W koło Macieju

 

 

To taka ciekawostka, powiedzenie, które weszło w skład frazeologizmów, mówiących, że coś się stale powtarza.
A skąd te słowa się wzięły? Najprawdopodobniej z obserwacji bociana krążącego nad gniazdem, albowiem Maciej i Wojtek są właśnie  gwarowymi imionami boćków.
Teraz internauci obserwujący bocianie gniazda i procesy, które w nich się odbywają, od przylotu pary boćków, poprzez reperowanie gniazdka, składanie jajka i wyklucia małych bocianków, na forach wybierają imiona nowo narodzonych piskląt, a specjalna grupa ornitologów, opiekujących się danym gniazdem nakładają potem malutkim boćkom obrączki z datą wyklucia i z otrzymanym imieniem. Daje to w późniejszych czasach możliwość obserwacji migracji tych ptaków, oraz obserwację bocianich zwyczajów.
Pierwszy do gniazda przylatuje na ogół pan bociek i od razu zabiera się za porządkowanie gniazda, znosi świeże gałązki, które upycha na obrzeżach gniazda, dno gniazda mości świeżą trawką, sianem, albo jakąś inną miękką podściółką.
Tak więc, gdy po paru dniach przyleci pani bocianowa, można od razu zabrać się za amory. Już po kilku dnach w gnieździe pokazują się małe, białe jajeczka. Co ciekawe, bocianica składa tylko jedno jajko dziennie , czasami przerwa w składaniu może wynieść nawet 2-3 dni.
Gdy jajeczka już są w gnieździe złożone, a na ogół jest ich około  4-5 sztuk, samiczka zgarnia je dokładnie pod siebie i siada na nich, by je swoim ciepłem ogrzać.
W tym czasie tata bocian jeszcze dogląda gniazdo, sprawdza, czy jest ono dobrze wymodelowane i ewentualnie jeszcze robi małe, budowlane  naprawy.
Kilka razy dziennie wylatuje z gniazda, aby potem samiczce przynieść w dziobie jakieś pożywienie. Ale również i samiczka czasami opuszcza na pewien czas gniazdo, pewnie, by wyprostować nogi i połazić sobie troszkę po łące, wtedy opiekę nad jajeczkami przejmuje samiec, który siada na jajkach i je ogrzewa przez cały czas nieobecności bocianicy. A całą noc samica spędza siedząc nad swoimi skarbami, a tata bocian stoi obok i pilnie obserwuje, czy jakiś wróg nie naciera na ich domostwo. W obronie własnego gniazda tata bocian potrafi być bardzo waleczny, czasami dochodzi nawet do krwawych scen podczas walki mieszkańców gniazda i agresorów, którzy chcą ich z tego gniazda wykurzyć, aby przejąc ich potem jako swoje.
Mniej więcej po miesiącu zaczynają się wykluwać malutkie pisklaki, którymi na zmianę opiekują się obydwoje rodzice, czyszczą im piórka, ogrzewają i przynoszą im w dziobach malutkie robaczki, którymi swoje dzieci potem karmią. I znów noc mama bocianica spędza wraz z ogrzewanymi pod jej brzuchem bociankami, a tata obok czuwa nad bezpieczeństwem gniazda.
Czasami jednak w gnieździe jest pewne zamieszanie, którego my, ludzie nie bardzo rozumiemy. Otóż, gdy para bociania dojdzie do wniosku, że pisklak jest zbyt słaby, aby utrzymać się przy życiu, lub jest ich zbyt wiele, aby je wszystkie wychować, po prostu wyrzucają  z gniazda takie malutkie bocianiątko, które natychmiast ginie. Przykry to dla nas, ludzi widok, ale takie są prawa natury, a nimi właśnie bociany się kierują, nie sentymentem, tylko zdrowym rozsądkiem. Jak to dobrze, że mało jest takich przykrych momentów w naszym ludzkim życiu, chociaż bywają, ale całkiem z innych powodów, nie jest to u ludzki zew natury i życiowa mądrość, tylko kierują nimi  po prostu zwyrodnialcze instynkty, ale nie o tym teraz będę tu pisała.
Czasami w gnieździe zdarzają się inne przykre incydenty, gdy na przykład któryś z piskląt zapląta się w przypadkowo przyniesiony tam worek foliowy, czy kawałek żyłki albo sznurka, niestety takie bocianie dzieci narażone są na takie niebezpieczeństwa i giną. Zdarza się, ze czasami z powodu niespodziewanych ulew i bardzo niskiej temperatury potrafi wyginąć cały taki miot. Ot, takie bocianie życie.
No, ale na ogół bocianiątka wesoło i zdrowo sobie rosną, są przez troskliwych  rodziców dobrze odżywiane i po jakimś czasie zabierają się za pierwsze niezdarne próby latania.
Najpierw jest to rozprostowywanie piórek, podskoki w gnieździe, co wygląda na ogól bardzo zabawnie. Potem kolejno próbują lotów na  malutkich dystansach koło gniazda, potem lecą coraz dalej, coraz śmielej, przygotowując się do swojej pierwszej podróży do ciepłych krajów.
I tu pewna ciekawostka: małe bociany nie odlatują do ciepłych krajów wraz z rodzicami. Rodzice jeszcze klika dni odpoczywają w gnieździe, jakby zbierali siły po wyczerpującym ich okresie wychowu dzieci, a małe bocianiątka z różnych pobliskich gniazd zbierają się na sejmikach i pod kuratelą specjalnych bocianich opiekunów sobie odlatują, mniej więcej 2 tygodnie wcześniej, niż ich rodzice.
Bociany wybierają odpowiedni czas na swoje podróże, dostosowują je do odpowiednich prądów powietrznych, które tworzą dla nich specjalne korytarze, którymi mogą ww miarę bezpiecznie przefrunąć, nie tracąc przy tym zbyt wiele energii, chociaż ich trasa latu jest bardzo długa i żmudna.
A jednak po drodze czekają na nich niebezpieczeństwa w postaci drutów elektrycznych, na które czasami wpadają, albo wręcz narażeni są na śmiertelne strzały od osób, które nie wiedzieć czemu na nie polują, bocian jest wtedy niestety bez żadnych szans.
A szkoda, przecież to takie piękne i mądre ptaki, jak mogą komukolwiek przeszkadzać????
A gdy już sobie od nas odlecą, robi się tak jakoś smutno, bo to znak dla nas, ludzi, że jesień już jest za pasem i znów będziemy musieli kilka miesięcy czekać, by do nas bociany powróciły.
Bociany lubią nasza polską ziemię, bardzo dobrze tu się czują, mają odpowiednie warunki i dlatego powinniśmy dbać o to, by nie za bardzo zwalczać tę nasza piękną przyrodę, pozwolić jej pozostawać  czasami nawet na wpół dziką, aby ptactwo i inne zwierzęta, które w niej zamieszkują dobrze się czuli. Dlatego dla mnie pomysł ze zwalczaniem  dzikości rzek i próbami jej regulowania są zupełnie nieodpowiedzialnym stanowiskiem, działamy tym sposobem  wbrew naturze. Tak, jak my mamy swoje prawa, ma je też i natura, której częścią przecież jesteśmy.
Młode bociany, które dopiero co wylęgły się w Polsce, czy w jakimś innym obok nas kraju na ogół pozostają w ciepłych krajach około 2-3 lata, tam przygotowują się do swojego dorosłego życia i dopiero wtedy powracają na stare miejsca. Właśnie dzięki obrączkowaniu ptaków można świetnie poznać ich zwyczaje. I bardzo fajne w tym wszystkim jest to, że poprzez zakładane kamerki w gniazdach coraz więcej ludzi interesuje się ich życiem i może poznać ich rytuały.
Jesteśmy prawie na przednówku bocianich przylotów. Jeszcze kilka dni i……… zaśpiewamy, jak w tej popularnej dla dzieci piosence

