a jednak czarownica !!!

Moje zaklęcie Abra Kadabra wczoraj jednak zadziałało. Koło 10.30 pojawiło się słonko i nasze spotkanie w bardzo miłe zresztą j atmosferze przebiegło jednak nie wewnątrz kawiarni, a w ogródku kawiarnianym.
Deszcz przyszedł z powrotem, ale dopiero kilka godzin później, tak, że nawet do pracy suchą nogą doszłam.
Przyznam, że trochę bym zawiedziona tym terenem, na którym znajdują się te kawiarenki. Wciąż sprawiają wrażenie, jakby ten teren po byłej fabryce papierosów był w ciągłej w rozbudowie. Jest tam dosyć surowy klimat, może wieczorem, gdy zapalają się lampki jest trochę przyjemniej, ale…
Właściwie to powinien tam znaleźć się jeden gospodarz, który potraktuje ten dosyć rozległy teren jak całość, a potem właśnie dokonać podziału na te małe jednostki kawiarniane. Na pewno dodatnio wpłynęło by to na klimat, który by tam wtedy zapanował. Byłoby przytulniej. A może właśnie nie? Może ta pewnego rodzaju dzikość terenu, odzwierciedlająca to, co kiedyś tam istniało, jest rodzaju relikwią dziejów starego, zapomnianego już Krakowa, no przynajmniej tej jego części ?
No, ale gdy nie wiadomo o co chodzi, na pewno chodzi o pieniądze.
Dlatego tam każdy gospodarz sam sobie rzepkę skrobie i jest tak , jak jest, ale to też ma swój urok, przecież nie zawsze wszystko „pod sznurek” musi być urządzone, Francja – elegancja? no może rzeczywiście niekoniecznie!
No i po co ja się tak wymądrzam i koniecznie przed szereg chcę wyjść?
Jeżeli się komuś nie podoba, może tam nie przychodzić.
Ale może miałam zbyt wielkie wyobrażenie i moje zderzenie z rzeczywistością nieco mnie rozczarowało…..
A ja jednak następnym razem też umówię się z kimś tam miłym na Dolnych Młynów, a tak wogóle to MARUDA jestem i już!
Ale przecież najważniejsi są ludzie, z którymi się spotykamy.
Stolik, to stolik, krzesełko więcej lub mniej wygodne to tylko mebel, który i tak na tym właśnie miejscu pozostanie, ale w pamięć zawsze zapadną te miłe, wspólne chwile.
A te były naprawde bardzo sympatyczne.
Rodziców Diany już kiedyś osobiście spotkałam, ale Beatkę i Sława znałam tylko z Facebooka, to było nasze pierwsze spotkanie w realu i…….. okazało się, że ta internetowa znajomość doskonale przełożyła się na całkiem realną sympatię, czułam się w ich towarzystwie tak, jakbym znała ich już od dawna. I to nie dlatego, że zostałam przez Beatę sowicie obdarowana darami natury: dostałam piękny słoik z ziołami przez Nią zbieranymi, dostałam syrop z szyszek przez Beatkę robiony, teraz żaden kaszel już mi nie będzie straszny no i Sław zrobił pyszną nalewkę ajerkoniakową, którą w domu od razu wypróbowałam, wyborna. Również i Rodzice Diany obdarowali mnie wiśniami w czekoladzie, czułam się tak, jakby na Dolne Młyny św Mikołaj przyjechał wczoraj z prezentami.
Tylko ja nie miałam dla nich żadnego prezentu……….. 😦
Oczywiście była też i Diana z Ksawerym, ale największą Gwiazdką tego naszego spotkania była oczywiście Zelda. Bardzo już wydoroślała nasza Zeldunia, już nie jest tym potulnym, ufnym niemowlakiem, rozdającym uśmiechy na prawo i na lewo, stała się bardziej asertywna , potrafi mieć już swoje zdanie, które umie wyegzekwować. Owszem, obdarzyła mnie uśmiechem od czasu do czasu, ale najważniejszą osobą w tym towarzystwie dla niej była jej mama, co jest chyba normalne raczej dla dzieci w tym wieku, zaczynają się wstydzić osób, które nieco mniej znają, są mniej wobec nich ufne. Dlatego nawet nie próbowałam jej wziąć nawet na ręce, nie chciałam niepotrzebnie ją deprymować.
Oczywiście nasze spotkanie zakończyło się, a jakże, wspólnym zdjęciem, pamiątką z mile wspólnie spędzonych chwil.
Ponieważ, jak pisałam, zostałam obdarowana prezentami, moja siatka zrobiła się bardzo ciężka, więc musiałam taksówką wrócić do domu, gdzie zostawiłam bagaże i pojechałam na Żabiniec, do pracy.
Dalej była piękna słoneczna pogoda i nawet zrobiło mi się nieco gorąco w tej mojej tunice, ale do czasu, niestety deszcz znów dał o sobie znać i z pracy wracałam już w całkowitej ulewie, jak to dobrze, że istnieją taksówki!
Za to wczoraj w pracy „zabawiłam się” ….w psychologa. Miałam pacjentkę, której pierwsze słowa po wejściu do mojego gabinetu były „Boję się” Nie był to pierwszy już taki przypadek, z którym się spotkałam, nie wiem czemu, ale wyraźnie ten duży, nieco „warczący” aparat robi na niektórych ludzi duże wrażenie.
Pani okazała się bardzo miłą osobą, po moich słowach, „proszę się nie bać, wszystko będzie dobrze” wdała sie ze mna w długą rozmowę, która okazała się dla niej zbawienna, bo udało się jej pokonać ten niepotrzebny lęk przed badaniem, które przeszło przez to całkiem dobrze, a poza tym rozmawiając z nią o różnych naszych kobiecych i ludzkich kłopotach sama w pewnym sensie sobie pomogłam w opanowaniu niektórych moich własnych lęków, obaw, porównując niektóre zbieżne nieraz problemy. Chyba nie ma człowieka, który by takich obaw nie posiadał , trzeba tylko potrafić sobie je uprzytomnić i rozwiązać, a taka właśnie rozmowa z tą moją pacjentką okazała się swoistą terapią i dla niej i przy okazji dla mnie.
Pani też zadowolona była z naszej rozmowy, która nieco się przedłużyła, ale akurat nie miałam w tym momencie żadnego innego pacjenta i mogłam jej czas poświęcić. Na koniec pani serdecznie mnie uścisnęła i stwierdziła, że powinni mnie w przychodni zatrudnić na etacie psychologa, bo świetnie nadaję się do tej roli. No przesada oczywiście, ale czasami okazuje się, że sama empatia jest nieraz korzystniejsza niż źle, tylko podręcznikowo pojmowana wiedza o psychice innego człowieka. Bo drugiego człowieka trzeba umieć wysłuchać, zrozumieć, wstawić siebie w jego ramy myślenia, odczuwania, bo przy tym można naprawdę wiele i o sobie samym się dowiedzieć, wydobyć ze swojej duszy to, co chcemy nieraz przed samym sobą ukryć i w pewnym sensie odnaleźć siebie od nowa.
Takie oczyszczenie własnych myśli przynosi potem wielki spokój.
To właśnie jest ciekawe, że taka rozmowa dwóch całkiem nieznających się dotąd osób okazała się dla nich dwustronną terapią.
Tak więc wczorajszy dzień był dla mnie niesamowity, bardzo miły i przy tym bardzo ciekawy, śmiało mogę powiedzieć, że był bardzo udany i nawet ten popołudniowy deszcz nie potrafił mnie dobrego humoru pozbawić.
Nie tylko dlatego, że w bardzo miłym towarzystwie spędziłam przedpołudnie, zyskałam nowych serdecznych Przyjaciół, ale również odnajdując w sobie nowe pokłady empatii, byłam komuś pomocna i przy okazji w pewnym sensie sama siebie na nowo odkryłam, czegoś się o sobie samej nauczyłam.
A co dzisiejszy dzień przyniesie?
Tego nie wie nikt, dzień dopiero się rozpoczyna, na razie owiany jest tajemnicą.
Jak to kiedyś powiedział w znakomitym psychologicznym w sumie filmie Forest Gump, życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiadomo, jaką czekoladkę z niego się wybierze.
Ale i tak słonka i pogody ducha na dzisiaj życzę.
Oj, coś za dużo tej psychologicznej filozofii w moim dzisiejszym wpisie zamieściłam 🙂
Ale może to i jest lepsze, niż polityczna rozprawka ??????
Na pewno bezpieczniejsze!!!
Wszystkiego dobrego 🙂

