Pąsowa róża dla mojej Aneczki


Ta róża dla Ciebie moja Kochana Siostrzyczko, pąsowa, pełna mojej miłości.
To nieprawda, że czas leczy rany, są takie rany, które nigdy się nie zabliźnią, zawsze łzami krwawić będą…..
Dzisiaj mija już 10 lat, gdy Ciebie nie ma z nami, 10 długich lat, przez które tyle różnych rzeczy się działo, ale zawsze mam odczucie, że Ty tam z nieba wysokiego w nich uczestniczyłaś i kierowałaś sprawami tak, by zawsze na dobre rozwiązanie natrafić.
Chociażby sprawa mojego mieszkania, to Ty jeszcze za życia zadecydowałaś, żeby w nim zamieszkała po Twojej przeprowadzce do Modlnicy Monika z Rodziną, abym nie czuła się w nim samotna, opuszczona.
Ale życie różne rozwiązania przynosi, rodzina Moniki się rozrastała, coraz trudniej żyło nam się w nim razem, pewnie tam w niebie myślałaś, jak ulżyć swojej siostrze i stąd ta myśl o mojej przeprowadzce powstała, teraz jestem co prawda sama w mieszkaniu, ale jest mi w nim bardzo dobrze, jestem szczęśliwa, o czym tyle razy już Ci wspominałam, uśmiechając się do Twojego zdjęcia – portretu, który wisi u mnie na ścianie. I patrząc na Ciebie wiedziałam, że Ty mnie rozumiesz, że jestem naprawdę szczęśliwa, chociaż wolałabym mieć Ciebie koło siebie, nawet nie na co dzień,ale chociaż jak wtedy, gdy mieszkałaś już w Modlnicy, ale przecież spotykałyśmy się na Żabińcu, codziennie telefonowałyśmy do siebie, odwiedzałam Ciebie często w Twoim nowym domu……..byłaś, zawsze byłaś koło mnie i teraz też czuję Twoją obecność, chociaż nie mogę Cię zobaczyć, nie mogę do Ciebie się przytulić…….

10 lat temu, 10 czerwca też wstał piękny słoneczny dzień, jak ten letni, dzisiejszy, , a Ty leżałaś na Oddziele Intensywnej Kardiologicznej Opieki w Szpitalu Narutowicza.
Byłam wtedy w pracy na Żabińcu, na chwilę wyszłam na plac przed przychodnią i ze zgrozą widziałam nadciągające ciemne chmury, w pewnym momencie zrobiło się wręcz czarno i błyskawice przebiegły przez ten burzowy firmament, robiło się coraz groźniej,wiedziałam, miałam przeczucie, że coś niedobrego się stanie……. i wtedy przyszła ta straszna wiadomość ze szpitala, że właśnie odeszłaś….
Pożegnałaś się z nami błyskami i odgłosami burzy, ale odeszłaś cichutko, samotnie, na szpitalnym łóżku.
Ale ciągle nam Wszystkim, nie tylko mnie, Ciebie bardzo brakuje Aneczko.

Smutny ten mój dzisiejszy blog, ale ten dzień tak właśnie mnie nastraja.
Teraz jeszcze jestem w Modlnicy, bo dopiero na popołudnie do pracy jadę. Ale jeszcze przed pracą pójdziemy z Magdą na grób Ani, zapalimy świeczki, odmówimy modlitwę i………potem pozostanie mi na rozmyślaniach, nad wspomnieniami, te pozostaną nie tylko zresztą na dzisiaj, pozostaną we mnie na dłużej, na zawsze.

Za mną bardzo miłe niedzielne, rodzinnie i towarzysko spędzone popołudnie.
A co nowy tydzień nam przyniesie???
Wszystkiego dobrego na dzisiaj i na cały tydzień

