Powrót

 

Dzisiaj z Gdańska powraca V.I.P.
Długo go nie było, prawie cały miesiąc. I tyle fajnych rzeczy w Krakowie go ominęło. Chociażby Sylwester, który spędzał u swojej siostry, a ja, jak pamiętacie, samotnie w swoim mieszkanku. Ale to już minęło, teraz już obmyślam menu na przywitalny obiad, pewnie dopiero jak zwykle w niedzielę, ale już trzeba jakiś mglisty zarys tego wydarzenia mieć w głowie. Bo najważniejsze wszystko dobrze zaplanować, chociaz bywa, że przychodzi taki czarny, z ogonem i wszystko burzy, trzeba od nowa zaczynać. I to jest właśnie ten urok życia, bo przecież takich miłych chwil za wiele nie ma.
Bo życie składa się z nocy i dni, czasami bywają i niedziele, ale to znacie, tyle razy już przytaczałam te słowa.
Analogicznie: bywają dni zimowe, ale i one w końcu przemieniają się w te cieplejsze.
Już, już wydawałoby się, ze chociaz troszkę ciepła do nad powróci, a tu jakiś Egon, czy inny front znów zimniejsze dni przynosi.
Pewnie cieszą się te dzieciaczki, które teraz mają ferie. Widziałam wczoraj w TV ich szaleństwa  na śniegu, zjeżdżanie na sankach, na brzuchu, czy na plecach z górki i te bardzo uśmiechnięte od ucha do ucha buźki.
Pewnie, gdy nasze małopolskie dzieci doczekają swoich ferii, pogoda się znów zmieni i śniegu nie będzie tak dużo, ale zawsze troszkę sobie po odpoczywają, baraszkując na świeżym powietrzu.

A co poza tym? Kolanko jak bolało, tak boli nadal. To znaczy jest ciupkę lepiej, najgorzej jest rano, gdy wstanę, bo zanim kolanko „zaskoczy” na swoje miejsce (chyba ta cysta w tym przeszkadza), czuję olbrzymi ból i nie mogę tego kolana zgiąć, potem, gdy się już rozchodzę, jest o wiele lepiej, ale i tak muszę bardzo uważać na każdy krok, bo źle postawiona stopa powoduje, że kolano ucieka mi na bok i wzmaga się wtedy niesamowity ból.  Najgorzej jest na ulicy, gdy chodniki są nieco oblodzone, ale teraz idę sobie krokiem żółwia i wcale się nie przejmuję, że ktoś mnie oceni, że się wlokę, skoro się spieszy to jego sprawa, niech pędzi na złamanie karku, a ja sobie powolutku wszędzie spokojnie dojdę . Czyli wyznaję teraz zasadę „spiesz się powoli”…. Pewnie tak mi  już to  pozostanie na zawsze, chociaż… no mam jeszcze troszkę tych przeciwzapalnych i przeciwbólowych środków do zażycia.
Brzuszek też ostatnio znów daje mi do wiwatu, najpierw woła: „jestem głodny, dawaj mi coś zjeść”, a potem mi mówi: „a teraz to ja ci pokażę” i …..rzeczywiście zaczyna swoje fanaberie. Taki już teraz ten brzuch mój jest humorzasty, a ja niestety muszę znosić jego brewerie.
Ale w sumie nie jest źle, coś tam boleć musi, inaczej bym nie wiedziała, że wciąż jeszcze żyję.
No i mam tę pewność, że już nie przytyję, bo …a nie ważne, ale kilogramy utrzymują się u mnie w normie, zresztą podobnie i cukier, mimo, że czasami sobie coś słodkiego za łasuchuję, po prostu słucham mojego organizmu i gdy on się upomina o coś słodkiego, wcale mu tego nie odmawiam (oczywiście w rozsądnych granicach), widać tego  akurat potrzebuje.
Myślę, że jest to jedna z mądrzejszych zasad odżywiania: wsłuchiwać się w siebie i zapewniać organizmowi to, na co akurat w danej chwili ma ochotę, bo on doskonale wie, jakie składniki akurat w danym momencie są mu potrzebne.

Dzisiaj przeczytałam w Onecie, ze zmarł 38 letni poseł SLD, Tomasz Kalita. Chorował na glejaka mózgu, ale był pełen nadziei, że po leczeniu operacyjnym i po leczeniu onkologicznym cała ta okropna zmiana się cofnie. Niestety, glejak jest bardzo groźną i praktycznie nieuleczalną chorobą. Nie wiadomo, skąd takie świństwo tworzy się w mózgu, ale teraz coraz częściej słychać właśnie o tej chorobie, jest coraz więcej przypadków tej postaci nowotworu.
Wielka szkoda, miał tylko 38 lat, miał tyle jeszcze życia przed sobą, tyle chciał jeszcze zrobić dla innych. Zasłynął między innymi z tego, że walczył o legalność stosowania marihuany w leczeniu nowotworów, zdecydowanie przynosiła ona ulgę cierpiącym osobom, tylko niestety przeprowadzenie tego procesu zalegalizowania tego narkotyku graniczy nieomalże z cudem, trudno przekonać niektórych o zbawiennych jego zaletach przy znoszeniu bólu, trudnego do opanowania.
Żal tego człowieka, tak, jak żal wszystkich, którzy w młodym wieku muszą się z tym światem pożegnać.
A może „tam”, na tym drugim świecie, będzie im lepiej, nie będą przynajmniej cierpieć???
Tylko czasami napływają do mnie takie wątpliwości, czy aby na pewno jest ten drugi, lepszy  świat?
Nie powinnam tak myśleć, skoro jestem osobą wierząca, ale nawet wierzący nieraz wątpi……

Życzę przyjemnego i prawie już nie zimowego wtorku, przynajmniej u nas w Krakowie temperatura oscyluje trochę ponad zero i nie pada już na szczęście śnieg, ale mróz podobno znów ma zamiar uderzyć, ot, zima przecież…..
Wszystkiego dobrego