dnia 8 lutego roku pańskiego 2020 remont w mojej łazience i w części kuchni oficjalnie został zakończony

NARESZCIE !!!!!!!

Nareszcie się doczekałam tej szczęśliwej chwili, gdy Wojtek całkowicie wyprowadził się z mojej łazienki i oficjalnie ogłosił koniec swoich prac.
W sumie remont trwał miesiąc i dwa dni, ale warto było cierpliwie poczekać, bo mam naprawdę bardzo piękną i komfortową łazienkę. Nie ma żadnego, ale to żadnego podobieństwa do tej poprzedniej, teraz czuje się w niej przynajmniej bezpieczna.
Tylko nagle tak cicho znów zrobi się w mieszkaniu, nie będzie chrobotu otwieranych drzwi i niekończących się nieraz rozmów, bo trzeba powiedzieć, ze Wojtek należy raczej do rządu gaduł, ale co ma w założeniu zrobić, to robi staranie do końca. A że lubi sobie czasami coś poopowiadać…….
Dzisiaj mogłabym nawet do 10 rano sobie smacznie pospać, bo nie musiałam nadsłuchiwać, czy już Wojtek przychodzi, przecież zanim przyszedł musiałam być już umyta, ubrana i gotowa do robienia porannej kawy. Nie będę się przecież przy obcym mężczyźnie w dezabilu po mieszkaniu kręciła.
A teraz znów będę sobie samotnie kawkę rano popijała i nikt mnie nie będzie popędzał.
Wszystko ma swoje dobre i nieco gorsze strony, ale przyznam, że będzie mi tych Wojtkowych wizyt trochę brak, chyba się zdążyłam przyzwyczaić, że coś się w moim domu dzieje, a tu stukanie, a to wiercenie, takie swoiste urozmaicenie życia.
Ale nie szkodzi, na pewno jeszcze jakaś pracę dla Wojtka wynajdę, chociażby wymiana drzwi i wymiana bezpieczników, tylko znów muszę uzbierać trochę grosza, bo zaczynam być co prawda wesoła, ale nieco finansowo goła. Najgorsze jest to, że gruchnęła wieść, że (niedobry) Senat zablokował pieniądze przeznaczone na trzynastą pensję, w związku z tym nie będzie ona wypłacana.
No tak po prawdzie, to pieniądze które przyrzekł nam emerytom rząd, zostały po prostu ukradzione osobom niepełnosprawnym, co wcale nie wszystkim Senatorom się podoba i stąd taka ich decyzja, którą poniekąd rozumiem.
Łatwo coś obiecać a potem rozdawać coś komuś nie ze swoich pieniędzy, więc skoro rząd chciał być taki wspaniałomyślny, a wiadomo, że zrobił to tylko z czystych populistycznych powodów, by przekupić wyborców, niech teraz on ponosi konsekwencje swoich rozrzutnych pomysłów. W podobny sposób rząd mógł przecież obiecać, że każdemu Polakowi wypłaci na przykład po milion złotych, bo taki akurat mieli kaprys, chociaż wiedział, że na to rząd nie ma pokrycia. Zresztą żaden rząd nie dysponuje swoimi własnymi pieniędzmi, one przecież wpływają do budżetu z naszych podatków, a rząd ma za zadanie mądrze, według naprawdę koniecznych potrzeb nimi dysponować, więc już sama taka ich obietnica była zwyczajną wyborczą kiełbasą, a tu w dodatku, by przypodobać się emerytom, sięgnęli po pieniądze przeznaczone dla osób niepełnosprawnych, którzy naprawdę te pieniądze przecież potrzebują.
Zresztą zastanawiam się, na ile ta plotka jest prawdziwa, a na ile jest zwyczajną następną propagandą, co jest całkiem możliwe, bo grunt pod rządem i jego sojusznikami zaczyna się coraz bardziej palić.

Jeszcze co do remontu, zarówno Wojtek jak i właścicielka kamienicy są już po wstępnych rozmowach dotyczących montażu barierki przy kamiennych schodach wejściowych, które są bardzo niebezpieczne i mogą grozić wypadkiem.
Zobaczymy, jak ta sprawa będzie finalizowana, ale muszę dokładnie przypilnować, by nie skończyła się tylko na obietnicach.
Być może mi się to uda, bo ostatnio Kasia wpadła też w wir remontów i nareszcie podwórko też będzie remontowane i będzie układana na nim kostka i dorabiane będą schodki, więc jeszcze wystarczy jeszcze wyciąć tam chaszcze, postawić ławeczkę i będzie sobie można spędzić fajne popołudnie na podwórku, w tak zwanych miłych okolicznościach przyrody.

Wczorajsze popołudnie spędziłam bardzo miło na jubileuszowej imprezie mojego siostrzeńca Łukasza, wróciłam do domu dopiero koło 11 wieczór.
Ale też warto było iść do fryzjera, o zakupie specjalnej sukienki nie wspomnę, bo takie okazje nie często przecież w życiu się zdarzają, trzeba korzystać z okazji, tym bardziej, gdy ktoś jest taki miły i kochany jak Łukasz.
Oczywiście nie obyło się bez małych perypetii, otóż tuż przed wyjściem z domu trochę nieszczęśliwie pochyliłam się nad pralką i moimi koralami zahaczyłam o jej drzwiczki, niestety przerywając żyłkę , co się skończyło rozsypaniem perełek po całej kuchni, musiałam je oczywiście pozbierać i teraz zastanawiam się, kto mi te moje perełki naprawi. Na szczęście miałam jeszcze jeden podobny sznurek, którym przyozdobiłam sukienkę, ale i tak zrobiło mi się żal tej poniesionej szkody.
Nie miała baba kłopotu…….
Ale wczoraj to już było wczoraj, dzisiaj wstała bardzo słoneczna niedziela z takim raczej przedwiosennym wisusem, oby ta wiosna wreszcie przyszła naprawdę, ale na to trzeba jeszcze troszeczkę poczekać.
Dzisiaj tematem dnia są rozdawane wieczorem statuetki Oskarów i czekamy z wielką nadzieją na polskiego Oskara za film „Boże ciało”, co było by dla polskiej kultury naprawdę wielkim zaszczytem, nie mniej jakoś nie wydaje mi się, żeby ten film taką własnie dzisiaj wieczorem odebrał, na pewno przegramy z innym świetnym nominowanym do Oskarów dla filmów zagranicznych obrazem Parasite, który ma największa szanse tę nagrodę otrzymać .
Ale czasami cuda się zdarzają…
No to miłej niedzieli życzę, a późnym wieczorem miłych wrażeń z odbywającej się w Dolby Theatre w Los Angeles i Oskarowej Gali.

