no, trochę się nam wiosna POPRAWIŁA

 

A jednak wiosna zna się na kalendarzu i na zegarze, bo wczoraj, właśnie około południa, nagle zrobiło się ciepło i słonecznie.
Co prawda zwiedziona  niezbyt pomyślną poranną aurą zbyt ciepło się wczoraj  ubrałam i nawet przez to nieco się zgrzałam, ale i tak byłam zadowolona.
Od razu człowiek poczuł się radosny i ……..młodszy.
Szłam sobie spacerkiem do pracy i podśpiewywałam pod nosem „wiosna, cieplejszy wieje wiatr, wiosna, znów nam ubyło lat”…..

A dzisiaj przychodzi do nas już ta prawdziwa, kalendarzowa wiosna

 

WIOSNO, WIOSNO, WIOSNO ACH TO TY………..

I pomyśleć, że właśnie w pierwszy dzień wiosny, osiemnaście lat temu, przyszła na świat nasza Pola.
Można Jej  pozazdrościć tylko, że taki piękny dzień sobie na narodziny wybrała.
Niech więc to wiosenne słonko świeci  przez całe jej długie życie.

I o czym tu w tak pięknym dniu napisać?
Pierwszy dzień wiosny dla uczniów jest dniem wyjątkowym, albowiem obchodzą wtedy Dzień Wagarowicza.
Dokładnie nie pamiętam, kiedy taka tradycja zawitała do szkół,,,,, za moich czasów………. no tak, nie było takich pomysłów na obchodzenie przez uczniów początku wiosny. Kiedyś, gdy ktoś wpadł na taki pomysł, by po prostu nie spędzać pierwszych godzin wiosny w szkolnych ławkach, tylko na łonie przyrody, wszystko odbywało się spontanicznie, co nie oznacza, że mądrze.
Często bowiem młodzież, szczególnie ta starsza odczuwała, że zerwała się ze smyczy, więc w takim przypadku wszystko im wolno, co niestety często kończyło się nadużywaniem przez nich alkoholu i zupełnie nieodpowiedzialnymi ekscesami, co kończyło się wizytą na policji, czy późniejszymi  kłopotami w szkole.  Teraz też czasami jeszcze niektórzy z młodych nagle czują się dorosło i wydaje im się, że świat do nich należy. Pewnie, że też i do nich ten świat należy, ale można wykorzystywać to przecież mądrze , bez szkody dla zdrowia i bez późniejszych przykrych konsekwencji.
To oznacza, ze wcale nie trzeba dzisiaj siedzieć w ławce i wkuwać nudne słówka, czy podliczać słupki, można wraz z  klasą, albo z wybraną grupą przyjaciół iść do parku i poszukać śladów wiosny, jakże wzruszający jest przecież moment, gdy w malutkim, rozwijającym się pączku na drzewie widzisz zielone zalążki liścia. Można (a właściwie powinno się) iść nad rzekę i utopić w niej Marzannę, symbol zimy, aby już nie przyszło jej do głowy powrócić i białym puchem nas obsypać.
Można też zrobić porządki wokoło szkoły, powyrzucać  niepotrzebne patyki, podkopać grządki……
Miłego Dnia Wagarowicza Uczniowie, bawcie się dzisiaj wesoło i radośnie. !!!!!

A propos wiosennych porządków , wczoraj idąc do pracy zauważyłam, że grupa ludzi robiła porządki w baseniku dla kaczuszek, wyrzucała niepotrzebną ziemię, poprawiała kamienne płytki, pewnie niedługo zamieszkają już tam z powrotem kaczuszki i znów będą cieszyły nie tylko moje, ale i wszystkich odwiedzających Park oczy.

WIOSNA MOI KOCHANI, NAJPRAWDZIWSZA WIOSNA DO NAS PRZYBYŁA !!!!!
I nic innego, prócz tej wspaniałej wiadomości się nie liczy, wszystko (a zwłaszcza polityka) wydaje się dzisiaj mniej ważne.

Życzę więc radosnego dnia, jako że temperatura jest bardzo nareszcie przyjemna,chociaż wiaterek nieco dokucza i zrywa kapelusze z głów 🙂

 

NA TAPCZANIE LEŻY LEŃ…

… nic nie robi cały dzień………
Takie właśnie lenistwo wczoraj na  mnie naszło.
A właściwie to nie tak, obudziłam się wczoraj rano z przekonaniem, że skoro jest niedziela, to ja nareszcie NIC NIE MUSZĘ !!!
I z takim postanowieniem trzymałam się wczoraj dzielnie aż do godziny 16 – stej.
Czyli nie musiałam wstawiać postów na Face, nie musiałam wcale robić wpisu w moim blogu, nie musiałam, bo kto mi mówił, że muszę cokolwiek?
To jest takie fajne uczucie, robić to, na co ma się właśnie ochotę, prawda?