niedziela godzina 10.20……

Najwyższa pora coś mądrego napisać.
Ale o czym ciekawym można w całkiem leniwą niedzielę pisać?
Od wczorajszego południa jestem w Modlnicy , gdzie bardzo miło czas na tarasie spędzam, pośród przepięknych róż w towarzystwie bardzo sympatycznej suni Abry, która tak mnie pokochała, że gdy Magda z Jackiem i z Jasiem sobie na chwilę pojechali z rodzinną wizytą, Abra nie opuszczała mnie nawet na moment, nawet do toalety za mną biegała.
Trochę pobawiłyśmy się jej ulubioną zabaweczką – krokodylkiem, trochę sobie podrzemałam na tarasowej kanapie, pooglądałam oczywiście swój serial na laptopie, chociaż słoneczko skutecznie mi w tym przeszkadzało.
Ale faktem jest, że wspaniale się przynajmniej dotleniłam, wywaliłam ze swojego organizmu jednak wszystkie smogowe pozostałości, bo pogoda była wspaniała, cieplutka, dopiero pod wieczór lekki wiaterek się zerwał i nawet musiałam zarzucić lekki sweterek na ramiona.
Myślałam, że po takiej szokowej tlenowej, terapii będę spać jak niemowlę, tym czasem o trzeciej niestety sen odpłynął i trochę nocy zmitrężyłam na serialu.
Od rana jest bardzo słonecznie, aczkolwiek nieco chłodny wiaterek jednak nieco mnie orzeźwia

A jakie mam plany na dzisiaj? Wszystko zależy od miłych gospodarzy
Na pewno jednak będę myślami 10 lat wstecz, bo to był ostatni dzień życia mojej kochanej Siostry Ani, dzień później, 10 czerwca już musieliśmy się pożegnać.
Siedzę na tarasie i spoglądam na dom Ani i wydaje mi się, że za chwilę usłyszę Jej głos: Ewa, chodź na kawę.
Smutno mi………

Miłej niedzieli wszystkim życzę

witam w sobotę

Miłego dnia wszystkim życzę.
Zapowiada nam się gorąca sobota
A co ciekawego słychać?
Własnie przed chwilą przeczytałam artykuł w Gazecie Krakowskiej o zmianach, które maja nastąpić w ramach polskich ( nie tylko krakowskich) SOR-ów
Otóż teraz przychodząc do placówki SOR-u będziesz dostawał bilet z automatu i wtedy według nowego projektu, który wcale nie znaczy że się spełni w realu, będziesz poddany pierwszej wizycie medycznej przeprowadzonej przez ratownika i pielęgniarkę, którzy po krótkim wywiadzie chorobowym i po zbadaniu ciśnienia poddadzą cię tzw triażowi, czyli kolejności oczekiwania na wizytę lekarską.
Jeżeli dostaniesz czerwoną oznakę, znaczy, że będziesz przyjęta natychmiast inne kolory ( z wyjątkiem czarnego, ale nikt z taką opaską na własnych nogach raczej nie przyjdzie do szpitala) będą kolejno przyjmowani np pomarańczowi po ok 10 minutach oczekiwania, żółci będą czekać najwyżej do godziny, a pozostali będą co jakiś czas sprawdzani, czy nie zmieniła się kwalifikacja triażu i czy nadal mogą oczekiwać na swoja wizytę, czy będą musieli jednak by c przyjęci nieco wcześniej.
Może i zamysł tej reformy nie jest zły, może zmniejszy się umieralność chorych oczekujących na radę lekarska na SORZ-e tylko coś wydaje mi się, że może to wprowadzić jeszcze większy bałagan niż dotychczas, wszystko zależy od wprawnej organizacji szpitalnej.
Sama pamiętam czas mojego oczekiwania na Sorz-e około 10 godzin, zanim na łóżku szpitalnym wylądowałam, już kilka razy miałam ochotę stamtąd po prostu uciekać, a co mają powiedzieć naprawdę bardzo cierpiący, oczekujący w skandalicznych warunkach na twardym krzesełku chorzy, którym tylko pozycja leżąca jest najodpowiedniejsza do ulgi w cierpieniu? Często tacy chory nie dostają nawet żadnych środków przeciwbólowych i takie oczekiwanie dla nich jest prawdziwym koszmarem.
Akurat ja wtedy cierpłam na inne, mniej dokuczliwe dolegliwości, które jakoś dzielnie znosiłam, ale też pod wieczór miałam już dosyć oczekiwania.
Zawsze ze służbą zdrowia były kłopoty, ale to, co ostatnio w niej się dzieje przechodzi już ludzkie oczekiwania, ludzką cierpliwość.
I najwyższa pora, by ktoś rzeczywiście solennie za to się zabrał, bo takich szpitali jak ten w w Leśnej Górze z serialu Na dobre i na złe praktycznie nie istnieje.
Co prawda można spotkać się w szpitalu z empatią lekarzy czy pielęgniarek, ale nie wyobrażam sobie, żeby na przykład lekarz pracujący w szpitalu szukał chorego, który uciekł ze szpitala, w jego domu i namawiał go do dalszego leczenia.
Taka fikcja tylko w serialach być może.