i znowu poniedziałek

Ponieważ wczoraj wysmarowałam bardzo długi i w dodatku polityczny wpis, dzisiaj czuje się zwolniona z pisania długiego tekstu. bo i zresztą mam niewiele czasu rano.
Dzisiaj rano, około 10.30 mamy takie małe spotkanie w miłej kawiarence na ul Dolnych Młynów, na które prócz Diany, Ksawera i oczywiscie Zeldy przyjdą także i rodzice Diany i zaprzyjaźniona para, Beata ze Sławem.
Spotkanie nie będzie pewnie długie, ot,tylko wspólnie napijemy się kawy i chwilkę sobie pogaworzymy, zreszta potem ja muszę jeszcze dojechać do pracy.


Jest to kompleks różnych restauracji i kawiarenek, oczywiście w okresie letnim z czynnymi ogródkami na zewnątrz, w którym można miło spędzić czas.
Dawniej znajdowała się tu fabryka papierosów. Teraz Dolne Młyny, stały się kultowym miejscem wypoczynku i spotkań z przyjaciółmi. Wieczorem jest tu niepowtarzalny klimat. To miejsce w samym sercu Krakowa, w każdy dzień tętni życiem.
Prawdę powiedziawszy jeszcze nigdy dotąd tam po remoncie nie byłam, więc z przyjemnością to miejsce odwiedzę, chociażby żeby powspominać, jak to było tu kiedyś, gdy stały tam małe, szare baraki , a jak jest teraz, gdy powstało tu miejsce całkowicie innego, rozrywkowego przeznaczenia.
Ale nam ten Kraków się zmienia, ale pięknieje !!!
Dawniej takie kawiarniane ogródki zdobiły tylko Rynek Główny, potem zaczęły powstawać takie małe, przytulne restauracje i kawiarenki na odnowionym już Kazimierzu, teraz jak widać, jest coraz więcej takich przytulnych miejsc w Krakowie, które są bardzo licznie i bardzo chętnie przez Krakowian i pewnie nie tylko przez nich odwiedzanych.
Byle tylko deszcz za bardzo nam nie dokuczał, ale zawsze wtedy możemy schować się we wnętrzu, chociaż straciłoby o pewnie trochę na swoim uroku.
Ale niestety, wszystko na razie wskazuje na to, że jednak w ogródku dzisiaj sobie nie posiedzimy, niestety od rana pada deszcz, czasami nawet zagrzmi i kto wie, kiedy ewentualnie się pogoda nieco nam rozjaśni.
Wczoraj na szczęście padał deszcz tylko dopołudnia, potem się rozchmurzyło i nawet czasami słonko zaświeciło, ale jakoś nie miałam wcale melodii do spacerów, przebąblowałam cały dzień w domu, oglądając filmy o czarownicach na Netfliksie. Po prostu odpuściłam sobie wizytę w Parku, tym bardziej, że już nie było tam takiego wspaniałego pikniku, jak jeszcze tydzień temu.
Trochę potem miałam nawet wyrzuty, że jednak na spacer się nie zdecydowałam, ale jeszcze na pewno nie jeden raz w tym roku uda mi się pospacerować po słonecznym moim Parku, albo posiedzieć w słonku z
V.I.P-em na ławeczce, czy pobawić się z Lolą piłeczką. Przynajmniej mam taką nadzieję, wszak jeszcze kilka dni lato trwa.
A co do mojego wczorajszego wpisu, to nawet V.I.P. po przeczytaniu go stwierdził, że to była bardzo ostra i śmiała ocena obecnej sytuacji w Polsce. Fakt, trochę mnie poniosło, czego nie żałuję wcale, ale chyba muszę jednak nieco opanować moje emocje, bo rzeczywiście może się to dla mnie źle skończyć.
Nikt nie lubi czyjejś krytyki, a ten rząd szczególnie na to jest wyczulony, a teraz i dostępne środki inwigilacji są coraz bardziej niebezpieczne, o ewentualnych reperkusjach nie wspomnę.
Ale jedno jest pewne, zdecydowanie nie jestem zwolenniczką Pisu 🙂
I na pewno nie przestanę przypominać o konieczności brania udziału w głosowaniu, oczywiście mądrym głosowaniu, nawet na każdą partię, byle nie tą zaczynającą się na literę „P” !!!!!!!

To tak jeszcze na koniec wrzucę malutki pseudo polityczny dowcip :

Wszedł facet do baru i krzyczy głośno : ” już dziś stawiam każdemu kolejkę, za jego własne pieniądze” Ludzie wstają, zaczynają płakać ze wzruszenia, klaskać w ręce i skandować : „JAROSŁAW, JAROSŁAW, JAROSŁAW” 🙂

Musiałam, nie byłabym sobą 🙂

No to co, mimo niezbyt pochlebnej prognozy pogody miłego poniedziałku i fajnego całego tygodnia życzę.
I nie przejmujcie się nadchodzącą jesienią, ona też potrafi być piękna.