 

Mam nadzieję, że moi Czytelnicy wybaczą mi ten wczoraj nihilowy dzień bez wpisu, od poniedziałku będzie już inaczej, normalnie.
Oglądałam sobie  więc wczoraj jakiś filmik, czy serial na Ipli, trochę spałam i czas miło mi uciekał.
A dlaczego tak było tylko do 16-stej?
Ano potem się zmobilizowałam, wskoczyłam pod prysznic i już odświeżona mogłam rozpocząć makijaż wyjściowy na urodzinową imprezę Poli.
Tak więc przed godziną 18 – stą byłam już gotowa do wyjścia, a ponieważ w tej chwili trwają remonty w tamtej okolicy Krakowa i związane z tym różne objazdy, nawet autobusów, no i dodatkowo był to  dzień, gdy autobusy rzadko jeżdżą, fundnęłam sobie taksówkę, a co, jak szaleć, to szaleć. Do wypłaty wszak już nie daleko.
Było bardzo przyjemnie i szalenie gwarno, jak na mój gust, zdążyłam się do takiej na raz ilości ludzi odzwyczajać.
Oczywiście jednym z gości była Pepa, która mnie poznała i całkiem radośnie przywitała, było mi bardzo przyjemnie, że pies też mnie nie zapomniał.
Po bardzo uroczystej i smacznej gorącej  kolacji na stół wjechał wspaniały tort urodzinowy ze świeczkami, z lalką z cukru, z napisem Pola ma 18 lat.
Mój Boże, a przecież jeszcze niedawno była  małym dzieckiem………
Muszę oczywiście powiedzieć, że prezent  ode mnie bardzo Poli się spodobał, dostała też i inną srebrną bransoletkę, (moja była młodzieżowa – kokardka ze srebrnym słonikiem na szczęście) i obie zaraz na rękę założyła. Dostała jeszcze mnóstwo innych prezentów, ale w tym ogólnie  rodzinnym zamieszaniu nie miałam czasu ich oglądnąć.
No i ważne było jeszcze to, że poznałam wreszcie najmłodszego członka naszej Rodziny, czyli Jasia (syna Emila), maluch jeszcze, z nieodzownym smoczkiem w buzi, ale zanim człowiek się dobrze porozgląda, okaże się, że to właśnie są jego 18 urodziny – czas przecież tak szybko płynie.
Całe to urodzinowe przyjęcie Poli odbywało się w domu mojej Bratowej, Zosi, która z dumą patrzyła na wszystkie swoje dzieci i liczne wnuki, które zasiadły przy stole. Jeszcze trochę, a będą też pewnie i prawnuki obok siedziały, bo niektórzy z wnuków już są na tyle dorosłe, że mogą, a może i niektórzy powinni uwić już swoje własne gniazdka???
I znów wszystko zacznie się  od początku, śluby, wesela, chrzciny, Komunie święte, osiemnastki – już chyba tego wszystkiego nie dam rady ogarnąć, bo już  teraz  moja rodzina jest spora, a gdy jej jeszcze zacznie rozwijać…….
Ale jedno jest pewne, zarówno moja bratowa, jak i ja jesteśmy już seniorkami tego rodu, a ci, którzy jeszcze niedawno byli młodzieżą są już rodzicami dojrzałych lub dojrzewających dzieci. Tak, tak, czas szybko bowiem leci, zanim się człowiek zorientuje……
 Ale to wszystko było jeszcze wczoraj, zimą, o czym dał nam znać zimny wiatr i padający gęsty deszcz, gdy wracałam z przyjęcia Poli do domu.

A właśnie, mam dla Was wszystkich wspaniałą nowinę

DZISIAJ O GODZINIE 11.29 ZAPUKA DO NAS  ASTRONOMICZNA WIOSNA !!!!!!!!

Naprawdę, nie kłamię, nareszcie jest!!!!!
Kalendarzowa wiosna przyjdzie dzień później, ale ona już tylko potwierdzi ten fakt, że zimę odesłać możemy już do Lamusa, teraz Wiosna będzie nam królowała.
Ta wyczekiwana, ciepła, słoneczna, ciesząca  kolorami kwiatów i zieleni, brzmiąca śpiewem ptaków i bzyczeniem owadów.

 

WITAJ WIOSNO !!!! CZEKAŁAM Z NIECIERPLIWOŚCIĄ NA CIEBIE.!!!!!!!!!!!

Myślę, że nie tylko ja ją wypatrywałam ostatnio. Kolor zielony jest zdecydowanie przyjemniejszy od białego, czy jeszcze gorzej, burego, który pozostaje po topniejącym śniegu, wymieszany z błotem i pyłem ulic.

To teraz jest chyba najważniejszy news dzisiejszego dnia.
Chociaż muszę przyznać skrycie, że gdy wczoraj przeczytałam, że Pis dzieli od PO tylko dwu punktowa różnica, serce moje wydatnie uradowane zabiło z nadzieją, że coś nareszcie się zmieniło, coś do przodu ruszyło.
To może rzeczywiście prorocze słowa „zima wasza, wiosna nasza” się spełnią  ????????
 Ale się dzisiaj rozpisałam……., ale myślę, że nadrobiłam tym wczorajszy brak wpisu.