A jak przebiegać będzie mój weekend?
Wybieram się dzisiaj do Modlnicy, gdzie spędzę dwa piękne dni na tarasie pośród pięknych róż, pogodę zapowiadają co prawda czasami burzową, ale tylko przelotnie.
A jutro na pewno pójdę na cmentarz do mojej siostry, bo pojutrze, w poniedziałek mija już 10 lat od Jej śmierci.
Ponieważ w poniedziałek pracuję, przenoszę tę wizytę na dzień jutrzejszy.
Smutno mi będzie, bo te 10 lat tak szybko przeminęło i ciągle Jej tak bardzo mi brak…..
A może za 10 lat ktoś z mojej rodziny mnie tak będzie wspominał, kto wie?
Lepiej źle nie myśleć……..ale wszystko zdarzyć się może…..

Życzę jednak dobrego dnia, dobrej pogody i fajnego dzionka.

i znowu weekend

Z przerażeniem patrzę, jak te dnie szybciutko uciekają.
Dopiero co był weekend, dopiero co byłam a Zeldusiowym Kinder Balu na działkach,, a tu znów nowe weekend nastąpił.
To znaczy dla niektórych zacznie się on dopiero popołudniu, ale spokojnie, pogody i słonka na dzisiaj na pewno nikomu nie zabraknie, zapowiadają tej ślicznej, letniej pogody nawet w nadmiarze o to nawet nie tylko na dzisiaj, nie tylko na bieżący cały weekend, ale i na następny tydzień, który może być dla niektórych bardzo ciężki, gdy temperatura przekroczy ponad 30 stopni.
Taka kapryśna pogoda związana jest oczywiście z nienormalnym ociepleniem ziemi, za które niestety my jesteśmy odpowiedzialni.
Czytałam wczoraj, że podczas ostatniej wizyty Księcia Harryego we Włoszech był on wręcz oburzony, gdy podano mu wodę w….plastikowym kubku do picia. I o wcale nie chodziło o to, że poczuł się tym poniżony, że on, jakby nie było któryś tam w kolejce do angielskiego tronu, nie dostał napoju co najmniej w kryształowym pucharze, ale chodziło mu o to, że nie rozumiał tego, jak można być tak nieekologicznym, żeby nie uznać tego, jak bardzo taki kubek plastikowy, czy plastikowa butelka dużo czasu na całkowite niezniweczenie czasu potrzebuje.
Rozumie to człowiek światły mądry, jakim jest książę Harry, a niestety nie rozumie tego dyrekcja i personel hotelu, zupełnie lekceważąco podchodzący do otaczającego ich świata.
Pewnie i u nas w Polsce wciąż jest wiele osób, którzy tego problemu nie rozumieją, wystarczy popatrzeć, że mimo projektu wycofania plastikowych woreczków nadal zakupy są w nie pakowane.
Niestety nastawieni na ciągłą konsumpcję jesteśmy niereformowalni w problemie ochrony naszego środowiska.
Przed chwilą sprzątałam swoje mieszkanie i ze zgrozą popatrzyłam na swoje śmieci, ile w nich jest zupełnie nie potrzebnych większych mniejszych nylonowych worków i woreczków. Tak jakby nie można było do sprzedaży sprowadzić worków papierowych, które są przecież o wiele łatwiejsze do utylizacji.