A ja nie chcę trzynastki i czternastki

Ja chcę mieć ŚWIĘTY SPOKÓJ i naprawdę normalne życie w normalnej Polsce!!!!!!
To jest moja reakcja na wczorajszą pisowską konwencję, trzeba przyznać, że z rozmachem zrobioną, ale też trzeba przyznać, że za moje i Twoje pieniądze, na co wcale nie wyraziłam zgody i nikt z Was takiej zgody na takie bezprawie pewnie też nie wyraził !!!!!
Nie oglądałam konwencji, nie miałabym do tego nerwów, oglądałam tylko wyjątki, przytaczane w Szkle Kontaktowym i też mnie po prostu krew zalewała.
Z jednej strony premier naobiecywał tyle, że już chyba więcej nie może , mimo, że krytykował moment wcześniej obietnice dane na konwencji KO, która odbyła się dzień wcześniej.
Ale podobno (według Morawieckiego) KO naobiecywało i poszło na piwo, a Morawiecki obiecywał i obiecywał coraz więcej i…nos mu rósł od tych kłamstw, które tak beztrosko rzucał, pewnie niedługo nawet Pinokio będzie długością nosa premiera zawstydzony.
Ale gdy już obiecali, że my, biedni emeryci dostaniemy nie tylko trzynastą, a nawet czternastą pensję, nie uwierzyłam, przecież w tym super wyważonym budżecie na przyszły rok nie znalazło się nawet miejsce na „trzynastkę” dla emerytów, to skąd nagle i jeszcze jedna dodatkowa emerytura, czyli „czternastka”?
Jak można sobie tak bezkarnie kpić ze starszych ludzi, którzy nie są przecież na łasce państwa, oni sobie te marne pieniądze ciężko przez swoje długie lata przecież wypracowali.
Im rzeczywiście te pieniądze się należą!!!!!!!
Worek z pieniędzmi nad Polską ktoś rozpruł, czy co?
Popatrzcie tylko na ten niesamowity dług, który już Polska zaciągnęła na poczet dotychczasowych już rozrzutnie i bezmyślnie rozdanych pieniędzy, więc…wniosek nasuwa się sam, pożyczymy więcej, a co tam, biliard, dwa, czy trzy biliardy, to nie my będziemy spłacać – takie jest motto tej partii.
W sumie powinni byli iść na całość i przyrzec emerytom, że tę „trzynastkę” będą dostawali co miesiąc, a co tam, przecież PIS to taki całkiem dobry Święty Mikołaj, rozdaje prezenty na prawo i na lewo, obojętnie na porę roku, (bo jak wiecie, św Mikołaj w grudniu na ogół przychodzi z prezentami), pod warunkiem, że to będzie tuż przed wyborami!
A potem…RIFIFI, po prostu się powie, że nie ma pieniędzy na emerytury i na inne bajery i …………….
I znów Bareja tu się kłania : NIE MAM PANA PŁASZCZA I CO MI PAN ZROBI??????
No, ale to nie wszystko, najważniejsze są słowa, które padły z ust samego prezesa , które mogłabym w skrócie zdefiniować tak ; DAJCIE NAM WŁADZĘ, A MY ZA TO, W PODZIĘKOWANIU ZA GŁOSOWANIE NA NASZĄ PARTIĘ, WEŹMIEMY WAS ZA MORDY!!!
Będziecie robić to wszystko i tak wszystko, jak wam będziemy dyktować, bo tak będzie wyglądać nasza pisowska demokracja.
TYLKO MY MAMY RACJĘ !!!!!!!!
Tylko kto mi wytłumaczy, co to wszystko wspólnego ma z demokracją?
I wiecie, co w tym jest najgorsze? Mianowicie to, że ludzie rzeczywiście zagłosują na PIS, a jeżeli uda im się (przy całkowitej bierności sporej części Polaków, oczywiście) zdobyć większość w Sejmie, będziemy mogli powiedzieć, że PRL był RAJEM!!!!!
To nie będzie nawet PRL- BIS, to będzie SUPER – HIPER PRL!!!!!!
A jeszcze czego więcej się boję to tego, że gdy już Polacy rzeczywiście po tyłkach dobrze dostaną, wyjdą na ulice i dojdzie do krwawej walki o rzeczywiście normalną Polskę. bo nawet ci jeszcze teraz ociemniali ujrzą, jak bardzo zostali oszukani i jak bardzo trudno jest w takich warunkach żyć.
Pis sam się nie podda łatwo, zbyt wiele mają teraz do stracenia i to nie tylko materialnie, ale oni doskonale zdają sobie sprawę z tego, że taki przewrót zaprowadzi ich za kratki, że odpowiedzą za wszystkie swoje niecne czyny wobec Polski, za łamanie Konstytucji, za przemoc wobec ludzi im przeciwnym, za zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego i Sądownictwa, za kradzieże i malwersacje, i za wiele jeszcze innych czynów niezgodnych z konstytucją i z moralnymi zasadami państwa.
Tylko pomyślcie, czy naprawdę musi się lać krew na ulicach? czy muszą ginąć niewinni ludzie, czy musi tyle osób stracić zdrowie, żeby Polska była w końcu normalna?
Czy nie łatwiej rozwiązać jest ten problem pokojowo, przy urnach wyborczych????
Lekkomyślnie oddaliśmy państwo w ręce złoczyńców, teraz trzeba im te stery rządów odebrać i za zniszczenie Polski i co też jest ważne, za zniszczenie naszej pozycji w Europie i na świecie ukarać.
Polska jest krajem Wszystkich Polaków i tych wierzących w kościół katolicki i wyznawców innej wiary, także i ateistów, ludzi heteroseksualnych i homoseksualnych, rudych, łysych, brunetów, siwych i blondynów….tak mogłabym jeszcze długo wymieniać.
Nie ma to żadnego znaczenia, jaki kto jest , ważne jest by nie był złodziejem, nie zabijał, nie niszczył psychicznie i moralnie drugiego człowieka.
Niestety Pis jest partią autokratyczną, która narzuca siłą nam swoją wolę, ubierając ją w piękne słówka, przy okazji mieszając w to religię katolicką, która nie powinna w ogóle sprawami państwa się zajmować i w dodatku Pis bez pardonu niszczy tych, którzy ich indoktrynacji nie chce się poddać.
A może być tylko jeszcze gorzej……
13 październik już niedługo !!!!!!!!
PROSZE WAS, WYBIERAJMY MĄDRZE !!!!!
OD NAS ZALEŻĄ DALSZE LOSY NASZEJ OJCZYZNY !!!!!!!!!


Wczorajsze popołudnie też udało mi się spędzić w Parku, najpierw na zabawie z Lolą, a potem na miłych rozmowach z V.I.P-em, ale po jakimś czasie deszcz nas z Parku przegonił, niestety
A dzisiaj…….. też deszczowy, smutny dzionek wstał.
Jest buro, ponuro, a przede wszystkim jest mokro.
No cóż, do Parku dzisiaj nie pójdę, zresztą czas pikników w Parku już tydzień temu dobiegł końca. Dobrze, że ta ostatnia piknikowa niedziela chociaż się udała…. jest co wspominać.
Ale ducha nie gaście, zawsze jest coś ciekawego do zrobienia, nawet w taki deszczowy, jak dzisiejszy dzień.
Ja na przykład będę sobie dzisiaj leniuchowała pod kołderką i oglądała filmy na Netflixie.
Mile spędzonej niedzieli.