A dzisiaj? Cóż, poniedziałek…… nie można powiedzieć, żeby wiosna nas rozpieszczała, jeszcze rano deszcz sobie padał.
Pewnie trzeba będzie poczekać cierpliwie jeszcze do tej godziny 11 stej z minutami, może wtedy słonko nam zaświeci?

Życzę wszystkim miłego pierwszego dnia wiosny, miłego poniedziałku i naprawdę wspaniałego tygodnia.
Bardzo serdecznie  pozdrawiam Kilimkę , bardzo się cieszę, że się odezwałaś  

ponura sobota

 

Wstał ponury, mżysty dzionek, jeden z takich, których nie lubię.
Dlatego na przekór złemu losowi, złej pogodzie dzisiaj u mnie motylki fruwają
Zresztą rozpadało się wczoraj wieczorem i całą noc deszcz chlupał i chlupał, słyszałam jak walił o parapet.
Wiedziałam, że tak będzie, moje niezawodne stópki wczoraj mi o tym przypominały.
Mimo, że zażyłam Nimesil, moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa, tak właśnie działa mój „prywatny barometr” – jest niezawodny.
Umówiłam się wczoraj z Zojką na Rynku w Krakowie, jeszcze tam jakoś całkiem nieźle doszłam. Chwilę poczekałam na nią pod Adasiem, czyli pod pomnikiem Mickiewicza, kultowym miejscem do spotkań różnorakich, bo jest łatwo rozpoznawalny nie tylko dla Krakowiaków, ale i dla turystów też.
Kiedyś ludzie siadali na stopniach pomnika, teraz jest on pięknie ogrodzony łańcuchem, ale wokoło postawione są ławeczki, można sobie na nich na chwilkę przysiąść.
Po Rynku snuły się grupy młodych Anglików, ubranych w jednakowe, szare bluzy z napisem nazwy szkoły, do której w Anglii uczęszczali i pod spodem wyszyte było Kraków 2017. ładnie to wyglądało, chociaz niektórzy z nich na te bluzy poubierane mieli kurtki, jednak było nieco chłodnawo, nawet i dla nich, którzy do takiej burej  pogody są raczej przyzwyczajeni. Za to byli okropnie głośni, bardzo głośno rozmawiali, prawie, że do siebie wykrzykiwali i co chwilę wybuchali salwami śmiechu – ot, jak to młodzi, radośni ludzie.
Podziwiałam stragany z kolorowymi kwiatami, które wyglądały już bardzo wiosennie, radośnie, a w jednym z takich stoisk kwiaciarka wystawiła już malutkie palemki- znak, że Święta Wielkanocne już za pasem.

Parę minut po 15- stej dołączyła do mnie Zojka i razem poszły o tej Galerii Lilou na ul .w Tomasza. Rzeczywiście, było w czym wybierać, ale zdałam się na poradę Zojki i wybrałyśmy małego srebrnego słonika (na szczęście) na niebieskiej kokardce – to teraz jest podobno modne. Żadne srebrne, czy złote bransoletki, tylko właśnie wstążki młodzież na ręce zakłada.
Po wyjściu ze sklepu pożegnałyśmy się, każda poszła w swoją stronę. I właśnie wtedy zaczęły się moje „schody” z chodzeniem, miałam wrażenie, że pod stopami nie mam ani skóry, ani podeszwy, tylko samymi kośćmi uderzam o twarde podłoże.
Na szczęście jeszcze deszcz wtedy nie padał, więc mogłam na chwilę przysiąść sobie na ławce na Plantach i podziwiać tłumy spieszących się, lub spacerujących ludzi.
Po małych zakupach w Rossmannie wsiadłam do tramwaju, po drodze wstąpiłam do malutkiego sklepiku, a właściwie do kiosku koło Placu Wolności i pomału wróciłam przez Park do domu, jeszcze zresztą przysiadając na chwilkę na ławeczce, bo nogi ciągle  nie chciały odpuścić.
Oj, ale będzie padało, pomyślałam, to nie nieuniknione i…oczywiście, że miałam rację, lało potem jak z cebra. Co prawda nie wiem, skąd bierze się  takie powiedzenie – leje jak z cebra, ale tak było.
Ale i tak okazało się, że nie wszystko jeszcze kupiłam, jeszcze parę rzeczy potrzebuję, więc teraz szybciutko pędzę do sklepu i do piekarni, a potem wracam do domu i zabieram się za obiad, bo dzisiaj będę miała na obiadku V.I.P.a
Mam nadzieję, że deszcz ie przeszkodzi mi w moich zakupach:-)
Życzę wszystkim milej i spokojnej soboty, przez najbliższe dni nie ma co liczyć co prawda na słonko ale….

