BRAWO IGA!!!!

W tych ciężkich dla Polski czasach nareszcie pozytywna, super nawet pozytywna wiadomość – nasza wspaniała młoda tenisistka, zaledwie 19 latka zdobyła Paryż, wygrywając  wielkim stylu zawody French Open, zaliczane do najbardziej prestiżowych wielkoszlemowych turniejów tenisowych. W finale na korcie w Paryżu pokonała Amerykankę Sofię Kenin 6:4, 6:1. Tym samym stała się osobą z Polski, która sięgnęła po wielkoszlemowy tytuł.
Godna następczyni wspaniałej Isi – Agnieszki Radwańskiej będzie godnie reprezentowała polski sport na światowym forum. Jest młoda, bardzo odważna w swoich tenisowych rozgrywkach, a przy tym tak bardzo delikatna i wydawałoby się nieśmiała w kontaktach ludźmi – to tylko jest świadectwem jej wielkości i prawdziwego mistrzostwa.
Cieszę się bardzo z jej sukcesu, nareszcie świat będzie miał powody do wyrażania pozytywnych wiadomości płynących dla naszego kraju, bo dotąd niestety byliśmy traktowani jako trzeciorzędny kraj, zresztą na taką opinię niestety zasługujemy, o nią własnie tak bardzo zabiega rządząca ekipa.
I co by pan (byle) Jaki czy pani Beata Szydło na forum Europy nie wykrzykiwała o rzekomych obelgach na Polskę płynących, niestety jest to wszystko prawda, jesteśmy krajem autorytarnym, nie szanującym swoich mieszkańców, ba, nawet swoich wyborców, których kupili niespełnionymi obietnicami. Żal tylko, że rządząca partia nazywa się PRAWO I SPRAWIEDLIWOŚĆ, bo to wszystko, co oni wyprawiają jest dokładnie odwrotne do tego co głoszą.
Skutki niestety tego już ponosimy, tak długo rząd własnymi kieszeniami się zajmował, że przegapił moment, gdy epidemia koronawirusa wymknęła się spod kontroli i własnymi prawami zaczęła rządzić. mamy codziennie niebotyczną liczbę nowych zachorowań, a Służba Zdrowia niestety jest w coraz większej zapaści.
Muszę przyznać, że jestem wprost zaniepokojona takim obrotem sprawy, coraz bliżej mojej Rodziny wirus już krąży, a ja dzisiaj rano sprawdzałam, czy moje zmysły węchu i smaku jeszcze poprawnie działają.
Trochę mam przytkany co prawda nos, ale jeszcze zapachy do niego na szczęście docierają, a jedzonko tez mi smakuje (dzisiaj pieczony łosoś z ziemniaczkami i pomidorkiem) – czyli wirus z koroną jeszcze mnie na razie nie doścignął.
Wczoraj miałam urozmaicony dzień, bo najpierw przyszła Kasia po Kota Bogumiła, nie powiem, żeby bardzo się ucieszył, ale cóż biedaczek miał zrobić, skoro na ręce go wzięli i od dobrej Ciotki Ewy siłą zabrali.
Trochę pusto się zrobiło, ale przyszła z nową klawiaturą moja Kochana Darusia, więc był czas na wspólną herbatkę z cytrynką, specjalnie na tę okazję jej wizyty zakupioną . Ciekawe jak długo ta klawiatur wytrzyma, na tamtej pracowałam coś trochę ponad pół roku, no może 7-8 miesięcy, gdy klawiaturka całkiem mi się wymazała i nie widać było już całkowicie na niej literek.
Darka podrzuciła mi też świetny pomysł na wózeczek z podpórką, trochę się najpierw przed tym pomysłem broniłam, ale duchowo wsparła mnie Magda Italiana, która też taki wózeczek używa, gdy ma gorsze dni i nie może chodzić.
Pal licho wstyd, ważniejsze jest bezpieczeństwo, ale przecież i tak nie będę musiała na codzień tego wózka używać, tylko wtedy, gdy będę miała kłopoty z kręgosłupem, a są przecież takie dni, gdy chodzenie sprawia mi okropne kłopoty, no i przy zakupach, wtedy będę przynajmniej pchała ten wózek przed sobą a nie ciągnęła jak dotychczas, schylona do przodu.
Temat wart przemyślenia, tylko jak ja taki wózek z zakupami po tych moich 6 schodkach będę wciągała do domu?
A ponieważ wczoraj Kasia przyniosła mi prognozę płatności za elektrykę na następny grzewczy sezon (będę płaciła sporo, bo 400 zł miesięcznie), postanowiłam już włączyć ogrzewanie, tym bardziej, że pogoda obniżyła wydatnie temperaturę do 10 stopni, jest już więc najwyższy czas zamieszkać w ciepełku.
Tak więc dzisiaj rano miałam przyjemne przebudzenie i potem cały poranek i południe było cieplutkie, mimo, że za oknem ponuro i zimno.
Już zrobiło się popołudnie, jakoś tak zleciał mi ten dzisiejszy poranek ale na resztę niedzieli życzę uśmiechów i spokoju, a dzisiejszej Solenizantce Elżbiecie sporo radości w domu i w pracy i spełnienia dalszych marzeń i zamierzeń

