no to sobie pospałam

 

Najwyraźniej zmiana czasu mnie nie dotyczy, bo….pospałam sobie jeszcze dłużej, niż dotychczas.
To znaczy wstałam gdzieś przed szóstą na maleńkiego papieroska, ale stwierdziłam, że to stanowczo jeszcze nie jest pora na rozpoczynanie dnia, jakim jest piękna niedziela i szybciutko jeszcze wskoczyłam do łóżeczka. Spałam, spałam, aż…zrobiła się godzina jedenasta, oczywiście według nowego czasu.
Ale czy na pewno jestem wypoczęta? – śmiem wątpić, ostatnio choruję na notoryczne niedospanie. Widocznie moja Ewusia, ta w środku, nie może pogodzić się ze zmianą czasu, i jest jeszcze po zimie nieco wyczerpana, co potwierdza się porannym  lekkim bólem głowy i zawrotami tejże, muszę mieć jakąś godzinę na to, żeby żółteczko we mnie się rozwinęło i nabrało wigoru życia.
A tak  w ogóle z tą zmianą czasu to jakieś nieporozumienie chyba, po co tak mieszają ludziom w ich życiowych funkcjach, ledwie człowiek się przyzwyczai do jakiś warunków bytowania, a tu przewracają mu życie  do góry nogami.
Nawet ostatnio coraz częściej pisze się i mówi, że taka zmiana właściwie wcale sensu nie ma, a już założenie, że przynosi ona pewną oszczędność gospodarcza całkowicie mija się z celem. Nie jest to wcale żadną prawdą, kto późno chodzi spać nadal tak chodzić będzie i już.
Może doczekam się tego dnia, gdy przestaną wreszcie czasem manipulować i dadzą człowiekowi spokojnie żyć, bez czasowych zawirowań.
Przecież  ktokolwiek, cokolwiek by robił i tak czasu nie oszuka i go nie zatrzyma. Czas to wartość bezwzględna i nikt nie ma na nią żadnego wpływu, po po prostu sobie płynie. Nawet nie można rzec, że jak rzeka, bo tę można ujarzmić (a Pis właśnie próbuje to na siłę  zrobić), czasu nikt nie pokona.
Pewnie znów kilka dni trzeba będzie „przeboleć”, zanim wrócimy do jako takiej formy. W każdym bądź razie ja dzisiaj jestem całkowicie nieużyteczna, tak więc nie będę miała dzisiaj gościa na obiadku, najprawdopodobniej wieczorkiem wpadnie do mnie na szarlotkę Maciek, aby przestawić mi zegar ogrzewania.
Niby mogłabym to sama zrobić, ale licznik jest wysoko, a ja nie dowidzę…… No, ale będzie przynajmniej okazja na miłą wizytę.

Wczoraj Beata zwana też Broszką była łaskawa i  j e d n a k  podpisała Traktat Rzymski, bardzo odważna polityczka, postawiła się i…..proszę jak ją Unia wysłuchała.  Wszystkie jej, a właściwie to Jareczkowe postulaty zamieścili w tym Traktacie, tak się Unia polskiego rządu przestraszyła.  Na pewno teraz wszystkie kwiaciarki zbierają kwiaty na powitanie i podziękowanie naszej pani premier, a na Okęciu, a także na Balicach w Krakowie już czyszczą czerwone dywany.
Była heca, bo gdy zrobiono dwa dni temu  pierwsze zdjęcie z tego Unijnego szczytu, nasza premierkę ustawili w ostatnim rzędzie i na zdjęciu ledwo widać było czubek jej głowy. Najwidoczniej Jarek podesłał jej wiadomość, Beata, musisz być widoczna, bo już na samą uroczystość podpisywania Traktatu ubrała ona obłędnie żółtą bluzkę i marynarkę, aż raziła jej obecność w oczy. Do tego, tak po kobiecemu dodam, że ta marynarka była okropna, nie wspominając wyzywającego koloru,  była źle uszyta, była przede wszystkim za krótka i nie zasłaniała dosyć wydatnych bioder pani premier ukrytych w czarnych spodniach, a poza tym była ona  za wąska, marszczyła się przy guzikach. Jak pani premier takie szkaradzieństwo mogła na siebie ubrać, nie rozumiem, świadczy to tylko o jej całkowitym bezguściu. Czy oni w tym rządzie nie mogli zatrudnić by jakiejś stylistki, która projektowała i tak  ubierała przedstawicieli naszego rządu, by nie  przynosili potem na Światowym Forum  wstydu Polsce ??? Bo patrząc na panią premier można byłoby rzec: „wieś tańczy i śpiewa i przytupuje dwoma nogami”
Chociaż muszę przyznać, że gdy ostatnio poseł pospolity, prezes Jarosław Kaczyński pojechał do Londynu rozmawiać z panią premier Wielkiej Brytami, był nareszcie i chyba po raz pierwszy porządnie ubrany. Aż mi szczęka z wrażenia spadła, gdy zobaczyłam go w eleganckim, długim, czarnym płaszczu,  i bez tego okropnego, czarnego berecika na głowie. Można pomyśleć? najwidoczniej można, nareszcie raz ktoś zaopiekował się tą sierota Jarusiem i przynajmniej ładnie go ubrali.

A my co? Cieszmy się tym wolnym, aczkolwiek niezbyt słonecznym dniem i nabierajmy siły na następny tydzień, ten już prawdziwie wiosenny mniemam, bo wreszcie kiedyś ta wiosna w całym swoim rozkwicie musi przyjść do nas. Może chociaż ona Pisu się nie przestraszy 🙂 🙂 🙂
Miłej niedzieli zatem.