parkowe reminiscencje

Mimo, że nie jestem właścicielką żadnego czworonoga, mam już kilka zaprzyjaźnionych psów w moim Parku.
Na przykład Dropsik. Bardzo miły i spokojny piesek, zawsze przykładnie na smyczy wyprowadzany przez swoją panią, lub swojego pana, też bardzo miłych i zrównoważonych właścicieli.
Jest takie powiedzenie, jakie pies, taki i jego właściciel i jak widać coś z prawdy w tym powiedzeniu jednak jest.
Dropsa ponałam podczas pobyt u mnie Pepy, oba pieski wtedy bardzo się ze sobą zaprzyjaźniły.
Niedawno Dropsik miał bardzo niemiłą przygodę, idąc na smyczy, prowadzony ze swoją panią, został napadnięty przez biegnącego …buldożka francuskiego. Oczywiście to nie był żaden znajomy mi buldożek, ot, akurat ten „egzemplarz” przez park przechodził, szedł luzem i nie wiadomo czemu napadł na biednego Dropsa, oskalpował i ząbkami uszkodził koniuszek jego ogonka.
Nie byłam co prawda świadkiem tego incydentu, ale znam go z opowiadań, a zresztą przez kilka dni Drops chodził przez park wyraźnie zgaszony, był bez humoru, pewnie go nadgryziony ogonek bolał, a może też i psychika pieska nieco siadła…..
Teraz na szczęście ogonek Dropsa już się goi, nawet zaczyna porastać sierścią, a i piesek znów stał się o wiele weselszy niż jeszcze kilka dni temu.
No właśnie, pies to tylko pies, nigdy nie można przewidzieć, co mu do głowy wpadnie. Tylko jakoś mi się nie może zmieścić w głowie, że francuskie buldożki potrafią być takie groźne, ale widać z tego, że na pewno wiedzą, po co mają ząbki. Tylko moja Pepa, ani zaprzyjaźniona Lola na pewno by na innego pieska nie napadły.
Oczywiście wczoraj w Parku spotkałyśmy się Lolą, wszystkie moje obawy zostały więc odroczone w czasie. Bawiłyśmy się jak zwykle piłeczkę i było bardzo miło, ale w pobliżu zebrała się grupka innych piesków i do nich ochoczo Lola pobiegła, a ja z oddali patrzyłam, jak kilka piesków wesoło hasają, goniąc po łące, poszczekując przyjaźnie. Ale do czasu.
Nagle jeden z nich po prostu napadł na swojego dotychczasowego kompana zabaw i wszczęła się niezła awantura, która przeniosła się w okolicę ławki, na której siedziała przypadkowa, starsza pani i to ona przez tego prowodyra też została ząbkami zaatakowana. Oczywiście była krew i masa nerwów, bo okazało się, że pani ma kłopoty z krzepliwością krwi i rana na nodze niezbyt się chciała zasklepić, ale po jakimś czasie udało się sprawę załagodzić, a właścicielka atakującego psa pobiegła do domu, aby przynieść świadectwo szczepienia psa.
Na szczęście Lola nie brała czynnego udziału w tej całej aferze, co prawda troszkę też poszczekiwanie, ale z bezpiecznej odległości, nie brała udziału w tym kłębowisku coraz bardziej zajadłych na siebie psów.
A dlaczego o tym piszę?
Każdy z nas może na drodze spotkać jakiegoś psa, właściwie tak do końca nie każdemu psu zaufać można, bo kto wie, jaki malutki nawet zapalnik zadziała i już z potulnego pieska robi się groźna bestia.
Mimo, że miałam kiedyś psy i mimo, że lubie psy, zawsze ten margines zaufania staram się zachować, chociaż….całkiem nie tak dawno zaatakował mnie ząbkami dosyć boleśnie malutki szczeniak Kamilki i też krwawą rysę na moim przedramieniu zostawił.
Ale pieski na ogół mnie lubią, kiedyś siadłam na ławce w drodze do pracy, a tu podbiegł do mnie całkiem obcy mi mały piesek i wesoło zaczął ze mna się witać. Oczywiście pani go zaczęła strofować, bo piesek łapkami na kolana mi wskakiwał, ale ja uspokoiłam, że na ogół wszystkie pieski Ciocię Ewę kochają. Może to czują, że je lubię?????
Są co prawda przypadki, że niektóre psy mnie jednak obszczekują, ale pewnie to dlatego, że nie podoba im się mój nieco kulawy sposób chodzenia, ale na szczęście na szczekaniu się to kończy, jeszcze dotąd żaden pies (no właśnie z wyjątkiem tamtego szczeniaka Kamilki) mnie nie zaatakował.
Ale wczorajsze popołudnie w Parku również spędziłam z bardzo miłą mi osobą, z V.I.P-em. Gdy pieski już sobie poszły i zaległa się miła, parkowa cisza, miło było posiedzieć sobie w jesiennym już niestety słoneczku i porozmawiać.
Niestety, to słonko już nie grzeje tak mocno jak kiedyś, ale drzewa są jeszcze wciąż zielone, chociaż i gdzieniegdzie żółte listki już się pokazują.
Nie wiem, czy dzisiaj też uda mi się posiedzieć w Parku, zapowiadają deszczową pogodę na dzisiaj.
Jak na razie na szczęście nie pada, nawet słonko zaświeciło, więc muszę szybciutko wybrać się ze swoim wózeczkiem na zakupy.
Fajna sprawa ten wózek, możesz naładować do niego towaru ile tylko chcesz i nie musisz potem tego dźwigać, wystarczy pociągnąć za sobą wózek.
Szkoda tylko, że taki wózek nie chce zapłacić za zakupione towary……..
No to miłej soboty, wolałabym jednak nie deszczowej (moje kostki znów by cierpieć musiały) i sporo dobrego humorku na dzisiaj.
Do kalendarzowej jesieni jeszcze trochę dni nam pozostało, a już wczoraj na moim balkonie zauważyłam wątłą nitkę Babiego Lata.

Kryzys?