Cała Polska w żółtej strefie

Wczoraj zrobiłam sobie odpoczynek od bloga, celowo, czasami trzeba dać rozumowi odpoczynek.
Ale dzisiaj już niestety znów jest o czym pisać.
Bo od dzisiaj cała Polska przechodzi w żółtą strefę, czyli znów jest obowiązek noszenia maseczek w przestrzeni miejskiej i ulicznej, czyli wszędzie, gdzie się poruszamy.
Może to i słuszne, bo jednak ten cholerny wirus w całkiem niekontrolowany sposób się rozprzestrzenia i zagraża już teraz każdemu, zarówno młodemu, jak i starszemu, zarówno zwykłemu człowiekowi, jak i politykowi, oczywiście pod warunkiem, że owy polityk nie należy do Pisu, bo ich ta zasada nie obowiązuje. Nie tylko ją lekceważą, ale w ostentacyjnie arogancki sposób pokazują, że oni są lepszą kastą, więc dla nich zakazy i nakazy nie są przeznaczane do realizacji, ich obowiązuje samowola i bezkarność. Niestety bezkarność, bo gdy policja złapie przeciętnego Kowalskiego w przestrzeni bez maseczki na twarzy taki delikwent zapłaci słony mandat, ale gdy wykaże, ze jest on członkiem kasty rządzącej kara nie tylko go ominie, ale będą go jeszcze przepraszali za to, że śmiali się zakłócić ich prywatność.
To już przerabialiśmy w poprzedniej edycji zachorowań, gdy cmentarze były zamknięte dla zwyczajnych ludzi, bramy ich otwierały się dla Nad – naczelnika, który w dodatku w towarzystwie swojej bez maskowej świty bez skrupułów swoją wyższość z miną mówiącą „bo mi wolno” wykorzystywał.
A przykład idzie z góry, podczas gdy z wiadomych powodów wstrzymane są wszelakie odwiedziny w szpitalach pewien o mało co minister bez pardonu odwiedza swoją babcię wprowadzając zamęt w całym szpitalu, bowiem na drugi dzień okazuje się, że jest on nosicielem Korona wirusa. Jaki tego jest wynik? Oddział został zamknięty, personel i leżący tam pacjenci zarażeni są tym wirusem, a pan Czarnek wcale się niczym nie przejmuje, zresztą jego koledzy z kasty PIS również uważają, ze nic się przecież nie stało.
Niestety stało się, bo wiadomo, że w szpitali nie leżą ludzie zdrowi, tylko osłabieni chorobą, bardzo często niestety już z zerową odpornością i taki wirus może dla nich zakończyć się tragicznie. W dużej liczbie byli to pacjenci onkologiczni, więc dla nich zetknięcie się z wirusem są wyrokiem śmierci
Zaiste tak bezczelnego i antypolskiego rządu jeszcze dotąd nie mieliśmy, wliczając nawet ten rząd z minionych czasów komuny, który przecież za arogancję zwalczaliśmy. Oni w porównaniu z obecnym rządem byli wprost Aniołkami, no może z małymi różkami, ale tylko z małymi, obecnym rogi z każdym dniem coraz ostrzejsze wyrastają, bo uznają, że im się to należy.
Najpierw górnicy na nich się wyznali, potem rolnicy zrozumieli, że zostali do celów politycznych niecnie wykorzystani, czekam aż reszta tych ociemniałych i omamionych 500 plus Polaków zrozumie, że byli tylko kiełbasą wyborczą, a teraz już nie są już do niczego rządowi nie potrzebni, no najwyżej za 3 lata znów będą chcieli ich wykorzystać i znów ich będą próbowali zwabić jakimiś głupimi bez pokrycia obietnicami.
Ale mam nadzieję, że następnego razu już nie będzie, już im się to nie uda,
Oni też to wiedzą i dlatego do cna wykorzystują swoje możliwości obłowienia póki się da we wszelkie dobroci tego świata, zapewniając sobie godziwą przyszłość, oczywiście naszym kosztem.
Dlatego pisia propaganda coraz mocniej jest w natarciu, jeszcze próbują przekonać niektórych o swojej wielkości i nieomylności, niestety są jeszcze tacy, którzy te brednie kupują.
Na razie karnie chodzimy w maseczkach i patrzymy z wielka bezsilnością, jak epidemia rozwija się wprost w zastraszającym tempie, jak Służba Zdrowia dogorywa, a ministrowie pewni siebie, rozdają sobie nowe nagrody za rzekomo wspaniałe rozwiązanie wirusowych kłopotów w Polsce, niestety statystyka mówi wręcz coś przeciwnego.
Ale rząd nie ma głowy do walki z Koronawirusem, oni mają większe problemy, na przykład jak poskromić wewnętrzna walkę miedzy sobą o hegemonię w Polsce, o dostęp do spółek i innych lukratywnych stanowisk, Polskę, Polaków i koronawirus mają w nosie, dla nich liczy się tylko tu i teraz. bo jutra dla nich już może nie być!!!!
Taka jest smutna prawda o naszej obecnej Polsce i na razie nic nie wskazuje na to, żeby coś się mogło na lepsze zmienić, najwyżej co tylko więcej Polaków, głownie seniorów nam wymrze. Ale po co rządowi takie obciążenie w postaci starców, którzy są nieproduktywni i trzeba tylko im marne bo marne, ale zawsze jakieś pieniądze wypłacać, o tyle mniej wpływa przecież do kieszeni Panów tego nienormalnego świata.
BO IM SIĘ PRZECIEŻ NALEŻY – nie możemy o tym zapominać !!!!
IM, a nie tam jakimś emerytom, no chyba, że emeryt też jest z wyższej pisiej półki, ale to już inna sprawa, bo kruk krukowi oka przecież nie wykole.
Czy to się kiedyś zmieni?