Reklama

gdy nie można spać

Koszmarna jest taka noc, gdy nawet liczenie baranów w niczym nie pomaga. Barany sobie skaczą wesoło, a sen i tak nie chce przyjść.
No cóż, trzeba było wstać, chwilkę po mieszkaniu pochodzić, by kości wyprostować, a potem….zasiąść za poranną kawką i wypisać na Facebooku wszelkie sobotnie pozdrowienia.
A godziny w nocy tak pomału płyną…..
Oglądnęłam sobie kawałek starego odcinka „Labiryntu”, a potem włączyłam oczywiście TVN- 24, w którym wciąż wałkowano wczorajsza sensację dnia, czyli arogancką i wręcz chamską postawę sędziego Macieja Nawackiego, który ostentacyjne podarł projekt ustaw 31 sędziów w której domagali się między innymi zaniechania działań utrudniających sędziemu Pawłowi Juszczyszynowi wykonywania obowiązków.
Prezesowi Nawackiemu coś jednak niedemokratycznie w głowie się poplątało, bo przecież Urząd Sądu nie jest jego własnym folwarkiem, w którym może bez żadnych sprzeciwów innych rządzić według swojego widzimisię, a raczej powiedziałabym według ścisłej instrukcji z Nowogrodzkiej dochodzącej. Co prawda Olsztyn od Nowogrodzkiej jest dość oddalony, nie mniej widać, jak działają pisie dyrektywy na funkcjonariusza tej partii, chociaż funkcjonariuszem z założenia być nie powinien. A przecież sędzia ma być niezależny i niezawistny, a brak tej niezależności dyskwalifikuje go nie tylko do pełnienia funkcji prezesa Oddziału, ale w ogóle do pełnienia funkcji sędziego. Oczywiście o chamskiej i bezczelnej postawie tego pana nie wspomnę, jest ona zresztą charakterystyczna dla obecnego rządzącego obozu , z tym, że Nawacki przekroczył swoją arogancją zdecydowanie wszelakie granice przyzwoitości.
A potem Pis skarżyć się będzie, jakoby to ta zła opozycja donosi do Unii plotki na temat złych stosunków politycznych w Polsce.
Tak jakby pisowcy zapomnieli, że Polska jest cały czas pod baczną obserwacją Członków Unii i wszystkie próby łamania prawa są tam odnotowywane, by wyciągnąć z tego później konsekwencje, wynikające z zobowiązań, które podjęliśmy wstępując do Unii.
Już teraz wiadomo, że TSUE żąda drakońskiej kary za wprowadzanie zaostrzeń Izby Dyscyplinarnej SN, która może wynosić nawet  dwa miliony euro kary za każdy dzień działalności tej izby. co oczywiście uderzy nie tylko w rząd, ale przede wszystkim w nasza gospodarkę, a więc w nas, Polaków.
I na pewno będzie to bolesne uderzenie, ale może wreszcie ci ciągle pisio optymiści zobaczą, że król jest nagi? Zobaczą, że to tylko pisia propaganda cały czas dawała im złudne nadzieje, a prawda jest zgoła inna, o wiele trudniejsza i niestety bardzo bolesna i niesprawiedliwa, a nawet szkodliwa dla naszego ustroju.
Bo jak mówi stare porzekadło: dopóki się nie sparzysz, nie uwierzysz.
Tylko dlaczego przez arogancję jednych, głupotę innych, wszyscy mamy cierpieć??????
To by było na tyle o polityce, szkoda nawet więcej pisać, bo czarno widzę przyszłość naszej Polski, oczywiście jeżeli wreszcie ludzie nie zaczną myśleć.

„Jolka, Jolka pamiętasz” ………. znów wczoraj polska kultura poniosła wielką stratę, odszedł od nas legendarny muzyk , wybitny kompozytor, lider zespołu Budka Suflera, Romuald Lipko, doskonały twórca znanych polskich przebojów nie tylko Budki Suflera, ale również komponował przeboje i dla innych znanych piosenkarzy i piosenkarek.
Wczoraj w rodzinnym Jego mieście, w Lublinie, w południe z Ratusza prócz tradycyjnego hejnału popłynęła grana na trąbce melodia tego Jego najbardziej chyba znanego i charakterystycznego przeboju „Jolka, Jolka pamiętasz” – tak Lublin żegnał swojego muzycznego Idola.
A tak przy okazji wspomnę tylko pewną historię związaną z tym przebojem, otóż legendarna Jolka rzeczywiście istniała. Wiele lat temu, spędzający nad morzem w Dębkach tekściarz Marek Dutkiewicz poznał śliczną dziewczynę Jolkę, która samotnie, tylko z synem spędzała tam wakacje , podczas gdy jej mąż pracował w tym czasie poza granicami Polski. Nawiązał się między nimi krótki romans, który właśnie Dutkiewicz opisał w swoim tekście, a Romuald Lipko skomponował do niej muzykę i w ten sposób powstał ten kultowy przebój, którego poznaje już kolejne polskie pokolenie młodzieży, gdyż wciąż jest ona na pierwszych miejscach przebojów wszech czasów. Pewnie nie jeden z nas ma miłe wspomnienia związane z tym przebojem, mnie zapewnia on pewien powrót do lat mojej młodości.

