słowo o depresji

 

 

Taki stan chyba dopada od czasu do czasu każdego człowieka, na to nie mocnych.
Stres jest dla nas sygnałem ostrzegawczym, który pozwala nam reagować w sytuacji kryzysowej., szczególnie w bardzo trudnych sytuacjach, ale jego minusem jest to, że często nas w tych mniej poważnych sytuacjach życiowych również  dopada i nie chce nas opuścić.
Jakie są przyczyny występowania stresów? Przede wszystkim ten ciągły pośpiech, związane z tym przemęczenie, często zbyt wiele bierzemy na siebie obowiązków wywiązania się z podjętych zadań, szczególnie właśnie na to narażone są osoby starsze, które nie mogą nadążyć z podjętymi, czasami pochopnie, zajęć. Myślę tutaj o tych babciach, które niewątpliwie bardzo kochają swoje wnuczęta i podejmują się opieki nad nimi, często nie mając na to odpowiedniego zasobu siły, czy nerwów, Wiem sama po sobie, starsza osoba potrzebuje o wiele więcej spokoju, niż ci młodsi, nadmierny hałas i ruch powoduje nadwyrężenie ich nerwów, ich zdrowia, ale najczęściej nie chcą się do tego rodzinie przyznać i narażą  siebie właśnie na koszmarne nieraz stresy, wmawiając sobie, że inaczej postępując  są do niczego  i nikomu nie są  potrzebni, zaczynają odczuwać osamotnienie i żal do życia. A przecież tak nie musi być. Zabawa z wnukami powinna również i dziadkom przynosić radość, wystarczy, że jest ona odpowiednio ograniczona.
Ale nie do mnie należy ocena, co babcie i dziadkowie mają lub nie mają robić ze swoim życiem, decyzja należy do nich, a do młodszego pokolenia należy otoczenie seniorów szczególną troskliwością i miłością, bez wykorzystywania ich do pełnienia obowiązków ponad ich siły. Każdy człowiek, nawet ten starszy, ma prawo do spokojnego, bezstresowego życia, każdy chce się poczuć komuś potrzebnym, ale i kochanym.

Czy można sobie jakoś poradzić ze stresem? można. Niektórzy uciekają przed nim w alkohol, albo co gorsze w narkotyki, które dają przynajmniej chwilową złudę szczęścia. Ale to jest tylko ułuda, gdy potem wraca rzeczywistość, jest ona jeszcze bardziej bolesna, bardziej nieznośna i trudna do opanowania.
A więc jak sobie z takimi trudnymi sytuacjami dawać radę?
W samym centrum stresu starajmy się go opanować poprzez spokojne i kontrolowane oddychanie : głęboki oddech rozjaśnia umysł, pozwala uciec od problemu i nabrać do niego odpowiedni dystans.
Ale stresowi można też zapobiegać poprzez odpowiedni nasz stosunek do życia. Nie można w sobie kumulować złości i nienawiści do ludzi, trzeba dla nich być otwartym i serdecznym, chociaż niejednokrotnie jest to naprawdę bardzo ciężkie do przeprowadzenia. Starajmy się zaplanować nasze najbliższe godziny, najbliższe dni, aby nie wprowadzać w życiu chaosu, który jest bardzo stresotwórczy, trudno potem się odnaleźć  i racjonalnie działać.
Nauczmy się asertywności, to ważne, gdy zdajemy sobie sprawę, że nie będziemy mogli wykonać jakiegoś powierzonego zadania, czy to z powodu braku czasu, czy to z powodu gorszej kondycji.
Ale za to starajmy się zaprzyjaźnić samemu ze sobą, znaleźć czas na to, co lubimy robić, spotykajmy się ze znajomymi, spędzajmy więcej z nimi i z rodziną czasu i uśmiechajmy się, cieszmy się z każdej miłej chwili, bo wszystkie takie właśnie momenty kumulują w nas poczucie szczęścia.
Wiem, że praca jest bardzo ważnym elementem naszego życia, ale chociaż ważnym, ale nie jedynym i to trzeba sobie umieć wszystko w życiu mądrze  wyważyć, wypośrodkować, aby życie nie przynosiło nam takich nieprzyjemnych i trudnych do przeżycia momentów.
Dlatego nie poddawajmy się łatwo wszelakim kłopotom, walczmy z nimi i przede wszystkim podarujmy sobie chociaż troszkę pozytywnego myślenia, pozytywnego nastawienia do życia, szukając dobrych stron zaistniałej sytuacji, nie jest to łatwe, ale na pewno nie jest niemożliwe do przeprowadzenia.

Dla mnie moim stresem ostatnio było złe samopoczucie, związane z dolegliwościami tego nieszczęsnego mojego kolanka. I co? Mogłam przecież wcześniej temu zapobiec i nie cierpieć. Nie wiem, czy to lenistwo mną kierowało, czy jakieś chwilowe załamanie, ale już jest teraz o wiele lepiej.
Wczoraj byłam u pana doktora chirurga, który jak zwykle bardzo profesjonalnie podszedł do moich dolegliwości.
Rozpoczęłam leczenie od oczywiście blokady, która już przyniosła mi spora ulgę, przynajmniej na tyle, że całkiem bez bólu przespałam całą noc, bez niepotrzebnego wstawania i łażenia po mieszkaniu.Dostałam też jeszcze od niego dwa inne lekarstwa, już do ustnego zażywania, jeden przeciwzapalny, drugi przeciwbólowy, pewnie już też  zaczęły działać, bo jakoś ten ból nie jest taki dotkliwy, jak dotychczas i od razu humor mi się poprawił, od razu jest mi lżej na duszy, chce mi się żyć, chce mi się iść do pracy, mimo, że znów napadało tej nocy sporo śniegu.

Drugi mój stres, kłopoty z moim komputerem też został zażegnany, wczoraj niezawodny pan Józio za pomocą Team Viewer (pomoc z oddali) wyczyścił mój zapchany dysk C i teraz komputer działa niezawodnie i szybko jak Pendolino 🙂
Miałam też wczoraj trochę kłopotów z dekoderem Polsatu, który się nagle zawiesił i nie chciał działać, ale dzięki mojemu sprytowi (!!) udało mi się jakoś i ten problem opanować i mam z powrotem już wszystkie programy TV. 🙂

 

Oj bielutko jest w moim parku teraz, bielutko.
Śniegu jest na tyle, że można by nawet pokusić się bałwana polepić, tylko po co, skoro tak wiele bałwanów i tak już po naszej Polsce chodzi.
Pst…Ewa, zamilknij, wszyscy wiedzą, co masz na myśli 🙂

Miłego czwartku życzę, może nas nie zasypie tak całkiem do końca???

 

ciekawa róża

Dzisiaj zaskoczę Cię kolorem róży moja Przyjaciółko Ulu. Prawda, że nietuzinkowy kolor? Taki intensywnie niebieski, zupełnie jak mój kolor oczu.
Pewnie nie pamiętasz, że takiego koloru mam oczy, musisz mi uwierzyć na słowo, ale przyjdzie mam nadzieje w końcu czas, ze sama sobie to
sprawdzisz 🙂
Uleczko Kochana! Mija dzień za dniem, na razie w kolorze bieli, cóż robić, taka pora roku, ale sama pisałaś ostatnio, że na przykład Twoja Magda i jej Rodzinka akurat cieszą się, że tyle śniegu wokoło, na pewno spędzą wspaniały czas na nartach i wrócą szczęśliwi i opaleni, bo podobno słonko ma coraz mocniej świecić no i zdrowi, co szczególnie dla dzieci jest wskazane, bo nie mieszkają co prawda jak Ty w mieście, ale ruch na świeżym, górskim i ostrym  powietrzu jest najzdrowszy pod słońcem, a okolice Izdebnej są prześliczne i na pewno wolne od tego wszędobylskiego smogu.
Dlatego cieszę się, że i Ty na troszkę z  na pewno też zadymionego Poznania wyjedziesz i połapiesz świeżego  powietrza do płuc, zwłaszcza na wspaniałych, zimowych spacerów z Oli – Żabą. Tylko nie wiem, czy jej akurat śnieg się spodoba, bo znając moją Pepę wiem, że psy tzw „niskopienne”, do których należą buldożki francuskie, nie za bardzo lubią mieć mokre od śniegu brzuszki. Ale wiem, że Ty doskonale dasz sobie z tym problemem radę, będziesz ją, nawet wbrew jej oporom, wyciągała na fajne spacerki  i dlatego życzę Tobie miłego odpoczynku, wraz ze swoją ulubienicą Oli. Wracaj do Poznania  szczęśliwa i zdrowa, uważaj, żebyś się nie przeziębiała i nie mokła, bo teraz niestety znów jakiś wybitne złośliwy wirus grypo- podobny panuje i daje sporo potem komplikacji.
Mam cichą nadzieję, że na ten wyjazd zaopatrzyłaś się w laptop i dzisiaj do mnie tutaj zaglądniesz, będzie mi jak zwykle bardzo miło, uwielbiam czytać Twoje komentarze, bo to jest prawie tak, jakbyśmy siedziały koło siebie i ze sobą rozmawiały. Ale i na to przyjdzie w końcu czas, że spotkamy się w cztery oczy, bez pośrednictwa internetu, prawda?
No to posyłam Ci serdeczne całusy i pozdrowienia z bardzo zimowego i mroźnego  wciąż jeszcze Krakowa i….do następnego spotkania w moim blogu.