Nic nie zapowiadało mojego wczorajszego kryzysowego dzionka. Wstałam całkiem radośnie, wypoczęta, doszłam szczęśliwie do pracy, chociaż trzeba powiedzieć, że musiałam kilkakrotnie po drodze odpoczywać na ławeczce, bo akurat zrobi się znów zaduch.
Ale podjęłam się swojej pracy i nagle….poczułam się, jakby ktoś wypompował ze mnie całe powietrze. Było mi duszno i słabo, mimo, że w mojej pracowni zamontowany już jest klimatyzator, całkiem fajnie nawet dmucha chłodniejsze powietrze. Może aparatowi nawet to posłużyło, bo wyraźniej mniej się zawieszał, niż poprzednio (chyba tylko dwa razy musiałam error usuwać) , za to mi ciągle było duszno, a przecież temperatura nie była aż tak oszałamiająco wysoka, jak ongiś bywało.
Ponieważ musiałam zawiesić swoją kartę bankomatową, nie mogłam wracać jak zawsze Boltem, czy Uberem, musiałam zdać się na miejskie taksówki. Byłam bardzo zmęczona i nie podjęłabym się powrotnej drogi autobusem, zwłaszcza, że od przychodni do przystanku jest dosyć daleko.
I tu rozpoczęły się schody, bo nijak nie mogłam dodzwonić się do Barbakanu, którym często jeździłam, dostawałam jakieś dziwne komunikaty, zresztą koleżance też nie udało się tam dodzwonić, musiałam zdać się na jakąś inną firmę, więc musiałam prawie jeszcze pół godziny na transport poczekać.
Przyjechał całkiem miły pan w średnim wieku, niestety był bardzo gadatliwy, a szczególnie lubił opowiadać o swoich chorobach – akurat coś dla mnie, myślałam, że przez to okno taksówki wypłynę na zewnątrz. Ale ponieważ jestem dobrze wychowana, starałam się jakoś wysłuchać i nawet grzecznościowo wdać się w konwersację, ale to jeszcze bardziej mnie tylko zmęczyło. W dodatku potem pan zaczął mi opowiadać o jakichś zielonych czy niebieskich ludzikach, które z Ukrainy do nas dotarły, jako zrzut ludzi Putina – prawdziwy obłęd, a taksówka jechała i jechała, wydawało mi się, że już w nieskończoność tak będzie……
Do domu dotarłam całkowicie już wypompowana, nawet komputera nie odpaliłam, tylko położyłam się na łóżku i natychmiast zasnęłam.
Rzeczywiście obudziłam się około 11 w nocy, ale tylko po to, by iść do łazienki, rozścielić łóżeczko i po przebraniu się w nocną bieliznę, natychmiast dalej spać. Może i ze dwa razy w nocy się przebudziłam, ale radośnie jednak do rana przetrwałam, dopiero kawa i poranne wejście na mój komputer (już nie mówiąc o porannym telefonie od Magdy) jakoś na normalne tory życia mnie przywróciły.
Nawet do hurtowni gtm zatelefonowałam, z zapytaniem, czemu jeszcze nie przelali moich pieniędzy na moje konto, okazało się, że sprawa jest przesłana do rozpatrzenia do księgowości hurtowni Dziwne, co oni chcą rozpatrywać, skoro sprawa jest prosta, nie dokonałam zakupu, powinien być zwrot pieniędzy. Ale okazuje się, że na taki zwrot muszę czekać 14 dni.
Ot, znowu biurokracja, brać chcą natychmiast, za to z oddawaniem niewykorzystanych pieniędzy zwlekają – nasza polska rzeczywistość.
Ale najważniejsze, że już nie mam kłopotów z Alior Banku, chociaż jeszcze nie dostałam żadnego potwierdzenia, że moje pieniądze tam wpłynęły i że zamykają w związku z tym moje kredytowe konto. Pewnie na to też będę musiała odczekać regulaminowy, bankowy czas. ECH !!!! szkoda nawet gadać jak to wszystko u nas w Polsce żółwim tempem się załatwia.
Ale najważniejsze, że wstał nowy dzionek, niby chmurzasty trochę, ale w miarę ciepły, nawet słonko też się już pokazało, co prawda jeszcze nieśmiało, ale pokazuje przynajmniej swoja obecność na niebie.
No i moja psychiczno – zdrowotna kondycja jest o wiele korzystniejsza, niż wczoraj, pewno to jest skutkiem dwóch wypitych przeze mnie kaw.
No to życzę przyjemnego i szczęśliwego piątku (na szczęście dzisiaj nie jest trzynasty dzień miesiąca) i wiele radosnych godzin na dzisiaj i na cały weekend.

MAM!!!!!! MAM!!! NARESZCIE !!!

Wczoraj odebrałam wreszcie mój nowy, upragniony i jakże wyczekiwany Iphone 8. Wreszcie kurier mi go jeszcze nawet przed południem doniósł.
Tak dla sprawiedliwości muszę dodać, że sklep Avans uznał moją reklamację tyczącą znacznie opóźnionej dostawy i przyznał mi upust o 40 zł przy następnym zakupie w Avansie, ważny do końca tego roku. Raczej wątpliwe, żebym z niego skorzystała, bo już nie mam zamiaru nic więcej zamawiać, przynajmniej w najbliższym czasie.
Już ten zakup kosztował mnie mnóstwo nerwów, pieniędzy też, bo tyle telefonów, które wykonałam do Alior Banku, Banku Santander, nawet do mojego Banku PKO.BP, a także do sklepów: Avans, eMag, do hurtowni i nie wiadomo gdzie jeszcze, pochłonęły chyba całą masę moich pieniążków, ale…..
Chciałam mieć nowy Iphone, więc go mam, na tym koniec. Kropka.
FINITO !!!!!
Sprawę z Alior Bankiem też już załatwiłam, to znaczy z mojego konta PKO wpłaciłam na konto Alior Banku odpowiednią kwotę za pobrany kredyt, by jak najszybciej przynajmniej tę sprawę załatwić, a teraz czekam na stosowny przelew z hurtowni, do której trafiły moje kredytowe pieniądze, które niewykorzystane ma przelać na moje własne konto PKO, zobaczymy kiedy i czy wogóle te pieniądze do mnie dotrą.
No, ale na razie większą część kłopotów mam już za sobą, teraz czekam na już prawdziwy i szczęśliwy finisz sprawy.
Przynajmniej żaden komornik mi już nie zagraża !!!!!!
Oczywiście wczoraj przyszła do mnie Darka i ustawiła mi wszystkie potrzebne dane na nowym telefonie, w dodatku jeszcze pojechała z moim telefonem do punktu, gdzie założyli mi ochronne szybki na na przód i na tył aparatu, teraz nawet gdy aparat niechcący spadnie, nie powinien doznać żadnych większych usterek. No chyba, żeby czołg po nim przejechał, ale będe bardzo na niego uważała. Takiej możliwości nie przewiduję 🙂
Oczywiście zaraz potem wykorzystałam swój nowy Iphone do robienia zdjęć w Parku, ba, nawet nagrałam nim też malutki filmik,.
Było pięknie i słonecznie, acz nieco już chłodnawo (czuć już jesień, oj czuć), ale za to stópki po wykonanym pedicure miałam jak nowe, mogłam nawet chwilkę połazić. Ale Pokemony oczywiście też sobie połapałam 🙂
a jakże 🙂
Szkoda tylko, że nie spotkałam na spacerze Loli, rozglądałam się za nią, ale widać była dzisiaj nieco wcześniej na spacerze i już sobie poszła, albo……. mogła już wejść w ten swój specjalny czas, gdy spotkania z panami – pieskami nie są wskazane. Wiem coś na ten temat, bo przecież z takim samym probemem borykałam się podczas ostatniego pobytu u mnie Pepy. Zresztą kiedyś pan Waldemar mowił, że ten czas Lolę już niedługo nawiedzi. Trudno, takie jest życie, będę cierpliwie czekała na następne spotkanie z Lolą i na następne zabawy z piłeczką.
Tej nocy nawet dobrze spałam, nowy nabytek nie spędził mi snu z oczu, jak niektórzy przewidywali.
Za to wstał całkiem przyzwoity i słonecznie dzień, powinno być ładnie, ale już znacznie chłodniej, niż jeszcze niedawno…..już mój wiatraczek musi iść do lamusa, już raczej nie będę go w tym roku potrzebowała.
A MNIE JEST SZKODA LATA……….. nawet tych gorących dni, teraz trzeba nieco cieplej już się ubierać.
Ale nie narzekajmy, jeszcze nie jest źle.
Grunt, żeby nasze humory nam dopisywały, czego Wszystkim na dzisiejszy czwartkowy dzionek serdecznie życzę