PUK PUK PUK ………słyszycie???, to wiosna już puka do okien. Za dwa dni otworzymy je szeroko i zaprosimy ją do naszych ogródków, do naszych mieszkań.
Koniec zimo, musisz  już odejść, już nie czas na Ciebie!!!

słoneczny piątek

 

 

 

Wstał piękny, słoneczny dzień – piątek. Mam nadzieję, że będzie on cieplejszy niż wczorajszy, gdy dokuczał dosyć chłodny wiaterek.
Dzisiaj popołudniu idę wraz z Zojką na zakupy – konkretnie idę kupić bransoletkę na niedzielne urodziny Poli. Ciekawe, czy znajdziemy coś ładnego. Ale myślę, że tak, bo idziemy do dosyć ekskluzywnego butiku Lilou. A kto może lepiej wiedzieć, co się Poli spodoba, niż jej własna siostra.
Dlatego z całą odpowiedzialnością na gust Zojki się zdaję.
Oczywiście wybór jest olbrzymi, od zwyczajnych posrebrzanych bransoletek na sznurku, aż po te srebrne i złote, równolegle do nich cena też jest odpowiednia wykalkulowana, ale przecież wiadomo, że nie kupię tej najdroższej, ani nawet tej bardzo drogiej, ale jakąś pamiątkę od Cioci Ewy musi Pola mieć. Jak osiemnastka, to osiemnastka. Zresztą chyba nie cena odgrywa tutaj największą rolę, tylko to, czy prezent się spodoba, a mam nadzieję, że wraz z Zojką coś sensownego znajdziemy. To jednak był mój wspaniały pomysł, że zatelefonowałam do Zojki, bo tak nadal miałabym problem z tym, co Poli kupić.
No i oczywiscie przy okazji odwiedzę sobie Rynek Główny w Krakowie (butik jest opodal, na ul św Tomasza), zobaczę ile się zmieniło, gdy mnie tam nie było (rym niezamierzony ).  No nie, aż tak dużo czasu wcale od mojej ostatniej wizyty na Rynku nie minęło. Ale gdy tam byłam jakieś 2- 3 tygodnie temu, akurat była okropna, deszczowa pogoda, więc tylko migiem przez niego przemknęłam. A dzisiaj może nawet uda mi się przysiąść na chwilkę w kafejce na kawusi, pooglądam przechodzących ludzi i…. no tak, oczywiście połapię parę Pokemonów. Zauważyłam bowiem, że w różnych rejonach miasta, prócz tych tak zwanych stałych Pokemonów, zaglądają czasami jakieś „dziwaki”, które w innych miejscach nie występują. Będę miała okazję sprawdzić, co nowego w tej okolicy z Pokemonów się kręci.
A z ciekawostek „rynkowych” – otwarli niedawno (chyba kilka miesięcy temu) właśnie na Rynku Muzeum Figur Woskowych. Bardzo jestem ciekawa, jak nasz krakowski oddział Figur Woskowych działa, przypuszczam, że nie jest tak okazały, jak na przykład w Londynie, czy w Paryżu (zresztą obie galerie wiele lat temu w obu tych miastach zwiedzałam), szczególnie, że umieszczony jest on w miejscu po byłej księgarni, więc pewnie zbyt rozległy nie jest.
Musze się kiedyś tam wybrać, ale raczej nie dzisiaj, chociaż kto wie……. Jednak przyjemniej byłoby połazić po tym Muzeum z kimś znajomym.
Ale czuję, że i tak byłabym bardzo rozczarowana. Wspominam to Muzeum Madame Tussauds w Londynie, gdzie prócz figur znanych celebrytów były sale powiązane z różnymi dziedzinami życia, a na mnie jednak największe wrażenie wywarła sala tortur. którym poddawane były osoby oskarżane o czary, czy o zdradę państwa. Brrr, były tak realne, że czasami wydawało się nawet, że słychać  ich jęki i wrzaski.
Na zwiedzanie Muzeum Tuusaud trzeba było poświęcić jednak kilka godzin, żeby dokładnie pooglądać i podziwiać kunszt wykonania tych figur z wosku, które były łudząco podobne do żyjących, lub już nie żyjących ich oryginałów, dopiero dotykając eksponaty można było się przekonać, że nie są to jednak osoby żywe.
Przez okno i otwarte drzwi widziałam te postacie, które są w naszym krakowskim muzeum, ale nie wiem, czy są one tak doskonałe, jak tamte z Londynu, czy z Paryża.
Ale trzeba przyznać, że olbrzymie wrażenie na zwiedzających pozostawiają.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak życzyć wszystkim przyjemnego i ciepłego dnia i wspaniałego weekendowego odpoczynku

Już nie pojedziemy na wczasy w te góralskie lasy

 

 