Niestety prognoza pogody jest tak samo nieprzewidywalna, jak polityczne obietnice i co rusz jest całkiem inaczej, niż zapowiadali.
Już miały nadejść cieplejsze dni i temperatury powyżej zera, ale Celsjusz ciągle jeszcze jakoś ujemnie się o pogodzie wypowiada i strąca ten nieszczęsny słupek rtęci uparcie w dól. Co troszkę słupek o stopień, dwa się polepszy, zaraz wieczorem znów leci na łeb na szyję. Co prawda nie ma już tych wielkich 20 –  sto stopniowych mrozów, ale w nocy termometr oscyluje w granicach minus 10 minus 15 stopni. a rano dzisiaj było też około minus 10 na termometrze w Krakowie.
Wczorajsza noc tez była raczej mroźna.

Dała mi popalić zima tego roku oj dała. Nie dość, że zimno przez szpary drzwi wejściowych z klatki schodowej wpadają do mojego mieszkania, to w dodatku niezbyt szczęśliwie mam usytuowany tapczan, który graniczy ze ścianą, za którą są już tylko schody na klatce i w związku z tym ta ściana jest przeraźliwie zimna i wieje od niej chłód.
Powinnam sobie kupić taki dywanik  i zawiesić go na tej ścianie, ale ponieważ na razie nie mam takiej możliwości, ratuję się jak mogę, czyli ułożyłam za moją głową swoistą barykadę z poduszek i z koca, bo właśnie najbardziej jest zimna ta ściana nad moją głową, gdy kładę się do łóżka czuję, jak wiatr hula po moich ramionach. Nie jestem pewna, na ile ta barykada mi pomoże, albowiem śpię dosyć nerwowo i jest wielkie prawdopodobieństwo, że przez sen wszystko pozrzucam na ziemię, ale przynajmniej będę zasypiała w nieco cieplejszej temperaturze. Bo i tak śpię ubrana jakbym w igloo mieszkała, w getrach, dwóch swetrach, obowiązkowo w  grubych skarpetach na nogach, koszulki nocne poczekają sobie na mnie grzecznie w szufladzie, aż do cieplejszych nocy.
Byle do wiosny, byle do wiosny, bo ja już tej zimy mam dosyć. Zawsze mieszkałam w „cieplarnianych „warunkach i teraz ta zima całkiem zbiła mnie z pantałyku.
Ale wczoraj zauważyłam, że zmrok robi się nieco później, niż jeszcze niedawno, wczoraj szarówka zaczęła się dopiero około 16.30. Teraz te dnie będą już coraz dłuższe. Co prawda rano jeszcze dosyć długo jest ciemno, ale……. na pewno w końcu doczekam się, że będę się budziła nie ciemnym świtem, a słonecznym dniem. No i doczekam się………. tej kawy na pięknym, nowym i olbrzymim jak salon tarasie Magdy, jeszcze troszkę cierpliwości….

Dzisiaj idę na wizytę do przemiłego pana doktora Chirurga – ortopedy, na pewno zrobi porządek z tym moim kolankiem i będę mogła znów porządnie, a nie kulawo na niego chodzić. Na razie okrutnie mi ono dokucza, szczególnie w nocy, mimo,że przecież jestem wydawałoby się w  ekskluzywnej, leżącej pozycji, nic bardziej mylnego, gdy noga jest zbyt długo wyprostowana (a nad tym nie czuwam w nocy) zaczyna się tak wielki ból, że potrafi mnie on nawet obudzić. Wtedy z wielkim trudem, zagryzając zęby, staram się jakoś to kolanko uruchomić, ale to jednak trochę trwa, więc zawsze za sobą mam dosyć ciężką noc.
Nie wiem, na ile mi ta blokada pomoże, z jednej strony działa jednak przeciwbólowo, ale z drugiej strony, sterydy podawane do stawu po prostu go niszczą.
Czyli nie jest to najlepsza możliwość, tylko, że jakoś trzeba egzystować, a na co dzień cierpieć nie jest wcale takie wspaniałe, jakby to słynne powiedzenie „cierpienie uszlachetnia” miało niezbywalną  rację – najwidoczniej autor tej myśli nigdy tak naprawdę nie cierpiał.
Dosyć już biadolenia na temat mojego bólu, bo od tego on nie ustanie, niestety trzeba zadziałać w inny sposób.

Wydawałoby się, że to będzie jednak przyjemna środa, bo słonko dosyć optymistycznie za oknem do nas się uśmiecha, więc i ja do Was dzisiaj się uśmiecham i życze przyjemnego i spokojnego dnia.

nie ma opozycji

 

Polacy zostali oszukani przez Nowoczesną, PSL i przez KOD.
Już o tym wcześniej pisałam, ale wydarzenia dnia wczorajszego niestety pokazały, że Polacy nie mają na kogo liczyć.
Pozostało tylko jeszcze niezłomne PO, ale to za mało, niestety pan Petru dał wczoraj ciała i poszedł na byle jaką ugodę z Pisem.
Dlaczego tak właśnie się stało? – nie wiem, nie umiem wytłumaczyć, jakie przesłanki kierowały Ryszardem Petru, ale cały ten protest świąteczno – noworoczny nie miał w takim razie sensu, poszedł na marne. Szkoda tylko tych rodzin, które spędziły Wigilię i Święta bez swoich najbliższych, którzy w ciemnej i zimnej sali sejmowej starali się cokolwiek w Polsce zmienić. Niestety, nie udało im się to przeprowadzić, zło  i głupota zatryumfowały.
Taka niestety jest natura Polaków, dają się na  słodki lep nabrać. Tak było z 500 plus i tak było wczoraj.
Ciekawe jest to, że opozycja „poukładała się” nie z tymi, z którymi powinni, czyli nie z rządem, który powinien był być prezentowany w rozmowach przez panią premier, ale  ze zwyczajnym, przeciętnym posłem, który, jak się okazało,  nie piastując żadnego stanowiska w rządzie, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności za swoje czyny, rządzi całą Polską, mając nie tylko opozycję, ale i swoich podwładnych – marionetki w nosie. Zachowuje się rzeczywiście tak, jakby był co najmniej carem, który nie znosi słowa sprzeciwu, a wszystko może zrobić według swojej woli.
Pis teraz  zaciera ręce, bo rozgromił opozycję i teraz ma już całkiem wolne pole do popisu.
I dobrze tak nam wszystkim, to kara za spolegliwość w braku udziału w wyborach, zapłacimy teraz wszyscy srogą karę.
Mamy po prostu to, na co najwidoczniej zasłużyliśmy.
Zwalczanie komunizmu trwało długie lata, zwalczanie kaczyzmu zapowiada się podobnie, a może już po prostu do niego się przyzwyczaimy i nikomu już nawet  walczyć się nie będzie chciało?????
Tylko w bajkach dobro zwycięża, a zło jest zepchnięte do czeluści, ale życie to nie jest bajka…….

Czego symbolem jest kaktus?  ano symbolem złości, frustracji i dlatego jest on dzisiaj u mnie zamieszczony.
Do tego dochodzą coraz bardziej niepokojące wieści ze świata, że sytuacja polityczna jest na tyle nieciekawa, wręcz groźna, że morze prowadzić do wybuchu III wojny światowej.
Wolę o tym nie myśleć nawet, co prawda już za mną ta większa część życia, ale jednak wcale nie chciałabym się z nim jeszcze żegnać.
Tak samo nie wyobrażam sobie siebie w ekstremalnych, wojennych warunkach życia, po prostu nie dałabym sobie w nim rady.
No i szkoda tylu młodych ludzi, przed którym świat otworem staje, czyżby dla nich życie miało się tak smutno  i szybko skończyć??????