A u mnie dzisiaj zmiana, Kasia przyszła odebrać Kota Bogumiła i teraz tak jakoś pusto się zrobiło, kto mi będzie mruczał teraz kołysanki do ucha???
Ale nie, jednak nie chcę mieć własnego kota, to za duży obowiązek jest jak dla mnie jednak, sprzątanie kuwety, przynoszenie żwirku i kociego odpowiedniego jedzonka no i co zrobię z kotem, gdy będę musiała jechać do Sanatorium, czy gdziekolwiek? Gdzie znajdę taką dobrą duszyczkę jak Ewusia, która obcym kotkiem się zajmie?
Fajnie jest mieć kotka, ale na krótko, nie na zawsze, z różnymi związanymi z tym kłopotami.
Zbyt się przyzwyczajam do zwierzaka i trochę tęsknię, ale za 2-3 dni zapomnę o Bogumile i życie znów wróci do starej formy, już przecież przechodziłam rozstania z buldożką – Pepą i z kotem Banzajem……….

Dzisiaj jest chłodny ale słoneczny dzionek, warto na chwilę do Parku zaglądnąć, tym bardziej, że już nie będę musiała spieszyć się do domku do kota….
Życzę miłej soboty


komunikat na czwartek

Mamy już czwartek (jejku, już?) , wstał całkiem jesiennie ponury poranek, długo niestety jest nijako rano, gdzie te słoneczne piękne poranki, które budzą człowieka.
Ponieważ mam kotary na oknach o 7.30 za oknem była prawie noc, dobrze, ze mnie Magda obudziła, bo potem nie zdążyłabym się do pracy pozbierać. a rano sporo przede mną czynności, chociażby napisanie blogu.
KOT BOGUMIŁ nadal jest u mnie, chyba trochę jednak tęskni, bo coraz częściej żałośnie miauczy, chociaż nie można powiedzieć, żeby mu cokolwiek u mnie brakowało. Ale taka jest kocia natura, kot przywiązuje się do miejsca, nie tylko do ludzi. Chociaż jak na kocie rozmiary i tak tego miejsca ma sporo, oczywiście kanapa z miękkim kocykiem też jest dla niego dostępna.
W sumie fajny jest ten Bogumił, ale jednak zdecydowanie nie chcę mieć żadnego zwierzaka w domu, nadal przy tym obstawiam i już.
Wczoraj trochę rano kotek rozrabiał, wiec obawiałam się, czy po powrocie z pracy zastanę moje mieszkanie w porządku i niesłusznie kota o takie bezeceństwa osądzałam, bo gdy wróciłam kotek grzecznie spał sobie na kanapie, otworzył tylko jedno oko, jakby chciał powiedzieć „och. to ty” po czym znów zapadł w koci długi sen.Tak po prawdzie to kot strasznie długo lubi spać, ale co ma innego do roboty? ani dostępu do internetu, ani dostępu do telewizji, ani gazet…..
Pies to przynajmniej radośnie wita człowieka, kot ma to w nosie……
W każdym bądź razie chyba czekam na powrót Julki, czyli córki Kasi, a to ma nastąpić dopiero za tydzień, na Kasie nie ma co liczyć.
No to muszę dokupić dzisiaj kotkowi żwirek i znów muszę zrobić mu porządek w kuwecie, och, jak ja tego nie lubię robić……

A co w polityce? właściwie nic nowego, wszyscy żyli faktem, że Nadnaczelnik nie chciał uczestniczyć we wspólnym zdjęciu robionym z okazji utworzenia nowego rządu, a ja się nie dziwię, pewnie się bał, że znów pokażą jak kiedyś jego posikane majty, wiec wolał się ulotnić.
Taka jest prawda, mamy Łajzę a nie Wielkiego Męża Stanu, jakby to chciał nam narzucić cały Pis.
Rolnicy się obudzili i Macierewiczowi gnój do gabinetu wwieźli, wreszcie zrozumieli, że Pis wywiódł ich w maliny, obiecując złote góry, a dając im…g…..o, więc taki, własnie zaczęli obdarzać polityków, gorzko twierdząc prawdę” to my daliśmy im wygrać wybory parlamentarne, to dzięki nam Duda znów został prezydentem, a oni nas oszukali”.
Szkoda, że tak późno do takiej konkluzji doszli, trzeba mieć tylko nadzieję, że tym razem kierowani chłopskim rozumem nie pozwolą się dać byle czym ponownie przekupić, chociaż kto wie. górnicy się sprzedali za bułkę z szynką, to może rolnicy dadzą się przekupić pasztetową????
Ale jakby nie patrząc, Pis pomału zsuwa się z tej równi pochyłej i czekam na moment całkowitego ich upadku, jestem cierpliwa, doczekam się, jestem tego pewna.

