Fajny poniedziałek

 

To był naprawdę fajny poniedziałek. Pogoda odpowiednia, humor też, samopoczucie idealne, nic dodać nic ująć.
Nawet włączanie alarmu przy wychodzeniu z pracy nie przysporzyło mi sporo kłopotów, chociaż cały czas z lękiem nadsłuchiwałam, czy nie zacznie wyć, bo wtedy znów pewnie bym spanikowała. Co poradzę na to, że taki nerwus ze mnie się zrobił? Nie lubię alarmów i już, wolno mi!
A jaki poniedziałek, taki ma być i cały tydzień, czyli zapowiada mi się fantastycznie.
Co prawda musiałam się już nieco cieplej ubrać, ale na pewno nie tylko ja. Gdy wiał czasami dosyć gwałtowny wiatr, robiło się całkiem zimno, aż „mróz” po kościach hulał, ale gdy wychodziło słoneczko, było całkiem przyjemnie.
Cóż, zmienia nam się pora roku, taka jest kolej życia, po gorącym lecie przychodzi jesień, tylko jedno w tym wszystkim dla wszystkich jest drażniące, że ta temperatura nie spadała delikatnie, przygotowując nas do nadchodzących zmian, ale spadała gwałtownie. No dajcie spokój, tydzień temu było ponad 30 stopni, dzisiaj było około 12-15 stopni, a w Zakopanem…. spadł nawet śnieg i na Kasprowym Wierchu zanotowano temperaturę około minus(!!!)jeden stopnia.
Ale ta temperatura około 15 stopi nie jest jeszcze najgorsza, gdyby nie ten nieprzyjemny, chłodny wiatr. Ale przyjdzie jeszcze bardziej zimny czas i wtedy na prawdę miała powody do zmartwienia.
Na razie całe szczęście, że nie pada deszcz i mogę sobie spokojnie do i z pracy spacerować.
Mam z tego coraz większą frajdę, jeszcze troszkę i zacznę chodzić na dłuższe spacery.
A Dzisiaj stanę na wagę i dowiem się, czy moje dotychczasowe spacery mają wpływ na moją wagę.
Oczywiście cudów się nie spodziewam, ale może nawet chociaż ten jeden kilogram mniej wskażą wskazówki, a to już jest powód do radości.
Właściwie to jestem kobietą szczęśliwą, bo co tydzień mam powód do mojej małej radości.
A teraz moim ulubionym zajęciem jest przeglądanie stron z modnymi ubraniami i bardzo się cieszę, gdy okazuje się, że mogę tam nawet coś dla siebie ciekawego wybrać. Co prawda na razie tylko przeglądam, a nie kupuję, bo nie ma co szaleć, skoro nadal zamierzam chudnąć.
Nie wiem tylko jak jeszcze długo miałoby to trwać, ale….. gdy zobaczę, że już więcej nic  siebie nie wykrzeszę, pomyślę o stopniowym zapełnianiu szafy. Tylko, że to wszystko takie niestety jest drogie…..
Dzisiaj u Moniki była koleżanka z Warszawy – chirurg plastyczny i rozmawiałyśmy o ewentualnej plastyce mojej skóry po skończonej mojej kuracji. Ale to jeszcze na razie nie teraz, jeszcze muszę poczekać na odpowiednią wagę.
I tak uważam, że już sporo zrobiłam i nadal robię i nie chce osiąść na laurach.
I wierzcie mi, naprawdę o wiele lepiej mi się chodzi, chociaż od czasu do czasu Nimesil dla zabezpieczenia moich kostek i stawów zażywam.
Jestem wstępnie na piątek umówiona z Piotrkiem, tym, który był razem ze mną operowany. Jak już kiedyś pisałam, on ma jeszcze lepsze rezultaty niż ja, schudł już blisko 40 kg. To będzie nasze pierwsze spotkanie po szpitalu, więc będziemy mieli pewno sporo wspólnych tematów i wiele sposobów do wymiany swoich doświadczeń. A takie wsparcie „współziomka” w nieszczęściu, a raczej w szczęściu, jakim jest nasza wspólna nadeszła zmiana  jest i jemu i mnie bardzo potrzebne.
Tylko faktem jest to, że łatwiej się chudnie, gdy się ma te trzydzieści parę lat, niż sześćdziesiątkę z okładem na karku.
On startował z dużą aktywnością zaraz po zabiegu, ja mimo, że byłam ciut chudsza, byłam niestety ociężała, bardzo słabo się poruszałam.
A może po prostu byłam zbyt leniwa? Nie wiem, dopiero teraz do mnie dociera, jak wiele traciłam życia na niczym. A teraz po prostu chce mi się żyć!!!!! A to jest przecież najważniejsze!!!!

Pewnie się dziwicie, że nie wspomniałam  o referendum. Otóż nie brałam w nim udziału, bo po prostu nie rozumiałam sensu zadawanych tam pytań, a skoro nie rozumiałam, więc i nie mogłam optować.
Pewnie wiele osób też nie zrozumiało podobnie jak i ja, więc frekwencja we wczorajszym referendum była wprost żenująca, tylko około 7.5 procent  Polaków do niego przystąpiło.
Szkoda tych niepotrzebnie wydanych pieniędzy  i chyba po raz pierwszy skrytykuję bardzo złą decyzję prezydenta Komorowskiego, który nie wiedzieć dlaczego dał się komuś podprowadzić i ogłosił to nieszczęsne referendum.
Wczoraj pani Beata Szydło z wielką satysfakcją ogłosiła, że PO poniosła wczoraj olbrzymią porażkę.
Nie tylko PO pani Szydło, to był środkowy palec pokazany przez społeczeństwo wszystkim po kolei politykom. Czyżby pani zapomniała, że sama pani skierowała petycję do nowego prezydenta z prośbą o referendum z pytaniami pisowców? Gdyby nie senat, pewnie i następne referendum też skończyłoby się fiaskiem.
Ale to są tylko moje poglądy, a ponieważ z obecnej polityki już nic nie rozumiem, to więcej na ten temat zdania nie zabieram.
Życzę miłego dnia, spieszę już się ma dopołudniową zmianę, pacjenci czekają!