Dlatego teraz politycznie zamilknę, po prostu nie mam siły już nawet o tym myśleć, a co dopiero pisać…….

A jest o czym pisać, w zastępstwie zawsze mamy przecież temat pod tytułem pogoda.
Co prawda ona też robi nam różne niespodzianki, ale kto powiedział, że tym razem ta niespodzianka  będzie nieprzyjemna?
Wyraźnie mróz już odpuszcza, nieco zelżał, a w przyszłym tygodniu znów plusy na nasze termometry zawitają
Żeby jeszcze to moje lewe kolanko troszkę „sporządniało”……… czekam na wizytę u pana doktora chirurga, on już na pewno da sobie z nim radę, tylko niestety z tak zwanych przyczyn obiektywnych, owa wizyta zostaje przesunięta troszkę w czasie. A ile to jest to troszkę? nie wiem, bo to nie ode mnie zależy, ale będę pilnowała i molestowała, żeby do tej wizyty jak najszybciej się da  jednak doszło.

Dwa dni temu oglądnęłam tę drugą część Zgryźliwych tetryków i co dziwne, zawsze mówi się, że druga część jakiegoś filmu jest o wiele słabsza niż pierwsza, w tym wypadku bawiłam się doskonale na obu partiach tej komedii.
Nie mam nastroju do oglądania na necie żadnych innych filmów, prócz komedii, albo ewentualnie mego serialu – usypiacza Rodziny zastępczej, jakoś wcale mi się ten serial nie nudzi, zawsze oglądam go z taką samą ciekawością i zawsze nie do końca, bo jednak przy nim świetnie mi się zasypia.
Ale inna sprawa, że nie mogę żadnego filmu w mojej ulubionej pozycji leżącej oglądać, bo zaraz oczy mi się same zamykają, obojętnie zresztą na porę dnia, czy nocy.
Oczywiście pozostały mi jeszcze trzy moje ulubione seriale Klan, M jak miłość i Na dobre i na złe, na razie jestem im „wierna”
Czasami rano włączam sobie jeszcze TV Romance, na którym oglądam niemiecki serial Burza uczuć, opisująca  perypetie właścicieli i pracowników związanych z hotelem Fürstenhof, ale nie jest to serial należący do moich obowiązkowych punktów programu, ot, czasami rzucam na kran jedno oko, gdy ten serial sobie puszczają. Wolę jednak nasze rodzime seriale, chociaż pamiętam, że dawno już temu, TVP puszczało bardzo sympatyczny serial o losach doktora  mieszkającego w Bawarii,  o ile sobie przypomina, tytuł tego serialu brzmiał: Klinika w Szwarcwaldzie ,  bardzo mi się ten serial podobał, oglądałam go z prawdziwą przyjemnością, przede wszystkim bardzo sympatyczni byli grający w nim aktorzy. Szkoda, że nie ma widoku na to, by go kiedyś powtórzyli. Wszak to nie „klasyk” typu Kewin sam w domu, czy Nie ma mocnych, którymi jesteśmy na okrągło karmieni.

Zawsze w sytuacjach podbramkowych potrafiłam dawać komuś dobrą radę „myśl pozytywnie”. Teraz codziennie sama staram sobie te słowa do swojej głowy wtaczać, bo tylko wiara w to, że będzie dobrze może utrzymać mnie jeszcze przy zdrowych zmysłach.
I Wam dzisiaj taką radę daję : Myślcie pozytywnie, bo przecież jeszcze wiele może w Waszym życiu się zdarzyć.
Za oknem słonko świeci – będzie dobrze

Happy winter????


Zależy jak dla kogo happy, dla mnie na pewno nie!
Mam już dosyć tej zimy i bólu tego cholernego mojego kolana, już nie mam siły dla jakiejś nie wiadomo jakiej idei cierpieć.
Jednak będzie konieczna chyba blokada, bo inaczej żyć się nie da i żyć się nie chce…….
A przecież nogi są tak ważne dla człowieka!!
Schudłam przecież te 60 kilogramów i miało już być dobrze, a tu guzik. Nie wiem, czy to nie ta zima tak mi daje, dosłownie mówiąc, w kość, czyli w moje kolano? Najlepiej byłoby powymieniać te kolana i biodra na jakieś inne, ale to też wcale nie jest takie proste. Na taką operację na NFZ czeka się co najmniej w dobrym układzie 2 lata, a prywatnie i owszem, pewnie o wiele wcześniej by mnie ponaprawiali , tylko skąd na to wziąć many, many??? A i tak mogliby wymienić mi co najwyżej tylko jedną część mego kośćca.
Do kitu to wszystko – i jak tu nie mieć depresji???
Wczoraj wpadłam na genialny pomysł (tylko dlaczego dopiero wczoraj?) i aby nie marznąć (bo w domu za ciepło jednak nie było) przestawiłam zegary na trzeci poziom, rzeczywiście, rano obudziłam się w cieplutkim pokoju. Niby temperatura za oknem ma się zbliżać do większych wartości, ale dzisiaj rano i tak było  „tylko” minus 11 stopni, czyli nadal mróz. Do jasnej ciasnej, czy ja jestem eskimoską, czy co, żeby w takiej zimnicy mieszkać???
No to sobie ponarzekałam w ten poniedziałkowy poranek, a co, czemu miałabym nie ponarzekać przynajmniej raz nie na politykę w moim blogu???
Może przez to raźniej będzie mi się do pracy zebrać, skoro już swoją porcję żółci wylałam i porcję zbawiennego Nimesilu oczywiście wypiłam.. Oczywiście, z powodu tego bólu kolana znów muszę przeprosić się z towarzystwem taksówkowym, nie będę przecież narażała się na jakieś dodatkowe urazy, wystarczająco mam już dotychczasowego bólu, teraz nie mogę pozwolić sobie na żadną brawurę, a chodniki są przecież takie śliskie……
A wszystko to przez ten cholerny (brzydkie słowo!) pesel, on tak człowiekowi doskwiera.
„Bo srebro i złoto to nic chodzi o to by młodym być, więcej nic” ?
Ha, od razu przypomina mi się mój stary, pewnie już nieżyjący znajomy z Sanatorium, pan Józiu, który na te słowa piosenki z uśmiechem odpowiedział: Młodym być i nic? to ja już wolę być starym i od czasu do czasu…… pewnie miał i rację, ale……….
Żarty na bok, tak całkiem źle to już nie jest, przecież mogłoby być jeszcze gorzej, nieprawdaż?
Dlatego nie mam co już więcej narzekać, zresztą nic to nie da i tak nikt chociaż części mojego bólu na siebie nie weźmie i tym mi nie ulży.
Jest jak jest, odwiedzę pana doktora – chirurga, pewnie dostanę jakiś zastrzyk przeciwbólowy w to kolanko i po pewnym czasie  przestanie mi ono tak dokuczać. A do tego czasu muszę tylko mocno zagryźć wargi i udawać, że wszystko jest O.K. No i cierpliwie sobie muszę poczekać na wiosenne ciepełko, od razu i bóle wszystkie wtedy ustąpią.

No cóż, wszyscy wiemy, że poniedziałek jest najgorszym dniem tygodnia, trwa i trwa  okropnie długo i nudnie
Ale już za dwa dni znów będzie dla mnie radosna środa, na którą już się cieszę, bo znów „spotkam się” wtedy tutaj w blogu z moja Uleczką.

Oby nam się dobrze działo przez te najbliższe 5 dni pracy i następne dwa dni wypoczynku. Zima przecież w końcu kiedyś przeminie i znów róże zakwitną w Magdzinym ogródku……

No to póki co :   jednak……… HAPPY  WINTER 🙂

jak zwykle, niedziela, ale już po świętach

 

Witam serdecznie w ostatnią już świąteczną niedzielę. Właściwie okres Bożego Narodzenia skończył się w dniu święta Trzech Króli, ale ponieważ następne dni były dniami wolnymi od pracy, przedłużyliśmy sobie nieco ten świąteczny, miły  czas o te kilka dni.
W tradycji polskiej, okres Bożego Narodzenia obchodzimy aż do dnia 2 lutego, czyli do dnia  Ofiarowania Pańskiego i święta Matki Bożej Gromnicznej.
Do tego dnia w kościołach katolickich ubrane są drzewka, a wierni śpiewają kolędy.
Ale de facto można już powiedzieć, że trzeba zapomnieć już o czasie świątecznym i trzeba wracać do niestety bardzo mroźnej i ciężkiej politycznie rzeczywistości.
Na razie przed nami czas karnawałowy. W tym roku karnawał będzie trwał stosunkowo długo, bo prawie dwa miesiące. Zwyczajowo Karnawał rozpoczyna się od Trzech Króli, czyli od 6 stycznia i trwa do popularnego śledzika, który w tym roku wypada 28 lutego.
A potem nadchodzi okres 40 dniowego postu, zatrzymania się w zabawach i rozpustach wszelakich, żeby doczekać szczęśliwie trzeciej niedzieli kwietnia, czyli 16 dnia tego miesiąca, w którym  będziemy rozpoczynać Święta Wielkanocne.