Miłego czwartku.

Uśmiechnij się Uleczko :-)

nie uwierzysz, dzisiaj znów mamy środę 🙂

Tak, tak, coraz szybciej uciekają nam te dni, te środy, to jest wprost nie do uwierzenia, sama jestem tym faktem zaskoczona.
Dlatego dzisiaj proszę Cię, uśmiechnij się, mamy przecież piękne dni, chociaż czasami nawet deszcz nam dokucza ( na przykład bardzo doskwiera moim kostkom), ale życie nadal jest piękne, należy się nim cieszyć, nie bacząc na to, co się złego ostatnio wokoło nas dzieje, bo podobno każda żmija kiedyś przemija, więc ten zwariowany matrix też kiedyś zniknie i kiedyś obudzimy się wreszcie w normalnej _Polsce.
I tego Tobie, sobie i Wszystkim a ten środowy dzionek życzę.

Czasami trzeba swoje plany zweryfikować i to wcale nie koniecznie od nas samych zależy.
Tak właśnie było wczoraj – własnie szykowałam się do wyjścia na zabieg, gdy nagle dostałam telefon od pana Bartka.
Niestety na Oddziele. na którym on pracuje odkryli zagrożenie zakażeniem koronowirusem wiec w związku z tym pan Bartek zadecydował, że dla ostrożności musimy przełożyć nasze wczorajsze spotkanie. Uważam to za słuszną decyzję, chociaż przełożenie o tydzień mojej rehabilitacji niestety nie działa korzystnie dla mojego kręgosłupa.
Ale co było robić, zamiast na zabieg poszłam sobie do Parku, wykorzystałam, że wczoraj był naprawdę pięknie jesienny dzień, buło mnóstwo ciepła o świeciło to zbawienne słoneczko.
Oczywiście odwiedziłam też sklep Rossmanna, gdzie kupiłam dla mojego (chwilowo oczywiście) biednego zestresowanego kotka odpowiednią dla niego karmę.
Chyba jednak głód był silniejszy, niż doznany stress związany z wczorajszym porządkowym zamętem w domu, bo rzucił się na miskę tak żarłocznie, jakby co najmniej dwa tygodnie nic w pyszczku nie miał.
A potem już całkowicie rozluźniony leżał sobie na kocyku na taczanie i smacznie drzemał, a wcześniej oczywiście domaga; się ode mnie sporej porcji należnych mu pieszczot.,
Dzisiaj podobno Kotek ma wrócić do swojego domku, a czy tak będzie? zobaczymy wieczorem.
Środa nieco ponura wstała, ale już się nieco się rozsłonecznia. Co prawda nie mam w planach dzisiaj wizyty w Parku, mam trochę inne zawodowe plany, w dodatku coś brzuszek dzisiaj mi dokucza od rana, jakoś bez humorku jestem…

CYSORZ TO MA ŻYCIE KLAWE, nie musi być subordynowany, nie musi sobie selfie wspólnego z innymi robić, po prostu sobie odchodzi w siną dal i już, ma wszystkich w nosie, co prawda jest tylko wicepremierem, ale i tak premiera i prezydenta ma pod sobą i nikt mu nie będzie rozkazywał kiedy i gdzie ma do zdjęcia pozować. I bardzo dobrze, bo na której by fotce nie występował wcale nie wygląda na niej tak jakby wszyscy pisowcy chcieli, jak mąż stanu, tylko wygląda jak flejowata pokraka z wściekłą, zawziętą miną.
Pewnie tą swoją postawą zepsuł by piękny wczorajszy uroczysty dzionek tworzenia nowego wspaniałego rządu, tak wspaniałego jeszcze dotąd nie było i chyba nawet świat go nie widział………
A swoją drogą jak można tak całe dnie być wściekłym na cały świat????
Dobrze, że ma koło siebie kota, bo jednak kot łagodzi obyczaje, troszkę rozładowuje stresy wiem coś o tym.
A może tylko kot go rozumie?????

