coś ciekawego i innego się dzieje.
No to sobie łapię, co się da, dzisiaj udało mi się złapać cycatą babę Jynx za całe 170 punktów, dla mnie to już mistrzostwo świata, zwłaszcza, że wcale wiele kulek na nią nie zużyłam. Już zaczynam rozumieć na czym to łapanie polega.

To dzisiaj na tyle, bo o czym pisać przy wysokiej, panującej za oknem temperaturze?
O polityce? ani słowa, według ostatnich sondaży nadal 30 procent Polaków daje się ogłupiać, poczekam, aż podniesie rząd opłaty za prąd, bo z czegoś te kopalnie, tak jak obiecali, muszą utrzymywać, tylko dlaczego za nasze pieniądze? Można kupić tańszy prąd np w Wielkiej Brytanii, ale nie, rząd się uparł i już.
Łatwo się jest cudzymi pieniędzmi rozporządzać. Ale przyjdzie czas, ze kiedyś za to zapłacą.

Krew naszą  długo leją katy , wciąż ludu gorzkie płyną łzy
nadejdzie kiedyś czas zapłaty, sędziami wówczas będziem my.
Tak więc cierpliwości, nie takie przeszkody Polak pokonywał.

A na razie życzę wszystkim miłego czwartku

Bajeczka na środę

 

Przyleciał gołąbek na wysoki dąbek,
spojrzał do Uleńki, jaki tam porządek.
Ślicznie się pokłonił, różyczki zostawił,
piórka swoje pięknie do lotu rozstawił
i poleciał dalej, w inne już krainy,
gdzie również mieszkają przemiłe dziewczyny.
Morał z tej bajeczki więc wypływa taki
że do dobrych ludzi zawsze lgną się ptaki.

Tak, tak, Uleczko, w każdej bajce jest zawarta prawda, a więc dzisiaj zdaję się na tę ptasią mądrość i również posyłam Ci z Krakowa moje serduszko,   buziaczki i uśmiechy. Szkoda tylko, że nie mam takich ptasich skrzydeł, które przeniosłyby mnie chociaż na chwilkę do Poznania, mogę tylko pofrunąć tam w mojej wyobraźni, przynajmniej na razie, ale ciągle mam nadzieję na nasze spotkanie albo w Krakowie, albo w Poznaniu.
Zatem do miłego spotkania Ulu, na razie tylko chociaż tu w blogu, ale w przyszłości, kto wie……….

No to trochę politycznie, chociaż wiem, że Ulka raczej od polityki stroni i……. ma rację, bo polityka zawsze jest brudna!!!!
A ostatnimi czasami wyraźnie staje się wręcz obrzydliwa.
Ale nie można  nie wspomnieć o aferze, jaka wczoraj wybuchła w związku z odwołaniem Jacka Kurskiego ze stanowiska Prezesa Radia Telewizji Polskiej.
Dopiero  co dwa dni temu ukształtowała się Rada Mediów Narodowych, która na drugi dzień postanowiła zrobić czystkę i pozbawić Jacusia prezesowego fotela.
A taki wygodny był, mięciutki, można było śmiało na nim siedzieć i knuć następne chytre podstępki, a tu masz, trach – ciach i już niejaka Lichocka pod namową chętnego na to stanowisko Czabańskiego, wniosła wniosek o odwołanie z tego stanowiska Kurskiego, przegłosowali i nagle Jacek stał się osobą non grata w TVP, czyli został  pozbawiony  grata- fotela.
Widać bardzo jednak musiał potem Jacek  płakać w rękaw Jarusia , całować jego stopy i Bóg raczy wiedzieć co jeszcze, bo litościwy Jaruś zmienił decyzję Rady i pozostawił Kurskiego jeszcze na tym stanowisku co najmniej na 3 miesiące, rzekomo do wyboru jego następcy.
Litościwy pan z tego  naszego Jarka, mógł powiedzieć przecież : idź precz, a nie powiedział.
Tylko jedno mnie dziwi, jakim prawem zwyczajny poseł ingerował w decyzję Rady???? Przecież sam Kaczyński twierdził, że on nie rozdaje rozkazów, tu widać dokładnie, kto w Polsce rzeczywiście rządzi i czyich rozkazów należy słuchać.
Panie Jacku Kurski, czy nadal pan twierdzi, że ciemny lud uwierzy we wszystkie Jarusiowe kłamstwa??
Tu aż się prosi wlepić jeden z ostatnich postów Soku z Buraka:

Łaska pańska na pstrym koniu jeździ, zwłaszcza takiego pana, jakim jest Jarosław, można czasami go pochlebstwami udobruchać, ale można i łatwo stracić wszystko, o czym  sam się Jacku nie  raz  kiedyś tam  przekonałeś.
Więc, czy  warto dla tej chwili tryumfu tak się upodlić? Bierz przykład z twojego brata, który jest całkiem innym, porządnym człowiekiem , nie jest takim lizy – dupą jak ty, i na pewno cieszy się większą niż ty estymą pośród ludzi.
Bo jak brzmiały te słowa z operetki „Baron cygański”? : WIELKA SŁAWA TO ŻART,  KSIĄŻĘ BŁAZNA JEST WART.
Właśnie, błazna z siebie robisz Jacku Kurski i najwyższy czas, byś to zrozumiał.
No chyba, że rzeczywiście lubisz czyścić kuwetę Jarusiowego kota? Właściwie nikt ci tego nie zabroni.
Jak mówi łacińska sentencja : de gustibus non est disputandum – o gustach się nie dyskutuje.

Dzisiaj pod moim oknem już przechodzą małe grupki pielgrzymujących do Częstochowy na Święto Wniebowstąpienia Najświętszej Panny Maryi. Jestem pełna podziwu dla organizacji przemarszu tych pielgrzymów, na każdym rogu ulicy stoi patrol policyjny, który zatrzymuje ruch samochodowy i przepuszcza pieszych, którzy jak już napisałam, idą zwartymi, niewielkimi grupkami ze śpiewem  lub modlitwą na ustach, trzymając się z dwóch stron linek, które są poprowadzone wzdłuż kolumny.  Widać, że niedawne Światowe Dni Młodzieży były inspiracją do usprawnienia ruchu dla pielgrzymów, co roku przechodzą pod moim oknem, ale dotąd nigdy tak wspaniałej organizacji nie widziałam. Widziałam osoby w różnym wieku, przeważnie młodzież, ale idą i ludzie starsi, idą też matki, prowadzące wózki z małymi dzieciaczkami w środku. Piękna sprawa.
Oby pogoda dopisała im w tym pielgrzymowaniu, mają przed sobą jeszcze sporo drogi, wiele kilometrów w trudzie, w prochu, w deszczu, a może i w nieznośnym upale.
Niech Bóg szczęśliwie ich prowadzi na miejsce przeznaczenia.

Życzę wszystkim przyjemnej i słonecznej środy

o czym tu dzisiaj napisać?

 

 

Może o oczekującej nas dobrej zmianie??????

Idzie? Raczej człapie powoli i doczłapać się nie może.
O przepraszam, pomyłka, dla niektórych już ta dobra zmiana nadeszła, nareszcie są przy korycie, które tak szczelnie oblegli, że innych do niego nawet na krok nie dopuszczają.
Czasami, z dobrej i nieprzymuszonej woli rzucą jakiś ochłap suwerenowi, niech się cieszy, chociaż przez moment, bo i tak potem to wszystko im pozabieramy.
Takie czasy nastały.
A ci którzy są twórcami owej dobrej zmiany na siłę wszystkim wpajają, że to jest jedyna racja, która istnieje, reszta jest tylko nikczemnością.
Oni wiedzą to najlepiej, bo przecież kto  może wiedzieć lepiej niż rząd, co suwerenowi do szczęścia jest potrzebne?
A tam, nieważne, że opozycja i ktoś tam jeszcze na to się nie zgadzają, przecież chodzi o to, żeby rządowi było dobrze, a nie jakiemuś tam pospólstwu.
Ci mają mają wsadzić ryje w kubły i cicho siedzieć, potulnie wypełniając rozkazy.
Niejaki Macierewicz, który przecież historię przebiegu katastrofy smoleńskiej zna najlepiej ze wszystkich, co najmniej, jakby był obecny w tym samolocie, ba, nawet może i w kabinie pilotów, usiłował, oczywiście w biegłym hiszpańskim języku przekonać Ojca św Franciszka, że to jednak był zamach.
Biedny Franciszek, musiał te brednie wysłuchać, chociaż nie one miały być tematem Jego spotkania  jakby nie było z ważną państwową osobistością, bo z ministrem  Obrony Narodowej, ale wszystkie tematy owemu ministrowi nie wydawały się tak ważne uwagi, jak właśnie „zamach smoleński”.
Mam tylko nadzieję, że Franciszek nie dał się omamić smoleńskiej głupocie, tylko właśnie szkoda, że ta głupota wypływa na coraz szersze światowe morza, źle to raczej o nas świadczy.