Ale do tego czasu tyle jeszcze może się dziać……..

 

Muszę się Wam przyznać, że ja już w tej chwili w nic nie wierzę…..

Czuję się rozczarowana naszą opozycją…chociaż właściwie nie powinnam, bo od dłuższego czasu zdaje sobie sprawę z tego, że właściwie opozycja jako prawdziwa i sensowna opozycja  w Polsce nie istnieje. A po ostatnich wpadkach zarówno Petru jak i Kijowskiego wiem, że znów straciliśmy to, co udało się przez ostatnie kilka miesięcy odbudować, może jakieś zaufanie, może jakąś nadzieję……
Teraz tylko można sobie zaśpiewać za Elektrycznymi Gitarami :TO JUŻ JEST KONIEC, NIE MA JUŻ NIC,  JESTEŚMY WOLNI, MOŻEMY IŚĆ
IŚĆ???? ale dokąd i po co, bo jak na razie nie ma żadnej nadziei. Dwaj panowie zrobili w Nowym Roku Pisowi wspaniały prezent, który objawił im się tylko wypasioną anty opozycyjną pożywką, którą zresztą PIS ochoczo  przeciwko opozycji wykorzystał. Przykro mi, że musiałam to napisać, wierzyłam w KOD i może i nadal wierzę, bo w sumie ten ruch to nie jest tylko jedna osoba, w postaci pana Kijowskiego, który okazał się niestety miernym człowieczkiem. Ale czy wystarczy pozostałym działaczom KODU z powrotem odbudować do siebie zaufanie, czy znajdzie się ktoś charyzmatyczny, który pociągnie za sobą masy, ale nie ociągając przy tym prywatnych korzyści? Czy w Polsce naprawdę nie ma prawdziwie szlachetnych i oddanych dobrej idei ludzi?
Ktoś taki jest potrzebny, tylko gdzie ich szukać? Inaczej damy znów się zamrozić na pewien czas, znów zanurzymy się w marazmie i znów każdy powie, nie warto się wysilać bo….. nic to nie da, znów zostaniemy oszukani.
POLSKO, OBUDŹ SIĘ Z ZIMOWEGO SNU,   najwyższa ku temu pora. Jedno, czy dwa  niepowodzenia nie mogą zniszczyć wszystkiego do cna, jakieś dobre wyjście przecież musi się znaleźć z tej, jak na razie,  patowej dla Polski sytuacji

A ja już całkowicie zamarzłam, tak do cna, nawet przy szczelnie zamkniętych oknach. Niestety jest to skutkiem tego, że mieszkam na parterze, co prawda na  wysokim parterze, ale całe zimno z klatki schodowej zagląda do mojego mieszkania. Strach w nim się nawet rozebrać. Właściwie Kasia podpowiedziała mi fajne rozwiązanie, rozwieszenie grubej kotary na drzwiach wyjściowych, tylko wtedy będę niestety trochę kałapućkała się przy otwieraniu drzwi, będę się wplątywała w zasłonę i trudno drzwi by się wtedy otwierało. Czyli takie wyjście ma swoje i dobre i złe strony.
A zresztą jak długo jeszcze tego zimna będzie? Mam cichą nadzieję, że już nie za długo, że to ostatnie takie mroźne podmuchy tej zimy. Wczoraj wieczorem na moim termometrze było minus 20 stopni, brrr, dobrze, że nie musiałam opuszczać domu, ale miałam też i kłopoty z wietrzeniem kuchni (ach, te papierosy), musiałam dodatkowo ubrać na chwilę swoją zimowa kurtkę, ale i tak wietrzyłam mieszkanie bardzo króciutko.
Czy ja już pisałam, że nie cierpię zimy? Wiem, powtarzam się, ale dzisiaj z całą stanowczością dodam : jeszcze bardziej nie cierpię mrozów.
Też już to pisałam? Trudno, znaczy się, że to jest jednak prawda.

Wczoraj oglądnęłam sobie na CDA  świetną komedię  „Dwaj zgryźliwi tetrycy” Fakt, już kiedyś ją oglądałam, ale jest tak sympatyczna, taka pełna humoru, że z przyjemnością można jeszcze raz oglądnąć historię dwóch sąsiadów, znających się jeszcze z lat młodzieńczych, którzy nie mogą w sumie bez siebie żyć, ale cały czas jeden drugiemu robi na złość, a wynikają z tego niesamowicie zabawne sytuacje. Jest jeszcze druga część tej sagi pod tytułem ” Dwaj jeszcze bardziej zgryźliwi tetrycy”, pewnie też dzisiaj ją  sobie oglądnę.

Popatrzyłam przed chwilą na termometr za oknem, znów ten mróz, minus 18 stopni. Wiem, że w dzień kilka stopni termometr skoczy w górę, ale jednak nadal będzie to raczej mroźna niedziela.
Biedne moje kostki, a najbiedniejsze moje lewe kolano, które daje mi ostatnio strasznie do wiwatu, nawet smarowanie maściami nie wiele pomaga. I jak tu wierzyć reklamie telewizyjnej, która głosi, że już po kilku razowym zastosowaniu maści ból ustąpi jak ręką odjął. A może tylko moje kolano jest takie oporne na wszelakie maści, chociaz jak słyszę wokoło, całkiem młodzi ludzie też już zaczynają na nerwobóle narzekać.
Również i psychika moja i pewnie nie tylko moja siada, wcale się nie dziwię, to wszystko wina braku odpowiedniej ilości światła, potrzebnego nam do życia. Właściwie dzień ciągle jest jeszcze bardzo krótki, rano długo jest ciemno, popołudnie wcześnie zmrok zapada, a i w dzień nawet jeżeli kilka promyczków słonecznych do nas zza chmurek zaglądnie, to i tak wszystko to jest zbyt mało, aby organizm człowieka normalnie pracował.
Ale poczekajmy jeszcze troszkę, w marcu już dni są na ogół dłuższe i bardziej słoneczne, a poza tym przypominam, że prognozy wieszczą, że wiosna w tym roku przyjdzie do nas bardzo szybko.
Ja ciągle tylko o tej wiośnie wspominam, ale przecież tak niecierpliwie na nią czekam…………na pewno wtedy stan mojego zdrowia wzrośnie co najmniej o 50 procent, a może i jeszcze więcej?

A póki co, życzę przyjemnej, aczkolwiek wciąż zimnej niedzieli. Ale są tacy odważni, którzy nawet te zimne dni czynnie na nartach i łyżwach spędzają.
Jestem dla nich pełna podziwu – tak trzymać.  Bo im więcej sportu za młodych lat zaznamy, tym później potem starość wraz ze swoimi bolączkami przychodzi.
Oj, ja już wiem cos na ten temat, wszak na te wszystkie moje dolegliwości skrzętnie zapracowałam przez moje młode lata, teraz zbieram niestety bolesne tego owoce….

