no to sobie znów popływałam wczoraj w basenie.

 

Ten Lemon Basen jest naprawdę fajny, chociaż dobrze, że miałam ochronę w postaci Darki, bo kilka razy jednak się poślizgnęłam. A ja  panicznie boję się takiego upadku.  Jeszcze tfu, tfu, odpukać w niemalowane drewno, potrzebne jest mi złamanie biodra i unieruchomienie na długi czas. Więc idę ostrożnie, bo strzeżonego Pan Bóg strzeże!
Nie wiem, czy odważę się jednak sama na basen iść, bo ciągle ta moja lekka niepełnosprawność mi przeszkadza! A na ratownika oczywiście nie było co liczyć, gdzieś tam siedział z panienkami poza obrębem basenu na krzesełkach w ogródku obok  i wesoło flirtował. Owszem, dwa razy na moment zaglądnął, ale tylko na minutkę. Gdyby ktoś się tam rzeczywiście topił, raczej nie miałby szans go uratować. Nie rozumiem skąd taka niefrasobliwość ratowników, którzy przecież dostają za to pensję, by doglądać kąpiących się, a nie flirtować poza basenem z panienkami.
Fakt, trudno tam się raczej utopić, bo woda była głęboka od 1 do 1,5m, ale gdyby się jednak ktoś poślizgnął, upadł i zachłysnął wodą, teoretycznie  mogłoby dojść do  nieszczęścia.
Ten cały ośrodek Lemmon to kompleks różnych budynków, w większości mieszkalnych, a w jednym jego skrzydle umieszczone jest fitness i basen.
Pewnie mieszkańcy tego kompleksu mają wygodę, że nawet codziennie po pracy mogą sobie popływać w tym niewielkim baseniku.
Na szczęście wczoraj tłoku nie było, prócz mnie i Darki pływały jeszcze dwie mamy ze swoimi niemowlaczkami. Ale frajdę miały te dzieciaczki, od razu było widać, ze uwielbiają pływać. Tak fajnie trzepotały nóżkami i rączkami w wodzie(oczywiście podtrzymywane przez własne mamy), a buziaki ich rozpromieniał wprost uśmiech od ucha do ucha u słychać było leciutkie popiskiwanie z radości zażywanej kąpieli.
Natomiast bardzo spodobało mi się to, że dla maluchów stały w przebieralni  przygotowane przewijaki, co na pewno było ułatwieniem dla mam maluszków.
Basen nie był taki znów drogi, bo po zniżce dla mnie jako dla seniora, a dla Darki dla ucznia/studenta, za 75 minut pobytu na basenie zapłaciłyśmy tylko po 12 zł na głowę. Oczywiście czas pobytu liczył się od chwili otrzymania kluczyka, aż do jego oddania, czyli również w to wchodziło rozbieranie i ubieranie. Na szczęście teraz jeszcze jest pora, gdy człowiek nie wkłada na siebie całej masy ubrań, więc ten proces przebierania nie trwa długo.
W szatni szafki były zamykane na elektroniczny kluczyk, który na żyłce zawiesza się na ręce. I znów Darka przyszła mi z pomocą, jak potem odkodować te moje drzwi, trzeba było najpierw do specjalnej blokady zawieszonej na szafkach przyłożyć kluczyk, a potem już kluczyk przykładało się do własnej szafki, która się otwierała. Pewnie bym tego nie wiedziała i mokra musiałabym wyjść na hol, by mi ktoś pokazał, jak szafkę otworzyć.
Tak to jest, gdy się za często nie ma doświadczenia z niby prostymi elektronicznymi zabezpieczeniami. I co najlepsze, wcale się tego nie wstydzę, że nie wiedziałam, wszak człowiek całe życie się czegoś uczy.
Ale przyznam, że wróciłam do domu troszkę zmęczona. Oczywiście wracałyśmy też autobusem, na szczęście było ciepło i chwilkę mogłam odpocząć sobie na ławeczce.

A dzisiaj z niecierpliwością czekam na moją nową sukienkę, którą sobie kupiłam ze strony internetowej.Tak długo się zastanawiałam, którą z dwóch wybranych sukienek zamówić, a tu nagle odkryłam całkiem inną, która tak mi wpadła w oko, że natychmiast telefonicznie ją zaklepałam, pani  już wczoraj ją wysłała kurierem, a dzisiaj popołudniu będę mogła ją zmierzyć.

Musiałam się nią tutaj pochwalić, bo bardzo podoba mi się i fason (wyszczuplający) i kolor, który jest ostatnio jest chyba najbardziej modny, odkąd Pierwsza Dama w takim w Wielkiej Brytanii wystąpiła.
Broń Boże, chyba nikt nie podejrzewa, że od niej po małpowałam, po prostu ten kolor bardzo mi się spodobał i spośród kilku innych ten właśnie  wybrałam.
Oczywiście toczka, tak jak pani prezydentowa, nie włożę na głowę, czymś się muszę jednak wyróżniać.
No i oczywiście nie włożę takich pięknych czarnych szpilek, jak ta panienka na zdjęciu, bo raczej ubierając je, leżałabym już po kilku krokach z rozwalonym nosem. Kiedyś gdy byłam młoda, owszem, nosiłam szpilki (no może nie takie wysokie), ale teraz preferuję tylko wygodne obuwie na płaskim obcasie. Ba, dobrze powiedziane, preferuję, ja, zważywszy na moje schorowane stopy, w innych butach nie potrafiłabym nawet się poruszyć,.
Musze niestety chodzić tylko w butach typu miękki pantofel, a takie są właśnie do kupienia w sklepie dr. Orto.
I muszę się z tym po prostu pogodzić i już.
Tak samo, jak muszę się pogodzić z pewnymi moimi ograniczeniami ruchowymi i pewnego rodzaju niepełnosprawnością, związaną i z wiekiem i z moimi zmianami zwyrodnieniowymi.
Dobry czas dla mnie już minął, więc i tak cieszę się, że całkiem się nie poddaję i ciągle walczę.
Chociaż przyznam, że po takim basenie okropnie bolą mnie dzisiaj biodra i barki, wciąż jeszcze mam spięte mięśnie, może z czasem je rozluźnię.
Cóż, pesel też już daje o sobie znać, chciałaby dusza do raju, a tu same przeszkody…..
Ewa, przestań narzekać, wypij swój Nimesil i ciesz się tym, co już osiągnęłaś i próbuj dalej poprawiać swoją kondycję…….

Dzisiaj dzień podobno  tak upalny, jak jeszcze te nie dawno w lecie. Ale to już ostatnie podrygi tego lata, jeszcze kiedyś, niedługo z łezką będziemy wspominać te ciepłe dni, gdy podczas jesiennej szarugi ze zgrzytającymi zębami będziemy szarym porankiem do pracy mknąć.
Wspaniałego czwartku życzę.