Co prawda zrobiliśmy już pierwszy krok w postaci segregowania naszych śmieci, ale mam wątpliwości do tego, co rzeczywiście później z tym plastykiem, czy z butelkami robią.
Był projekt, że w miastach będą wprowadzane punkty z automatami butelkowymi, wrzucasz do automatu zużytą butelkę i za o dostajesz zwrot pieniędzy, co prawda groszowy, ale w ten sposób po pierwsze oszczędzamy środowisko, po drugie w jakiś sposób chronimy nasze finanse, odłożone pieniądze można zużyć na następne napoje, które już o te parę groszy będą jednak tańsze.
Tylko jest jedno ale………. powinno być wiele takich punktów rozłożonych na przykład na każdej ulicy, na przykład przy każdym większym sklepie, czy markecie, bo trudno przecież z jedną butelką po całym mieście latać i szukać stosownego miejsca do jej utylizacji.
Ciekawe, czy znajdzie się ktoś mądry, który taki problem potrafi rozwiązać?
Ostatnio wielkim problemem, który każdego z nas dotyka jest ogrzewanie. Co raz częściej mówi się o konieczności ucieczki od ogrzewania węglowego, niestety w Polsce wciąż dominująca jest grupa niereformowalnych polityków, którzy tego problemu nie dostrzegają Nie widzą tego, że takie ogrzewanie nie tylko szkodzi nam ludziom, ale także i naszym kieszeniom, bo z każdym rokiem wydobywania węgla robi się nierentowne, co raz droższe. Ale jednak część ludzi stawia już na ogrzewanie naturalne, co raz więcej ludzi czerpie energię z zakładanych panelu słonecznych, tylko wciąż zbyt nikła jest tego świadomość w społeczeństwie i pewnie potrzebne będzie konieczność zarządzania państwem przez ludzi nie zacofanych, jacy rządzą nami obecnie, nie tylko rozumiejących konieczność wprowadzenia takich zmian, ale znajdujących metody, aby te zmiany przeprowadzić.
Tylko jakoś mam wątpliwości, czy takie zmiany dokonywać się będą za mojego życia?
Więc czeka nas pewnie wiele jeszcze lat tkwienia we wszechobecnym miejskim smogu, wiele tak zagrożenia chorobami nowotworowym, o ekonomicznych kłopotach nie wspominając.
Już ze strachem myślę o następnym okresie grzewczym, bo wiem, ze ceny energii elektrycznej, wbrew zapewnieniom rządzących, bardzo w górę podskoczą Do tej pory w okresie grzewczym, a więc przez pół roku płaciłam ponad 450 z miesięcznie teraz nawet nie chcę sobie wyobrażać jak będzie wysoko ta suma się szacowała.
Ze zgrozą czekam na październik……..
Na szczęście jeszcze przed nami wciąż lato, czekają nas raczej ciepłe i pogodne dni, czego życzę wszystkim czytającym moje dzisiejsze pro ekologiczne wynurzenia
Miłego popołudnia ( bo znów chyba trochę z moim blogiem przysypałam) i fajnych weekendowych godzin życzę

