a ja myślami wciąż jestem w Modlnicy?

,
Bardzo dobrze mi tam było, słonko, kawka na tarasie, pyszne jedzonko, nic robić nie kazali….
Jedynym moim zajęciem było obfotografowanie wszystkich roślinek, które w grodzie Magdy zakwitły i…zabawa z Abrą i z Czakusiem.
Nie można powiedzieć żeby to były nieprzyjemne zajęcia.
Ogród Magdy wygląda cudownie, te wspaniałe wzgórze róż, te krzaczki pełne wdzięcznych różnokolorowych królowej kwiatów i wspaniały, lekki wiaterek, który troszkę orzeźwiał gorąca pogodę.
O pieskach nie wspomnę, bo to naprawdę super przyjazne zwierzątka, zwłaszcza ta cudownie przymilająca się Abrusia, która jednak bardzo mnie polubiła.
Tak po prawdzie, to troszkę było mi wstyd, że w niczym specjalnym nie pomagałam Magdzie, ale Magda pilnowała swojego dobytku i wolała wszystko zrobić sama, żeby przez przypadek nikt jej w niczym nie przeszkodził, niczego nie zniszczył.
Jestem pełna podziwu dla Magdy, ale taki ogród jednak wymaga stałej opieki, a to trzeba trawkę podkosić, ogród cały podlać, a to chwast jakiś wywalić, no i w tej chwili jeszcze doszła plaga mszyc, które niestety niszczą, zjadają roślinki, a wcale tak łatwo ich nie można się pozbyć.
Tak to już jest, gdy się ma ogród, trzeba poświęcać mu całe mnóstwo pracy, a ja ….przyjechałam sobie tylko odpocząć i …podziwiać piękno natury.
I tak właśnie siedząc sobie na tarasie i popijając kawę wypominałam, gdy jeszcze dwa – trzy lata temu przede mną była tylko wizja otwartego pola, zielonej, czasami słońcem podpalonej trawy, a na horyzoncie majaczyły tylko odległe domy. Tak jak na sławetnym „Rejsie”, nic się nie działo, krówka w oddali, trawa, piesek szczeka, wóz drogę przejeżdża.
A teraz to całkiem co innego, przynajmniej siedząc w ogrodzie ma oko na czym spocząć, ma dusza czym się radować.
Ale trzeba było wsadzić w taki ogród sporo pracy, żeby powstało takie cudo, w którego towarzystwie człowiek naprawdę odpoczywa i ma poczucie, że jest szczęśliwy.
Zresztą krajobraz Modlnicy, przynajmniej w tym rejonie, bardzo się zmienił.
Pamiętam, gdy jakieś 20 lat temu, po raz pierwszy przyjechałam na tę działkę z moją siostrą i z moim szwagrem, nic na niej nie było prócz trawy i kilku owocowych drzewek, głównie śliw i gruszek. W jej okolicy też nic się nie działo, ot puste działki, które dopiero później stopniowo miały być sprzedawane, żadnego domu w sąsiedztwie, puste pola. Pierwszą działkę kupiła tam własnie wtedy moja siostra, postawiła tam altankę, w której popijaliśmy kawę przywiezioną zw termosach z Krakowa (jeszcze na działce nie było mediów, ani elektryki, ani gazu), potem stanęła tam przyczepa szwagra, z butlą gazową, można było już nawet coś sobie upichcić. Szwagrowi tak bardzo spodobał się ten teren, że nawet na czas budowy domu na terenie działki zamieszkał w tej przyczepie, aby mieć baczenie na pracujących budowlańców, dopiero na zimę znów do Krakowa powrócił.
Potem na teren działki, oddalonej mniej więcej o dwa pola dalej, wprowadził się sąsiad Adam, pamiętam wieczory w altance, gdy moja siostra, mój szwagier i sąsiad z żoną snuli marzenia o swoich nowo powstających domach.
A czas płynął, powstał dom mojej siostry i dom sąsiada, a potem w kolejności nieopodal domu mojej siostry swój dom wybudował sobie Maciek, a potem Magda. I jeszcze wtedy nic specjalnego na ulicy Ulubionej się nie działo. Dopiero później stopniowo zaczynała się ona zabudowywać.
A skąd taka nazwa ulicy? Gdy wójt gminy Wielka Wieś, pod którą Modlnica podlega, postanowił nadawać nazwy ulicom w rejonie gminy, zwrócił się do mojej siostry, jako tej, która pierwsza zamieszkała przy tej ulicy, z propozycją nadania ulicy nazwa i wtedy po krótkim namyśle Ania zadecydowała” niech uliczka nazywa się Ulubiona”, bo własnie w tym miejscu siostra poczuła się szczęśliwa po przeprowadzce z Krakowa.
I tak nazwa uliczki Ulubiona pozostała do dzisiaj.

Była to mała, niepokaźna uliczka, ot taka wsiowa, z wybojami, a często woda po niej spływała…….
Ale pomału zaczynały powstawać tam nowe budynki, a na jej końcu wybudowano nawet całe osiedle domków jednorodzinnych, odgrodzonych od pozostałych domów ogrodzeniem.
Tym czasem uliczka Ulubiona z małej wsiowej dróżki zaczęła przeradzać się w prawdziwą ulicę, została utwardzona, tak, że auta już łatwo nią przejeżdżać mogły, została zelektryfikowana, no przede wszystkim powstało wiele pięknych domków jednorodzinnych, z bardzo zadbanymi ogródkami, z dywanowmi trawnikami, z krzewami i drzewami i pięknymi kwiatami.
W niedzielę poszłam z Magdą na spacer tą uliczką i nie poznawałam, jak bardzo się wszystko tam zmieniło.
Jest tam jeszcze kilka działek do sprzedania, szczególnie spodobała mi się jedna, olbrzymia, ciągnąca się od Ulubionej aż po następną uliczkę, ale tam piękny dom z basenem i ze wspaniałym ogrodem można by było wybudować. Rozmarzyłam się trochę…. gdybym tak wygrała w Lotka, ani minuty bym się nie zastanawiała.
Cóż, pomarzyć nikt, ani nic mi nie przeszkodzi, tylko……….gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi na pewno o pieniądze !!!!!!!!!
No cóż, musiałam wczoraj jednak do Krakowa powrócić i pozostało mi tylko cieszenie się obecnością mojego parku koło mojego domu. Dobrze, że przynajmniej taką namiastkę mam niedaleko domu.

Te upały mnie wykończą. Niestety robię wielki błąd i stanowczo za mało piję wody mineralnej,w taki czas kanikuły powinno się wypić około 3 litry wody dziennie, a to dla mnie stanowczo za dużo.
Niestety złe skutki tej mojej niechęci do picia odczułam wczoraj, straszne skurcze najpierw wyłamywały mi palce u rąk, a potem kurcze przeniosły się na nogi, – od stóp aż po biodra, nie mogłam przez to spać, mimo, że łykałam i magnez i potas, zasnęłam dopiero po 3 w nocy, bo co wcześniej zasnęłam, budził mnie nowy skurcz.
A poza tym, mimo, że moje mieszkanie, przez obecność w pobliżu Parku, nie należy do tych łatwo nagrzewających się było w nim wczoraj okropnie duszno.
O taką gorącą, tropikalną aurę co najmniej na najbliższy tydzień chyba i jeszcze co najmniej pół następnego zapowiadają.
I jak tu żyć, panie premierze?????
Ale i tak życzę Wszystkim miłego przetrwania tych niesamowicie gorących dni, najważniejsze jest nie załamywać się i jakoś z niektórymi przeciwnościami życia jednak się pogodzić.

MIŁEGO WTORKU