zabawiłam się we francę

 

 

Tak, dobrze czytacie – franca to ja, we własnej osobie 🙂
A przynajmniej nią wczoraj byłam, bo……
Byłam sobie w osiedlowym sklepie na Żabińcu i robiłam zakupy, a potem stanęłam w kolejce do kasy. Jakiś facet koniecznie chciał się przede mną wepchnąć do kolejki, gdy pakowałam jeszcze toffi leżące przy kasie do torebki, więc mu grzecznie powiedziałam: przepraszam, ale ja stoję w tej kolejce.
Chwilę potem gdy sięgnęłam jeszcze  na pobliską półkę po odświeżacz powietrza, a pan w kasie zaczął już liczyć moje zakupy, ten nieszczęśnik  znów usiłował się wpakować przede mną Fakt, miał tylko 2 bułki i 20 dkg pasztetowej, ale gdy by poprosił mnie, że się spieszy, na pewno bym, go przepuściła, tylko, że on o nic nie prosił, on się na bezczelnego przede mnie wpychał. Pan z kasy (jakiś niekumaty chyba) liczył i liczył ten mój towar, a ja na złość zażyczyłam sobie jeszcze dwóch paczek papierosów i na koniec kupon Lotka. Facet kipiał ze złości, trochę mu się nie dziwiłam, bo takie złośliwe  jak ja babsko w sklepie  to skaranie boskie, na jego miejscu dawno bym już ciepła tymi bułkami i tą pasztetową i sobie wyszła ze sklepu bez zakupów.
Ale on potulnie stał, tylko tupał ze złości, gdy przebierał z prawej na lewa nogę i cos mruczał pod nosem, myślę, że nie były to słowa pochlebne.
A ja sobie stałam uśmiechnięta od ucha do ucha i z miną wyższości patrzyłam na jego wściekłość. Nie, tu już sama siebie nie poznawałam, nie rozumiałam skąd nagle we mnie się zebrało tyle nonszalancji. Ale chyba coś wspominałam we wczorajszym moim blogu o nastąpieniu mi na nagniotek???
Właśnie za to cierpiał ten facet, co prawda nie długo, bo gdy już kończyłam pakować towary do siatki i zaczęłam szukać po kieszeni drobnych pieniążków, których jednak zawsze mam w kieszeniach sporo, nadeszła druga kasjerka i szybko owego pana skasowała, a on wyleciał ze sklepu jak proca.
Co prawda patrzyłam po wyjściu ze sklepu, czy gdzieś ów pan nie stoi za rogiem i nie podstawi mi na przykład nogi, na szczęście tak się nie stało.
No i co, miałam na początku wpisu rację? czasami czysta franca ze mnie wychodzi, prawda?
Ale od czasu do czasu trzeba się odreagować za własne niepowodzenia, a że na owego faceta trafiło? trudno, jego strata.
No nie, na co dzień to taka zła ja już nie jestem, ale przyznam, że czasami mnie poniesie.
Ale potem już było wszystko ok, bo miałam nawet sporo pacjentów i musiałam się opanować i być już przykładną pracownicą, chociaz była jedna pacjentka, która chciała kogoś z nas wyprowadzić z równowagi, na szczęście ja już byłam całkiem opanowana i na przekór uśmiechałam się do niej od ucha do ucha.

Po przeczytaniu tego mojego tekstu doszłam do wniosku, że właściwie to nie mam czym się chwalić, ale skoro już napisałam….nic mazać nie będę, niech pozostaje.
Zresztą wczoraj V.I.P. potwierdził, że czasami jestem złośliwa, coś w tym jednak prawdy musi być.
Ale gdyby człowiek dawał się każdemu  „zjeść” nie byłoby to wcale takie dobre. Wszystko trzeba jednak wyważyć, wypośrodkować, trochę miodu, trochę piołunu.

Pewnie znów coś o kaprysach wiosny powinnam wspomnieć, bo chociaż mój wpis był wczoraj dosyć optymistyczny, co późnym popołudniem przełożyło się na nawet dość ciepłą pogodę, dzisiaj od rana znów jest chłodno i ponuro. Oj coś bardzo pod górkę ma ta wiosna jakoś.
Ale bądźmy jednak pełni optymizmu, szczególnie, że przed nami weekend. Może wiosna zrobi nam niespodziankę i jednak słoneczkiem umili nam ten wolny od pracy czas?
Miłego piątku