gorący czwartek

Zapowiada nam się następny gorący dzionek
W Krakowie temperatura będzie jeszcze w miarę znośna,”tylko” gdzieś około 26 – 27 stopni Celsjusza, w innych rejonach Polski, zwłaszcza północnych, upał ma być bardziej nieznośny.
Ale to nie koniec tej fali tropikalnej pogody, prawdziwe upały, z ponad 32 stopniową temperaturą zapowiadają na następny tydzień.
Nic, tylko brać urlop i nie wychodzić z domu, zresztą tak przestrzegają, by starsze osoby (a ja do nich niestety już się zaliczam) bez specjalnej potrzeby nie opuszczały domów, czyli wędziły się we własnym sosie w domowych pieleszach.
O, nic z tego, ja się nie dam w czterech ścianach zamknąć i będę wychodziła i do pracy ( nie mam urlopu i na razie go mieć nie mogę) i do mojego parku, gdzie na pewno znajdę jakąś miłą, zacienioną ławeczkę.
No tak, było zimn, narzekaliśmy, teraz jest upał, też narzekamy, taka już nasza polska natura…
Ostatnio mam jakąś złą passę do psucia się urządzeń domowych.
Tym razem siadł mi laptop. Obawiam się, że mogła pójść płyta główna, bo laptop nie chce się włączyć, a to oznacza jedno, znów trochę grosza będę musiała z kieszeni wysupłać. Nic, tylko wydatki i wydatki.
Mam nadzieję, że da się jednak ten laptop naprawić, dobrze, że mam na Żabińcu taki zaufany punkt napraw, jakiś czas temu zresztą wymieniałam w nim dysk w moim laptopie i byłam z tej usługi bardzo zadowolona.
A po co mi laptop, skoro mam też duży komputer?
Oj, on jest bardzo mi potrzebny, gdy gdzieś wyjeżdżam, ale nie tylko, bowiem duży komputer mam dosyć daleko od łóżka, a ja zawsze lubię sobie do snu jakiś odcinek serialu Rodziny Zastępczej oglądnąć. Jak już pisałam, jest to dla mnie wspaniały usypiacz, nie tylko zresztą wieczorem, ale czasami, gdy w środku nocy się przebudzę i nie mogę znów zasnąć, włączam sobie na krótko filmik i znów sen błogo spływa na moje oczęta.
Takie mam przyzwyczajenia i już.
Wczoraj bardzo męczyłam się własnie z zaśnięciem, brakowało mi tego mojego laptopa (że też musiał akurat wieczorem się zepsuć), oglądałam co prawda przez chwilę mój serial na dużym komputerze, ale niestety oczy już nie te, z oddali obraz jest zamazany, co mnie tylko denerwowało, więc go wyłączyłam, w dodatku musiałam wstać, by wyłączyć diodę ekranu, która błyskała prosto w moje czy, a cała ta noc stała się dla mnie przez te moje laptopowe nerwy jednym koszmarem, zasnęłam dopiero po godzinie trzeciej w nocy.
I co gorsze takie nocne perypetie będą mnie czekały przez pewien czas, zanim naprawię (lub kupię nowy) laptop.
Powiecie mi pewnie, że to uzależnienie od laptopa i pewnie będziecie mieli rację, ale cóż, jeden lubi zasypiać, gdy jest wokoło całkiem ciemno i cicho, a ja lubię, gdy do snu ktoś do mnie gada, a tę zastępczą rodzinę wprost uwielbiam, pewnie dlatego, że czuję się trochę, jakbym do nich należała.
Pewnie nie każdy to zrozumie, ale w sumie ja bardzo własnie za takim rodzinnym ciepłem bardzo tęsknię, kiedyś go miałam całkiem realnie, teraz niestety tylko na ekranie mojego laptopa.
Tak więc dzisiaj zaniosę mojego laptopa do naprawy i mam nadzieję, że jedna uda mi się wskrzesić mojego „płaskiego przyjaciela” i w ciągu najbliższego tygodnia znów mój sen będzie w błogi sposób do mnie przychodzić.
Przynajmniej już wiem, na co wydam te swoją trzynastą emeryturę, chociaż…. mogą mi ją odebrać, bo podobno ma powstać specjalna komisja, kontrolująca, na co emeryt wydal tę trzynastą pensję, bo ona przez Jarka przecież dana była nie na jakieś zbytki, jak wódka, czy laptop, ale na chleb nasz powszedni i na lekarstwa. A jeżeli pieniądze te nie będą wydawane według odgórnej instrukcji, tylko marnotrawione, komisja będzie miała prawo je odebrać, mam rozumieć, taki lekkomyślny hulaka zostanie pozbawiony następnej emerytury. Zastanawia mnie tylko, w jaki sposób zamierzają sprawdzać wydatki emeryta, czy w sklepach powstanie specjalny (pisi) komitet sprawdzający zawartość emeryckiego koszyka z zakupami????
W tym szaleństwie jest metoda, w naszym dziwnym kraju, z dziwną demokracją, wszystko zdarzyć się wszak może…..
Ale póki mój laptop nie będzie już z powrotem czynny, postawię koło łóżka sobie radio, niech przynajmniej mi coś do snu gra, skoro nie może „migać”
Zresztą każdy ma jakieś swoje własne „radości z życia”, Ulka na przykład uwielbia kijki i morskie wyprawy, inny lubi pić wódkę, a ja……lubię oglądać sobie do snu swój ulubiony serial, a co nie wolno mi?
Jak to kiedyś mówiła moja Kochana Ciocia Irena? „jeden lubi grać na fortepianie, a drugi lubi, gdy mu nogi śmierdzą” :-).
Serdecznie pozdrawiam Ulkę, cieszę się, że już pomału zaczyna się pakować na swoją letnią, morską eskapadę, już życzę Jej cudownej pogody i wspaniałego towarzystwa.
A moim Kochanym Czytelnikom życzę milutkiego i cieplutkiego czwartku bez burz i innych zawirowań, czyli po prostu życzę fantastycznego dnia.

właśnie to, pięknej środy życzę Tobie Uleczko :-)

