sielskie widoki

Takie sielskie widoki spotkać można w moim Parku.
Nawet ja widać, kapliczka niczym na wsi stoi sobie pośród zielonej łączki.
Co raz bardziej zauroczona jestem tym moim Parkiem.
Pisałam niedawno, że to od mojego Taty nauczyłam się z ciekawością patrzeć na całą przyrodę, która nas otacza, na jej piękno, na jej czasami wprost niesamowite i zadziwiające eksponaty.
Przykład ? proszę bardzo.
Lubię obserwować drzewa w parku każdy z nich ma inny wygląd, inną posturę, inne kształty, ale każde tak dumnie w niebo spogląda i listki do słonka swoje wysuwa..
Ale wczoraj zaskoczyły mnie narośla, które na tych drzewach się znajdują, niby nic w tym dziwnego, ot takie różnokształtne, powyginane konary, ale jedno z nich szczególnie mnie zaciekawiło i musiałam koniecznie zdjęcie mu zrobić
Sami popatrzcie: Niby zwyczajny pień drzewa, a jednak……

To drzewo wygląda tak, jakby było norą dla jakiegoś zamieszkałego tam zwierzęcia, dzika, czy może niedźwiedzia…….
Wyraźnie widać wydłużony pysk, zakończony czarnym nosem, małe przysłonięte nieco oczy i otwartą, ziejącą paszczę, z której wysuwają się białe zęby. Naprawdę stanowi to wręcz niesamowity wygląd, musiałam to uwiecznić.
Niepojętna jest ta przyroda, uczy nas patrzeć na świat zupełnie z innej, tej niematerialnej strony, uczy cieszyć się tym, co nas otacza, pozwala doznawać nam takie uczucia, które utożsamiają nas naturą, której częścią przecież jesteśmy.
Często lubię spoglądać w niebo, spowite niewielkimi obłokami. One też nie raz przybierają niesamowite kształty zwierząt, potem rozpływają się i nagle ich wygląd przybiera nowe, również ciekawe kształty.
Czy jestem marzycielką?
Może trochę, ale takie odbicie przyrody w kształtach chmur, czy drzew działa na mnie bardzo kojąco.
Zapominam wtedy chociaż na chwilę, że istnieje zło, kłamstwo, brutalność życia i czuję, że warto żyć, warto być, warto cieszyć się nawet pozornie mało znaczącymi znakami naszej przyrody.
I wtedy po prostu czuję się taka szczęśliwa, że chciałabym cały ten świat do siebie przytulić.
I właśnie wczoraj przytulałam cały świat, spędzając w Parku ponad trzy godziny.
Oczywiście przez pewien czas towarzyszył mi uroczy VIP, ale gdy już sobie poszedł, pozostałam jeszcze troszkę w Parku sama, a tą fajną letnią wyprawę zakończyłam sobie porcją pysznych orzeźwiających lodów grejpfrutowych i z poczuciem dobrze spędzonego popołudnia powróciłam w domowe pielesze.
Dzisiaj w Krakowie zdecydowanie chłodniejsza pogoda, tylko nie całe 20 stopni, czyli temperatura doskonała właśnie na miłe spacery.
No to włączam zaraz mój krokomierz zamieszczony w moim iPhonie (mierzy ilość przebytej trasy w kilometrach i w krokach, które zrobiłam podczas wędrówki) i ruszam w świat.
Może znów coś ciekawego dojrzę i uwiecznię na zdjęciu???

Bardzo miłego piątku życzę