Dzień dobry Uleczko :-)

Już na pewno jesteś w Poznaniu i już na pewno swój ulubiony Fitness Club odwiedziłaś.
Widzisz, każdy ma swoje ulubione miejsce, ja Park Krakowski, Ty Fitness Club, tam jesteśmy po prostu szczęśliwe i to jest przecież w życiu najważniejsze.
Ale ważna jest też i Rodzina i Przyjaciele, nimi należy się otaczać.
Nie mogę narzekać, zawsze mam koło siebie swoje „dzieci”, które już podrosły sporo i własne problemy rozwiązują, ale wiem, że na nich liczyć mogę, podobnie jak Ty na swoją Ukochaną Magdę i na pewno jeszcze masz kilku Przyjaciół, z którymi czas miło spędzasz.
No i skromnie dodam, że zawsze masz jeszcze mnie, a chociaż jestem od Ciebie daleko, zawsze o Tobie myślę.
Ale czas wakacji już się skończył, trzeba powrócić do rzeczywistości, jak to dobrze, że tak potrafisz ją świetnie zagospodarować.
Życzę Ci Uleczko samych miłych wrześniowych chwil w Poznaniu, bo wrzesień też potrafi być piękny, chociaż czasami deszczem pokropi, na pewno znajdziesz mnóstwo czasu, aby ze swoimi ulubionymi kijkami pospacerować.

A co u mnie?
Oczywiście jeszcze do tej pory komórki swojej nie otrzymałam. Musiałam wczoraj złożyć w sklepie AVANS reklamację, trochę mnie tam zlekceważono, skoro zawalili sami sprawę ze złym zafakturowaniem moich pieniędzy, a przez to czas dostawy tak wydatnie się przedłużył (normalnie trwa 2 dni, ja już tych dni czekam 8), powinni dać mi za to jakąś rekompensatę.
Pan reklamację przyjął, przyznał mi rację i ……..kazał czekać na odpowiedź, która dotarła do mnie, jako informacja, że sprawa będzie rozpatrywana, ale za to dostałam też wiadomośc, że mój Iphone został ju (wreszcie) wysłany.
Czyżby dzisiaj mnie miała spotkać ta radość z otrzymania mojego nowego telefonu? Aż nie wierzę w swoje szczęście, ale nawet dzisiejszy horoskop dla mojego znaku o jakimś niespodziewanym gościu mi podpowiedział. czyżby jednak ? Czyżby tym gościem miał być kurier z moim nowym Iphonem???
Jeszcze pozostaje do wyjaśnienia ważniejsza sprawa, muszę monitować, czy hurtownia przesłała już do Alior Banku moje pieniądze (czy zwróciła mój kredyt), za tego drugiego Iphona, którego w rzeczywistości nie kupiłam.
Ale to nie jest wcale takie łatwe dodzwonić się do hurtowni, bo ciągle jest komunikat, że z powodu charakteru pracy pracownicy nie mogą prowadzić rozmów telefonicznych.
Dziwne to trochę, bo co to za instytucja, z którą jest niemożliwe nawiązanie kontaktu telefonicznego, można z nimi skontaktować się tylko przez email, a sprawa jest dla mnie pilna, bo czas akurat działa na moją niekorzyść, może Alior Bank stwierdzić, że czas reklamacji i zwrotu pożyczki się skończył i jednak będę musiała tę pożyczkę, co nie daj Panie Boże, spłacać.
Raz jako jednak podstępem udało mi się z tą hurtownią jednak porozmawiać, dzisiaj spróbuję raz jeszcze, bo dotąd żadnej mailowej odpowiedzi od nich nie dostałam, a powinni byli mnie poinformować , jaki jest ciąg dalszy mojej sprawy. Nie mogą przecież niewykorzystanych przez nich pieniędzy trzymać w nieskończoność.
Ech, mam ja za swoje z tymi dwoma zakupami (oba jak widać dość niefortunne), mam!!!!
Ale mam nadzieję, że ten koszmar kiedyś wreszcie przeminie i obie sprawy skończą się dla mnie pomyślnie
Dzisiaj rzeczywiście przyjdzie do mnie jeszcze jeden gość, czyli pni Ela, która od czasu zamknięcia jej placówki, w moim domu robi mi pedicure, co jest dla mnie na tyle wygodne, że nie muszę jej po całym Krakowie szukać.
Pogoda jest niezła, najważniejsze, że nie pada, więc mały spacerek, na odświeżonych po pedicure stópkach będę mogła uskutecznić.
Może spotkam Lolę, już kilka dni jej nie widziałam, trochę tych zabaw z piłeczką mi brakuje.
Życzę Wszystkim przyjemnej i wesołej środy.