I taką piękną, słoneczną, letnia środa dzisiaj zapowiada się nam w całej Polsce
I chociaż od czasu do czasu chmurki przesłaniają słoneczko , ale ono i tak radośnie od samego świtu nam przygrzewa.
O tak własnie ma być, pogodnie, letnio i wesoło.
A takiej letniej aury nie można przykryć żadnymi politycznymi słowami, chociaż te po wczorajszej świątecznej aurze w Gdańsku aż samo pchają się one na usta, a raczej na moje palce.
Zaniecham, przemilczę po co psuć taki piękny dzień????
Właściwie nawet dosyć wysoka temperatura za oknem wcale na moja wenę twórczo nie działa.
A poza tym zauważyłam, że moi Czytelnicy wale nie lubią moich politycznych wynurzeń, no, może tylko nieliczni.
Więc pozostanę tylko na specjalnych letnich pozdrowieniach dla mojej Kochanej Uleczki, która zapewne już do letnich wojaży nad Bałtykiem się przygotowuje. Jak t dobrze, że ma Ona na tle siły i ma ta wspaniałe towarzystwo, które pozwala zapełnić miło ten letni czas.
Dla mnie wyprawa nad morze jest co najmniej niczym wyprawa na Biegun Północny, czyli bardzo jest daleka no i nie mam nikogo koło siebie, który byłby chętny mi tam potowarzyszyć.
Kiedyś, gdy byłam piękna i młoda (a kiedyś taka naprawdę byłam) samotnie nad takie morskie wyprawy się odważałam, ale to było tak dawno temu, że prawie, że nie pamiętam.
Ostatni raz byłam w Jastarni z Magda, z Jackiem, z małym Jasiem, byli też rodzice Jasia, a również wtedy w Jastarni była na wczasach moja netowa , niestety już nie żyjąca koleżanka Jola, sporo czasu już minęło od tamtych fajnych wakacji, Jasiek już jest przecież dorastającym młodzieńcem, a był jeszcze wtedy berbeciem w wózku.
Potem już nigdy więcej nad morzem nie byłam i…pewnie już nie będę, a szkoda, jednak morze, plaża, piasek to mój żywioł, to moje marzenie, to moje wspomnienia tamtych i wielu licznych innych wakacji spędzanych nad morzem z Rodzicami i z Rodzeństwem, ale o tym już wspomniałam całkiem niedawno w moim wpisie.
OH, zobaczyć raz jeszcze morze i…….. nie, umierać jeszcze wcale nie mam zamiaru, pozostają wspomnienia.
Człowiek właśnie w młodości, gdy tryska energią i radością życia powinien prowadzić życie bogate w podróże i związane z tym zwiedzanie ciekawych miejsc, by na starsze lata, gdy zdrowie już nie całkiem dopisuje i sił ( i mamony!!!) brak, miał co wspominać.
Życzę mojej Kochanej Uleczce i Wszystkim miłej pogodnej środy ze wspaniałymi perspektywami na niedługi już następujący letni wypad za miasto, na letni FUN
Niech żyją wakacje, niech żyje poole i las…….