Może jednak uda mi się jeszcze troszkę zdrzemnąć, wszak dopiero godzina 7.30., a przede mną dzień pełen wrażeń i muszę wieczorem szałowo wyglądać , nie mogę być niewyspana przecież.
Na całe szczęście dzisiaj też zapowiadają słoneczny dzionek, bardzo dobrze, bo przecież sobota powinna w swoim założeniu być relaksowa nie tylko wieczorową porą.
Miłego dnia, bardzo udanej soboty. Podobno śniegu w górach jest na tyle, że wciąż na narty można tam się wybrać 🙂

Fryzura

Fryzura jest dobra na wszystko, a ponieważ dzisiaj obudziłam się w całkiem podłym humorze (właściwie nie wiem czemu, bo nic specjalnego przecież się nie dzieje) , własnie wybieram się do pani Kasi po mój nowy wygląd.
Prawdę powiedziawszy, nie tylko mój humor spowodował tę wizytę, bo jutro czeka mnie pewna uroczystość, na której wypadałoby wyglądać co najmniej przyzwoicie.
No tak, a za oknem śnieżek zaczyna prószyć, nie wiem, czy tę fryzurę w takim razie do jutra utrzymam, ale zawsze lepiej, gdy te włosy chociaż troszeczkę będą poukładane, bo znów mi zrobiła się szopa a’la zwariowany Chopin po koncercie na głowie.
Fakt, bardzo niesforne mam te włosy i gdy tylko troszkę podrosną,każdy włos w inną stronę się układa, a właściwie nie układa, co mnie denerwuje, a nawet powiedziawszy prawdę dobija, gdy tylko w lustro popatrzę.
A teraz, odkąd mam duże lustro w łazience, muszę bardziej na swój wisus uważać, żebym niczym ten Bazyliszek ze szoku nie padła, bo nawet cucić nie miałby mnie kto. No i po co w takim układzie miałam zrobić tę łazienkę, skoro do śmierci gwałtownej by mnie doprowadziła? no po co?
W takim razie klamka zapadła. ubieram buty, kurtkę, na głowę czapkę, uzbrajam się w parasol i do pani Kasi pędzę, zgodnie ze starą zasadą, że jeżeli kobieta budzi się w złym humorze, to albo powinna iść do fryzjera, albo do Domu Mody po nowy ciuch.
Nowy ciuch już mam zakupiony i czeka na jutrzejszy dzień w szafie, pozostaje mi tylko fryzjer.
Mieszkanie już można powiedzieć wyremontowane, najwięcej kłopotów było z tymi kratkami wentylacyjnymi, ale to już poza mną, nawet łazienka już jest wymalowana, ewentualnie jeszcze jakieś małe niedoróbki są do skorygowania i powiem Wojtkowi już pa, pa, przynajmniej na jakiś czas zamieszkam znów sobie sama.
Jestem wredna, ale to napisze, przynajmniej na kawie zaoszczędzę, bo Wojtek pija ją hektolitrami i nie mogę nadążyć jej kupować.
Ja na ogół pijam tylko jedną, no czasami dwie kawy i to mi całkowicie wystarcza, a dla Wojtka kawa jest po prostu motorem do działania. Nie wiem, czy to takie zdrowe, ale przecież nie mi wypada „wychowywać w zdrowotności” jakby nie było dorosłego człowieka. 🙂 Najwidoczniej jemu kawa służy.
A co poza tym?
Mamy piątek i całkiem niemiła pogodę, co mój humorek jeszcze tylko pogarsza, w dodatku mam kłopoty z moim stacjonarnym komputerem, okropnie się wiesza i najprawdopodobniej bez wymiany dysku się nie obejdzie. Takie niestety jest życie, gdy tworzą się konieczne wydatki nagle okazuje się, że rozmnażają się one w niesamowitym wręcz tempie i wszystko akurat jest pilne do wymiany.
A że ostatnio sporo wydatków w związku z tym remontem poniosłam, muszę teraz pilnie za kieszeń się trzymać, czego przyznam, nie lubię.
Zresztą się i nie da, bo gdy wejdę do sklepu okazuje się, że płacę w tej chwili za podobne zakupy, jakie jeszcze kilka miesięcy temu robiłam niemalże podwójnie, a przecież nie kupuję rarytasów, tylko najbardziej potrzebne do życia towary. A podobno ma być jeszcze drożej, już o podwyżce za elektrykę nie wspomnę. Koniec świata i za słowami słynnego paprykarza powtarzam : JAK TU ŻYĆ PANIE PREMIERZE ????
Tylko, że teraz to już całkiem inny premier, który wciąż nam tłumaczy, że nic właściwie nie podrożało, czyżby nie robił ten pan zakupów? a może ma jakiś specjalnie dla siebie przeznaczony sklep z ulgami?
NIE, ON NAS PO PROSTU BEZCZELNIE O K Ł A M U J E !!!!!!

A a propo’s sklepów: kiedyś przeczytałam, że w którymś mieście, bodajże we Wrocławiu, otwarto samoobsługowy sklep bez personelu, czynny 24 godziny na dobę, nawet w te niepracujące niedziele.Wchodzi się do takiego sklepu i za pomocą aplikacji w telefonie specjalne podnośniki podają nam żądany towar i pobierają od nas stosowną zapłatę.
I taki własnie samodzielny sklep spożywczy otworzył ostatnio Lewiatan też w Krakowie – muszę kiedyś z ciekawości do niego się wybrać, tym bardziej, że jest on trochę po drodze do mojej pracy, na ul 29 listopada, czyli niedaleko już Żabińca.
I ciekawe co na to powie ten Duda od Kacperka, czyli Solidarnościowiec, który tak usilnie walczy o to, żeby sklepy w niedzielę były pozamykane.?
Lewiatan chyba zagrał nie tylko panu Dudzie, ale i całemu Pisowi na nosie, bo przecież według ich ustawy, taki bezpersonelowy sklep nie jest to sprzeczny z pisią ustawą.
HA HA HA, DOBRE, TRZEBA WRESZCIE TĘ DURNA DOJNĄ „DOBRĄ ZMIANĘ” DO KĄTA POSTAWIĆ!!!!

No to życzę fajnego piątku, dobrego humoru (mi nawet w trakcie pisania tego mojego blogu nieco się on poprawił) i miłego oczekiwania na WEEKEND.

