całkiem niemiły poniedziałek

 

 

 

A tak pięknie i słonecznie się ten poniedziałek zapowiadał.
A tu nagle moje kiszki zastrajkowały i………szkoda nawet pisać.
W każdym bądź razie całe popołudnie (z jedną niewielką przerwą), aż do prawie do nocy przespałam.
Czyli znów mam wyjęty jeden dzień z życiorysu, a to wcale nie wiadomo, ile tych dni jeszcze przede mną.
W każdym bądź razie wszystkie moje plany na poniedziałek wzięły w łeb, bo gdzie  z bolącym brzuchem miałabym latać?
To  był tylko  następny skutek nierozważnej diety, coś mi tam nie pasowało, może zjadłam za dużo?
Nie będę się tym frapowałam, po prostu muszę więcej uważać i już.
Ale jest i jedna dobra strona tego wczorajszego incydentu: dzisiaj na pewno bez żadnych obaw stanę na wadze i…..
Właśnie ta mała literka  „i” jest taka ważna.
Wczoraj się mierzyłam i okazuje się, że w samych biodrach mam aż o 25 cm mniej. To sporo.
No i z rozmiaru 58 zjechałam do rozmiaru 50. Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie to cieszy.
Nic, tylko kupować teraz nowe kreacje, bo krawcowa, która zwężała mi spodnie powiedziała, że już nie warto robić żadnych przeróbek, bo to jest nieopłacalne, teraz muszę niestety sprawiać nowe ciuchy.
Tylko, że jest to kosztowne, a tym Lotku nie mogę jakoś dobrych liczb skreślić 😦

Wieczorem spadł w Krakowie deszcz. A dzisiaj od rana pochmurnie, chociaż temperatura ma się wydatnie podnieść, gdyż podobno wraca….lato. Pojutrze ma osiągnąć apogeum 30 stopni. Czyli pod sam koniec lato jeszcze chce raz dać o sobie znać, nie odpuszcza!
To dobrze, może przynajmniej zima nie będzie taka ostra?

To tyle na dzisiaj, gdy coś ciekawego będzie się działo, na pewno w swoim pamiętniku – blogu opiszę. Na razie jakaś stagnacja mnie dopadła.
Miłego wtorku!!