Miłej środy

stres



PAN KOT BOGUMIŁ zaliczył dzisiaj olbrzymi stress, bo przyszła ta niedobra Renia, która okropnie w mieszkaniu Ciotki Ewy się szarogęsiła i robiła wielkie zamieszanie (czytaj porządki), hałasując przy tym niemożebnie, co dla kocich uszów jest to niedopuszczalne.
Co prawda kot też dobrze na tym wyszedł, bo przynajmniej dostał porządnie wyszorowaną kuwetą (stanowczo Ciotka Ewa tak doprowadzić do porządku kuwety nie umie), ze świeżym żwirkiem (będzie teraz można się porządnie wysiusiać i coś tam jeszcze), ale na kotka nawet kojący głos Ciotki nie działał, musiał się chować pod komodę w pokoju, a gdy tam dotarła ta wszędobylska Renia, kotek musiał schować się za piecem w kuchni.
Biedny kotek, chyba będzie jeszcze na kilka dni skazany na gościnę w moim domu, bo jakoś właściciele chyba o nim zapomnieli i nawet na monity o braku jedzonka nie reagują.
Nic to, sprawdziłam, że w Rossmanie można kupić takie samo jedzonko, które dotąd dostawał. mianowicie sucha karmę Perfect Fit i zaraz po zabiegu u Bartka (no bo dzisiaj jest przecież wtorek) pójdę do Rossmana po zakupy, żeby biedny kotek z głodu mi nie zginął.
Zresztą on nie daje się zagłodzić, staje nad pustą miseczkę i głośno woła „jeść, natychmiast dawaj jeść”
A swoją drogą, nie lubię ludzi niesłownych, nie mam nic przeciwko Bogumiłowi, bo go nawet bardzo polubiłam, ale jeżeli ktoś mówi, że kot będzie u mnie 3 dni, a mija już 5 i nie ma żadnej reakcji na moje monity. to mi się wcale już nie podoba.
Ale w sumie mogłam się do tego spodziewać, bo z tego co wiem, Kasia do super słownych osób niestety nie należy, a jej córka, a prawowita właścicielka Bogumiła ma wrócić dopiero za dwa tygodnie.
No, ale co właściwie takiego się złego stało? nic się nie stało, po prostu mam kotka.
Czyżby to jednak oznaczało, że dostałam w spadku kotka na zawsze?
Nie miała baba kłopotu…..

Jak już pisałam, dzisiaj mam kolejną, już trzecia terapię u pana Bartka.
Kręgosłup tak jakby mniej mi troszkę dokuczał, ale nie mogę powiedzieć, że działa bez zarzutu, od czasu do czasu ten drąg w moim kręgosłupie znów się umieszcza i przeszkadza w chodzeniu. Ale od czego jest Apap i….Uber, albo Bolt.
Oj zarobią te firmy na mnie zarobią……
Za to mój bark wczoraj dawał mi do wiwatu i nijak nie mogłam znaleźć wygodna pozycję do snu, nawet Apap nie wiele pomógł. Wiadomo, mieszanka jesieni i peselu źle działa na moje kości.
Za to jestem przerażona tą nawracającą falą wirusa COVID 19, do tego jeszcze nadchodzi fala gryp i przeziębień, strach pomyśleć, jak to przejść w miarę bez komplikacji, tym bardziej, że nadal nie ma w aptekach szczepionek przeciwgrypowych.
I właśnie z tym jest pewne qui quo pro, bo lekarz rodzinny może tylko raz przepisać taką szczepionkę, następną może przepisać po roku, a recepta ważna jest tylko jeden miesiąc, potem szczepionka przepada. Co prawda można zapisać się do kolejki w aptece. ale po pierwsze trzeba mieć do tego ważną receptę, a po drugie wcale nie jest wiadomo, czy do miesiąca ten lek się otrzyma.
Tak własnie po pisiemu załatwia się pacjentów w naszej Ojczyźnie, przy czym jeżeli jesteś posłem – działaczem pisu, czy jego rodziną, nie tylko poza kolejką bez wymaganych trzech kryteriów (gorączka, kaszel, brak powonienia) zrobią ci badanie w kierunku COVID, ale też i poza kolejką dostaniesz szczepionkę na grypę.
Bowiem w pierwszej kolejności obsługiwani są ci z wyższej półki, reszta noże umierać. No i niestety są takie przypadki, że ludzie wożeni są karetkami z jednego do drugiego szpitala, a potem i do kilku następnych, bo z powodu źle określonych warunków, w jaki sposób zaopatrzyć ludzi skazanych na inne choroby niż COVID szpitale odsyłaj chorych, w kilku przypadkach niestety skończyło się to nawet śmiercią chorego, który na czas nie dostał odpowiedniej lekarskiej pomocy.
A takie pisowskie szuje będą nam tłumaczyć, że w porównaniu z Francją Stanami i nie wiadomo z kim jeszcze u nas Służba Zdrowia jest na tak wysokim poziomie, że inne kraje nie tylko nam zazdroszczą, ale powinny brać z nas przykład,
I tak tłuką do łbów tym baranom oglądającym TVP, a oni niestety ślepo wierzą, mimo, że też pewnie ze śmiertelnymi przypadkami się spotykają.
ALE NAJWAŻNIEJSZA JEST PROPAGANDA: POLACY, NIC SIĘ NIE STAŁO, POLACY NIC SIĘ NIE STAŁO !!!!!!
Co prawda ostatnio blady strach padł też i na tych rządzących, bo i tam COVID w ich szeregach zawitał, w dodatku w najważniejszej chwili, gdy mieli zaprzysięgać nowy rząd i musieli tę uroczystość odsunąć w czasie.
A może to jest znak z Nieba, ze to nie jest odpowiednia ekipa do sprawowania tak ważnych zadań, jak zarządzanie państwem?????