odgruzowywanie

Biedny Wojtek, znów go wprowadziłam w maliny.
Poprosiłam go, by przeczyścił mi obie kratki wentylacyjne, w łazience i w kuchni.
Ta w łazience poszła nieźle, wczoraj odgruzowywał mi przewód wentylacyjny w kuchni i matko jedyna ile tam było pyłu, gruzu i różnego innego świństwa. Chyba nie całkiem do końca mu się to udało, bo co prawda u mnie w ciągu wentylacyjnym jest już pusto, nie poniewiera się w nim ten okropny, zapychający gruz, ale gdzieś chyba nade mną jest on przytkany i cug jest nieco słaby. Cóż, wypadałoby zawołać kominiarzy, by to przeczyścili, ale wtedy ten cały pył znów do mnie wleci i trzeba będzie wszystko zacząć czyścić od początku, czyli jednym słowem jest to syzyfowa praca. Pewnie Wojtek przeklina tę chwilę, gdy zgodził się na tę pracę, bo naprawdę natrudził się nie mało, wyglądał niczym górnik, a moja kuchnia, mimo zabezpieczenia specjalną folią, była cała w pyle, trzeba było pucować kuchnię od nowa. Ale sprawa czyszczenia ciągu wentylacyjnego wisiała u mnie już od poprzedniej wizyty kominiarzy, czyli od około roku i wtedy był nakaz oczyszczenia wentylacji, ale tak jakoś czas zleciał na niczym i teraz dopiero, przy okazji mojego remontu w mieszkaniu, zdecydowałam się usunąć ten cały brud z kratek wentylacyjnych – lepiej późno, niż nigdy, zresztą tak po prawdzie, sprawa powinna była być przeprowadzona przez właścicielkę kamienicy, a nie przeze mnie, ale……
Okazuje się, że remont to jest chyba nigdy nie skończony ciąg różnych napraw, a po drodze w paradę wchodzą różne niespodziewane „atrakcje” uprzyjemniające życie. Ce la vie.
Ale wciąż mam nadzieję, że jestem już blisko końca tej psychicznej rujnacji i w najbliższym czasie Renia będzie mogła pięknie, do błysku po tym remoncie mieszkanie moje wysprzątać.
No i wtedy dopiero poczuję, że oddycham pełną piersią i wreszcie zacznę mieszkać normalnie, bez gruzu, pyłu, stuków itp, no chyba, że któryś z sąsiadów wymyśli jakiś remoncik u siebie. Ale bądźmy sprawiedliwi, oni też przez ten miesiąc gehennę wyrków i stuków odchodzących z mojego mieszkania przechodzili, w podobnej sytuacji musiałabym i ja się godzić na takie nieprzyjemne utrudnienia życia.
Ale z tego co pamiętam, nade mną już chyba remont całkowity zrobiono, więc przez jakiś czas powinnam mieć spokój. Ale………
Pewnie jeszcze to nie koniec wizyt Wojtka u mnie, bo pozostaje jeszcze malowanie łazienki i uszczelnianie drzwi w przedpokoju, bo szpara jest tak olbrzymia, że cały chłód z klatki schodowej wpada do mojego mieszkania, drzwi są po prostu wypatrzone, ale przecież nie będę wymieniała całych drzwi, może uda się je jakoś inaczej zabezpieczyć, No i jeszcze wyszła sprawa mojego zabezpieczenia elektryki, nie wiem, czy uda się to bez wymiany instalacji elektrycznej, bo na to już się nie piszę, może wystarczy tylko wsadzić. silniejsze bezpieczniki, żeby mi one nie wysiadały, gdy włączam na przykład i piecyk elektryczny i czajnik elektryczny.
Namówiłam też właścicielkę Kasię na zamontowanie poręczy przy schodach wejściowych, są one kamienne, dosyć ostre, niestety bez poręczy, wiec niebezpieczne. Zawsze mam kłopoty przy schodzeniu, gdy mogę opierać się tylko o ścianę, a przede mną „wyrczy” przerażająca mnie przestrzeń. Może dla innych osób nie jest to problemem, ale zawsze, gdy stanę u szczytu schodów zaczyna mi się kręcić w głowie, więc staram nie patrzeć się w dół, tylko na najbliższy schodek i wtedy ta dal jakoś mniej mi tańczy przed oczami, nie rozpływają mi się w oczach te kropkowane schody i widzę, gdzie jest koniec następnego schodka.
Nie mniej jednak te kilka ostrych schodków nie jest bezpieczna, szczególnie dla osób starszych i mniej sprawnych, więc już kiedyś tę sprawę z Kasią poruszałam, teraz jest okazja, by to zmienić.

REMONT, remont……..remont opanował mój blog ostatnio, ale to wszystko jest dla mnie naprawdę bardzo poważnym problemem i raz jeszcze dodam, że jestem szczęśliwa, że na to się zgodziłam no i jakoś ten remont przeżyłam.
Mam bardzo ładną i bezpieczną łazienkę, mam wygodną kuchnię no i teraz pora wyjść na klatkę schodową 🙂

Zima chyba powróciła na dobre, to znaczy w Krakowie śnieg nawet nie leży na jezdniach, ale jest chłodno. Rano temperatura była na niewielkich minusach, teraz jest już 0 stopni, więc też żadna rewelacyjna nie jest to temperatura, szczególnie, gdy wieje dokuczliwy wiatr.
Nasze małopolskie dzieciaki kończą już (niestety) swoje ferie, teraz zaczynają je inne województwa, niech i te dzieci trochę zimą się nacieszą.
A ja na czwartek życzę pogody ducha i sporo uśmiechów, które może chociaż troszeczkę tę ponurość dnia rozpromienią.
Wszystkiego dobrego !!!

Róża z bąbelkami

Bo i deszcz z nieba wczoraj kapał i śnieg gdzieś tam padał, więc dzisiaj dla Uleczki róża w bąbelkach.
A może to jest róża z szampanem, który wreszcie kiedyś wspólnie Ulecko wypijemy, podziwiając moją nową łazienkę i nową część kuchni?
Kto wie….a na razie pozdrawiam Cie serdecznie, jak w każdą środę i całuski pod Poznań, a może już i do samego Poznania posyłam. 🙂

A co słuchać nowego ?
1. zima powróciła
2. Duda (nie nazwę go celowo prezydentem, bo jest tylko funkcjonariuszem PISU podpisał ustawę kagańcową
3. zawieszono i odwołano z funkcji sędziego Pawła Juszyszczyna
4. ………….

ad.1 Chyba nas znów zima zaskoczyła, chociaż przecież to dopiero luty i śnieg jest jak najbardziej w prawie sobie padać.
Ale służby drogowe chyba już mentalnie zimę pożegnały, stąd takie wielkie trudności na drogach Podhala, zasypane drogi, zaspy, ślizgawica i w związku z tym olbrzymie korki.
Jak to dobrze, że nie muszę wybierać dzisiaj się w drogę.
Wczoraj wieczorem na Facebooku Ksawer zamieścił aktualne do tego wydarzenia zdjęcia, rzeczywiście z nieba leciały olbrzymie ilości śniegu, a trawniki już po kilku minutach stawały się całkiem białe.
Tylko Zeldunia, która też na zdjęciu była, cieszyła się z takiej pogody, chociaż widać było na jej buzi lekkie zdziwienie, że te spadające z nieba płaty są takie olbrzymie.
Ale myślę, że to tylko chwilowy kaprys zimy, bo znów zapowiadają ocieplenie nawet powyżej 6-8 stopni Celsjusza, znów powiemy zimie pa, pa, a przecież część dzieci wciąż jeszcze ma ferie i chciałyby sobie na śniegu pobaraszkować.