Następna bardzo smutna dla nas wszystkich wiadomość : odszedł Wielki Polski Bard,  Poeta,Wspaniały Człowiek, Wspaniały Artysta – Wojciech Młynarski.
Nie ma chyba w Polsce człowieka, który nie spotkał się z Jego  wielkimi i wspaniałymi utworami, jak chociażby ten tytułowy w moim dzisiejszym wpisie, czy „W co się bawić”, albo  „Róbmy swoje”. Zresztą był autorem wielu naprawdę fantastycznych tekstów.
I nagle…zachorował i odszedł. Przecież tyle jeszcze mógł zrobić……. Jego słowa przecież zawsze, a szczególnie w ostatnich bardzo ciężkich dla Polski czasach,  były pocieszeniem i dawał prawdziwą otuchę. Mistrz ironii, wspaniały obserwator naszej rzeczywistości, zawsze  realnie oceniał to, co wokoło nas się dzieje. Szpilkami słowa przekłuwał wszystkie nonsensy, dlatego nie był ulubieńcem tych, którzy byli twórcami tego absurdu, po prostu bali się Jego słów, wiedząc doskonale, że ma rację i jest na tyle odważnym człowiekiem, że nigdy nie zawaha  się użyć swojego sarkazmu w słusznej dla Polski sprawie.
Gdy tak wczoraj myślałam nad tym, co właśnie się zdarzyło, przyszła mi do głowy taka myśl, że można śmiało powiedzieć, że Wojciech Młynarski był swojego rodzaju wieszczem dzisiejszych czasów. To on, co prawda dawno temu i jeszcze w innych realiach, wymyślił postać panny Krysi, która brylowała na parkietach.
I co? po wielu latach rzeczywiście taka panna Krysia brylująca na parkietach Sejmu się nam objawiła, przypadek, czy swojego rodzaju natchnienie, które jest domeną naprawdę prawdziwych Artystów????
Dopiero co niedawno, w chwili śmierci dwóch Wielkich Artystów : Krystyny Sienkiewicz i Danuty Szaflarskiej  pisałam, że znów został mi odebrany kawałeczek z mojego życia, teraz znów z kalejdoskopu mojego życia została usunięta jedna szybka, jakże ważna szybka, pozostawiła ona po sobie wielką wyrwę i wielki ból. Już nic nie będzie takie same, już nikt swoją satyrą nie pocieszy nasze zbolałe serca, nie wleje w nas nadzieję, że warto walczyć o to lepsze jutro.
Pozostawiłeś panie Wojciechu pustkę, znów zatopimy się w marazmie, z którego nas już nie wyciągniesz.
Tak się nie robi panie Wojciechu! Był Pan nam wszystkim bardzo potrzebny, przecież to nie był jeszcze czas na umieranie………..
Osierocił Pan wielu Polaków, którzy naprawdę szczerze Pana kochali i podziwiali.
I chociaż nowy głos Pana mądrej satyry nigdy do nas już nie dotrze, głęboko wierzę w to, że tam na Niebiosach, nadal będzie czuwał Pan nad swoją Ukochaną Polską i nie pozwoli Pan, by poszła ona na zatracenie.
A nam tylko pozostają w naszych sercach  Pana słowa „róbmy swoje”……….

Hallo Ula!!!!!!

 

Niesamowite, znowu mamy następną środę, a przecież ta ostatnia była omalże…….wczoraj.
Jak to miło te róże dla Ciebie Uleczku tutaj umieszczać i parę słów do Ciebie napisać.
Ciekawa jestem, jak wygląda Twoje oczekiwanie na wiosnę, wszak to tylko jeszcze 5 dni, niby nie długo, a jednak jeszcze wciąż ta zima nas straszy swoja naburmuszoną pogodą i….raczej chłodem.
No tak, chłodem, skoro aż dwa swetry na siebie założyć muszę, ale fakt, ostatnio jestem strasznym zmarzluchem.
Ale znając Ciebie, pewnie tryskasz zdrowiem i pełnym humorem, z kijkami po parku biegasz i  wraz z koleżankami planujesz  następną szaleńczą wyprawę w świat. I bardzo dobrze, tak trzymaj. Do mnie jeszcze wciąż ten wiosenny entuzjazm nie dotarł, jeszcze ten „miś” w moim ciele się nie obudził, ale….
Wszystkiego dobrego Uleczku na te nadchodzące, jakże miłe dni, uśmiechaj się do tego słonka, którego wciąż co prawda mamy zbyt mało, ale gdy już zaświeci…..radość będzie podwójna. Trzymaj się wiosennie. Ślę Ci całuski z Krakowa

I jeszcze jedne zdjęcie różyczek dzisiaj zamieszczam

Ten piękny bukiecik dostałam wczoraj od Diany i od Ksawra, gdy przyszli do mnie wieczorem z wizytą.
Dawno ich nie widziałam, wiec było sporo do opowiadania.
Przy pysznej szarlotce i przy herbatce z cytryną milo spędziliśmy czas na wspomnieniach, pogadankach.
Oczywiście polityczne tematy też były poruszane, ale na szczęście to nie one zdominowały wczorajszego wieczoru.
No bo ile można o tej polityce gadać? – jaka ona jest ? wszyscy realnie myślący widzą i rozumieją, że świat jakoś całkiem beztrosko w niebyt pędzi, tak, jakby wielu już rządzącym, albo tym prącym do rządzenia ktoś oczy ciemną opaską przewiązał.
Dzieci we mgle, można powiedzieć. Jasne, gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, a tu powiedziałabym o wpływy, o wielkie lobby, ale przecież wszystko jest takie złudne, dlaczego mamy się samounicestwiać ? w imię czego?
Przecież kiedyś i tak przeminiemy, to normalny proces każdego z nas, a „tam” nie będą potrzebne nam już żadne  ziemskie dobra. Dlaczego więc są ludzie, którzy tak beztrosko chcą niszczyć to, co nas otacza, czyli spokój, miłość, wolność, radość życia każdego dnia, jeżeli już nie nas, to przynajmniej naszych dzieci, wnuków. Nie możemy zgodzić się na to by, by znów zafundować im piekło na ziemi, nie mamy takiego prawa.
Historia kołem się toczy, ale dlaczego te 50 lat z okładem względnego spokoju  mamy znów odesłać do Lamusa i zaczynać wszystko od początku, to wszystko, co i tak żadnej przyszłości, prócz koszmaru nie daje.
Więc o ile możemy, o ile mamy na to i siłę i odwagę, wykrzyczmy nasze głośne i zdecydowane  NIE !!!! dla wszystkich knowań politycznych, dla tego politycznego kalejdoskopu absurdów, dla tej walki z wiatrakami. Nie bądźmy jak ten  zbłądzony Don Kichot, który pędził na przód, ale nie wiedział   dokąd i po co tam właściwie dąży.
Niech Ci, którzy są teraz u sterów rządu opamiętają się, niech realnie popatrzą, gdzie zmierzają. Przecież oni też mają rodziny, dzieci, wnuki……