PAMIĘTAMY – 4 CZERWCA 1989r

W wyniku wyborów czerwcowych Polska stała się pierwszym państwem tzw. bloku wschodniego,w którym przedstawiciele opozycji demokratycznej uzyskali realny wpływ na sprawowanie władzy. Wybory te są uznawane za moment przełomowy dla procesu przemian politycznych w Polsce,  zapoczątkowały zdecydowane przyspieszenie transformacji ustrojowej.
Tylko co nam z tamtych dni pozostało???
Wyzwoliliśmy się wtedy spod reżimu komunistycznego i gdy już wszystkim wydawało się, że Polska idzie w dobrą stronę (bo jednak zmiany dla Polski były korzystne ), popadliśmy w następny reżim Kaczystów.
Czy taki, jak dzień 4 czerwca 1989 roku może jeszcze w Polsce się powtórzyć ???????????
Czy bezprawie, buta, arogancja i kłamstwo ustąpią miejsca prawowitym rządom?????????
Dzisiaj przez moment oglądałam zaprzysiężenie nowych ministrów i wiecie co mnie najbardziej w tym ubodło? Mianowicie to, że na słowa swojej krzywo przysięgi (bo wiadomo, że będą robili to, co im Kaczyński każe i podpisując swoją nominację z tym się zgadzają) wzywali imienia Boga. Każdy z nich mówił : „tak mi dopomóż Bóg”, a moje nerwy rosły w tym momencie do granic wytrzymałości, musiałam tych krzywoprzysięzców wyłączyć, nie mogłam słuchać gdy imienia Boga, na którego tak chętnie wszyscy pisowcy się powołują, przyzywają nadaremnie.
Ci wszyscy niby „katolicy” nie przestrzegają II przykazania Bożego, które wyraźnie mówi: nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno.
Jeżeli już chcieli tę przysięgę uroczyście składać, powinni słowa tej przysięgi skończyć zdaniem ” tak mi dopomóż Jarosławie”- byłoby wtedy to bardziej wiarygodne dla tych, którzy ich poparli, bo reszta tych myślących Polaków, nie omamionych rozdawnictwem własnych pieniędzy wie, że ta dzisiejsza nominacja na nowych ministrów jest tylko blagą, ale zarazem obelgą dla Polaków, którzy przez następną „dobrą zmianę” skutecznie będą oszukiwani, a wszyscy ci nowi ministrowie przy korycie poszli tam tylko po to, by dobrze się obłowić, a nie po to, by cokolwiek dla Polaków dobrego zrobić. Bo oni nic nie będą mieli do gadania, będą i tak robili tylko to, co im każe Jarosław robić i będą udawać wspaniałomyślnych do czasu, gdy i ich buta z tytułu pełnionego „zaszczytu” nie ogarnie, potem przestaną się przejmować Polakami podobnie, jak czyni to wierchuszka Pisu.
A a’ propos poparcia w ostatnich wyborach : czytałam, że obserwatorzy zagraniczni mają dowody na fałszowanie tych wyborów przez grupę prawicową, nawet w granicach ponad 10 procent, co mogłoby oznaczać, że to jedna Koalicja zdecydowanie wygrała te wybory.
Tylko niestety wiemy, pod jakimi rządami są polskie Sądy i nikt nie odważy się podważyć wyników wyborów, ani tych, ani niestety następnych, czyli oznacza to, że mamy pozamiataną Polskę Pisem, tyko prawdziwy cud, ale nie podczas wyborów, tylko jakieś ogólne poruszenie mogłoby ten stan zmienić.
Pis czuje się pewny, bo ma władzę, ma sądy, teraz zmieni Konstytucję i potrzeba będzie pewnie następnych 40 lat, żeby odsunąć ich od władzy.
Niestety, bardzo ciemno widzę najbliższą przyszłość Polski, Pis zbyt wiele ma do stracenia, żeby następne wybory przegrać, więc tym bardziej będą popełniać różne oszustwa, byleby tylko przy korycie się utrzymać, bo dla nich to nie tylko strata finansowa, ale doskonale sobie zdają sprawę że po przegranej niestety będą odpowiadać przed Sądami za wszystkie swoje przekręty.
4 czerwca 1989 roku śpiewałam sobie:” teraz rządzi świata marność, lecz zwycięży Solidarność, zapanuje praworządność, spokój ład”, a jakie słowa mam teraz 4 czerwca 2019 roku wyśpiewać????
„Teraz rządzi pisia paka, ale przyjdzie pora taka, że w niesławie pokonani pójdą precz”
I ja w to wierzę, tak samo, jak wierzyłam w swoje słowa w 1989 roku, chociaż mało kto dawał szansę na to, żeby te słowa mogły się spełnić.
I to jest moje przesłanie na dzień dzisiejszy, 4 czerwca 2019 roku.
Niech będą dobrą przepowiednią.

a równy rok temu…..


czyli trzeciego czerwca 2018 roku przyszła na świat nasza Kochana Zeldunia.