ad 2. To było do przewidzenia, że Duda jednak weźmie swój długopis do ręki i grzecznie, bez sprzeciwu podpisze to, co mu Jaruś pod nos podsunął.
Przecież Duda od dawna jest tylko prezydentem pewnej grupy Polaków, a szczególnie prezydentem bardzo partyjnym, chociaż nie jest to zgodne z Konstytucją, z której wynika, że prezydent ma być niepartyjny i nie może podlegać zadnym politycznym naciskom. Ale to tylko teoria, której pis i Duda nie uznają.
Ale jak można żądać od takiego gbura przestrzeganie Konstytucji (a do tego ten urząd jest między innymi powołany), skoro ta prawnicza miernota nie ma własnego zdania, robi wszystko pod dyktando.
Najlepszy dowód to jest to, że nawet jego własna córka, która też prawo skończyła, nie chce dalej brać udziału w prawniczej kompromitacji tatusia i opuściła lukratywną posadę w renomowanej warszawskiej Kancelarii i wyemigrowała do Londynu – byle daleko od tatusia, tam jej przynajmniej jej nie znają i nie musi za niego się wstydzić.
Tak beznadziejnego prezydenta do tej pory jeszcze nie mieliśmy dotąd i mam nadzieję, że w maju ta sytuacja się zmieni, że tym wczorajszym podpisem haniebnej ustawy kagańcowej podpisał na siebie wyrok.
Na pewno nie jest godzien dłużej piastować tak zaszczytnej funkcji, która przynosi nie tylko jemu, ale i całej Polsce wstyd na cały świat

ad.3 Niestety nie jesteśmy już państwem praworządnym, o czym można było przekonać się z chwila odsunięcia od wykonywania swojego zawodu Sędziego Pawła Juszczyszyna, który śmiał, a raczej miał odwagę sprzeciwiać się lekceważeniu wyroków Sądów TSUE i Sądu Najwyższego.
Został on w bezczelny sposób odsunięty, ma zakaz procesowania i wydawania wyroków i w dodatku obniżają mu jeszcze wynagrodzenie o 60 procent.
Niestety prawo przemocy zatryumfowało nad prawem obowiązującym i obligatoryjnym w demokratycznym państwie, co świadczy o tym, że Polska już jest w pełni autorytarna, podporządkowana jednej osobie, co może, a powinno w niedługim czasie przynieść tylko jeden skutek, , sprzeciw Polaków (oczywiście i UNII) i odsunięcie tej szkodliwej partii od władzy, a nawet powiedziałabym, za te wszystkie polityczne przestępstwa wobec Konstytucji powinna ta partia być rozwiązana, jako szkodliwa dla demokratycznego ustroju naszego państwa.

ad4. Trochę prywaty : łazienka jest już ukończona, jeszcze dzisiaj będzie pomalowana, ale najważniejsze jest to, że doczekałam się wspaniałej szafki z ociekaczem na naczynia, co bardzo zmieniło wygląd całej kuchni. Wreszcie naczynia są pochowane i nic na wierzchu mi nie leży, a pod szafką jest wspaniała lampka, która oświetla zlewozmywak i ułatwia w związku z tym mycie naczyń.
Tak niby niewiele, a jak cieszy 🙂

Tak więc wszystko pomału wraca do normalności, czy ja wiem czy wraca? Po prostu zmienia się na lepsze.
A to tak bardzo cieszy!!!!!!
A wszystkim dzisiejszym pilnym uczestnikom mojego Blogu życzę wspaniałej środy, może jednak troszkę słonka by nam się przydało?????

nieomylny świstak????


Na prognozę Phila czekały – jak co roku 2 lutego – tysiące ludzi niezrażonych niskimi temperaturami. Tegoroczna zima w Pensylwanii jest jednak łagodna – w niedzielę nad ranem w Punxsutawney panował zaledwie lekki mróz.
Po wyjściu z norki Phil – podobnie jak przed rokiem – nie zobaczył swojego cienia, co zwiastuje szybkie nadejście wiosny. To pierwszy raz w historii, gdy świstak prognozuje rychły koniec zimy dwa lata z rzędu.
Świstak Phil nie zobaczył swojego cienia, czyli wiosna nadejdzie szybkoFoto: PAP
Świstak Phil nie zobaczył swojego cienia, czyli wiosna nadejdzie szybko
Przez ostatnie 10 lat Phil – jak wypominają mu meteorolodzy – mylił się aż sześciokrotnie. Jego opiekunowie podważają jednak te dane i zapewniają, że prognozy świstaka są niezawodne.

Według prowadzonego od 1887 roku rejestru „wystąpień” kolejne pokolenia świstaków Philów zobaczyły swój cień 104 razy, a wczesną wiosnę przewidziały jedynie 20 razy (z kilku lat brakuje danych).

