wiadomość od Magdy z Blogu

 

 

Nareszcie znów złapałyśmy kontakt. Okazuje się, że zaraz po przyjeździe Magda napisała do mnie kilka słów, a ja ten jej mail…przegapiłam.
Zupełnie nie mam pojęcia, jak to się mogło stać, bo wszystkie maile przychodzą wprost na mój komputer za pomocą IncrediMail, ale widocznie przegapiłam i już. Na szczęście wszystko się wyjaśniło i nawet chwilę porozmawiałyśmy wczoraj telefonicznie, a potem dostałam od niej 3 maile, w jednym z ich był ten piękny kwiatek, którego tutaj zamieszczam, mam nadzieję Magda, że się nie obrazisz?
Ten kwiatek ma bardzo dziwną nazwę Dziwaczek Jalapa, dziwaczek peruwiański (Mirabilis jalapa)  jest to  gatunek byliny z rodziny dziwaczkowatych  Pochodzi z tropikalnego Meksyku, ale również jest uprawiany u nas w Polsce. Jej kwiaty charakteryzują się pięknym zapachem, dlatego nadaje się do obsadzania altanek. I jest po prostu śliczny, nieprawdaż???
Bardzo się cieszę, że nasz kontakt się nie przewał Madziu i ciągle oczekuję Cię w Polsce, chociaż wiem, że musisz jednak od mieszkać swój czynsz w swoim włoskim domku, no i pewnie Twój mąż również za Tobą już się stęsknił…….
Ale spokojnie, ja sobie cierpliwie poczekam.

Wczoraj przyszła  przesyłka, moja sukienka. Rzeczywiście jest śliczna, ale niestety ciut siebie przeceniłam i jest troszeczkę przyciasnawa. Mogłam wybrać te 2 numery więcej. Przyznam, że troszkę się sobą rozczarowałam, ale może i to dobrze, bo byłam zbyt pewna siebie, a teraz muszę zapowiedzieć pełną mobilizację.
Nie jest tak źle, oczywiście w nią wchodzę, ale troszeczkę w klatce piersiowej i w brzuchu „pije”. Oczywiście, że ją nie oddam, to ja muszę się do niej dopasować, a nie ona do mnie!!!!!. I oczywista oczywistość, że to zrobię!!!! Chociażby nie wiem co, nawet kosztem jedzenia tej wstrętnej zielonej sałaty.
No troszkę przesadzam, ale prócz basenu postanowiłam od dzisiaj wieczorem włączyć… gimnastykę. Na początku 10 minut rano i 10 minut wieczorem wystarczy. To już naprawdę lepsze, niż sałata!!!!!  Boże, jak ja nie cierpię tej sałaty!!!!!
A skoro tyle udało mi się już stracić………….trzeba to kontynuować, bo mam wrażenie, że ostatnio ciutek sobie pofolgowałam.
Nie, nie, kilogramów nie przybywa, ale za wolno ubywa i to w niewielkich ilościach. Trzeba więcej się zebrać w sobie i kontynuować rozpoczęte dzieło! A jak sobie coś postanowię, to tak musi być i już!!!! Nie ma zmiłuj się!!!

Dzisiaj piątek, ostatni dzień tygodnia, ale jakże dla mnie miły, dzisiaj przyjeżdża mój ulubiony doktor ortopeda od dziecinnych kręgosłupów. Och, jak dawno go już nie widziałam, chyba z 3-4 miesiące.
Bardzo lubię z nim współpracować, jest taki bardzo konkretny i bardzo przy tym sympatyczny.
Pacjenci, czyli rodzice i dzieci też go bardzo cenią, chociaż zdarzają się przypadki, gdy coś komuś akurat się nie spodoba, jak to wśród ludzi bywa.
Ale ogólnie oceniany jest jako wspaniały fachowiec od schorzeń kręgosłupa, zwłaszcza wśród małych dzieci i młodzieży.
Gdyby więc ktoś miał podobne problemy z dziećmi, czy z wnukami szczerze go polecam. Wiem, że on pracuje w Warszawie, ale również przyjeżdża do Krakowa, Białegostoku i chyba jeszcze do Poznania, czy Wrocławia nie pamiętam dokładnie. Gdyby był ktoś zainteresowany, proszę do mnie „zastukać”, chętnie dam namiary na kontakt z panem doktorem.
Zresztą wiem, że  przyjmuje też starsze osoby z podobnymi kłopotami, z tym, że w przypadku dzieci jest łatwiej wyprowadzić je z kłopotów, dopóki jeszcze rosną i do końca nie ukształtuje się układ kostno- mięśniowy. Wtedy interwencja, nie koniecznie operacyjna, może przynieść pozytywne skutki.

Ciekawostka: Wczoraj musiałam znów włączyć mój wiatraczek, bo pogoda znów osiągnęła apogeum (chociaż trzeba przyznać, że nieco niższe, niż w lipcu, czy w sierpniu), ale zrobiło się duszno. A niech sobie jeszcze troszkę popracuje, zanim nie schowam go na zimę do lamusa,
Dzisiejszy piątek (piąteczek, jak mówi nasz Jasiek) też ma być pogodny, ale na szczęście już z całkiem normalną temperaturą, około 20 stopni.
Teraz pędzę do pracy, a potem już…….weekend.
Dobrego dnia.