Dzisiaj jest słonecznie i w miarę ciepło i bardzo dobrze, bo wciąż odczuwamy ten brak słonka, zdecydowanie humory nam siadają, a jeżeli dodamy do tego ten matrix, który nas otacza….szkoda nawet gadać.

Już południe na zegarze, wiec życzę Wam przyjemnego popołudnia.
A KOT BOGUMIŁ wreszcie opuścił kryjówkę, ale nadal jeszcze nie jest pewien, czy zagrożenie całkowicie minęło……..

miło sobie popatrzeć na taki śliczny widoczek – na razie możemy w realu o nim zapomnieć, bo słonko co prawda świeci, ale kwiatki i motylki niestety są już w tym roku historią, pozostają nam tylko śliczne gify.
Chociaż nie można narzekać na pogodę, jest nawet ładnie jak na tę porę roku, wszak musimy zapomnieć już o lecie…najwyższa pora.
Dzisiaj jest mój ostatni dzień z kotem Bogusławem, przynajmniej tak sądzę, bo dzisiaj mają go odebrać.
Pewnie będzie trochę brak mi tego mruczenia, tego motorku, który zawsze włącza wieczorem, gdy siada na mojej poduszce.
Ale jednak nie chcę mieć zwierzęcia w domu, a przyczyna jest prosta, jestem leniwa i nie chce mi się sprzątać tej kuwety i tego żwirku, który rozsypuje. Zresztą taka kuweta jest nieestetyczna, a nie mam takiego miejsca w mieszkaniu, gdzie mogłabym ją schować przed moimi i gości oczami tak, żeby nie wadziła i nie denerwowała, a przy tym kot miał łatwy do niej dostęp.
Więc bólem serca łażę z łopatką i szczotką, sprzątam i…odliczam godziny, gdy kotek wróci już do swojego domku.
Nawet dzisiaj w nocy, gdy się obudziłam, zastanawiam się, w jaki sposób można by było usprawnić taką kocią toaletę, ale nic mądrego do głowy mi nie przyszło.
Najlepiej gdyby można nauczyć kota załatwiać się do toalety i jeszcze (ha ha) nauczyć go spuszczać po sobie wodę, a to jest raczej niemożliwe.
Tak więc koci temat ma już za sobą, na kilka dni, gościnnie, kot jest u mnie mile widziany, na stałe zamieszkanie niestety nie .
Z psem natomiast też są kłopoty, bo pies wyprowadza człowieka trzy razy dziennie na spacer, a ja niestety czasami naprawdę z bólu kości ciężko się poruszam, zwłaszcza w tej jesiennej porze, więc i na psią właścicielkę też się nie nadaję.
Zresztą zwierzęta tak krótko żyją, potem człowiek cierpi po rozstaniu……..

Wiecie co wczoraj przeczytałam? Mianowicie, że gdyby wybory odbyły się teraz PIS dostałby 41 procent poparcia i PIS jest niestety nadal liderem politycznym w Polsce.
Aż trudno uwierzyć, naprawdę tylu naiwnych idiotów mamy w Polsce, którzy mimo nagłośnienia ich afer i ich knowań nadal popierają taką najbardziej w historii Polski szkodliwą partię?????
No to ja przepraszam, ale ja w takiej Polsce pełnej idiotów nie chcę nadal żyć, niestety nie mam wyjścia.
Ktoś może powie, że winna jest temu opozycja, ale co opozycja (prócz nagłaśniania afer) może zrobić, skoro te szkodniki mają cały aparat rządzenia w rękach, sądownictwo, policję, większość sejmową, ba, nawet Kler, ostatnio nawet i sędziów, jest to chyba przeszkoda nie do przeskoczenia, chyba, że jakiś cud znów w Polsce się zdarzy.
Czy ten cud nazywa się RAFAŁ TRZASKOWSKI?????
Bo musi się znaleźć ktoś, kto przekona ludzi, że żyją w zakłamaniu, że nic już nie dostaną, bo rząd jest biedny i już wyczerpał swoje możliwości, może tylko co najwyżej jeszcze bardziej nas zadłużyć, co zresztą robi, ale nie rozdaje tych pieniędzy Polakom, tylko skrzętnie chowa do własnych kieszeni.
BOŻE, KIEDY CI POLACY WRESZCIE ZMĄDRZEJĄ I TEJ ZŁODZIEJSKIEJ SEKCIE POWIEDZĄ DOSYĆ?????