Znów pogoda nas nie rozpieszcza, jest ponuro i chłodno, ale już niedługo będzie inaczej, wiosennie, wesoło, zielono.
Miłej środy dla Wszystkich.

Człowiek łasy na komplementy

 

 

Tak, tak, jakie to fajne uczucie, gdy człowiek coś miłego usłyszy, nawet nie koniecznie, gdy mówi to mężczyzna, bo to można byłoby za pochlebstwo uznać, ale gdy jedna kobieta prawi komplement drugiej, no, to już coś oznacza.
Wczoraj po przyjściu do pracy usłyszałam właśnie takie miłe słowa od pewnej pani : O, nie wiedziałam, że tu spotkam panią. Razem jechałyśmy autobusem i zwróciłam na panią uwagę i pomyślałam sobie : taka mila i elegancka kobieta, rzucająca się w oczy, wyraźnie odbiegająca od innych, a teraz tu panią spotykam.
Ucieszyłam się i powiedziałam, że już dawno takiego komplementu nie słyszałam i jest mi bardzo miło, a ona na to odpowiedziała, że to nie był komplement, po prostu taka była prawda.
Jednym słowem można powiedzieć, że tydzień bardzo miło mi się rozpoczął.
No i zakończenie tygodnia również bardzo milo się zapowiada, albowiem zostałam przez naszą Polę zaproszona na jej osiemnaste urodziny. Oczywiście na tę rodzinną osiemnastkę, bo przypuszczam, że jeszcze jedno świętowanie czeka ją jeszcze w swoim młodzieżowym gronie.
No masz, następna dojrzała osoba w naszej rodzinie nam przybyła. Swoją drogą, jak to już często pisałam, czas tak szybko pędzi na przód.
Pamiętam, że gdy Pola zamieszkała ze mną i z rodzicami na Smoleńsk, miała zaledwie 6 -7 lat, a tu proszę, już dojrzała panna z niej wyrosła. Dojrzała, przystojna i mądra, a co najważniejsza obdarzona naprawdę wspaniałym charakterem, jest przy tym bardzo wrażliwą i uczuciową dziewczyną.
Jakie to miłe, że mimo, że razem już nie mieszkamy, jednak o Cioci Ewie pamięta.
Oczywiście, że będę na tym ważnym dla niej święcie, teraz muszę tylko pomyśleć o odpowiednim prezencie.
Jeszce jest kilka młodych w naszej rodzinie, ale i oni kolejno dojdą do swoich osiemnastych urodzin, pewnie znów bardzo szybko to nastąpi, a  ja znów będę się dziwiła, że to już.
Za rok taka uroczystość czeka na Zojkę, a potem kolejno na Weronikę, Leona , Jaśka i na koniec najmłodszą z nich, Mię.
A ja tak się mocno zaprę w sobie, że wszystkie te uroczystości cierpliwie sobie doczekam 🙂
Potem przyjdzie pewnie czas zaślubin, oj sporo uroczystości rodzinnych jeszcze przede mną.
Jak to dobrze, że udało mi się przekroczyć tę zaczarowaną granicę 65 lat, teraz tylko będę świętowała 🙂 🙂 🙂

Ale życie nie na samym świętowaniu polega, trzeba jeszcze mnóstwo innych ciekawych i mniej ciekawych rzeczy w nim robić.
Ot takie jest życie, sprzątanie, gotowanie, praca………. ale jak widać, nawet czasami podróż do pracy potrafi być miła.
Dzisiaj zapowiedzieli się z wizytą Diana i Ksawer, tak wiec znów spędzę miły wieczór, bo znając ich, dopiero wtedy znajdą troszkę czasu, by od swojej pracy się oderwać.