Dzisiaj przyszła do Krakowian wiadomość o śmierci Kardynała Franciszka Macharskiego.
Było dla wszystkich Krakowian szczególna postacią, uwielbiany przez młodzież i przez starszych, wybitna Osoba Kościoła, Przyjaciel i Boga i Ludzi.
Wielki żal……..
Widać czekał jeszcze tylko na Błogosławieństwo Ojca Św Franciszka i spokojnie, w pokorze odszedł do Domu Pana
Niech Mu Bóg błogosławi i da wiekuiste szczęście.

Za oknem słoneczny dzień.
Już rano pobiegłam z Pepą na spacer, o dziwi nawet bardzo chętnie ze mną na ten spacerek się wybrała. Tym razem nie miałam osła na postronku, ale wesołą i żywą sunię, cieszącą się  pięknem przyrody.
Myślę, że będzie to jednak piękny dzień, aczkolwiek smutnie rozpoczęty.
Ale jak powiedział kiedyś, niedawno Papież Franciszek, nie martwmy się, taka Osoba jak Kardynał Franciszek nie odchodzi na zawsze, On zawsze będzie z nami.

 

jeszcze nie czterdziestka, ale…..


Wszystkiego najlepszego Maciek w dniu Twoich Urodzin. Jeszcze nie będę Ci dzisiaj  śpiewała „czterdzieści lat minęło”, to dopiero za rok, ale dzisiaj Ci życzę, by wszystko wiodło Ci się po Twojej myśli i w Rodzinie i w pracy, wśród Przyjaciół i w zagrodzie…..
Zawsze w dniu Twoich Urodzin wspominam ten dzień, gdy dowiedziałam się, że przyszedłeś na ten świat. Dzisiaj tylko  w cichości ducha oddaje się już tym wspomnieniom, ale wiedz, że był to dla mnie bardzo szczęśliwy dzień i bardzo się cieszę, że  zawsze jesteś tak blisko mnie, chociaż już lata nie mieszkamy pod wspólnym dachem.
Raz jeszcze wszystkiego naj, naj, naj……….