Jak już pisałam, mamy jak na razie w miarę przyjemną pogodę i taka pozostanie przez najbliższe dni, czego własnie Wam życzę

dobrego grzybobrania

to dla tych, którzy po lasach buszują
Ale uwaga! ostatnio jest wiele śmiertelnych skutków grzybowego szaleństwa.
Wielu osobom po prostu wydaje się, że kto jak kto, ale on na grzybach świetnie się zna. niestety potem takie żniwa przynoszą tylko radość pani z kosą, która radośnie po amatora grzybków w każdej postaci, przychodzi.
Czytałam ostatnio w internecie o 3 czy 4 zmarłych osobach, które co prawda nie same zbierały grzyby ale zakupiły je na targu, teraz już pukają do Bram św Piotra.
Więc przestrzegam : BĄDŹCIE BARDZO OSTROŻNI, bo wystarczy tylko jeden kęs tego podstępnego owocu lasu, żeby na łono Abrahama się przenieść.
Zresztą opinia wydana przez dietetyków o grzybach nie jest wcale pochlebna, nie mają prawie żadnych wartości odżywczych, a są ciężko strawne, nawet te jadalne mogą przynieść wiele trawiennych kłopotów.
Osobiście nigdy nie przepadałam za grzybkami, no chyba, że w Wigilię w barszczu, w kapuście czy w uszkach, ale to są wyjątkowe okazje.
Zresztą mój brzuch zdecydowanie grzybów nie toleruje, więc ich nie nadużywam.
Przecież jesień to nie tylko zbieranie grzybów.
Moja Koleżanka Beata robi na przykład wspaniałe dżemy z jarzębiny i z innych leśnych darów przyrody, zawsze mnie jej przepisy fascynują, chociaż po prawdzie nie odważyłabym się je wytwarzać, mogłabym coś namieszać,
Życzę przyjemnej niedzieli, słonko świeci, więc się nim cieszmy, bo dzionek jest już niestety dosyć krótki, trzeba wykorzystać te wczesno popołudniowe godziny na spacerki, ewentualnie na rowerowe przejażdżki.

Opuszczam się trochę w tym moim blogu, ale o czym tu pisać gdy wciąż dzieje się to samo???
Od wczorajszego popołudnia mamy w miarę dobrą, bo słoneczną pogodę, więc wykorzystałam ten fakt i poszłam sobie wczoraj spacerkiem z pracy na przystanek autobusowy, co niestety potem wieczór odpokutowałam – odczuwałam taki wielki ból kręgosłupa, który promieniował przez biodro aż do stóp, a lewą stopę już całkowicie mi wykrzywiło. Ten skurcz trwał dobrych kilka minut i był naprawdę nieznośny, dobrze, że mieszkam sama i nikt nie musiał słuchać mojego skowytu „boli, oj boli”.
No cóż, jak widać nikt i nic mi już pomóc nie może i ten ból niestety do końca moich dni będzie mi towarzyszył, nieco łagodzony zabiegami pana Bartka, ale niestety nie jest możliwe całkowite jego zniwelowanie.
Jednak taksówkarska korporacja Bolt, czy Uber trochę na mnie zarobią, oj zarobią.
Trudno, ale jakoś muszę się przemieszczać, przynajmniej wtedy, gdy kręgosłup i nogi mi odmawiają posłuszeństwa.
Kotek nadal jest u mnie i czuje się co raz bardziej pewnie, dzisiejszej nocy trochę rozrabiał i mnie budził, a teraz udaje niewiniątko i smacznie śpi, oczywiście na mojej kanapie.
W Tatrach halny wiatr wieje, nawet jedna turystkę zmiotło ze szlaku i TOPR-owcy musieli jej udzielać pomocy, ale to własnie ten wiatr przyniósł nam to ocieplenie.
To tyle mego słowa na sobotę, mam nadzieję, że jest ona dla Was przyjemna, szczególnie dla grzybiarzy, bo ich podobno wciąż jeszcze wiele w lasach się pokazało.
Do jutra

ponury piątek

a jednak trochę optymizmu przesyłam na ten buro – szary dzionek.
U mnie nic szczególnego się nie dzieje. wczoraj mokłam i marzłam, dzisiaj tylko podmarzam, jestem jednak osoba ciepło lubą, a w mieszkaniu za ciepło jednak nie jest.
Pal licho mamona, dzisiaj na noc włączam sobie piecyk, niech się trochę to surowe powietrze w domu przełamie.
Wszak mamy już październik, pora rozpocząć sezon grzewczy.
Kot Bogumił coraz bardziej się zadamawia, ale nie na tyle, żeby całkowicie swoją niezależność sprzedać, wczoraj nawet przetestował na mojej ręce swoje ostre ząbki. A może to była tylko taka kocia pieszczota?
Pieron wie, co on tam w tej kociej główce odtwarza, patrzy się takim wnikliwym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć, nie podporządkuje się ci całkowicie, bo ty nie jesteś moją panią, ale czasami na pieszczotki do ciebie przyjdę, ale wtedy, gdy ja tego będę chciał.
Taka kocia już natura.
No to dzisiaj rozpoczynamy następny weekend, zapowiadali, że będzie ładny i ciepły, a na razie jest jak jest – czekam na to zapowiadane słonko.
Dzisiaj pracuję w godzinach popołudniowych, więc za mną bardzo długi poranek, a gdy wrócę niestety pewnie spać trzeba się będzie kłaść.
Widać, że to już jesień, bo znów mnie senność w trakcie dnia napada, muszę się choćby godzinkę zdrzemnąć, ciekawe, że w lecie takich sennych napadów nie miałam, widać słonko na mnie tak zbawczo działało, a teraz niestety ciągły jego brak zdecydowanie działa na mnie destruktywnie
Łykam co prawda tę witaminę D – 3, ale to nie to samo.
No nic, tyle na dzisiaj, jakoś specjalne tematy do omawiania dzisiaj nie przychodzą mi do głowy, a o polityce po prostu nie chce mi się pisać.
Miłego spędzania weekendu – może pogoda łaskawa będzie dla grzybiarzy, bo podobno jest to własnie dobry czas na zbiory, tuż po pełni i podeszczowa, ale w miarę ciepła aura grzybkom bardzo odpowiada.
No to idziemy w las!