Pogoda dzisiaj zrobiła mi też miłą niespodziankę, bo zapowiadali opady deszczu, a tu za oknem słoneczko pięknie świeci.
Czyli świat nie byłby taki zły, nawet jeżeli jeszcze jabłonie nie kwitną, ale i na nie też czas przyjdzie, gdyby nie ta cholerna polityka.
Pisie pomysły są najczęściej tak absurdalne, że czasami się zastanawiam, czy to jest możliwe, żeby ktoś tak mógł myśleć.
Na przykład jakiś tam pisi senator powiedział, że powinno przemalować pasy – zebry na jezdni, nie powinny one  być biało czerwone, bo to jest…….. brak poszanowania dla barw narodowych, które są właśnie biało – czerwone. Czy taka myśl może przejść przez głowę komuś ze zdrowym rozsądkiem??
Rzeczywiście nieraz mam wrażenie, że w Pisie wymyślono konkurs na największe życiowe absurdy, a nagrodą główną będzie uścisk ręki prezesa.
Nie, tego Bareja na pewno by nie wymyślił, to już przebija jego sławne „Łubu dubu niech żyje prezes naszego klubu”.
Ale taką niestety mamy rzeczywistość. Kaczyński nadal poluje na Tuska, przecież jakoś musi odreagować swoją olbrzymią porażkę na Unijnym Forum, więc wymyślił, żeby powołać Tuska jako świadka przez prokuraturę, co prawda Jarek zaklina, że nawet nic na ten temat nie wiedział, ale czy wyobrażacie sobie, żeby cokolwiek, w jakimkolwiek urzędzie, a tym bardziej w prokuraturze,   działo się bez co najmniej przyzwolenia, jeżeli nie nakazu GURU?  NIE MA TAKIEJ OPCJI!!!!! Zresztą jak wiemy, wszystkie zapewnienia Kaczyńskiego zawsze są tylko jednym wielkim kłamstwem, zrobionym na użytek jego wyznawców i co najgorsze zawsze (przynajmniej do tej pory) mu się to udaje. Ciemny lud nadal wierzy temu kłamcy.
No dobra, jest jak jest i przynajmniej przez jakiś czas będzie, no chyba, że jakieś olśnienie na Polaków najdzie. Tylko na to na razie się nie zanosi. Słusznie zauważył któryś z dziennikarzy, że opozycja nie potrafiła odpowiednio wykorzystać  porażki Pis w Unii, zamiast wtedy, gdy rozentuzjazmowany lud wiwatował na cześć wygranej Donalda Tuska, poprzeć tę licznie przecież wychodzącą na ulicę gawiedź i przekonać, jak wiele dla Polski takie zwycięstwo znaczy, oni po prostu znów ten fakt przemilczeli, przespali.
No to jak ma być w Polsce normalnie, gdy opozycja, którą Kaczyński nazywa totalną, właściwie nie istnieje ??????

Życzę przyjemnego wtorku, słonka i pogody ducha i nadziei, że kiedyś wszystko skończy się jako zły sen i nastanie normalność. OBY!!!!
Wszystkiego dobrego 🙂 🙂 🙂

Poniedziałek z życzeniami

 

Na pewno na mój blog zagląda czasami Krysia, lub Bożenka.
A dzisiaj Panie o tych pięknych imionach mają przecież Imieniny.
Co prawda w Polsce teraz przywłaszczyliśmy  zachodni zwyczaj obchodzenia dnia urodzin, ale jednak na pewno Każda Bożenka, Każda Krystynka zadowolona będzie, gdy kwiatka, miłe życzenia i całusa dzisiaj ode mnie dostanie.
Bożena i Krystyna – to takie ongiś bardzo popularne imię, dzisiaj raczej nie spotkałam się, by takie imiona dziewczynkom nadawali.
Ale ogólnie mówiąc, jest pewnego rodzaju nawrót do imion z okresu starszego pokolenia,  czyli, jak to kiedyś Darka powiedziała, tych wcześniej urodzonych, pewnie i Krysie i Bożenki doczekają się swoich następczyń.
Moje Drogie Solenizantki! Przytulam Was dzisiaj imieninowo,  każdą z osobna i życzę dużo szczęścia i przede wszystkim wesela, radości i uśmiechu w tych niełatwych przecież czasach,
Niech nie zdominuje Was zwątpienie i smutek. Przynosicie przecież wiosnę, a więc nowe, radosne dni. Uśmiechnijcie się i teraz i jutro i zawsze, bo życie piękne przecież jest 🙂

Wczorajszy dzień spędziłam,podobnie jak każdą poprzednią niedzielę bardzo przyjemnie.
Oczywiście był u mnie na obiedzie V.I.P i nawet prozaiczny gulasz smakował nam bardzo wybornie.
Była i herbatka z cytrynką i babeczki z owocami i przyniesione przez V.I.P-a przełożone kakaowym nadzieniem andruciki (dzisiaj rano nieco przez to cukier mi się lekko podniósł), ale przecież najważniejsze jest to, że spędziliśmy wspólnie miłe kilka godzin.
Wieczorem na Face Booku odnalazłam mojego kolegę z czasów licealnych, wysłałam mu zaproszenie, które oczywiście zaakceptował. Na pewno niedługo spotkamy się na naszym jubileuszu pięćdziesięciolecia matury. Pewnie za wiele nie porozmawiamy bo każdy będzie chciał z nim kilka słów zamienić, tym bardziej, że jest to osoba publiczna, zajmująca się polityką, ( z podobnymi jak moje opcjami),  ale może kilka serdeczności zdążymy wymienić, tym bardziej, że pewno już więcej nie będzie takiej okazji,  75 lecia matury się nie doczekamy……

