Bardzo udany obiad

 

Ja się wcale nie chwalę, ja po prostu mam talent……

To teraz mogę już zdradzić wczorajszą potrawę obiadową, która podałam  Vipo-wi .
Otóż była to faszerowana papryka, ale wcale nie typowo mięsem z ryżem, ale bryndzą, zmieszaną z serem Lazur, odrobinką śmietany,tak, by łatwo było ten ser i bryndzę ze sobą połączyć, posypałam potrawę czosnkiem z kostek Knorra.
Papryką trzeba przekroić wzdłuż na pół, usunąć gniazda z pestek, posolić, napełnić farszem, na wierzchu można dać papryczki chili, ale ja dałam pomidory suszone w oliwce i posypać pokruszonymi igiełkami  rozmarynu (dodają fantastyczny aromat), Polać wierzch troszkę oliwką (ja dawał ta wierzch tą z suszonych pomidorków) i zapiekać w piekarniku o temperaturze 180 stopni około 20-30 minut (aż będą miękkie).
Dodatkowo dałam do tego dania malutkie ziemniaczki posypane czosnkiem  . Potrawa naprawdę była wyborna i bardzo syta!!! Przyznaję, zjadłam dwa małe ziemniaczki i dwie połówki papryki. Potrawa była trochę ostra,więc popijaliśmy wodą mineralną, ale myślę, że białe winko też pewnie by do tej potrawy bardzo pasowało.
Potem, po jakimś  wypiliśmy jeszcze kawę rozpuszczalną z mlekiem i siedzieliśmy wsłuchując się w stare przeboje Radia Pogoda.
Czas nam bardzo miło płynął i zanim się zorientowaliśmy, już pomału zapadał wieczór, więc przyszła pora się rozstać.
A ja zasiadłam przed komputerem, by znaleźć jakieś pyszne i ciekawe danie obiadowe na następny proszony obiad 🙂
Ale jeszcze kilka dni do realizacji pozostało…. jeszcze mam czas. Oczywiście danie musi być tak dobrane, żebym niewielką jego porcję też mogła zjeść, bez zbędnych wyrzutów sumienia.

A dzisiaj mija już pięć miesięcy od mojej operacji. Cieszę się, że mam ją za sobą, że się na nią zdecydowałam. Teraz spowolniłam trochę utratę wagi, ale bynajmniej tym się nie martwię, chociaż gdy zobaczyłam wczoraj na Face zdjęcie mojego kolegi niedoli – Piotrka, oniemiałam. Prawie w ogóle go nie poznałam. Po starym wcieleniu  Piotrka pozostał tylko kolor włosów. Teraz z niego zrobił się super przystojny mężczyzna. Zdecydowanie ma o wiele większe sukcesy w odchudzaniu niż ja, ale cóż, młodość mu sprzyja. Teraz właściwie powinien już zaprzestać utraty wagi, bo naprawdę wygląda super, tak jakby nigdy w życiu nie był otyły. Tylko teraz utrzymać tą wagę, co nie jest takie trudne, bo jednak żołądek nadal jest bardzo mały i większych porcji nie przyjmuje. Ja niestety w stosunku do niego mam około 3 miesiące straty w usprawnieniu ruchowym, on szybciej niż ja się „pozbierał” i zaczął jeździć na rowerze, sporo  też chodził,  zdecydowanie więcej zażywał ruchu niż ja. Ja na to potrzebowałam mniej więcej 3 miesiące, możliwe, ze było to u mnie też uwarunkowane psychicznymi zahamowaniami.  No i bardzo długo moje stopy mnie bolały, utrudniając chodzenie. Grunt, że teraz tę przeszkodę pokonałam i chociaż na rower się nie wybieram, ale postaram się w inny sposób rozwijać się fizycznie zgodnie z moimi możliwościami.  A nawet jeżeli nie uda mi się jeszcze więcej utracić wagi, trudno, może tak właśnie ma być?
Chociaż jeszcze te 10 kilogramów chętnie bym zgubiła, na pewno  byłoby mi jeszcze łatwiej, niż teraz.
A różnicę czasami widzę nawet w pozornie mało znaczących sytuacjach, na przykład spadnie mi coś na ziemię, a ja bez namysłu schylam się i podnoszę, przedtem nie było to możliwe, bo brzuszysko mi przeszkadzało.
Poczekam następny miesiąc i wtedy zobaczymy co dalej będzie się działo z tym  moim problemem. Teraz, gdy już zaczynam chodzić i gdy wdrażam basen, może być całkiem fajnie  i do przodu 🙂

Dzisiaj pogoda śliczna od rana i taki cały ma ten tydzień być, a w czwartek znów  podobno na termometrze będzie 30 stopni. To chyba jakiś obłęd. Będziemy uprawiać cytryny i pomarańcze?
Miłego poniedziałku, miłego całego tygodnia