Jeszcze raz miłej niedzieli życzę

a jednak miś

 

 

 

……..czyli jak przespać zimę.
Wczoraj zakopałam się w swojej „gawrze” i przespałam calutkie popołudnie. Co prawda dosyć wczesnym popołudniem, a właściwie w czasie przejściowym pomiędzy rankiem, a południem miałam na chwilkę gościa, przyszedł w odwiedziny do biednej, starej ciotki, zamarznięty  Maciek. Specjalnie do mnie przyjechał w odwiedziny, za co mu chwała, bo ja na pewno na taką zimnice pewnie i nosa bym nie wyściubiła za drzwi. Poczęstowałam go gorącą kawą i chwilkę pogadaliśmy.
A potem ubrałam bardzo grube skarpety i zakopałam się w kocyku na moim tapczanie.
Jednak co tu mówić, nawet przy takim ogrzewaniu, specjalnego  ciepła w mieszkaniu nie ma. Najważniejsze jednak jest to, by było ciepło w stopy, wtedy od razu wydaje się, że to zimno tak bardzo nie doskwiera. Wynalazłam więc grube bardzo skarpety, które kiedyś używałam do zabiegów krioterapeutycznych, gdy byłam kiedyś w sanatorium  w Busku. Co prawda w takiej kabinie krio  temperatura zdecydowanie jest o wiele niższa, nawet jest tam około minus 30 stopni, ale przebywa się w tej zimnicy najwyżej 3 minuty i potem wychodzi się na ciepłą już rzeczywistość. Owszem, pomagały mi te zabiegi bardzo, ale pamiętam, że już pod koniec zaczynałam mieć symptom klaustrofobii, co raczej do przyjemności nie należało. Na te ostatnie kilka zabiegów szłam z uczuciem ,z jakim pewnie  idzie człowiek skierowany na gilotynę. Cały czas tylko nadsłuchiwałam, czy już dobiega do moich uszów ten charakterystyczny tupot drewnianych chodaków, które specjalnie do zabiegów takie trzeba było używać – znaczyło to, że już zbliża się kolejna zmiana i zaraz wypuszczą mnie z tej komory nieszczęścia.
A potem człowiek szybciutko po schodach kierował się do szatni i przebierał w swoje normalne już ciuszki i wtedy dopiero czuło się tę wielką ulgę, która po całym ciele się rozchodziła, to gorąco, które napełniało każdy mięsień, który robił się nagle bardzo elastyczny, już nie skurczony, już nie ciągnął  w żadną stronę i nie napawał bólem. Nawet umysł robił się po tym zabiegu jakiś jaśniejszy, a człowiek czuł się jak nowo narodzony.
Ale mimo to, że nie lubiłam tych zabiegów sama prosiłam lekarza o to, by mi je przepisał, wiedziałam, że w sumie wychodzą mi one tylko na zdrowie.
Nie wiem, czy znów zdecydowałabym się na te zabiegi, bo na samo wspomnienie tego pobytu w komorze krio ciarki przechodzą mi po plecach.
Należę do osób ciepło-lubych, oczywiscie też bez przesady, bo nadmierną temperaturę też źle znoszę.
A więc wczoraj szczelnie owinęłam się w kocyk (oczywiście mając na grzbiecie aż dwa swetry) i udałam się do najwspanialszej krainy, czyli do krainy snu.
Bo z małymi wyjątkami oczywiście ta kraina jest jednak wspaniała, dzieje się w niej mnóstwo niespodziewanych przygód, spotyka się sporo ciekawych osób, zwiedza się nieznane okolice, właściwie wszystko w tej krainie zdarzyć się może, tylko potem człowiek na ogół zapomina to wszystko, co w niej przeżywał. Owszem, niektóre małe szczegóły przechodzą potem przez moment na jawie przez mózg, ale są one jak lot błyskawicy, pojawiają się, by całkiem już nieodwołalnie zniknąć. Bywają sny, które prawie w całości (przynajmniej tak nam się wydaje) pamiętamy, czasami są one zabawne i wtedy zadajemy sobie pytanie: jak takie głupstwa mogą się człowiekowi przyśnić, czasami są to sny wspominkowe, zwłaszcza, gdy spotyka się w nich osoby, które już od nas na zawsze odeszły. Nieraz zdajemy sobie w nich sprawę z tego, że ta osoba nie żyje, ale rozmawiamy z nią, staramy się okazywać jej swoje uczucia, tylko dziwne, nigdy nie można do tej osoby się w śnie przytulić, czy ją pocałować, jednak otoczona jest ona jakby niewidzialną szybą, której nie widzisz, a jednak czujesz, że jest. A potem taka osoba odchodzi, mimo, że jej mówisz, że bardzo ją kochasz, prosisz by z Tobą została, ale niestety, ona należy już do innego świata, na razie dla nas niedostępnego i do tego swojego świata powrócić może. A Ty budzisz się, czujesz z jednej strony radość, że jednak znów tę bliską Ci osobę spotkałaś i mogłaś chwile z nią porozmawiać, a zarazem czujesz snu, że to już koniec tego waszego spotkania i masz nadzieję, że wkrótce znów ona do Ciebie chociaz na chwilkę wróci.
Czasami bywają sny „straszne”, najczęściej dotyczą one jakiś wojennych rozruchów, czasami uciekasz przed kimś, kto chce Cie zabić, ale jakoś ta Twoja ucieczka nie za bardzo się udaje, właściwie to prawie stoisz w miejscu i już widzisz koło siebie tę osobę, która chce Ci zrobić krzywdę, już czujesz jej oddech i wtedy…..na szczęście się budzisz, zlana cała potem, ale szczęśliwa, że to był tylko zły sen. Tak to z tymi naszymi snami bywa.
Najprzyjemniejszy jest sen baśniowym, w którym nagle wyrastają Ci skrzydła u rąk, rozpościerasz je, odrywasz się od ziemi i fruniesz, czując tę niesamowitą swobodę i szczęście, które Cię ogarniają, ale taki sen jest niezwykle rzadko występujący, przyznam, ze fruwałam w śnie tylko chyba 2-3 razy w moim życiu. Pamiętam szczególnie jeden z nich, stałam na chodniku przy niezwykle ruchliwej ulicy, która jeździły tam i z powrotem liczne samochody tak szybko, że nie mogłam przejść na drugą stronę, wreszcie rozłożyłam szeroko swoje ramiona, wzniosłam się do góry i sobie przefrunęłam ponad tymi przemykającymi autami, ale byłam wtedy szczęśliwa…….

Znowu są okropne trudności z dzisiejszym pisaniem blogu, co chwilkę dostaję komunikat z groźnym napisem Error. Wkurza to, bo tu tyle ciekawostek jeszcze wpisałam i wszystko mi zniknęło. Musze prawie po każdym jednym, lub po dwóch zdaniach zatwierdzać wpis naciskając zapisz, inaczej nie dokończę już tego mojego dzisiejszego wpisu.
A miałam taką jeszcze jedną koncepcję do poruszenia w moim dzisiejszym wpisie i……….. zagubiłam już swój trop.
No nic, poczekam do wiosny, może i przez te druty i fale niosące moje myśli zamarzają?? 🙂
Dobrze, że przynajmniej zrobiłam w czwartek zakupy i nie muszę dzisiaj do sklepu wychodzić, nawet Lotka nie pójdę nadać, bo po co? i tak znów nic nie wygram. Co najwyżej raz na długi czas wygram marną „trójczynę”……… reszta jest wyraźnie poza moim zasięgiem.
Niema sensu już dalej dzisiaj pisać mojego pamiętnika, bo coraz bardziej mnie wkurza ten co chwilę występujący Error Nawet pewnie i błędów przez to nie uda mi się poprawić? Bo ile razy można wkoło to samo pisać? Dzisiejszy wpis robiłam chyba na 15 rat, co chwilę musiałam zaczynać prawie od nowa…złości mnie to.  GAZETO!!!! POPRAW SIĘ!!!!! NIE UTRUDNIAJ I TAK TRUDNE ŻYCIE BLOGOWICZA!!!

Życzę przyjemnej soboty z nadzieją, że może już niedługo będzie jednak cieplej???

Mędrcy świata Monarchowie gdzie spiesznie dązycie…..

 

…..powiedzcież nam Trzej Królowie, chcecie widzieć Dziecię

Ono w żłobie nie ma tronu, ni berła, nie dzierży
a proroctwo Jego zgonu już się w świecie szerzy

i dalej moja  analogia:

Mędrcy świata, złość okrutna Dziecię (POLSKĘ) prześladuje
Wieść okropna, wieść to smutna Herod (Jarosław) spisek knuje.