A czy to będzie prawda????? przekonamy się za niedługi czas.
Osobiście jestem za tym, by ta świstakowa przepowiednia się spełniła, bo zimy nie cierpię, a wiosna zawsze przynosi pewne ożywienie w moim życiu, zawsze wydaje mi się wtedy, że życie zaczyna się dla mnie od początku.
Szczególnie to odczuję już po 22 kwietnia, gdy przekroczę tę tajemniczą liczbę 7 w moim liczniku lat, a siódemka, jak wiemy, jest szczęśliwa.
No i co z tego, że jestem już starsza? nie, nie stara, ale raczej wcześniej urodzona, jak kiedyś mi Darka sprytnie wytłumaczyła.
Uważam, że każdy wiek ma zarówno swoje zalety, jak i wady, trzeba tylko nauczyć się z tym żyć.
Bo czy po siedemdziesiątce można być szczęśliwym człowiekiem? Ależ oczywiście, że tak, to tylko zależy od osobistego nastawienia.
A teraz już jest powiedziałabym nawet łatwiej niż kiedyś, bo jakoś z nieco większym dystansem podchodzi się do życia, do ludzi, do własnych wad i nawet bolączek, wszystko można wtedy wytłumaczy,c przecież peselem, jakie to proste!
No to Dzień Świstaka mamy już za sobą, świstak poszedł sobie z powrotem do norki spać, byleby tylko tych papierków ciągle nie zawijał.
A tak przy okazji wspominam wciąż ten znakomity film z rewelacyjnie grającymi aktorami Andie MacDowell i Billem Murray właśnie pod tytułem Dzień Świstaka. Oglądałam ten film wielokrotnie i zawsze z takim samym entuzjazmem do niego podchodziłam, mimo, że znałam go już na pamięć, chociaż pewnie wcale bym nie była zachwycona, gdyby jeden dzień mojego życia wielokrotnie się powtarzał, ale o tym wiedział tylko Phil, jego partnerka Rita każdy ten sam dzień traktowała jako nowy, nie pamiętała, ba nawet nie wiedziała o tym, że już raz w nim brała udział.
Oczywiście, że to była komedia, podobna zresztą jak film „12:01”, czy „Powrót do przyszłości”, a także polski film ” Ile waży koń trojański” w których to filmach czas dla głównego bohatera się zatrzymał, musiał przeżywać wciąż ten sam dzień, ale przez to miał okazję zmienić bieg historii.
I tak się właśnie zastanawiam, czy gdybym miała okazję zmienić cokolwiek w mojej przeszłości, odważyłabym się na taką zmianę? No nie wiem.
Ale na szczęście takiego zaszczytu nigdy nie osiągnę, bo wszystko to jest tylko wielka bajka. A takie filmy – bajki z podróżowaniem w czasie właśnie bardzo lubię.
Chociaż……. kto wie, czy kiedyś. ludzie rzeczywiście nie będą mieli okazji podróżowania w czasie, tylko mógłby to przynieść wiele komplikacji, bo wyobraźmy sobie, że każdy z nas nagle coś tam z przeszłych lat chce zmienić – prawdziwy galimatias by wtedy powstał na świecie, mogłoby to nawet skończyć się totalną katastrofą, a na pewno wojennymi rozruchami.
Bo tacy niestety pazerni są ci dwunożni, wszystko ciągną pod siebie.
Więc wole się w ten temat za mocno nie zagłębiać i nie prorokować „co by było gdyby”…….
Ale nie……… coś jednak na pewno bym cofnęła i zmieniła , dokładnie mam na myśli wyniki wyborów do parlamentu z roku 2015 i z roku 2019 i oczywiście wyborów prezydenckich z roku 2015, ale to jest chyba sprawa oczywista, dlaczego i w jaki sposób bym te wyniki zmieniła.
Ale mam nadzieję, że najbliższe wybory prezydenckie przyniosą oczekiwaną przeze mnie i nie tylko przeze mnie zmiany, nie wspomnę, że oczekuję też zmianę sterów rządu w terminie wcześniejszym, niż obligatoryjne wybory za 4 lata.
Nie mam na tyle cierpliwości, by tak długo na tę radosną chwilę czekać.
A wydaje mi się to całkowicie możliwe, zresztą nawet o tym wspominał znany polski jasnowidz z Człuchowa, pan Krzysztof Jackowski.
I oby się w tych swoich przewidywaniach nie pomylił !!!!!!

A jeszcze coś z innej beczki : Wczoraj zrobiłam mały zapas płynów do mojego elektrona i tak z ciekawości spytałam, czy już one podrożały. Okazało się, że podwyżka i to znaczna podwyżka, będzie dopiero od lipca, ale ze zgrozą dowiedziałam się, że ta mała buteleczka, zawierająca 20 ml płynu płynu, która teraz kosztuje 10 zł podrożeje o około 5 zł, czyli o…… 50 procent.
Chyba nie mają Boga w sercu! Dobrze, może i powinny one podrożeć, ale czemu od razu tak sporo? Rząd chce się wzbogacić na biednych nałogowcach?
To ile będzie kosztowała paczka normalnych papierosów, a ile butelka wódki?, wszak to też używki. A czy przy okazji, czy kawa też podrożeje o 50 procent? – wszak to też następna szkodliwa używka, może mniej szkodliwa niż papierosy, czy wódka, ale jednak zawiera kofeinę, która też ma niedobry wpływ na nasze zdrowie.
A najgorsze w tych podwyżkach jest to, że wmawiają następną ciemnotę biednym Polakom, że te podwyżki wprowadzane są z myślą o zachowania ich zdrowia, a wszyscy, a tak naprawdę wszyscy wiemy, że rząd w nosie ma zdrowie Polaków, co widać chociażby przez ograniczenia dostępów do szpitali, a wręcz zamykanie wielu szpitalnych oddziałów, ograniczenia do normalnego trybu leczenia, czy też sporymi podwyżkami cen i tak już bajońsko drogich lekarstw, czy cofaniu dotacji na leki dla dzieci, czy ludzi chorujących na choroby nowotworowe, po prostu rząd na siłę zapycha dziurę w swoim budżecie.
Naobiecywali ludziom różne pieniężne przywileje, na które teraz brakuje im pieniędzy, a oczywiście nie zapominają też o podwyżkach i nagrodach dla swojaków.
I to jest ta wielka podłość obecnego rządu, a raczej jedna z wielu podłości, bo trudno się oprzeć wrażeniu, że Pis dorwał się do koryta nie po to jak głoszą, by dokonać dobrą zmianę w Polsce, ale żeby dobrze się w życiu finansowo ustawić i zapewnić dobrobyt nie tylko sobie, ale także swoim rodzinom i krewnym królika, stąd obsadzają ich na wysokich stanowiskach, nie bacząc, że ci ludzie po prostu nie mają żadnych kwalifikacji, by takie funkcje pełnić , wystarczy być tylko wysokim członkiem Pisu, albo najbliższym czy dobrym znajomym takiej persony i wtedy można żyć dostatnio. oczywiście na koszt podatnika.
TAKA JEST NIESTETY PRAWDA!!!!!

A za oknem deszcz pada ponury, chyba dzisiejszy dzień bardziej na listopadowy, niż lutowy wygląda.
A z takim szarym dniem i moja egzystencja coś szarawo dzisiaj wygląda, najchętniej zakopałabym się jak ten świstak w norce i sobie pospała, byleby mi nikt w tym nie przeszkadzał.
Niestety, dzisiaj Wojtek nadal wciąż coś tam w moim mieszkaniu dłubie.
A pojutrze już będzie okrągły miesiąc, gdy rozpoczął swoją działalność u mnie w mieszkaniu. Ale to zleciało !!!!!!

Dobrego, chociaż nieco ponurego wtorku, kiedyś słonko musi w końcu zaświecić.

