Poniedziałek z życzeniami

 

Na pewno na mój blog zagląda czasami Krysia, lub Bożenka.
A dzisiaj Panie o tych pięknych imionach mają przecież Imieniny.
Co prawda w Polsce teraz przywłaszczyliśmy  zachodni zwyczaj obchodzenia dnia urodzin, ale jednak na pewno Każda Bożenka, Każda Krystynka zadowolona będzie, gdy kwiatka, miłe życzenia i całusa dzisiaj ode mnie dostanie.
Bożena i Krystyna – to takie ongiś bardzo popularne imię, dzisiaj raczej nie spotkałam się, by takie imiona dziewczynkom nadawali.
Ale ogólnie mówiąc, jest pewnego rodzaju nawrót do imion z okresu starszego pokolenia,  czyli, jak to kiedyś Darka powiedziała, tych wcześniej urodzonych, pewnie i Krysie i Bożenki doczekają się swoich następczyń.
Moje Drogie Solenizantki! Przytulam Was dzisiaj imieninowo,  każdą z osobna i życzę dużo szczęścia i przede wszystkim wesela, radości i uśmiechu w tych niełatwych przecież czasach,
Niech nie zdominuje Was zwątpienie i smutek. Przynosicie przecież wiosnę, a więc nowe, radosne dni. Uśmiechnijcie się i teraz i jutro i zawsze, bo życie piękne przecież jest 🙂

Wczorajszy dzień spędziłam,podobnie jak każdą poprzednią niedzielę bardzo przyjemnie.
Oczywiście był u mnie na obiedzie V.I.P i nawet prozaiczny gulasz smakował nam bardzo wybornie.
Była i herbatka z cytrynką i babeczki z owocami i przyniesione przez V.I.P-a przełożone kakaowym nadzieniem andruciki (dzisiaj rano nieco przez to cukier mi się lekko podniósł), ale przecież najważniejsze jest to, że spędziliśmy wspólnie miłe kilka godzin.
Wieczorem na Face Booku odnalazłam mojego kolegę z czasów licealnych, wysłałam mu zaproszenie, które oczywiście zaakceptował. Na pewno niedługo spotkamy się na naszym jubileuszu pięćdziesięciolecia matury. Pewnie za wiele nie porozmawiamy bo każdy będzie chciał z nim kilka słów zamienić, tym bardziej, że jest to osoba publiczna, zajmująca się polityką, ( z podobnymi jak moje opcjami),  ale może kilka serdeczności zdążymy wymienić, tym bardziej, że pewno już więcej nie będzie takiej okazji,  75 lecia matury się nie doczekamy……

A dzisiaj już poniedziałek, znów zaczynamy nowy tydzień, ten ostatni zimowy, chociaż jak widać, zima  nie bardzo chce z nami się jeszcze rozstać i deszczem ze śniegiem nawet nas straszy. Ale nic  z tego, jesteśmy zdeterminowani do popędzenia zimy w siną dal i wypatrujemy pierwszych oznak wiosny.
Już Magda mówiła mi wczoraj, że zauważyła, że pędy gałązek są już nieco napuchnięte, jakby chciały już pączki wypuszczać.
Gdy będę dzisiaj szła do pracy przez mój park, będę musiała dokładnie tym gałązkom się przyjrzeć, może……..
W każdym bądź razie wczoraj moje dzielne wojaki znów w parku wczoraj staczały boje, przez okno słychać było szczęk zbroi i wojenne okrzyki.
Im niezbyt przyjemna aura wcale nie przeszkadza, ot, młodość!

Nie tak dawno zachwycałam się takim specjalnym chlebem zwanym kresowym na liściu kapusty. Kupiłam go kilka dni wcześniej i specjalnie na niego potem przez kilka dni polowałam.
W sobotę udało mi się go kupić i…….. już po dwóch dniach całkiem mi się „przejadł”.  Fakt, że bardzo długo trzyma świeżość, ale na dłuższą metę ten smak mi po prostu nie odpowiada. Wolę taki prosty, zwyczajny, a nie wydziwniony , wielokrotnie ulepszony, z jakimiś smakowymi dodatkami.
Czułam się tak trochę, jak po powrocie z USA, gdzie chleby są specjalnie poddawane ulepszającym zabiegom, przez to są niby świeże, ale mało smacznie.
Wtedy właśnie ten nasz zwyczajny, biały chleb smakował jako specjalny rarytas.
A tak w ogóle to z doborem pieczywa mam kłopoty, szybko mi się nudzi , chociaż na początku wydaje mi się taki wspaniały.
No, ale chleba naszego powszedniego……….przecież coś jeść trzeba, chociaż coraz mniej rzeczy mi po prostu smakuje. Podobny problem mam z wędlinami, które też  nie za bardzo mnie zadowalają, pozostają sery, ale jak długo można je jeść? Mięso? – owszem, ale nie każde i raczej w małych ilościach. Za to na pewno nie lubi mój brzuszek ani pieczarek, ani groszku zielonego, pewnie i wiele jeszcze  innych pyszności nie toleruje.
Jajka też mogę jeść w małych ilościach, najchętniej ostatnio jem jabłka i…krówki, ale na te drugie przez niepewny cukier też muszę uważać.
Okropnie kapryśny zrobił się ten mój żołądek. Ale przecież o to chodziło, z takimi skutkami się godziłam, gdy podejmowałam decyzję o operacji bariatrycznej.
A za miesiąc minie już dwa lata………

Życzę wszystkim Krysiom i Bożenkom i wszystkim moim Koleżankom i Kolegom naprawdę udanego poniedziałku, chociaz dzisiaj jest trzynasty dzień miesiąca. Ale co tam przesądy, to będzie na pewno bardzo udany dzień.