Nic Monarchów  (POLAKÓW) nie odstrasza, do Betlejem spieszą
Gwiazda Zbawcę (ale nie Jarosława) im ogłasza,
Nadzieją się cieszą

Przepraszam, nie było moim zamiarem w dowolnej wersji  Kolędę ową przerabiać, nie było to w celach wyśmiewania się z wiary, albowiem jestem osobą wierzącą, właśnie wręcz przeciwnie, napawała mnie ona otuchą, że tylko prawdziwa wiara i nadzieja może przynieść zwycięstwo.
I właśnie tego Wszystkim dzisiaj w dniu Święta Trzech Króli życzę. Nie poddawajmy się braku nadziei na poprawę istniejącej anomalii w świecie i w Polsce. Musimy iść szlakiem Trzech Króli tam, gdzie owa Nadzieja dzisiaj w żłobku spoczywa, niech Ona właśnie nam to zwycięstwo przyniesie.
Niech i nasza gwiazda dzisiaj zaświeci, by cały świat, by również i  nasza Polska, wróciły na tory normalności, bez nienawiści, bez złości, bez przemocy, by znów zakwitła pomiędzy ludźmi miłość, znów zakwitło zrozumienie.
Przeraża mnie to, co ostatnio się zarówno na świecie i u nas w Polsce dzieje. Ta wszechobecna wszędzie nienawiść, terroryzm, którym swoje prawa chce się na ołtarze wynieść, kosztem tylu niewinnych śmierci. Przeraża mnie, że i u nas w Polsce tak łatwo jest sięgnąć po nóż, którym pozbawia się życia innej osoby i to niestety z powodu niecnych i błahych powodów. Tak było w Ełku, ale również i tak było kilka dni temu u nas w Krakowie, gdy podpity barman zadźgał nożem zupełnie przypadkową młodą osobę, który akurat pechowo znalazł się wtedy w tym fatalnym miejscu. Mój Boże, 24 – letni chłopak, który studiował gdzieś za granicą, przyjechał do Krakowa specjalnie na pogrzeb swojego dziadka, a przejeżdżając krakowską ulicą doznał stłuczki samochodowej, więc wysiadł ze swojego auta, żeby zobaczyć, co się właściwie zdarzyło i wtedy nawinął się ten pijany barman z nożem w ręku, który bez żadnej racji, bez nawet wymiany zdań ugodził go śmiertelnie w serce. Straszna tragedia dla rodziny, która nie dość, że straciła seniora rodu, dodatkowo straciła jeszcze młodego, świetnie zapowiadającego się, wartościowego chłopaka.
Dlaczego przemoc rządzi człowiekiem? Dlaczego tak łatwo jest zburzyć porządek tego świata jednym nierozważnym krokiem, zniszczyć życie innym, tu nie tylko temu młodemu chłopcu, ale jego Najbliższym, przyjaciołom.
Przecież niedawno jeszcze obchodziliśmy wszyscy Święta Bożego Narodzenia, święta miłości i nadziei, śpiewaliśmy kolędy ku chwale Nowo Narodzonego a dzisiaj……. czy nie powinniśmy się zastanowić, dokąd prowadzą nas te kręte ścieżki życia? Czy tylko dlatego, że święta już minęły, mamy prawo wracać do brutalności tego   naszego życia, w każdym wymiarze brutalności i tym małym i tym wielkim, bo nawet najmniejsza niegodziwość kogoś krzywdzi.
Otóż nie, nie dostaliśmy dobrego słowa, dobrej nowiny tylko na czas świąteczny, one obowiązują nas nadal, ciągle, przez całe nasze życie.
I oto dzisiaj powinniśmy się modlić, klęcząc wraz z Trzema Mędrcami przy żłobku nowo narodzonego Jezusa, bo On po to przyszedł na ten świat, aby nas zbawić i oczyścić od zła wszelkiego.
I żadna osoba tu na ziemi nie może sobie rościć pretensji do zmiany  Bożych zamiarów, nie może używać przemocy przeciwko innym, ani nie może  narzucać im swojej woli, nie może odbierać miłości do bliźnich. A kto tak postępuje, czyni to wbrew Bożej woli, wbrew Boskim przykazaniom, przede wszystkim tego najważniejszego przykazania : miłuj bliźniego, jak siebie samego. Bo Bóg powiedział: nie po słowach, a po czynach ich poznacie.
Jeżeli ktoś deklaruje, że jest osobą wierzącą, powinien sobie wziąć te słowa do serca, bo czyniąc zło drugiemu,  wyrządza  krzywdę nie tylko człowiekowi, ale obraża samego Boga i kiedyś za to, stojąc u Bożego tronu,  odpowie. Ale wtedy na żal będzie już za późno.  Wtedy będzie już  tylko płacz i zgrzytanie zębów.

Życzę spokojnego spędzania tego świątecznego dnia w rodzinnym gronie, byśmy nie zapomnieli o tym, że jesteśmy wszyscy wtopieni w wielkie Boże dzieło : w miłość i przyjaźń.

zażalenie do pogody

 

Czy nie ma już obowiązku czyszczenia chodników ze śniegu i błota pośniegowego przez dozorców?
Chyba jednak ktoś zniósł taki obowiązek, co odczułam wczoraj w drodze do pracy.
Podtopiony przez sól śnieg, a raczej błoto, pod którym leżały jeszcze gruzy śniegu, robił się niemiłosiernie śliski, mimo, że mrozu nie było, nogi rozjeżdżały się we wszystkie strony, tak więc chodniki pokonywałam wczoraj z wielkim trudem. Do tego te kałuże, które pozostawały na brzegach chodników były nieprzyjemne, całe buty aż do skarpetek miałam całkowicie przemoczone.
Do kitu z taką zimą, ja wcale się na nią nie godziłam.
Ale dzisiaj pewnie będzie jeszcze gorzej, jako, że zapowiadają tęgi mróz i to wszystko, co wczoraj było zwyczajną chlapą, dzisiaj przemieni się w lodowisko.
I pewnie znów nikt nie będzie się czuł odpowiedzialny do czyszczenia chodników, bo i po co? Widać kary na niesumiennych dozorców już nie działają.
A ty, marny przechodniu, sam się zatroszcz o siebie i lataj z workiem piasku przed sobą i posypuj miejsca, na które niebawem wkroczysz.
Narzekam? pewnie, że narzekam, a dlaczego miałabym nie być zła z tego powodu, że nie mogę sobie spokojnie do pracy dojść, tylko muszę pokonywać różne przeszkody??? A kto mi zapłaci ewentualne odszkodowanie, gdy się wywalę na jakiejś ślizgawicy i w najlepszym przypadku zaryję nosem w zaspie, a w gorszym, połamię sobie którąkolwiek z moich czterech kończyn. Właściwie to chyba powinnam się cieszyć, że nie jestem stonogą, bo miałabym jeszcze więcej wtedy powodów do obaw, większą możliwość samouszkodzenia.
No tak, chirurdzy też przecież muszą zarobić….powiadacie, prawda, tylko dlaczego moim i waszym kosztem?
A tak na serio, ostatnio znów mam kłopoty z chodzeniem, znów moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa, nie wiem czemu, czy to ta zimno – mokra pora roku tak źle na nie wpływa?
W każdym bądź razie w takiej sytuacji nieoczyszczone chodniki są dodatkowym kłopotem dla ludzi źle chodzących, w dodatku powodują większe stresy.
Ale ten, który jest młody, zdrowy, bez żadnych reumatycznych i chirurgicznych kłopotów, nie zrozumie człowieka starszego, schorowanego, podobnie, jak syty nigdy nie zrozumie głodnego. Trzeba niestety samemu „dorosnąć” do takich skrajnych przypadków, czego nikomu zresztą nie życzę, aby zrozumieć jak wielkie są  jego problemy. Młode nogi to zdrowe nogi, można na nich chodzić biegać, skakać, uprawiać narciarstwo itp, chore nogi są prawdziwym problemem dla tych, których ta choroba dotknęła. Oj wiem coś o tym doskonale, właśnie przerabiam następną lekcję pokory wobec nieprzyjaznej aury i….nieprzyjaznych stróżów porządku.
Wbrew pozorom jest to poważny jednak problem. Przeglądnęłam wczoraj stronę dla seniorów, w której zamieszczono obszerny artykuł o przystosowaniu się seniorów do ciężkich zimowych warunków.
A jakie są zalecenia? Oczywiście przede wszystkim bardzo starannie dobrane ubranie, nie krepujące ruchów, w tym na przykład zwrócili uwagę na równomierne rozłożenie noszonego przez starsze osoby ciężarów, na przykład zakupów, ważne, żeby nie dopuścić do przeciążenia jednej strony ciała, aby nie zaburzyć równowagi ciała.
Inny ważny aspekt tej sprawy to bardzo wygodne buty, na solidnej, antypoślizgowej podeszwie, można dodatkowo na nich umieścić specjalne antypoślizgowe podkładki, podobnież również zalecane są specjalne ochraniacze poduszkowe, zakładane na okolice stawów biodrowych, co może zapobiec tak niebezpiecznemu złamaniu szyjki kości biodrowej, nawet taki upadek jest wtedy mniej groźny, ochraniacz działa jak bufor, zmniejsza siłę urazu.
Ważna jest też specjalna dieta, którą powinna bardzo starannie przestrzegać w tych niełatwych dniach starsza osoba, powinna ona składać sie ze sporej ilości białka, a także witamin, zawartych w jarzynach i owocach, ważna jest przede wszystkim dostarczanie witaminy D, która przez mały dopływ światła w okresie zimowym jest bardziej ograniczony.
No i co ciekawe, bardzo ważne jest nastawienie psychiczne samego człowieka, ten, kto panicznie boi się upadków robi się przez to bardziej nerwowy, czym narusza swoją motorykę ciała, chodzi się  niby bardziej ostrożnie, jednakże mniej pewnie i o wiele łatwiej wtedy o wypadek.
Zresztą dowiedziono że ponad 60 procent osób, które już uległy takiemu wypadkowi, pielęgnują w sobie ten symptom  po upadkowego urazu, ciężko im przez to wrócić do normalnych, spokojnych spacerów, które nie są wtedy już przyjemnością, ale przynoszą dodatkowe stresy.
Nie zalecam co prawda długich, zimowych  spacerów dla osób starszych, chociaż może i takie proste przyrządy, jak kijki spacerowe bardzo by w tym pomagały, ale równocześnie jest tu apel do osób młodszych, którzy mogliby swojej bliskiej, starszej osobie pomóc, chociażby w malutkim spacerze, zawsze taka osoba czuje się wtedy bardziej bezpieczna.
No i proszę, wydawałoby się błahy problem, urósł do rangi bardzo ważnej sprawy. Dotyczy to zresztą nie tylko osób starszych, ale także tych niepełnoprawnych, lub nie całkowicie sprawnych ruchowo.
Dawniej osoby nie mogące samodzielnie poruszać się, pakowano po prostu do łóżek, okrywano ich kołdrami, czy pierzynami i……czekano, aż sobie spokojnie z tego świata odejdą.
Teraz na szczęście jest inaczej. Powstała spora grupa osób, którzy starają się wywalczyć  dla osób niepełnosprawnych prawo do normalnego, w miarę aktywnego życia, co dla samo psychiki osób  zarówno niepełnosprawnych jak i w wieku podeszłym jest bardzo ważne. Przecież poczucie, że jest się komuś potrzebnym, chociażby do towarzystwa, do dobrej rady, jest swoistym lekarstwem dla takiej osoby, nie odczuwa wtedy tak boleśnie uczucia  odosobnienia, tej nieznośnej samotności, braku jakiegokolwiek sensu bytowania.