GOŚĆ W DOM – KOT BOGUMIŁ W DOM

Przyszedł do mnie wczoraj wieczorem i pozostanie przez 3 dni.
To jest kot Kasi, właścicielki mieszkania, a właściwie jej córki.
Kocur okazały, nieco może gabarytowo za duży, ale kto jak kto, ale ja mu tuszy wypominać nie będę, widać, że kotek lubi sobie podjeść.
Trzeba przyznać, że dosyć szybko się u mnie zadomowił, chociaż nieco narozrabiał, bo chciał wskoczyć na parapet i zrzucił mi doniczkę z kwiatkami, Na szczęście doniczka w jakiś cudowny sposób zawisł pomiędzy parapetem a stojącym tam stolikiem .No cóż gość ma swoje prawa, byleby tylko za bardzo nie narozrabiał, gdy pójdę dzisiaj i jutro do pracy. Będzie sam, więc będzie miał pole do popisu. Chyba w jakiś podstępny sposób zwiodę go do kuchni, a na wszelki wypadek pokój przed nim zamknę. Tam ma kanapę i miseczki, więc krzywda dziać mu się nie będzie działa.
Tylko kwiatki stojące tam na parapecie muszę pousuwać, bo pewnie by znów chciałby chętnie tak między nimi pourzędować. co lwiatkom na zdrowie mogłoby nie wyjść.
Noc była względna to znaczy kotek trochę spał na poduszce do mnie przytulony, potem wyprowadził się na kanapę, znów wrócił, potem trochę poszalał z piłeczką i zasnął zmęczony, ale widać, ze bardzo tęskni za swoim domem, okropnie rano rozpaczał pod wejściowymi drzwiami, aż mi się też smutno zrobiło. Teraz gdzieś zaszył się w kącie i przesypia swoją tęsknotę, nawet nie reaguje na wołanie, chociaż wczoraj gdy zawołałam Bogumił natychmiast się pokazał.
Smutne to, gdyż kot nie rozumie, że to tylko na trochę taka zmiana nastąpiła.
Pamiętam, ze gdy u mnie kot Ksawera na trochę zamieszkał, też tęsknił, ale bardziej ostentacyjnie swój ból okazywał, nie tylko miauczał, ale również stanowczo unikał mojego towarzystwa, ten przynajmniej do mnie się przytulał.
Słodki jest ten Bogumił, tak ślicznie mi wczoraj mruczał swoje kocie bajki.
Tylko martwię się, że zaczął stosować swój manifest głodowy, miseczka jest nienaruszona. Może potem głód go jednak zmusi do jedzenia? Nie chcę, żeby potem mi mówili, że zagłodziłam im kota, chociaż on ma takie własne pokłady tłuszczyku, że nawet dwa dni diety wielkiej szkody mu nie zrobi.
Ale mam nadzieję, ze jednak się przekona, ze taki strajk nic nie zmieni i musi zacząć jednak jeść.
Za niedługo wyruszam do pracy i Biedaczek całkiem sam zostanie w obcym mieszkaniu – może za bardzo jednak nie narozrabia?
Postaram się jak najszybciej do domu wrócić, by nie pozostawiać go za długo w tej kociej samotnej rozpaczy i tęsknocie.
Na szczęście zakupów dzisiaj nie muszę robić, więc nie zmitrężę zbyt dużo czasu.
Wczoraj był paskudny dzień, zimno, cały dzień beznadziejnie padał deszcz…… dzisiaj ma byc podobnie, chociaż podobno ten deszcz nie będzie już taki intensywny.
Nie wiem, czy dzisiaj chociaż na mały słoneczny promyczek będzie można liczyć, przynajmniej na pewno nie na południu Polski, ale w weekend zapowiadają wiatr halny, więc na pewno się ociepli.
Bo kto to widział, żeby już w jesiennej kurtce trzeba zacząć chodzić?
Dopiero październik się rozpoczął, a jest to miesiąc, który potrafi zadziwiać swoją złotą pogodą.
No nic, życzę wiele optymizmu na dzisiaj – Ci z północnej części Polski będą na pewno dzisiaj zadowoleni z pięknej jesiennej aury, niestety południowa część Polski jest w zdecydowanie gorszej sytuacji
Ale wszystkim z południa, północy, wschodu i zachodu Polski i wszystkim którzy czytają mnie spoza polskiej granicy życzę miłego dnia no i wiele serdeczności na cały październik posyłam.