No i Światowy Dzień Młodzieży przeszedł już do historii.
Wczoraj Ojciec św Franciszek opuścił już Polskę. Pogoda chyba mu sprzyjała we wczorajszy wieczór, bo nie musiał przechodzić tych oficjalnych pożegnań
z rządem. Ojciec Franciszek wyraźnie tego nie lubi, a politycy go nudzą, co nieraz pokazywał podczas pobytu. Ożywiał się  wyraźnie tylko wtedy, gdy spotykał młodzież, wtedy uśmiech rozjaśniał Jego lico.
Osobiście ten fakt braku oficjalnego pożegnania bardzo mnie ucieszył, wyobrażam sobie, jak te wszystkie Szydła, Kempy i inni, którzy oczywiście pognali na lotnisko, musieli być zawiedzeni. Nawet się śmiałam, że panie Szydło i Kempa na miotle gonili samolot udający się do Rzymu, by raz jeszcze ucałować papieski pierścień.
Trzeba przyznać, że trochę rząd dostał po nosie. Oczywiście Ojciec św pożegnał się z prezydentem i jego małżonką, bo to było zgodne z protokołem dyplomatycznym, ale na tym poprzestał. Może uznał, że ten rząd na więcej kurtuazyjnych gestów nie zasługuje?
Wcześniej jeszcze przejeżdżając samochodem wzdłuż kolumny czekających pielgrzymów, z wielkim uśmiechem, wyrażającym szacunek i miłość  do nich, machał do nich serdecznie, a na koniec jeszcze serdecznie pożegnał się z Kardynałem Dziwiszem, gospodarzem tych Dni.
Zarówno przedwczoraj podczas Wieczornego czuwania z Ojcem św w Brzegach, jak i wczoraj rano, podczas ostatniej mszy św Ojca Franciszka panowała przepiękna pogoda. Dopiero wczoraj  popołudniu rozszalała się nad Krakowem spora ulewa i kilkakrotnie powracająca burza.
I całe szczęście, że przez te dni, gdy w piątek odbyła się piękna inscenizacja Drogi Krzyżowej, czy w sobotę, gdy wszyscy czuwali modląc się z papieżem, było tak wspaniale, cudowny zachód słońca w oba te dwa dni podkreślał jeszcze piękno i ważność  tych widowisk. A w sobotę, gdy już zmrok zapadł nad Brzegami, zapalone lampiony uwieńczyły tylko dzieło tego dnia i dodawało jeszcze  dodatkowego znaczenia, które można było odczytać : Bóg jest z nami.
Wczorajsza pożegnalna msza św miała bardzo podniosły charakter i usłyszeliśmy znów bardzo ważne i trudne papieskie słowa, które przekazał licznie zgromadzonej tam młodzieży i  nam przez przekazy telewizyjne i radiowe Ojciec Franciszek.
Te Światowe Dni Młodzieży były potrzebne każdemu z nas, byśmy mogli zatrzymać się w tym pędzie  i rozważyć, co jest naprawdę takie najważniejsze w życiu.
No ale tamte dni już przeszły do historii, dzisiaj Polska zajęta jest innymi ważnymi wydarzeniami, związanymi z wybuchem Powstania Warszawskiego.
I z której by strony na to nie patrzeć, czy podjęta decyzja o wybuchu tego powstania była mądra, czy nie, jednak oznaczała i nadal oznacza ona niebywałe bohaterstwo ludzi z tamtych czasów, którzy podjęli heroiczną i niestety skazaną na porażkę walkę z najeźdźcą, walkę o honor naszej Ojczyzny.
I przez ten pryzmat patrzę na ten desperacki krok podjęty wtedy w okupowanej Warszawie i chylę swoje czoło przed wszystkimi uczestnikami tego powstania. To jest nasza historia, niestety krwawa historia, o której nie można zapomnieć i która powinna przekazywana być następnym pokoleniom. Tam ginęli młodzi ludzie, niejednokrotnie nawet dzieci, dla których słowo Ojczyzna była bardzo bliska ich sercu.
Niestety nie ma teraz takich bohaterów, zbyt często idziemy na kompromis, zgadzając się ze wszelkimi niesprawiedliwościami tego czasu.
Nie walczymy, nie staramy się o zmiany na lepsze, tylko siedzimy, jak to określił w którejś swojej homilii Ojciec św Franciszek, na kanapie i czekamy, aż ktoś coś za nas zrobi. Dlatego też mamy teraz taką Polskę, jaką mamy i pewnie sporo czasu upłynie, gdy znajdzie się ktoś, kto porwie Polaków do nowych, korzystniejszych zmian.

Również i moja wizyta w Modlnicy dzisiaj dobiegła końca, bardzo wcześni rano wyruszam do Krakowa  (na całe szczęście nie muszę iść na piechotę), gdzie tylko się przebiorę, wezmę moje dokumenty – wyniki z badań i idę na wizytę do diabetologa.
Bardzo serdecznie dziękuję Magdzie i Jackowi za wielką gościnność i za serce, które mi co dzień okazywali, to był  dla mnie naprawdę bardzo miły czas i mam nadzieję, że udało mi się nie za bardzo im się naprzykrzać i narzucać.

 

A pogoda dzisiaj….. no jest  taka, jaka jest, czyli byle jaka, ale i tak wszystkim miłego dnia życzę, a także miłego tygodnia i wspaniałego miesiąca sierpnia, który właśnie się rozpoczął.