oj Ulu !

 

 

Szkoda, że nie przyjechałaś razem ze swoją siostrą do Krakowa. Obie teraz zwiedzałybyście krakowską Starówkę, a może i czasami ja bym do Was dołączyła?
Ale pewno Twoja Siostra pojechała do Krakowa z jakąś wycieczką?, szkoda, że się z nimi nie załapałaś. Ale nic straconego, wsiadaj w pociąg, najlepiej w Pendolino i już za kilka godzin będziesz w Krakowie.
Co prawda dzisiaj nie jest środa, ale ponieważ wczorajsza różyczka Ci się podobała, dzisiaj też dla Ciebie inną, też śliczną, ale za to różową znalazłam.
Będziesz mgła powiększyć swoją kolekcję różyczek, bez potrzeby dzielenia się z kimkolwiek. Całuski.

Dzisiaj już czwartek, idę do pracy na popołudniu, mam już zarejestrowane badania, ale myślami już wybiegam do dnia jutrzejszego i cieszę się na spotkanie z Magdą z Blogu, może znów coś pysznego zjemy, a na pewno sobie miło porozmawiamy.
Co prawda ostatnio mam jakieś kłopoty z moim brzuchem, który często niestety mi dokucza i coraz mniej rzeczy lubi, oczywiście przeważnie w przeciwieństwie do mnie, bo na przykład Monika przywiozła mi pyszny, śmierdzący ser z Paryża, taki, jaki uwielbiam najbardziej (a mam to chyba po moim Tatusiu), niestety niezbyt taki ser odpowiada mojemu brzusiowi i trochę się buntuje. Ale co tam, podniebieniu też przecież się coś na smak należy, prawda?
No i co tu jeść panie prezydencie, co tu jeść. Bieda z nędzą!!!!!!!

Miłe jest to, że Magda, która na stałe nie mieszka w Krakowie, potrafi wynaleźć takie ciekawe nieduże restauracyjki. Juto idziemy do Sissi, na ul. Krupniczą, jest to, jak nazwa wskazuje restauracja z menu typu austriackiego, więc np Kotlet po Wenecku, czy kiełbaski cesarza Józefa, ale oczywiście będę musiała wyszukać sobie jakieś bardziej „oszczędne” pod względem kalorii danie, zresztą podobnież i Magda raczej preferuje kuchnię delikatną. Nie mogę potem przecież narażać swojego brzusia na następne stresy.
Mam tylko nadzieję, ze pogoda jutro dopisze, nie będzie padało i będziemy mogły usiąść sobie na dziedzińcu restauracji, który przerobiony jest na uroczy ogródek.
Ale to dopiero jutro, dzisiaj przede mną jeszcze w miarę spokojny dzień, bo mam nadzieję, że w pracy żadne stresy mnie nie spotkają.
Za to odkrywam codziennie przyjemność chodzenia (a jednak!) i chociaż potem moje stópki trochę mi doskwierają, ale jestem szczęśliwa, a nóżki w razie bólu „częstuję” oczywiście Nimesilem. Ale nadal uważam, żeby tego leku nie nadużywać.
Życzę wszystkim miłego czwartku