Dziwaczek po raz drugi

To jest tak piękny kwiatek, że musiałam raz jeszcze zamieścić go u siebie, tym razem w całkiem innej projekcji, niż wczoraj.
Ha, ha, zdjęcia rentgenowskie robi się na ogół w dwóch projekcjach, przednio-tylnej i bocznej i także Madzia zrobiła zdjęcie tego kwiatka w dwóch projekcjach, wiedziała, komu te zdjecia przesyła 🙂
Szkoda tylko, że nie można w blogu zamieścić jego pięknego zapachu, tak pięknie by tu swoją woń rozpostarł……

Wczoraj jednak się przemogłam i ubrałam swoją nową kreacje. Było, nie było, trudno, jeszcze trochę wałeczków mi pozostało, ale przecież zdaję sobie sprawę, że Claudią Schiffer raczej nie zostanę :-).
Z niecierpliwością czekałam w tej swojej nowej kreacji na mojego pana doktora i… trzeba przyznać, że zrobiłam i na nim i na jego żonie, która go podwiozła pod przychodnią duże wrażenie. Oboje bardzo serdecznie mi gratulowali takich osiągnięć. Doktor nawet powiedział: no proszę, teraz połowę pani Ewy mamy 🙂
Miłe to było, owszem i podłechtało trochę moją kobiecą próżność, ale i bardziej przy okazji mnie zmobilizowało. Już szukam w necie odpowiedniej korygującej bielizny.
A o mojej obietnicy też pamiętam, teraz i rano i wieczorem trochę się gimnastykuję, muszę w końcu rozruszać te zastane mięśnie.

Jak już pisałam, doktora pod przychodnie podwiozła żona i jego czwórka dzieci. Śliczne mają te maluszki. Najstarsza ma już 8 lat i jest śliczną blondynką ( a pamiętam, jak się urodziła), średnia to też taka zadziorna nieco blondynka w wieku 5 lat i prócz tego ma jeszcze 2 maluszki bliźniaki, córeczkę i synka. Widać, że to bardzo zakochana w sobie rodzinka. Rodzice traktują siebie z miłością i olbrzymim wzajemnym szacunkiem, a maluchy wprost przepadają za swoimi rodzicami, którzy odwzajemniają im tę prawdziwą miłość.
Miło bardzo patrzeć na taką wzorową rodzinkę.

Niestety wczorajszy dzień skończył się deszczem, ba nawet taką ulewą, że chyba nie było ani jednego człowieka na ulicy, wszyscy pochowali się do swoich mieszkań. Podejrzewam, że nawet na Rynku Głównym w Krakowie, czy na Starym Kazimierzu, gdzie piątkowy i sobotni  wieczór tętni życiem, musiało być wczoraj nudno i ponuro, żadnych śmiechów, żadnych odgłosów rozmów……..
Za to jak wspaniale się spało przy szumie spadającego deszczu.
Nawet mój wiatraczek poszedł już wczoraj do lamusa, już w tym roku mi się nie przyda.
Pomału trzeba się przyzwyczajać do nadchodzącej jesieni, która w kalendarzu już pokaże się w następnym tygodniu.
I znów  za Zdzisławą Sośnicką 23 września zaśpiewamy sobie : „Żegnaj lato na rok, stoi jesień za mgłą”…….
A co mam w planach? Dzisiaj po odpoczywam sobie trochę po trudach zeszłego tygodnia, nie zapominając oczywiście o gimnastyce, ale czy plany będą do końca spełnione? nie wiem, bo zawsze coś niespodziewanego może wypaść.
Na basen się nie  wybieram, bo w sobotę jest tam pewnie zawsze sporo osób, a basen jest całkiem mały, wolę iść wtedy gdy pluszcze się tam 2-3 osoby.
Aha, umówiłam się już na basen z Piotrkiem, tym kolegą od wspólnych bariatrycznych perypetii, ale obawiam się, że ten basen nie bardzo mu do gustu przypadnie, będzie dla niego za krótki. Ale może raz się tam ze mną wybierze. Oczywiście jeszcze spróbuję namówić na wspólne basenowe party Darkę, która niestety już krótko w Krakowie pozostanie, pod koniec miesiąca jedzie do swojego nowego domu w Zabrzu.
Ale jakoś muszę coś z tym basenem pokombinować, w najgorszym razie pójdę tam sama, chociaż przyznam, że raźniej będę się czuła z kimś przy boku.

Życzę przyjemnej i leniwej soboty