DZIEŃ DZIECKA

Każdy z nas przez całe swoje życie niesie w sobie tą malutką cząstkę dziecka.
Nawet jeżeli z czasem człowiek staje się nieco zgorzkniały, ta malutka drobina szczęścia i radości z tamtych dziecinnych lat w nas pozostaje i bardzo chętnie do nich naszą pamięcią wracamy I co jest ciekawe, im człowiek jest starszy, tym bardziej chętnie wspomina tamte cudowne lata, które powodują, że uśmiech znów zakwita na jego ustach, oczy promienieją, ale równocześnie nieco wilgotnieją ze wzruszenia.
Bo czy mogą być przyjemniejsze wspomnienia niż te, gdy była koło nas Najukochańsza nasza Mama, gdy był czasami srogi, ale jakże Kochany Tata, gdy było rozrabiające z nami Rodzeństwo?
Zamykam na moment oczy i znów widzę nasza wspaniałą podróż autem w nieznane, jakieś jezioro na Mazurach, restauracja, gdzie jedliśmy prawdziwe raki, a potem już tylko morze, plaża, grajdołek…….. i mnóstwo chrupiących bułeczek, które mój Tata w piekarni rano kupował, a Mama robił z nich kanapki na plażę, aby nie trzeba było schodzić z niej aż do późnego popołudnia. A wieczorem te piękne spacery promenadą z Rodzicami, Rodzeństwem, bardzo często jeszcze z Ciocią Danka i jej córkami, czy z Wujkiem Zbyszkiem i jego synami…pamiętam, jak raz na plaży jego syn Witek gdzieś się zapodział nam na plaży i wszyscy go szukali, a on po prostu pomylił grajdołki i się zgubił, szukając nas oddalał się coraz dalej, ku przerażeniu szukającej go rodziny, kręcącej w swoich głowach coraz bardziej tragiczne scenariusze, na szczęście wszystko pomyślnie się skończyło. Zresztą wiele lat później historia się powtórzyła i na plaży, wśród koców i koszy do opalania zawieruszył się nasz mały Maciuś, na szczęście też się odnalazł.
Dosyć często zresztą na plażach przez głośniki ogłaszane były komunikaty o zagubieniu się jakiegoś malucha, przecież wszystkie koce, wszystkie grajdołki, wszystkie kosze do opalania dla maluchów zawsze wydają się być takie same.
Ech Jastarnia, czasami były to tez Międzyzdroje, czy Sopot, ach, te rodzinne wakacje………
Jeszcze na moment powrócę w myślach to tych sławetnych grajdołków, co to właściwie było ???
To był kawałek placu na plaży, z jednej strony okopany wałem zrobionym z piasku, na którym układało się koc, a wałek służył za podpórkę dla głowy i ochronę przed wiatrem, zresztą tam wbijało się kolorowe parawany (wiatrochłony) i można było spokojnie wtedy się opalać.
Taki własny grajdołek robiło się zaraz po przyjeździe do np. Jastarni, najwyżej codziennie na nowo usypywało się nieco już rozwiany wałek ochronny i….. przeganiało się niego nieproszonych gości, którzy w łatwy sposób chciały zająć nasz teren. Wtedy grzecznie się podchodziło i mówiło: przepraszam, ale to nasz grajdołek i na ogół intruz bez żadnych awantur nasz teren opuszczał a my znów w nim mogliśmy sobie „królować” aż do wieczora.
Swoją drogą, jakoś nie pamiętam, żeby wtedy w lecie jakieś długie dnie niepogody panowały, owszem, przechodził deszcze, czasami nawet bywał burze, ale potem wszystkie dnie były pięknie słoneczne, a ponieważ wtedy w modzie było opalanie się na czekoladkę (nikt jakoś nie obawiał się raka skóry), nasze Mamy, Ciocie potrafiły godzinami cierpliwie poddawać się słonecznym kąpielom, przez co po przyjeździe już w rodzinne strony wzbudzały zazdrość tej nieopalonej części kobiet.
Dopiero wiele lat później lekarze zaczęli ostrzegać przed nadmiernym nasłonecznianiem, powodującym wiele bardzo groźnych dla zdrowia komplikacji. Wtedy wprowadzono kremy z filtrami działającymi na UV, a wcześniej smarowało się tylko olejkiem do opalania, ewentualnie masłem koksowym, bywało, że niektóre panie żądne ciemnego brązu na skórze smarowały się przed opalaniem ropą, czy naftą.
W każdym bądź razie po takim co najmniej dwutygodniowym, a często i dłuższym pobycie nad morzem rzeczywiście można było zaimponować w towarzystwie wspaniałą czekoladową opalenizną.
Proszę, jak to moda potrafi się w czasie zmieniać: w wieku XIX o na początku XX kobiecie nie wypadało na plaży wystawiać ciała, a nawet twarzy do słońca, chowały się wtedy pod falbankami długich sukienek (chyba musiało im być w tych ubiorach szalenie gorąco??) , a twarze osłaniały parasolkami, potem przyszła pora na stopniowe obnażanie przed słońcem różnych części ciała, ba, nawet przyszły czasy, gdy powstawały plaże dla nudystów, na której przebywali całkiem nadzy plażowicze, teraz znów okazało się, że opalanie nie tyle nie jest w modzie, co jest po prostu niezdrowe i raczej mało osób leży jak ongiś plackiem na słońcu, lepsze i zdrowsze zdecydowanie jest poruszanie się po plaży, spacery, kąpiele w morzu czy w jeziorze, bo co prawda słońce też wtedy dobiera się do nasze skóry, ale robi to stopniowo i równomiernie, nie narażając skóry na całkowite poparzenia.
Miłe te dzisiejsze moje wspomnienia.
Ale przede mną też miły dzionek, spędzę go na działce na urodzinowej imprezce naszej Kochanej Zeldy.
Ale się będzie działo, wszak to pierwsze dopiero urodziny Naszego Kochanego Maleństwa…
Pogoda zapowiada się śliczna i cieplutka.
Zresztą podobnie było i wczoraj, przez tę nareszcie ciepłą i słoneczną pogodę mogła spędzić 3 godziny w parku, oczywiście w bardzo miłym towarzystwie VIP-a.
Wszystkim moim Kochanym Czytelniom w tym pięknym świątecznym, radosnym dniu życzę samych przyjemnych i wspaniałych g, pełnych słonka i wesołych uśmiechów, by jeszcze nadal mogli pamiętać i czuć te czasy, gdy sami beztroskimi dziećmi byli.