oj, nie pójdę sobie dzisiaj do mojego kochanego Parku

Za oknem deszcz pada i pada i jest całkiem i mokro i chłodno.
Dzisiaj niestety spacer po Parku nie jest mi pisany, więc przynajmniej poczęstuję Was filiżanką wspaniałej, gorącej herbaty, podanej w przepięknej maisenowskiej filiżance, w towarzystwie przecudnych róż w jesiennym już kolorze.
Bo nie da się już tego ukryć dłużej, jesień nadciaga coraz szybszymi i śmielszymi krokami…..
Dzisiaj czekam na przesyłkę mojego nowego telefonu, mam nadzieję, że wreszcie do mnie ona dotrze, bo wczoraj pani w Avansie zapewniała mnie, że przesyłka zaplanowana jest na 3 września, czyli na dzisiaj.
Już prawie jest 10 rano, a jakoś żadnego stosownego smsa o kurierskiej dostawie nie otrzymałam, czyżby znów mnie w konia zrobili?
W każdym bądź razie już wczoraj zrobiłam stosowne zlecenie stałe w moim banku na ratalną spłatę tego telefonu, tylko……telefonu wciąż brak.
Jak również brak jest informacji od tej nieszczęsnej hurtowni, kiedy dokonają przelewu mojego pobranego, a nie wykorzystanego przelewu do Ariel Banku.
Czyli….. nadal tkwię bez telefonu i nadal wisi nade mna wizja spłat za kredyt, który de facto nie otrzymałam, nie wykorzystałam, Tragedia!
Obiecałam Wam, że będę zdawała relacje z mojego procesu odchudzania i nic nie będe zaciemniała.
Otóż wczoraj, po 2 tygodniach zważyłam się na tej samej wadze i…..przyznam, że byłam zawiedziona.
Nie wiem, pewnie wyobrażałam sobie, że już sporo tych kilogramów z siebie zrzuciłam, tymczasem jest tylko 7 kg mniej, czyli nie za dużo, właściwie przez te 2 tygodnie udał mi się tylko 2 kg stracić.
Ale nie poddaję się, walcze dalej.
Ale o wczorajszym dniu wyciągnęłam 2 wnioski:
Wniosek nr 1 niestety wiele szybciej (i łatwiej) jest zwiększać swoją wagę, niż się jej pozbywać.
Rośnie zatrważająco szybko, maleje zatrważająco pomału !!!!!!
Wniosek 2: jednak po operacji bariatrycznej chudnięcie było o wiele łatwiejsze, chociaż nie mogę powiedzieć, żebym teraz jadła więcej niż zaraz po zabiegu. Widać wtedy mój organizm dostał hasło „chudniemy”, a teraz mój organizm „zafiksował’ się na pewnej wadze i trudno tę fiksację z niego zdjąć.
Uparty jest prawie tak samo jak ja, teraz zobaczymy, kto zwycięży, ja, czy moje słodkie „ciałko”
Polityki prawie teraz już w ogóle nie oglądam, nawet „Szkło Kontaktowe” sobie ostatnio odpuszczam, bo……. szkoda moich nerwów.
Ale gdy dotarło do mnie, że PIS ma już 45 procent poparcia (ciekawe, kiedy im tak to narosło?) i mogą mieć większość w Sejmie i bez pardonu robić, co tylko zechcą , szlag mnie trafił.
A niech sobie rządzą, ludzie popierający ich są naprawdę głupkami, przecież muszą widzieć chociażby tę drożyznę, która teraz już panuje, a będzie jeszcze drożej.
Wczoraj mówiła mi Magda, że na podręczniki i przybory szkolne musieli z Jackiem wydać ponad 1000 zł. I to tylko na jednego Jaśka, a gdyby mieli dwoje, czy troje tych dzieci, tak jak Pis zaleca?
Owszem, rodzice dostają 300 zł na tzw wyprawkę szkolną dziecka, ale rok temu za wszystko, co do szkoły jest potrzebne, płacili około 300-400 zł, teraz jest ponad dwa razy drożej, czyli nawet te 300 zł nie pokrywa zwiększonych wydatków.
A gdzie jest podwyżka jedzenia, nie mówiąc o podwyżce za prąd, która niebawem nas uderzy. Ludzie! czy wy naprawdę ciemne, gęste kotary na oczach macie?
O innym bezprawiu tego rządu już wspominać nie będę, bo może rzeczywiście przeciętnego człowieka mniej interesuje na co dzień niesprawiedliwy sąd, czy złośliwe hejty, ludzie bardziej interesują się własnymi kieszeniami , ale jak widać, jeszcze za mało po tych kieszeniach zostali uderzeni. Przebudzenie będzie bardzo bolesne.
Za to ten wspaniały rząd „dobrej zmiany” wprowadził opłaty za foliowe opakowania.
Czegoś tu nie rozumiem, jeżeli dodatkowa zapłacę za taki worek w sklepie, to on potem szybciej będzie ulegał degradacji, szybciej się rozłoży?????
Jeżeli miałyby tu działać względy ekologiczne, to powinni wprowadzić całkowity zakaz używania wszelkiej folii i to w każdej postaci, tylko…… ile przedsiębiorstw wyrabiających te foliowe produkty by upadło?
A wystarczyło tylko zmienić technologię, używać do produkcji materiałów bardziej ekologicznych, na juty, trawy, sznurka czy tym podobnych, wtedy dopiero można by powiedzieć o ekologicznej ochronie naszej planety.
To jest całkowite zaciemnianie prawdy, następny etap robienia z ludzi tylko durniów!!!!
Ale płać człowieku za worek, który będzie się potem ponad 100 lat rozkładał , jakeś głupi to płać za wszystko, co ci dobra zmiana oferuje !!!!

Mimo deszczu, mimo chłodu, mimo niekorzystnej sytuacji politycznej życzę Wszystkim, by na duchu nie poupadali i jakoś ten wtorek i następne dni (nawet te deszczowe) dobrze przeżyli, ale i trochę też i pomyśleli nad tym, co w niedługiej przyszłości ich czeka, a czego skutki odczują w nieco dalszej przyszłości ich dzieci, wnuki i prawnuki

DOBREGO WTORKU

Bardzo ważna dla mnie data 2 września

RÓŻA DLA MOJEGO TATY !!!

Przede wszystkim jest to dla mnie bardzo smutny dzień, bo 45 lat temu mój Najukochańszy Tata odszedł ode mnie na zawsze.
I chociaż tyle już lat od Jego śmierci minęło, jednak z jednakowym bólem wciąż Jego wspominam, zawsze czuję Jego obecność.
Mój Tata był nie tylko wspaniałym człowiekiem, ale dla mnie był niedoścignionym wzorcem i taki na zawsze w mojej pamięci i w moim sercu pozostanie.
KOCHAM CIĘ TATO I BARDZO, BARDZO ZA TOBĄ TĘSKNIĘ !!!!!

A dzisiejsza data kojarzy mi się jeszcze z jednym faktem sprzed 3 lat, gdy wtedy właśnie przeprowadziłam się do obecnego mieszkania.
Pamiętam te wszystkie obawy, które mnie wtedy dopadły, jak się okazuje, całkiem niepotrzebnie, bo przecież mieszka mi się tu, na Szymanowskiego wprost fantastycznie i wcale już nie chciałabym się stąd wyprowadzać, a tym bardziej nie chciałabym wrócić na ulicę Smoleńsk!!!
Ten spokój, nawet ta samotność, która wcale aż tak dokuczliwa nie jest, no i przede wszystkim ta obecność Parku Krakowskiego tuż obok domu…
Czasami czuję się jak księżniczka, któr wychodzi ze swojego pałacu i idzie dosłownie parę kroków na spacerek po własnym dużym ogrodzie, po parku. Cudownie jest, a że czasami tam też ludzie przychodzą? też dobrze, bo mam przynajmniej do kogo się odezwać. Już znam chyba połowę właścicielki piesków odwiedzających park, jakoś dziwnie pieski mnie polubiły i przychodzą się ze mną przywitać, ale oczywiście najważniejsza jest Lola, która wprost uwielbia ze mną bawić się piłeczkę, to mnie, a nie swojemu panu piłeczkę przynosi i prosi by jej ją rzucić.
Teraz trochę będzie pewnie inaczej, bo V.I.P. właśnie powrócił z nadmorskich wojaży do Krakowa i będe pewnie też z nim dzieliła miły czas w Parku, byleby tylko pogoda nam dopisywała, bo już zapowiadają ochłodzenie, ale….nie wierzę w te wszystkie prognozy, dzisiaj mówią tak, jutro co innego…….
Zeszłego roku piękne, jesienne dni w Parku trwały aż do połowy października, może nawet i dłużej i często w Parku z V.I.P-em się tam spotykaliśmy.
Jedno co tylko sen z oczy mi zmiata to…zima, a dokładnie to moje elektryczne ogrzewanie mieszkanie, strach pomyśleć co będzie, gdy opłaty za prąd pójdą dość wyraźnie w górę, ale przecież w chłodnicy siedzieć nie będę, jakoś sobie poradzić będę musiała
Zresztą zima trwa tylko ( aż!) 4-5 miesięcy, potem znów upragnione ciepełko przyjdzie…….
I właśnie wczoraj spędziłam taki bardzo miły i słoneczny dzionek w Parku Krakowskim, tym razem już nie z Lolą, ale….tak, tak, z V.I.P.-em, który już po urlopie powrócił wreszcie do Krakowa.
Oczywiście w Parku trwał Piknik, więc całe chmary ludzi park wypełniła, wszędzie było gwarnie, nawet w tle gdzieś tam wydobywała się z głośników muzyka, ale przynajmniej nie tak jak poprzedniego tygodnia hałaśliwa i z każdego kątka parku wybrzmiewała.
Ale my usiedliśmy na ławeczce z tyłu Parku, daleko od tego całego zamętu i było całkiem sympatycznie. Słonko co prawda dobrze przygrzewało, bo było 32 stopnie w cieniu, ale na całe szczęście od czasu do czasu zrywał się niewielki, ale przyjemny wiaterek, który miło chłodził nasze głowy.
V.I.P -a nie było ponad miesiąc w Krakowie, więc mieliśmy sobie wiele do opowiadania, chociaż i tak przecież codziennie rozmawialiśmy w tym czasie przez telefon. Ale jednak takie spotkanie te-ta-te to całkiem co
innego 🙂
Dzisiaj pogoda da nam chyba odpocząć od tych upałów, jest o wiele chłodniej i nieco nawet ponuro, nawet zapowiadają deszcze.
Ale i tak dzisiaj nie miałabym czasu na spacery po parku, bo po urlopie idę dzisiaj do pracy, a teraz rano jestem we ferworze załatwiania zwrotów tych pieniędzy niefortunnie przeze mnie pobranych na zakup tego nieszczęsnego Iphona.
Muszę obdzwonić i e-sklep i hurtownię, potem pewnie jeszcze będę telefonowała do Alior Banku, tak więc sporo załatwień przede mną – trzymajcie za mnie kciuki, bym pomyślnie podkręcała to wszystko , co sama namąciłam.
Życze miłego poniedziałku, oraz bardzo udanego całego tygodnia

