morza szum…..

… ptaków śpiew…….złota plaża pośród drzew,
wszystko to, w letnie dni, przypomina Ciebie mi,
przypomina Ciebie mi…… ULU 🙂

Ale morze ode mnie daleko, oj daleko…………….
Ale tuż za progiem, na szerokość mojej małej uliczki, mam swój azyl, mój ukochany Park Krakowski.
Właściwie to zastanawiam się, jak ja kiedyś bez tego parku mogła egzystować?
Co prawda tu koło mojego domu, w którym mieszkałam, był niewielki skwerek, ale umieszczony pomiędzy dwoma nitkami dosyć uczęszczanej ulicy, więc smród spalin tylko do mnie mógł dochodzić, gdy siadałam tam na moment na ławeczce. Żadna przyjemność.
Co najwyżej, ludzie wychodzili tam na poranny, albo nocny, krótki spacer z pieskiem, bo na dłuższe spacery już chodziło się na nieco oddalone już Błonia.
Kawałek dalej też miałam taki przyrodniczy azyl, z jednej strony Krakowskie Planty, a z drugiej wały Wiślane z pięknym widokiem na zakole Wisły, w której w nieco mętnej wodzie, przeglądał się królewski zamek – Wawel.
A pomyśleć, że kiedyś to było znane krakowskie miejsce rekreacji, z piękną, piaszczystą plażą i przystosowanym dla ludzi kąpieliskiem.
Ale to już dosyć odległe czasy, teraz Bulwary Wisły są miejscem spacerów, chociaż czasami w letnie dni widać ludzi rozłożonych i odpoczywających na bulwarowej trawce.
Ale o kąpieli raczej w tej brudnej Wiśle, pełnej zresztą dziwnej „zawartości” przeróżnych śmieci , od papierów po ławki czy zardzewiałych jakichś niepotrzebnych metalowych części, nie ma co marzyć.
Nie wiem, ja można było pozwolić na taką dewastację tej podobno Królowej Polskich Rzek. Co jakiś czas co prawda starają się oczyścić rzekę z tych śmieci, ale i tak niestety nigdy nie wrócimy już do tych czasów, gdy pobyt nad Wisłą kojarzył się z miłym plażowaniem .
Krakowskie Planty były zawsze miłym spacerowym deptakiem dla Krakowian. Utworzone zostały one wzdłuż byłych murów Krakowa, oplatających miasto, bogate są w piękne, stare drzewa, kwiaty, które na rabatach są sadzane, jest tam tez kilka urokliwych mostków nad utworzonymi małymi stawkami, po których pływają dzikie kaczki.
Kiedyś pływały tam też łabędzie, niestety zostały one przez wandali wyniszczone.
Zamykam oczy i widzę oczami wyobraźni te zadbane alejki, po których kroczyły dostojne damy w pięknych, długich , szeleszczących sukniach, w obowiązkowym kapeluszem na głowie i z parasolką przeciwsłoneczną w ręce, a obok, za ramię owe damy prowadzone były przez bardzo eleganckich panów w surdutach, z melonikiem na głowie.
Teraz po Plantach już się nie spaceruje jak ongiś dostojnym krokiem, teraz co najwyżej po nich się przechodzi, na ogół biegiem, gdzieś się spiesząc, czasami siada się na mały odpoczynek na ławce, ale nie ma już tego wspaniałego uroku minionych lat………..
Wspominałam jeszcze o Krakowskich Błoniach, jako o wielkim rekreacyjnym, ulubionym miejscem spacerów, szczególnie właścicieli psów, bo tam można puścić bez smyczy swojego pupila, aby sobie z innymi pieskami pobiegał.
Ongiś to było jedno duże pastwisko, pamiętam jeszcze czasy gdy wypasano tam krowy, z czasem wypasu bydła na Błoniach zabroniono, a miejsce to starano się przerobić w rekreacyjną łąkę, do biegania dla dzieci i dorosłych ( i oczywiście psów).
Wszystkie większe imprezy w Krakowie na ogół odbywały się i nadal odbywają się właśnie na Krakowskich Błoniach, jednymi z chyba najważniejszych, najbardziej dla Krakowian (i nie tylko) zapamiętanych były 3 Msze św prowadzona przez Ojca Św Jana Pawła II.
Również po śmierci Ojca św Jana Pawła II na Krakowskich Błoniach zebrały się tłumy ludzi, aby tam wspólną modlitwą i wspólnymi wspominkami pożegnać tego Wielkiego i ważnego dla nas Polaka.
No i oczywiście jest kilka Parków w Krakowie, jednym z ważniejszych jest Park Jordana, dosyć pięknie rozwinięty, z wieloma miejscami odpoczynku i placami zabaw dla dzieci, bo zresztą takie było założenie dr. Henryka Jordana, aby utworzyć takie miejsca dla dzieci, aby mogły tam spędzać sporo czasu na zabawach, grach i innych dziecinnych radościach. I tak zostało po dzień dzisiejszym, każdego roku Władze Miasta dbają o to, by czas zabaw dzieci był bardzo urozmaicony, tworząc coraz to inne sportowo- zabawowe miejsca dla Krakowian właśnie w Parku Jordana.
Kiedyś też było to ulubione miejsce wybiegowe dla piesków, teraz psy można wyprowadzać w Parku Jordana tylko na smyczy, przeznaczają tym Park jako miejsce wypoczynkowe tylko dla dzieci i dorosłych.
I bardzo słusznie, psy mają przecież swoją łąkę do biegania na pobliskich Błoniach.
O moim Ukochanym Parku Krakowskim, zresztą nazwany imieniem znanego kompozytora i piosenkarza, silnie związanego z Krakowem, Marka Grechuty, nie muszę chyba wspominać, bo już wielokrotnie o tym Parku pisałam.
Cieszę się ze został on pięknie odrestaurowany, dostał nowe alejki, posadzono wiele nowych krzewów, sporo kwiatów i miło tam czas spędzać można, chociaż według mnie, przydałaby się tam mała, urocza kawiarenka, z niewielkim tarasem, na którym można byłoby zjeść lody, czy wypić dobrą kawę. Są co prawda rozłożone wózki z kawą i wózki z lodami, ale to jednak to nie to samo, nie czuć tej wspaniałej kawiarniano – parkowej atmosfery.
Ale i tak naprawdę wiele dobrego dla tego Parku uczyniono i bardzo o niego dbają, chyba przez monitoring nie jest on na szczęście dewastowany.
I pomyśleć, że to już minął rok od czasu jego uroczystego otwarcia……..