A za oknem znów śnieg sobie pada. Och, chyba jednak wolałabym być misiem, który przesypia sobie spokojnie zimę.
Zwłaszcza, ze teraz akurat jakoś więcej tego snu potrzebuję, chociaż… im wcześniej idę spać, tym wcześniej się rano budzę.
Dzisiaj rozpoczęłam swoje „urzędowanie” już o 6 rano, całkiem nie wiem po co, mogłabym przecież śmiało do tej ósmej, dziewiątej sobie pospać, skoro do pracy idę dopiero na popołudniu,  Ale taka już jest niestety cecha osób starszych, poranne skowronki z nich, nawet zimową pora.
Życzę przyjemnego i w miarę mało mroźnego czwartku

na ten NOWY ROK

 

Uleczko Kochana! Doczekałyśmy się Nowego Roku. I życzę  w nim Tobie i sobie, aby nasza Przyjaźń  nadal rozkwitała pięknie, niczym ta czerwona róża i emanowała radością i szczęściem, zarówno w Poznaniu, jak i w Krakowie i we wszystkich wsiach i miastach naszej Polski.
I raz jeszcze Ci powiem : Niech Ci i nam wszystkim dobrze się w tym roku dzieje, abyśmy nigdy nie wątpili w to, że to wszystko co robimy, że te wszystkie nasze przyjaźnie mają sens.
Przesyłam Ci białe, śnieżne całuski, z całkiem zimowego Krakowa.

Kraków nadal spowity białą szatą. Podobnież ma jeszcze nadejść w najbliższych dniach dosyć spory mróz, oj ciężko będzie przeżyć te chwile, ale według prognoz, styczeń będzie straszył nas zimnem tylko do połowy miesiąca, w lutym ma już być całkiem przyjemnie no i….wiosna w tym roku ma nadejść bardzo szybko.  I znów piękne kwiaty w Modlnicy zakwitną i znów zrobi się wszędzie zielono, znów kaczuszki zamieszkają w moim Parku.
HURRA!!! tak się jej już nie mogę doczekać!!!!
Bo  dzisiaj znów napadało sporo tego białego z nieba, ku mojej rozpaczy, bo po pierwsze w nocy kolanko znów mnie narywało, a po drugie ranek był niezbyt przyjemny dla mnie, bo takie odrętwienie całego ciała okropnie człowieka denerwuje.
Ale przecież nie mogę całej zimy w łóżku spędzić! Trzeba przełamać jakoś te zimowe opory i do życia się zabierać.
Nawet moje pokemony zrobiły się jakieś takie wściekłe, pewno przez ten śnieg – nie dają się łatwo złapać, muszę sporo pokeballi użyć na takiego jednego delikwenta.
Wczoraj miałam już niebywałego pecha, bo „przyszedł” do mnie taki fajny, nowy Pokemonik, jeszcze w swojej kolekcji go nie miałam, więc przypuściłam atak i….”zjadł” mi sporo kulek i…nawiał. O bezczelny typek, niech ja go jeszcze kiedyś dorwę…..

A co poza tym? W polityce jak zwykle, same brudy na wierzch wypływają, okazuje się, że ten, który tak zajadle ponoć walczy z komunistami , sam niektórych z nich  pod własne skrzydła chowa, pewnie potrzebne mu są takie ciemne typki, mające już wprawę w  bezkompromisowym, bezpardonowym  zwalczaniu normalności.
Czyli można byłoby śmiało powiedzieć, że pierwszym i naczelnym komunistą IV RP jest Jarosław Kaczynski we własnej osobie, te same metody, co ongiś stosuje, tak samo niszczy gospodarkę, niszczy przede wszystkim ludzi, by zdobyć to, co sobie zamarzył w swojej chorej główce.
Ale ponieważ komunizm źle w Polsce się skończył, miejmy nadzieję, że jego następstwo, KACZYZM, też niebawem upadnie.
Tylko…….. kto niby ma  ten kaczyzm zwalczyć? Opozycja jest bardzo słaba, w dodatku  potyka się o własne nogi, niestety nie ma nikogo. kto stanął by jako przywódca opozycji. Niestety Kaczynski świetnie to widzi i wykorzystuje przeciwko nim, przeciwko nam wszystkim.
Kaczyści rozpoczynają trzeci już rok władzy, jeżeli cokolwiek się zmieniło, to zmieniło się niestety na gorsze. Ale wciąż ciemnego luda jest sporo w Polsce, chyba musimy poczekać, aż i ich nie będzie stać na chleb z marmoladą i wtedy dopiero przejrzą na oczy. Ale niestety do tego czasu Polska będzie już tak wyniszczona, że niełatwo będzie się z wszystkich kłopotów ekonomicznych i innych zresztą też wyciągnąć.
I pomyśleć tylko. że wszystko zło, które mamy, zawdzięczamy nie tylko  grupie 19 procent Polaków, którzy głosowali na „dobrą zmianę”, ale tych wszystkich leni, zniechęconych politycznie, oczekujących cudów, którzy nie poszli w ogóle głosować.
Najgorsze jest to, że coraz głośniej do władzy głosu dochodzi grupa młodych wywrotowców, którzy za przyzwoleniem rządu, rozpoczynają burdy w Polsce. Na razie „rozprawiają się” z całkiem niewinnymi obcokrajowcami, którzy w Polsce mieszkają i chcąc normalnie żyć otwierają własne niewielkie biznesy, na przykład restauracje. Wszyscy słyszeliśmy przecież o strasznej tragedii, która kilka dni temu  zaszła w niewielkim Ełku, tam grupa „młodych gniewnych” najpierw lżyła personel restauracji, potem chciała ukraść z restauracji napoje, w związku z tym wywiązała się pomiędzy nimi i personelem szamotanina, w której zginął, ugodzony nożem, młody człowiek. Ale hasła nienawiści i antypolskich fobii poszedł w polski świat, zaraz znalazła się grupa następnych  „młodych gniewnych”, którzy rzucali w stronę budynku, w którym była restauracja, granaty, doprowadzili tym do całkowitej demolki lokalu, również zdemolowali mieszkanie człowieka oskarżonego o morderstwo.
W cywilizowanym kraju takie antynarodowe ekscesy byłyby potępiane, zwalczane, osoby, które dopuszczają się ataku na innych, obojętnie, obcokrajowców, czy rodaków, byliby potępieni i osądzeni. U nas niestety policja była bezradna w  zaistniałej sytuacji, nie wiedziała, na ile może sobie pozwolić, by prowokatorzy nie byli bezkarni, u nas nawet rząd daje ciche pozwolenie na to, aby przegnać siłą z naszego kraju „nieodpowiednich” im obcokrajowców. Błąd rządu polega na tym, że podsycają w ludziach nienawiść do innych, popierają przemoc, ale nie rozumieją, że kiedyś ta nieopanowana przemoc przeciwko innym, może obrócić się w końcu także i przeciwko nim samym.
Nie ma wątpliwości, że ten człowiek, który sięgnął po nóż i wbił go w ciało innego człowieka jest winny, nawet to, że był wzburzony, sprowokowany, nie usprawiedliwia jego winy, ale powinien stanąć tak jak wszyscy przed sądem i dostać stosowny wyrok, nie można pozwolić, by w Polsce pozwalano na samosądy, na linczowanie winnych.
Wtedy to był Arab, który pracował w restauracji, dzisiaj któryś z innych ciemnoskórych, mieszkających w Polsce (a jest ich sporo), a jutro możesz to być Ty, bo komuś nie spodoba się na przykład, że jesteś rudy, albo, że kulejesz podpierając się laską.
Niestety, nie mieszkamy już w cywilizowanym kraju, zachowujemy się jak dzicy, którzy siłą narzucają innym swoją wolę, którzy wybierają, kto ma prawo, a kto nie, oddychać naszym polskim powietrzem. Smutne to bardzo……….. Coraz bardziej odsuwamy się od Europy, od świata, zatapiamy się w naszym polskim błocie i obrzucamy nim każdego, kto jest przeciwko nam.