A dzisiaj już poniedziałek, znów zaczynamy nowy tydzień, ten ostatni zimowy, chociaż jak widać, zima  nie bardzo chce z nami się jeszcze rozstać i deszczem ze śniegiem nawet nas straszy. Ale nic  z tego, jesteśmy zdeterminowani do popędzenia zimy w siną dal i wypatrujemy pierwszych oznak wiosny.
Już Magda mówiła mi wczoraj, że zauważyła, że pędy gałązek są już nieco napuchnięte, jakby chciały już pączki wypuszczać.
Gdy będę dzisiaj szła do pracy przez mój park, będę musiała dokładnie tym gałązkom się przyjrzeć, może……..
W każdym bądź razie wczoraj moje dzielne wojaki znów w parku wczoraj staczały boje, przez okno słychać było szczęk zbroi i wojenne okrzyki.
Im niezbyt przyjemna aura wcale nie przeszkadza, ot, młodość!

Nie tak dawno zachwycałam się takim specjalnym chlebem zwanym kresowym na liściu kapusty. Kupiłam go kilka dni wcześniej i specjalnie na niego potem przez kilka dni polowałam.
W sobotę udało mi się go kupić i…….. już po dwóch dniach całkiem mi się „przejadł”.  Fakt, że bardzo długo trzyma świeżość, ale na dłuższą metę ten smak mi po prostu nie odpowiada. Wolę taki prosty, zwyczajny, a nie wydziwniony , wielokrotnie ulepszony, z jakimiś smakowymi dodatkami.
Czułam się tak trochę, jak po powrocie z USA, gdzie chleby są specjalnie poddawane ulepszającym zabiegom, przez to są niby świeże, ale mało smacznie.
Wtedy właśnie ten nasz zwyczajny, biały chleb smakował jako specjalny rarytas.
A tak w ogóle to z doborem pieczywa mam kłopoty, szybko mi się nudzi , chociaż na początku wydaje mi się taki wspaniały.
No, ale chleba naszego powszedniego……….przecież coś jeść trzeba, chociaż coraz mniej rzeczy mi po prostu smakuje. Podobny problem mam z wędlinami, które też  nie za bardzo mnie zadowalają, pozostają sery, ale jak długo można je jeść? Mięso? – owszem, ale nie każde i raczej w małych ilościach. Za to na pewno nie lubi mój brzuszek ani pieczarek, ani groszku zielonego, pewnie i wiele jeszcze  innych pyszności nie toleruje.
Jajka też mogę jeść w małych ilościach, najchętniej ostatnio jem jabłka i…krówki, ale na te drugie przez niepewny cukier też muszę uważać.
Okropnie kapryśny zrobił się ten mój żołądek. Ale przecież o to chodziło, z takimi skutkami się godziłam, gdy podejmowałam decyzję o operacji bariatrycznej.
A za miesiąc minie już dwa lata………

Życzę wszystkim Krysiom i Bożenkom i wszystkim moim Koleżankom i Kolegom naprawdę udanego poniedziałku, chociaz dzisiaj jest trzynasty dzień miesiąca. Ale co tam przesądy, to będzie na pewno bardzo udany dzień.

Dzień dobry

 

Miłej niedzieli. A jaka była, okaże się wieczorem.
Ja jednak jestem dobrej myśli, tym bardziej, że dzisiaj mam gościa na niedzielnym obiadku.
Właściwie obiad już jest prawie że gotowy, nawet VIP się dziwił, że od wczoraj go już gotowałam, ale chciałam dobrze sobie mięsko rozmiękczyć, przecież twardego gościowi nie podam.
Dzisiaj co prawda peanów na temat mojego obiadu nie wygłaszam, ot taki zwyczajny, żadnych super rarytasów dzisiaj  nie przygotowuję, co nie oznacza wcale, że będzie on niesmaczny. Wręcz przeciwnie, zbyt dużo serca w to gotowanie włożyłam, żeby potem miało nie smakować.
Ale czasami wychodzi on nadzwyczajnie, czasami  jest tak normalnie, jak dzisiaj.

Ale przynajmniej znów nie pamiętam o polityce, o innych problemach, dzisiaj jestem nastawiona relaksowo – kuchennie.
Niestety pogoda znów jest niespecjalna, ale mogło być przecież gorzej, przecież nawet śnieg zapowiadali.
Nawet ze śmiechem  wczoraj do V.I.Pa powiedziałam, że powinien iść do piwnicy i wyjąc z nich swoje narty – biegówki.
Na szczęście tak się nie stało, a śnieg niech sobie popada dopiero pod koniec listopada, nie wcześniej.

No to fajnej niedzieli życzę, jeszcze tylko 8 dni i wiosna do nas przybędzie. Czyli następna niedziela będzie jeszcze zimowa, ale potem…………