I właśnie wczoraj też spędziłam popołudniowe godziny w moim Parku, siedząc na ławeczce, przeglądając gazetkę, albo śledząc Facebooka na moim telefonie, a także łapiąc Pokemony które ostatnio do Parku jakoś chętnie powróciły.
Znalazłam sobie miłą ławeczkę w cieniu, blisko Pokemonowych wieżyczek, tak, że mogłam nie tylko te Pokemony łapać, ale także o nabijać sobie potrzebne do gry kulki. Tym razem byłam mądrzejsza, bo zaopatrzyłam się w wodę mineralną, tak więc byłam też i odpowiednio nawodniona.
Może tylko brakowało mi tej kawy ( i lodów) do szczęścia, ale jakoś bez tych „frykasów” jakoś się obeszłam.
Taki Park to jednak fajna sprawa, ale na dzisiaj zapowiadają jakieś apogeum upałów, temperatura w Krakowie ma osiągnąć 35 stopni, a odczuwalna ma być nawet w okolicy 50 stopni, tak więc dzisiaj raczej do mojego Parku się nie wybiorę, będę chwilę odpoczywała na balkonie, z którego przecież łatwo przed ukropem uciec.
Pewnie będzie mi tego morza brakowała, ale zawsze pozostaje mi schłodzenia ciała pod zimnym tuszem w łazience.

Wstałam dzisiaj przed czwartą rano, chyba przez tę pogodę spać nie mogę, wyszłam na balkon, cisza wszędzie, spokój i takie miłe. poranne powietrze….. aż od razu zachciało mi się poranna kawkę wypić i rozpocząć miło sobotę, zanim ten upał znów nas dopadnie……..
Dlatego ten wpis tak wyjątkowo wcześnie dzisiaj zamieszczam, życząc samych przyjemności na ten następny upalny dzień.

A jednak trochę szkoda, że nie mogę być dzisiaj nad morzem…….