Smutna ta nasza rzeczywistość niestety, może nowy rok, nowy rząd w jakiś sposób potrafi ją odmienić? Inaczej wszyscy zatopimy się w bagnie nienawiści, ksenofobii i będziemy wszyscy się zabijali w imię…..no właśnie, nad tym wszystkim „króluje” wielkie imię BÓG, chociaż na pewno On nie firmował by tych nieprawości, znów Jego imię jest po prostu wykorzystywane w imię Idea Fix niektórych osób.
Wielkie słowa, małe, niecne czyny….. ot obraz tych, którzy chcą władać wszystkimi, którzy uznają, że to tylko oni mają rację, więc wymuszają ją siłą.
Czy tak nie było w latach trzydziestych ubiegłego wieku w Niemczech, gdy rodził się faszyzm???? No i do czego doprowadził świat??
PORA SIĘ OTRZĄSNĄĆ I POWIEDZIEĆ GŁOŚNO    N  I  E  !!!!!!

Korczę ten   mój smutny w sumie bo, pomału trzeba zabierać się najpierw za domowe prace, a potem trzeba wyjść w tę zimową rzeczywistość.
Spokojnej środy.

majstrowali, majstrowali i…

 

…wymajstrowali. Nie można było dodać zdjęcia do blogu, a co wart mój blog taki pusty? bez zdjęcia czy gifu????
No to dzisiaj sobie dodałam taki gifs, na czasie zresztą, bo wczoraj u nas napadało tego śniegu, że ho, ho.
Ale czy to jest akurat Happy Winter for me? – śmiem wątpić, bo już pisałam, że ja ze śniegiem jestem na bakier.
Śnieg jest dobry na stoku, dla narciarzy, snow-bordzistów, czy saneczkarzy, a jeszcze gdy jest w towarzystwie słonka…..
Ja śniegu wcale nie lubię, bo spada mi na nos i za kołnierz i w ogóle robi się od razu ślisko…..
Wiem, jetem malkontentką, ale nie cierpię śniegu i już, nikt i nic tego nie zmieni!!
O, śnieg jest dobry jeszcze na obrazku, czy w gifie, ale i tak nie wiem, czy redakcja czegoś znowu nie wymajstruje i znów mój padający śnieg zniknie????
Raz jeszcze apeluję: GAZETO! MIEJ LITOŚĆ NAD SWOIMI WIERNYMI BLOGIERAMI I NIE ODBIERAJ IM TEJ PRZYJEMNOŚCI DOŁĄCZANIA ZDJĘĆ.
BARDZO GORĄCO O TO CIĘ PROSZĘ !!!!

Właśnie przed chwilą mój gifs znów znikł i musiałam znów go dołączać, będę robiła tak do skutku!!!
Bo jutro jest przecież środa, a środa bez róży dla Uli to straszna rzecz, nawet sobie tego nie wyobrażam, żeby tak mogło być!!
Patrzę przez okno, a tam…biało, ciągle biało, kiedy ta zieleń do nas nareszcie powróci? Tęsknię za nią………..

Lubię oglądać sobie rano TVP Seriale, tam przypominają nam stare polskie seriale. Już nie wspomnę o M jak miłość sprzed kilku lat, ale oglądałam też i wspaniałą, a już prawie zapomnianą Wojnę domową z niezapomnianą Ireną Kwiatkowską oraz z Aliną Janowską, która jest teraz niestety tak poważnie chora na Alzheimera, czy z nieżyjącym już  Kazimierzem Rudzkim a także z Krzysztofem Janczarskim, którego teraz możemy oglądać w Klanie jako statecznego, aczkolwiek nieco zwariowanego biznesmena.
Teraz z kolei rano powtarzają Noce i dnie, lubiłam zawsze ten film, a moje serce zawsze żywiej biło  dla odtwórcy Bogumiła Niechcica, dla  Jerzego  Bińczyckiego.
To był taki ciepły mężczyzna, tak właśnie wyobrażałam sobie kiedyś swojego męża, los chciał inaczej.
Pamiętam, że dawno, dawno temu, gdy byłam jeszcze piękna i młoda (teraz jestem tylko piękna ha ha), wracałam autobusem z pracy do domu, nagle tuż obok mojego siedzenia stanął wysoki, postawny mężczyzna, ubrany w kożuch (to była zima), akurat bardzo typem odpowiadający właśnie Bogumiłowi Niechcicowi. Poczułam, jak otula mnie niesamowite ciepło, które od niego do mnie płynęło, ten prąd pozytywnej energii aż mnie poraził, nie mogłam oddychać z wrażenia, ani spojrzeć w jego wpatrzone we mnie oczy. W pewnym momencie autobus zbliżał się już do przystanku, na którym miałam wysiąść, więc wstałam i chwyciłam się poręczy, a wtedy jego ręka bardzo delikatnie nakryła moją rękę, Boże co to było za wspaniałe uczucie, ciepła, błogości, bezpieczeństwa……. tego wszystkiego, czego akurat wtedy potrzebowałam.
Tak bardzo żałowałam, że muszę już wysiąść, widziałam jeszcze, jak On odprowadził mnie wzrokiem do drzwi autobusu i potem jak spoglądał, gdy ja już byłam na chodniku, niestety autobus pojechał dalej…… I tak sobie pomyślałam, że może właśnie wtedy przegapiłam jakiś bardzo ważny moment w moim życiu, może On mnie pozostawił jakaś decyzję, która powinnam była wtedy podjąć? Cóż, to już było, nic już nie zmienię, ale w pamięci mojej zawsze pozostanie ten wspaniały, ciepły i miękki dotyk Jego dłoni…….
Rozmarzyłam się troszkę, ale co innego mi pozostało, skoro na polu chłód i śnieg a w sercu……….a w sercu tylko styczeń.
Ale to dobrze, że w człowieku drzemią jakieś wspomnienia, marzenia, bez tego nasze życie, nasz świat (zwłaszcza ostatnimi czasy) wyglądałby bardzo smutno.

W tej chwili znów słonko zawitało do naszego parku, to i dobrze, bo coś pesymistyczne myśli osiadły ostatnio na moich ramionach i muszę się z tego jakoś otrząsnąć, by do tej wiosny szczęśliwie dotrwać. Niestety zima jest dla mnie zawsze ciężka i psycho – niepozytywna. Na wiosnę, gdy przyroda się budzi do życia i moje ciało i mój umysł też do życia się zbierają. Ale na to jeszcze troszkę muszę poczekać
Joz wyobrażam siebie na pięknym, nowym tarasie Magdy w Modlnicy z filiżanką pysznej, gorącej kawy. Teraz nawet kawa jest taka zimowa……

Życzę wszystkim przyjemnego dnia.    

Ż