A więc

 

Nie zaczyna się zdania od A więc. To zacznę inaczej.
Wczoraj kuchnia Ewy W. serwowała pastę (makaron) z pesto. Ale nie tylko pesto było składnikiem tego dania.
Najpierw na kapce  oliwki podsmażyłam czosnek i cebulkę, do tego dodałam suszone pomidorki w oliwce z żurawiną, wkroiłam też kilka oliwek, oczywiście dodałam bazylię, oczywiście wymieszałam to z pesto, a na koniec wkroiłam serek Lazur Blue, wszystko porządnie podsmażyłam, odlałam nadmiar tłuszczu (z pomidorków też wytopiła się dodatkowo oliwa, więc całość byłaby za tłusta) i całość wymieszałam z  razowym makaronem  typu wstążki, wszystko jeszcze raz przemieszałam na patelni, dodałam trochę pieprzu i inne dostępne przyprawy  i dałam wszystko do salaterki. Oczywiście osobno podany był jeszcze ser parmezan do posypania makaronu. Całość była pyszna, V.I.P-owi bardzo smakowała moja potrawa, mnie też, ale przyznam, że była bardzo syta i nie dało się zjeść większej ilości niż mała miseczka.
Jeszcze jedna porcja pozostała mi na dzisiejszy obiad.
Potem razem z V.I.P – em oglądnęliśmy sobie Familiadę, ale ponieważ nic ciekawego później w TV nie było, posłuchaliśmy naszego ulubionego Radia Pogoda.
I tak nam miło czas minął, nawet nie wiadomo kiedy zrobiło się na tyle późno, że V.I.P. poszedł sobie do swojego domku, a mnie na chwilę zmorzył błogi sen, albowiem wlazłam pod kocyk, by coś tam na Ipli sobie oglądnąć, a to zawsze u mnie kończy się drzemką.
Ale trzeba przyznać, że był to towarzysko bardzo przyjemny dzień.
Co prawda humor psuł potem gwałtowny wiatr, który nagle się zerwał i trzaskał oknami. I znów musiałam siedzieć w domu w swetrze.
Ale przypominam sobie, że miałam nie narzekać na pogodę, wiadomo po tych upałach trochę trudniej przystosować się do dużo niższej temperatury, bo ten skok w dół jest bardzo wyrazisty. Ale pociechą jest to, że kiedyś znów przyjdą cieplejsze dni.

Dzisiaj idę do pracy na popołudniu i chwile dłużej w niej sobie posiedzę, gdyż muszę potem zastąpić koleżankę, tak, że będę po raz pierwszy od dłuższego już czasu wracała nie za dnia. Nie lubię takich powrotów, bo gdy jest ciemno cały Żabiniec gwałtownie się wyludnia i trochę nieprzyjemnie jest wtedy wracać, zawsze może zdarzyć się jakaś niemiła przygoda. Oby nie.
Ale pomału trzeba się dostosować do tego, że wieczór zapadać będzie coraz wcześniej. I tak będzie aż do wiosny, niestety.
Ale w końcu i ona kiedyś nadejdzie…..
No to co, wszystkiego dobrego na poniedziałek i na cały nadchodzący tydzień, niech on będzie szczęśliwy.