życzenia na poniedziałek i na calutki nowy tydzień

Tym pracującym, życzę wytrwania i dobrych godzin w pracy, a potem popołudniowego i wieczornego odpoczynku..
Dla tych wczasujących się życzę przyjemnych dni tego tygodnia, śniegu (chociaż podobno gdzieś się on zawieruszył tej zimy) i potem szczęśliwego powrotu do domu. do swoich zwyczajowych zajęć.
A co sobie życzę? Otóż życzę sobie wspaniałych kąpieli w mojej nowej kabince, którą wciąż nacieszyć się nie mogę.
Mimo, że uświadomiłam sobie taką smutną prawdę : ani szynka, ni wołowina, tylko na najbliższy czas, pewnie kilka miesięcy, moje menu to suchy chlebek i margaryna, bo muszę sobie jakoś uzupełnić sobie tę moją łazienkową rozrzutność, wiadomo, manna z nieba nie spada, a Jarusiową niby emerytura czeka na mnie dopiero pod koniec kwietnia, jeżeli w ogóle ona będzie przyznana, bo może się okazać, że jednak zabraknie dla emerytów tych obiecanych 1000 zł, zaczynam nawet trochę wątpić……..
Ale od razu zaznaczam jasno, żeby nie było potem mi zarzucone, że zmieniam swoje poglądy:
Obiecane 1000 zł wezmę, bo mi się należy (przykład idzie z góry, skoro kiedyś nagrody należały się ministrom, teraz przyszła kolej na emerytów, więc i na mnie), ale i tak na pewno wiem jedno : NA DUDĘ NA PEWNO NIE ZAGŁOSUJĘ !!!!!! NIGDY!!!!! NEVER!!!!!! NIE MA TAKIEJ OPCJI !!!!!!!!!
To już jest postanowione i zaklepane!!!!!!!

A ja coraz mocniej osiadam w rzeczywistości, bo jednak za mną miesięczna przerwa w normalnym życiorysie, byłam niejako zawieszona w nieco innych warunkach i muszę znów się przyzwyczajać do tej normalności na ul. Szymanowskiego.
Co prawda jestem już tydzień w moim domku, ale to nie był całkiem normalny tydzień, bo jednak cały czas coś się działo przy tym remoncie i chociaż jeszcze całkowicie Wojtek nie opuścił mojego domu, bo musi na przykład jeszcze pomalować łazienkę i drobne prace dokończyć, to wczoraj byłam już całkowicie sama przez cały dzień i….wcale mi się nie nudziło, było mi tak wspaniale jak zazwyczaj, chociaż czasami mi brakowało, że nikt nic do mnie nie mówi i nic ode mnie nie chce, muszę się na nowo przestawić. W końcu mogę zawsze do kogoś zatelefonować, albo….porozmawiać sama ze sobą. czasami i to jest potrzebne do życia.
No to zabieram się do życia, a za trzy dni będę czciła miesięcznicę rozpoczęcia mojego remontu, mam nadzieję, że do tego czasu będę już całkowicie w domu sama.
Jeszcze raz powodzenia i radości wszystkim na ten poniedziałek i na ten tydzień życzę.

Obiecałam………

moja komfortowa i naprawdę bezpieczna kabinka natryskowa z bezpiecznym niskim wejściem i z zabezpieczeniem przed upadkiem uchwytami.
No i to siedzisko !!!!!!! ………
umywalka ze szafką z dużym lustrem, mogę się teraz przeglądać 🙂

kącik westchnień ……… bardzo ważne miejsce w łazience !!!!!!!!


Jaki koń jest, każdy widzi, jaka jest moja nowa łazienka? a właśnie taka, wygodna, komfortowa i przede wszystkim bezpieczna, co dla mnie jest bardzo ważnym faktem, bo wreszcie nie muszę się niczego bać biorąc kąpiel.
No i te szafki, pozwalają pochować wszystkie potrzebne łazienkowe i kosmetyczne akcesoria. Nic już jej nie będzie zagracać!
Wczoraj Wojtek wymienił mi jeszcze kratkę wentylacyjną w łazience i teraz jest dobry cug, przynajmniej nie grozi mi zaczadzenie.
Zresztą taką samą nową kratkę będzie zakładał mi przy wentylacji w kuchni i wreszcie nie będę się obawiała złego powietrza, przynajmniej u mnie w mieszkaniu, bo w krakowie różnie z tym bywa.
Właściwie łazienka już jest wykończona ( jeszcze czeka ją mały lifting), pozostaje jeszcze wymiana tej nieszczęsnej kratki w kuchni i założenie szafki z ociekaczem nad zlewem, światełko już nad nim się świeci, ledowe oczywiście, nie razi, a jest jasno i będę mogła dojrzeć dokładnie co i jak mam umyć.
Tak więc moja łazienkowa opowieść dobiegła końca, nie będę Was już zanudzać, ale troszkę to trwało, jakby nie było miesiąc bez paru dni.
Jeszcze miesiąc temu, czyli 2 stycznia, byłam cała przerażona, jak to wszystko się będzie odbywało no i proszę, miesiąc minął w miarę szybko i już jestem cała happy.
WARTO BYŁO PODJĄĆ TO WIELKIE PRZEDSIĘWZIĘCIE I POTEM CIERPLIWIE POCZEKAĆ NA JEGO ZREALIZOWANIE !!!!!!!
No i bardzo dobrze, że jakoś to w miarę spokojnie przeżyłam, oczywiście znów muszę nadmienić, że głównie dzięki gościnie Magdy i Jacka, którzy mnie przed największym rozgardiaszem ochronili, gdybym tu przez ten cały czas mieszkała nie wiem, jakby to się na mojej psychice odbiło.
Co prawda Wojtek jest bardzo sympatycznym człowiekiem, ale te wyrczenia wiertarki i szlifierki, stukania młotkiem, no i ten wszechogarniający pył i kurz, brrrr, nawet nie chcę o tym myśleć.
Teraz mogę spokojnie sobie zaśpiewać : ale to już było i nie wróci więcej……
Następnego takiego remontu chyba bym już nie przeżyła.