HURRAAA !!!!!!! Znalazłam pieniądze

To znaczy nie realnie je znalazłam, ale wirtualnie, przynajmniej już wiem, gdzie moje pieniądze z Alior Banku wpłynęły i teraz moim zadaniem jest je stamtąd wydobyć.
Poniekąd to troszkę moja wina, bo nieopatrznie weszłam na jaki sklep Emag i to w dodatku na konto koleżanki (ale jestem zdolniacha co?, skoro tam weszłam nie mając jej hasła, ) i stamtąd wysłałam zamówienie na telefon, zresztą od razu, gdy tylko zorientowałam się, że jestem nie na swoim, a na Kasi koncie to zamówienie anulowałam, co jest zaznaczone, że anulowanie jest przyjęte, ale nie mniej bank a potem Payu szybko zadziałały i mimo rezygnacji moje dyspozycje kontynuowali.
No i w ten sposób powstał mój dług wobec Alior Banku.
A podobno pośpiech jest potrzebny tylko przy łapaniu pcheł.
Żarty na bok, bo ten sklep Emag, mimo rezygnacji, moją dyspozycję nadal posłał do hurtowni, a wraz z nią poszły tam też i moje pieniądze z Alior Banku
Może zbyt niepochlebnie o Alior Banku się wypowiadałam, bo troszeczkę i ja zawaliłam, ale skoro prawie natychmiast zrezygnowałem z zamówienia, założyłam, że wszystkie moje dyspozycje, a więc i te bankowe są już automatycznie anulowane . W takim razie Emag powinien zwrócić się do hurtowni, która z nimi współpracuje, że należy anulować transakcję, a pieniądze odesłać tam, skąd przyszły, czyli przez Payu do Alior Banku.
A swoją drogą nadal uważam, że Alior Bank jest dziadowskim bankiem, skoro nie potrafił znaleźć miejsca, gdzie wysłał pieniądze. Przecież w internecie takie dane nie giną.i muszą być chyba jakieś konkretne dane miejsca, gdzie Bank wpłaca pieniądze, w tym wypadku Hurtownia FK Market. Skoro ja ją w mailu znalazłam, również i Bank powinien to odnaleźć, wtedy łatwiej byłoby o kontakt i o ewentualny zwrot.

Nieważne, grunt, że porozumiałem się z Kasią, która ułatwiła mi odnalezienie moich pieniążków i teraz trzymajcie kciuki, by znów jakiś złośliwy czort na tym łapy nie położył i nie okazało się, że zwrot jest niemożliwy.
Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że teoretycznie jestem właścicielką dwóch nowych Iphone’ów, a w rzeczywistości ani jednego z nich realnie nie dostałam, za to dostałam z obydwóch banków plan spłaty rat, co już całkiem zabawne, przynajmniej dla mnie, nie jest.
Oj napytałam sobie biedy, napytałam i nie wiem, czy jeszcze kiedyś odważę się cokolwiek przez internet kupić, a już na pewno nie ratalnie, już się zraziłam do takich możliwości zakupu.
No, może do czasu, aż o tej przygodzie uda mi się całkowicie zapomnieć, czyli po szczęśliwym jej rozwiązaniu. OBY !!!!!

Dzisiaj mamy pamiętny dzień 1 września, dzień napaści hitlerowców na Polskę. Właśnie mija już 80 sta rocznica tego tragicznego dnia, gdy nasze państwo brutalnie zostało zaatakowane i prawie doszczętnie zniszczone, gdy tylu niewinnych ludzi straciło życie, gdy świat dla nich znaczony był bombowymi nalotami, terrorem i strachem. A przecież oni na to nie zasłużyli, też chcieli spokojnie żyć, cieszyć się każdym dniem, spokojnie pracować, wychowywać swoje dzieci…..
Wojna jest straszna pożogą i oby nigdy więcej taki czas nie nastał, nie tylko u nas w Polsce, ale też na całym świecie, wszędzie tam, gdzie są chociażby małe grupy ludzi, którzy na pokój sobie zapracowali.

NIGDY WIĘCEJ WOJNY!!
NIECH ZAWSZE ŚWIECI NAM SŁOŃCE!!!

Tak jak w tej znanej piosence :
Zawsze niech będzie słońce, zawsze niech będzie niebo, zawsze niech będzie Mama, zawsze niech będę ja

Właśnie, niech i nam dzisiaj słonko zaświeci, aby ten niedzielny odpoczynek nam uprzyjemnić.
Niech ostatni dzień wakacji będzie szczególnie miły dla dzieciaczków, które już jutro w szkolnych ławach zasiądą.
A ja oczywiście dzisiaj idę do mojego Parku, na ostatni letni piknik w tym roku. Potem znów do kolejnego lipca przyjdzie mi czekać…….
Niestety zauważyłam, że niektóre drzewa już stają się pomalutku żółtawe, już czuć jesień…….
Ale jeszcze dzisiaj na pewno w parku będzie bardzo wesoło.
Jutro wszystko Wam opiszę.
A teraz milutkiej niedzieli życzę