na dobrą sobotę

 

Jak dobrze rozpocząć dzień? Zwłaszcza ten sobotni poranek?
Ano, najlepsza na to jest dobra, czarna (lub biała) kawa.
Wiem coś o tym, bo tak sama ten dzień rozpoczęłam.
Zwłaszcza, że ciśnienie nas ostatnio nie rozpieszcza. Wczoraj musiało być rzeczywiście chyba bardzo niskie, bo nawet dwie kawy mi nie pomogły  i większość popołudnia po prostu przespałam. I bardzo dobrze mi to zrobiło.
Obawiałam się tylko, że po takim długim popołudniowym spanku będę miała trudna noc – nic bardziej mylnego, spałam sobie smacznie jak niemowlę i nawet w nocy nie musiałam ganiać, tam, gdzie często niestety w nocy chodzę. Przespałam tę noc na tyle dobrze, że już o 6.30 rześka jak aniołek obudziłam się i stanęłam mocno na nogi.
No z tym szybkim  wstawaniem  to lekko przesadziłam, po nocy moje lewe kolano jest całkiem zastane i muszę go najpierw delikatnie rozmasować, aby ta wredna cysta „wskoczyła” na swoje miejsce i mi nie blokowała stawu. Ale potem jest już tylko lepiej.
No w sumie nie darmo zażywam 2 razy dziennie te tabletki przeciwzapalne i przeciwbólowe. Czy pomogą na serio, czy tak jak umarłemu kadzidło, przekonam się dopiero za jakiś czas, przecież dopiero dwa dni minęło od początku leczenia, jeszcze nie mogą więc całkowicie bólu znieść.
Ale od czego jest pozytywne myślenie? Powiem sobie : będzie dobrze i….. będzie dobrze 🙂
Wczoraj w jakimś brukowcu przeczytałam historię 40 letniego mężczyzny, który do pewnego czasu traktował  życie uczuciowe całkiem lekko, był już po rozwodzie, a pewnie dlatego, że to pierwsze uczucie niestety tak się skończyło, nie przykładał żadnych starań, aby sobie na nowo wszystko pookładać, żeby być szczęśliwym, aby mieć rodzinę. Jego „rodziną” była tylko praca. tę traktował bardzo poważnie, nastawiony był tylko na robienie kariery. A kobiety? owszem, było kilka ich w jego życiu, ale żadnej takiej znajomości nie traktował poważnie, zmieniał kobiety, jak przysłowiowe rękawiczki. Owszem, zamieszkał z jedną dziewczyną, ale raczej tylko dla własnej wygody, aby ktoś ugotował mu strawę, posprzątał, wyprał, nic ponad to, nie było żadnego z jego strony uczucia. Właśnie z jego strony, bo dziewczyna była bardzo zaangażowana i pewnie cierpliwie czekała, że przyjdzie czas, gdy on się zmieni, dlatego cały czas przy nim była.
Krach przyszedł nagle, niespodziewanie, wizyta u lekarza i wyrok : rak jelita grubego.  No i facet załamał się, okazało się, że nie może nadal pracować w tej korporacji, w której był dotychczas, albowiem wyniki jego pracy były coraz gorsze, co nie uszło uwadze jego szefa. Wszyscy znajomi, przyjaciele, dotychczasowe kochanki nagle przestali mieć dla niego czas, każdy był bardzo zajęty, no bo kto chce zadawać się z osobą chorą?
I wtedy okazało się, że tylko ta dziewczyna, która z nim zamieszkała zdała egzamin z przyjaźni, ze swojej miłości. Ją nie odstraszała wcale jego choroba, opiekowała się nim, nawet, gdy słaby, po operacjach i po chemii ledwo mógł się poruszać po domu, podawała mu odpowiednie dietetyczne jedzenie, pilnowała, by zażywał lekarstwa i pilnowała, by przestrzegał wszystkich terminów wizyt u lekarza. Z czasem okazało się, że takie jej postępowanie miało sens, choroba zatrzymała się, nie postępowała. I wtedy dziewczyna zadecydowała, że sprzedają jego i jej mieszkanie, kupują domek na wsi, daleko od miejskiego zgiełku i wszelakich zanieczyszczeń. Ciężko było mu się pożegnać z dotychczasowym życiem, ale zrozumiał, że ta dziewczyna naprawdę go kocha, że jej  nie zależy  na jego pieniądzach i jego sławie, ona chce spędzić z nim resztę życia w spokoju i zapewnić mu luksusowe warunki psychiczne w jego chorobie. Oczywiście wzięli ślub, już nie bronił się przed tą miłością, wiedział, że tylko przy niej może spędzić  resztę swojego życia, obojętnie jak długo ono miałoby trwać, że to jej obecność  zapewni mu szczęście.
A dlaczego to piszę?
Człowiek nigdy nie wie, kiedy przyjdzie moment prawdy, która może być początkiem jego końca. Do końca nie wiadomo, jakie diabelstwo w nim siedzi i kiedy niespodziewanie ono wybuchnie. Zawsze trzeba mieć do siebie dystans i dobre rozeznanie  wobec ludzi, pośród których żyjemy
Niestety. ludzie bywają bezwzględni i fałszywi..
Należy mieć oczy  i uszy szeroko  otwarte, nie ulegać słodkim słówkom innych, bo wszystko powiedzieć można, a myśleć o tym inaczej, najlepiej trzeźwo ludzi ocenić, żeby wiedzieć, kto rzeczywiście dobrze Ci życzy, a kto to dla własnych, partykularnych interesów tylko wykorzystuje Twoje dobre intencje.
Prawdziwa miłość, prawdziwa przyjaźń przetrwa każdą, nawet tę najtrudniejszą chwilę i tylko na takich ludziach wspierać się możemy, którzy nigdy, pod byle jakim pretekstem, od Ciebie się nie odwrócą.

 A co jeszcze napiszę? Pogoda?  byle jaka, ponura , jakby zaraz śnieg zamierzał padać od nowa. I całkiem możliwe, że tak będzie, zima wcale nie chce jeszcze odpuszczać, ale przecież dopiero mamy styczeń. Gdzie tam jeszcze do kwietnia…….
Życzę jednak przemiłego weekendu.