Wstała niedziela. Dzisiaj jest święto Matki Bożej Gromnicznej, z gromnicami trzeba do kościoła iść i ja poświęcić, by…….
Dawniej taką gromnicę, zwłaszcza na wsiach, stawiało się przy umierającej osobie. Nie wiem, czy nadal dzisiaj się kultywuje ten zwyczaj, ale chyba coraz mniej widać w tym dniu na ulicy jakieś osoby z zapaloną gromnicą do domu wracające, może jakieś babcie…….
Ale ten dzień jest zdecydowanie ostatnim dniem okresu Bożonarodzeniowego, dzisiaj po raz ostatni w kościele śpiewa się kolędy no i znikają wszystkie świąteczne ozdoby z ulic i parków, wraca codzienność.
Pogoda też raczej mało lutowa, zimy nadal nie widać, raczej można by było sądzić, że to już przedwiośnie, co nie ukrywam, bardzo mnie raduje.
W polityce też lekkie „ocieplenie”, poparcie dla Pisu zdecydowanie w dół leci i życzę sobie i Wam też, żeby nadal jeszcze spadało, tym bardziej, że przy ich następnych dłuższych rządach, przy poparciu oczywiście pisowskiego prezydenta Polexit jest nam coraz bardziej przybliżany.
Trzeba przypomnieć sobie czasy, gdy angielski premier też zapierał się, że nie dąży do Brexitu i co z tego wyszło? Wielka Brytania jest już poza Unią, a u nas w Polsce coraz częściej rządzący starają się wmówić polskiemu społeczeństwu, że niejako jesteśmy pod okupacją państw unijnych i należy dążyć do samodzielności i samostanowienia, co wcale na dobre by nam nie wyszło.
No ale wtedy rządzący nie mieliby bata w postaci unijnych zasad nad sobą i mogliby już całkowicie przerobić Polskę na Jarusiową modłę.
Przecież Jaruś dokładnie powiedział, ze jest gotów poświęcić nawet polską gospodarkę za utrwalenie swojego chorego wyglądu idealnej Polski.
Strach pomyśleć, co będzie, gdy mu się to uda!

Nie martwmy się wszak na zapas, może jednak niedługo los nasz się odmieni, a na dzisiejszą lutową, ale prawie z wiosennymi temperaturami niedzielę życzę wszelakiej pomyślności i radości.

Kontrola jakości

Wszak jeszcze małe niedociągnięcia w łazience są usuwane, dzisiaj przyszedł do mnie Naczelny Kontroler czyli Maciek i bacznym okiem wszystko zlustrował. Ogólnie mówiąc, podobało mu się, chociaż wszystkie najmniejsze niedociągnięcia wyszczególnił. Ale łooooo, czepia się tylko, po pierwsze nie wszystko jest jeszcze dopieszczone, a po drugie nikt z cyrklem i z milimetrem po mojej łazience biegać nie będzie.
Mnie się podoba, a to jest najważniejsze, bo to ja przecież w tej łazience na codzień urzędować będę.
Dzisiaj po raz pierwszy doceniłam dobrodziejstwo siedziska, bo mogłam spokojnie sobie siedząc umyć włosy i żadne kołowrotki w mojej głowie mi nie przeszkadzały, nawet, gdy zamknęłam oczy. Wspaniale było.
No i teraz przypominając sobie podobną sytuację w poprzednim brodziku, gdy musiałam trzymać się kranu i obijać o ścianki kabinki, gdy mi się wiatraczki w głowie włączały i stwierdziłam, ze chyba wstąpiłam do raju.
Już o tym wspindraniu się bez trzymanki nie wspomnę, bo wiele razy o tym pisałam, cud, że nie upadłam i nie rozbiłam sobie głowy, albo nie złamałam sobie nogi, czy nie daj Boże, co byłoby jeszcze gorsze – biodra. No to może nie tak bardzo niepełnosprawna jestem, skoro dałam z tym radę, ale ile nerwów przy tym wchodzeniu i wychodzeniu z tej kabinki zjadłam, to nawet szkoda wspominać.
Ale na szczęście ta trauma już poza mną, teraz przynajmniej przez ten niziutki próg, no i przez zamontowane uchwyty i siedzisko czuję się bezpieczniejsza.
O finansach nie wypada pisać, ale sporo ich poszło, nieźle zainwestowałam w tę łazienkę i w sumie i w kuchnię, dokładnie licząc przekroczyłam planowany budżet o około 2500 zł, ale skoro zachciało mi się tu półeczki, tam szafeczki, to trudno, to wszystko niestety kosztuje, a pierwotnie nie było pod uwagę brane. Tylko wyszłam z założenia, że skoro już podjęłam ten trud, trzeba sprawę porządnie do końca doprowadzić, by zwiększyć funkcjonalność mieszkania.
Moja łazienka jest teraz jaśnie oświecona, bo mam i dwa światełka nad umywalką i centralną lampę plafonową na suficie, mogę się teraz przeglądać w lustrze do woli, tylko po co, ciekawego na pewno nic tam nie dojrzę.
Kratka kominowa też jest wymieniona, bo była nieco już zapchana, więc cug jest doskonały, przynajmniej wiadomo, że żaden czad mi nie grozi.
Wojtek jeszcze uszczelnia silikonem podłogę w brodziku, jeszcze ma dwie czy trzy małe płytki do uzupełnienia na boku ścianki koło piecyka no i potem jeszcze pomaluje łazienkę i na tym byłby koniec tam remontu.
A w kuchni też jeszcze czeka wymiana kratki kominowej, zresztą taki był nakaz kominiarzy kontrolujących przepływ wentylacji i już dawno właścicielka Kasia miała to przeprowadzić, ale zawsze coś wypadało , a czas sobie mijał. Teraz zrobi to Wojtek, podobnie jak w łazience uszczelni ciąg wentylacyjny w kuchni, no i na koniec jeszcze założy mi nad zlewozmywakiem szafkę z ociekaczem, a pod nią oświetlenie.
Tak wiec jeszcze trochę czasu Wojtek u mnie spędzi, tym bardziej, że jeszcze podjął się wymiany instalacji elektrycznej w przedpokoju, dokładnie tak, by już prąd nagle mi się sam nieplanowo nie wyłączał.
No i to by było na tyle z tym remontem mieszkania, co prawda jak już kiedyś pisałam, marzy mi się ogrzewanie panelowe, ale w chwili obecnej ze względów finansowych i nie tylko, nie jest to możliwe do przeprowadzenia.
Zresztą za dużo szczęścia na raz by mnie spotkało, a czy ja wiem, czy na takie zasługuję ????????
Życzę przyjemnego popołudnia i wieczorku sobotniego, jutro ciąg dalszy nastąpi.