Jadą, jadą dzieci drogą,
siostrzyczka i brat,
i nadziwić się nie mogą,
jaki piękny świat.

Tu się kryje biała chata,
tu słomiany dach,
przy niej wierzba rosochata,
a w konopiach strach.

Od łąk mokrych bocian leci,
żabkę w dziobie ma.
Bociuś, bociuś! krzyczą dzieci,
a on Kla, kla, kla.

A ja, przyznam się, już nie mogę się tych biało – czarnych pięknych ptaków doczekać……
Dzisiaj już jest 25 dzień  marca, a więc jeszcze kilka dni nam pozostało do powitania ich w naszej pięknej Polsce.

Poranki niestety są jeszcze mgławe i dosyć chłodne, wiosna jeszcze niepewnym krokiem do nas zagląda, ale prócz pączków na drzewach moje oczy podziwiają malutką, zieloną trawkę, która już pokrywa mój Park.

Już dzieje się………

Nie zapominajcie dzisiaj o zmianie czasu z zimowego na letni. Dzisiaj w nocy przesuwamy do przodu zegar o jedną godzinę, czyli od jutra śpimy o godzinę krócej, niż dotychczas.
I znów trudno będzie się nam przestawić na nowy czas, zwłaszcza w poniedziałek gdy pierwszy raz będziemy wstawali trochę wcześniej, ale minie kilka dni i pomalutku organizm sam się przestawi na  te nowe godziny życia. I tak nam pozostanie aż do końca października.

A dzisiaj życzę wszystkim miłego sobotniego odpoczynku, może jednak  pogoda dopisze na tyle, że będziemy mogli sobie chociaż troszeczkę pospacerować…….