niegdy już nie wyjdę przed orkiestrę

 

 

 

A chciałam przecież dobrze, V.I.P. narzekał, że bardzo spowalnia mu komputer, więc poradziłam mu, żeby przeskanował go programem Malvare, gdyż najprawdopodobniej miał sporo internetowych śmieci na swoim laptopie.
A ponieważ  V.I.P nie umie ściągać programów, postanowiłam mu pomóc i zjawił się u mnie ze swoim laptopikiem.
Owszem, program ściągnęłam, nawet nim przeskanowałam wszystkie programy i Malvare znalazło kilka plików niepożądanych
I tu się zaczęły schody, bo niby dałam je do kwarantanny, ale nie mogłam znaleźć linku usuń. Okazało się, że komputer nadal działa bardzo powoli, a  VIP ma przeświadczenie, że mu po prostu „popsułam” laptopa.
Jak można cokolwiek zniszczyć, gdy się ściąga  legalne programy, ale niestety nie udało mi się nic VIP-owi wytłumaczyć – on wie swoje i już.
Po prostu  on musi  sobie zdawać sprawę z tego, że ten laptop, nie najwyżej zresztą jakości, ma około 10 lat i pomału przychodzi na niego stosowny czas.
To tak, jakby ktoś staruszce kazał brać udział w maratonie i mieć potem  do niej pretensję, że nie przybiegła jako pierwsza, czy druga na metę, po prostu nie wydoli, nie ma na to już tyle siły, a komputer też z czasem już się starzeje i nie ma tego „wigoru” jak kiedyś.
Jakoś ostatnio moje „dobre uczynki” odwracają się przeciwko mnie i postanowiłam, że już nie będę taka dobra i miła dla ludzi, ale… właśnie, ale, gdy przychodzi taki czas, ze znów trzeba podjąć decyzję, czy pomóc, czy nie, to „dobro” we mnie zwycięża.
No nie chcę  przez to powiedzieć, że jestem samo chodzące dobro, bo swoje  humorki i napady złości czasem jednak  mam, ale kto ich nie posiada????
Jednak zawsze jakaś nuta litości we mnie drzemie, chyba, żeby ktoś już porządnie mi na odcisk nastąpił (jak na ten przykład imć pan Kaczyński), wtedy nie ma zmiłuj się. Chociaż kto wie? poniekąd mi jest go nawet  żal, bo ból, który wzbudza w nim  złość i nienawiść, chęć odwetu, odbierają mu zdrowy rozsądek i spokojne życie.
Pewnie, że łatwo nie miał, najpierw stracił ukochanego brata, potem ukochaną mamę (i to stosunkowo w bardzo krótkim po sobie czasie), nie potrafił po tych tragediach się zebrać i przerobił je właśnie na te swoje najgorsze cechy, ale nie wierzę, że jakaś choćby malutka  nutka dobra w nim nie drzemie, może jeszcze dozna jakiegoś rozbłysku umysłu i pozna, że źle robi?
Każdy z nas przecież ma za sobą różne życiowe tragedie, gdyby tak łatwo jak on się każdy z nas się poddawał, świat wyglądałby koszmarnie.
Szkoda, że ten człowiek otacza się ludźmi nienawistnymi, złymi, nikt nie jest w stanie pomóc mu się podnieść, bo każdy z tych ludzi uważa, że potwierdzając zło, jemu się właśnie przypodobają, to taka koszmarna jakaś karuzela, której niestety nikt z nich nie potrafi zatrzymać. A wystarczyłoby tylko, żeby jedna, jedyna osoba życzliwie, ale nie fałszywie do niego się uśmiechnęła i powiedziała mu Jarek, źle czynisz, może dałoby mu to wtedy coś do myślenia? Ktoś, kto lubi zwierzęta, a w jego przypadku koty, nie może być z gruntu niedobrym człowiekiem. Przecież nasz stosunek do zwierząt jest odbiciem naszego charakteru, co więc się z tym człowiekiem dzieje? Czemu jest taki zgorzkniały, czemu ta złość tak dobitnie  przez niego przemawia?????
Jakieś fantasmagorie tutaj teraz wymyślam, rzeczy mało prawdopodobne, a właściwie z góry skazane na porażkę, ale……….. cuda czasami się zdarzają.
I to było by dobre nie tylko dla niego, ale równoczesne i dla naszej umęczonej jego fobiami Polski.
OTO CZŁOWIEK przecież, nie może być tylko zły, coś dobrego w jego duszy na pewno drzemie, tylko trzeba umieć to z niego wydobyć.

Obserwuję sobie te małe listeczki na krzewie rosnącym na moim podwórku i wydaje mi się, że z godziny, na godzinę są coraz większe.
Wczorajszy dzień był deszczowy, dla krzaczków może i dobrze, bo dostały wiele cennej wody, teraz przydałoby się słoneczko  i nieco wyższa temperatura, a wszystko wtedy mignie szybciutko w górę.
Chociaż pamiętam kiedyś święta Wielkanocne, które wypadały w pierwszych dniach kwietnia i były całkiem białe, niby Święta Bożego Narodzenia.
Ale w tym roku takiego załamania pogody już nie przewiduję, przynajmniej na takie białe dni już się nie zgadzam. Ma być zielono i ciepło.
Przecież lada dzień bociany powrócą do nas z dalekich krajów, będą budowały swoje gniazda, a potem złożą w nich jajeczka. Właściwie to będą remontowały te swoje domki, bo bociany na ogół powracają do swoich starych gniazd, ale zawsze je świeżą trawka i świeżymi patyczkami uszczelniają, by nowo narodzone bocianki miały cieplutko, mięciutko i wygodnie.
Ale niestety dzisiaj znów wstał ponury dzień, będzie padało? Bo na słonko raczej się nie zanosi.
Ale bądźmy dobrej myśli i na słonko i ciepły, wiosenny wiaterek przyjdzie pora
Miłego czwartku.