Własnie takie Jej pierwsze zdjęcie otrzymałam od razu w tym dniu Jej narodzin i oczywiście szybciutko go zapisałam, a dzisiaj go tutaj przypominam.
Od tej pory na moim komputerze powstał folder zapisany słowem Zelda, gdzie można prześledzić całe Jej dotychczasowe życie, od pierwszych Jej godzin, aż po dzień gdy już jako radosna jednoroczna Księżniczka z apetytem zajadała swój urodzinowy tort.
A czas tak szybko płynie i pewno zanim się zorientujemy, Zelda pójdzie do pierwszej klasy, do pierwszej Komunii, będzie zdawała maturę, stanie na ślubnym kobiercu i sama potem zostanie szczęśliwą mamą tylko………. pewnie już zabraknie wtedy mnie, jako jej prywatnej reporterki.
Ale na pewno na dysku mojego komputera pozostanie ślad mojego reporterskiego śledzenia Jej pierwszych lat życia. pozostanie ten wpis na moim blogu……..
Wszystkiego najlepszego moja Kochana Księżniczko, bądź zawsze taka radosna i uśmiechnięta, jak w dniu Twoich pierwszych Urodzin, niech wszelkie przykrości życia omijają Cię z daleka, a wokoło Ciebie niech zawsze będą ludzie Ci, serdeczni, przyjaźni,, nigdy nie stający w opozycji do Ciebie, ale chętni pomocy i sami pomoc przyjmujący.
Niech Twoje życie będzie pogodne i słoneczne, takie samo, jaka jest słoneczna pierwsza rocznica Twoich Urodzin.
Kocham Cię bardzo moja Kruszynko i cieszę się, że jesteś, że mnie z Rodzicami odwiedzasz, raduje mnie każdy Twój uśmiech i ta słodka minka, gdy tak śmiesznie marszczysz nosek gdy się uśmiechasz.
Chciałabym przejść z Tobą przez całe Twoje życie, ale wiem, że to jest nie możliwe, dlatego cieszy mnie każde z Tobą spotkanie i mam nadzieję że jeszcze wiele takich przemiłych spotkań nas czeka.

Dzisiaj mamy nareszcie słoneczny, prawie letni poniedziałek.
Swoją drogą, jak szybko potrafi przejść ta przedziwna aura różne pory roku, dopiero co było chłodno i mokro, jak w jesieni, a tu nagle, po kilku dniach temperatura diametralnie zmieniła się, nawet nie na wiosenną, a od razu na letnią.
No i całe szczęście, bo przynajmniej swoje kostki nieco ogrzeję i pewnie mniej będą mi dokuczały, chociaż tak po prawdzie, wcale nie lubię temperatury powyżej 26- 28 stopni, a taka się nam na najbliższe dni zapowiada.
Wczorajsza niedziela też była bardzo cieplutka i milutka, tym bardziej, że odwiedziła mnie Wika, która przyjechała do Krakowa na parę dni ze swojej Uczelni na Śląsku, przyjechała wczoraj do mnie na motorze wraz ze swoim Tatą Maćkiem.
Jakie to miłe, że nie zapominają o swojej starej, poczciwej Ciotce, prawda?
Tak ogólnie mówiąc, jestem całkiem pozytywnie nastawiona na bieżący tydzień, staram się nie myśleć o rzeczach przykrych, szczególnie nie myśleć o polityce, która bardzo mnie denerwuje i wprowadza mnie w całkiem niepotrzebne mi stresy.
Życzę Wszystkim pełnego słonka i wesołych kolorowych kwiatów poniedziałku i takiego całego tygodnia.

Najpiękniejsza Księżniczka Świata

Zelda, nasza Kochana Rodzinna Księżniczka, jak na księżniczkę przystało, z prawdziwą klasą przyjmowała swoich licznych gości na swojej wczorajszej pierwszej w życiu urodzinowej imprezie.
Gości na piękną polankę, umieszczoną na działce na obrzeżach Krakowa, przybyło sporo i dorośli i dzieci, było bardzo kolorowo, bo piękne kolorowe bańki, małe, średnie i prawie wielkie puszczane ze specjalnej maszyny umieszczonej na drzewie wprost obejmowały wszystkich gości.
Było bardzo wesoło, co prawda w pewnym momencie deszczyk uparł się nam popsuć całą zabawę, ale humory tak wszystkim dopisywały, już nie wspomnę o pysznym jedzonku, a szczególnie dwóch tartach urodzinowych, truskawkowej i malinowej, które, jak widać na zdjęciu, Solenizantka bardzo wielkim smakiem pałaszowała, że nikt wczoraj nie marudził.
A czy mój prezent – mówiąca i śpiewająca lalka Solenizantce się spodobała? Prawdę powiedziawszy, w pierwszej kolejności owa lalka wpadła w ręce małej Helence, która usłyszawszy słowa wypowiedziane przez lalę „”Kocham Cię” wpadła w taką euforię, że już tej lalki oddać nie chciała i cały czas nią się bawiła , ba, nawet pięknie pomalowała buzię lali farbkami, ale gdy przyszło jej się rozstać z zabawkę, była bardzo zrozpaczona. Pewnie rodzice podobną lalkę Helence sprawić będą musieli, a na razie lalka powróciła w ręce jej prawowitej opiekunki – Zeldy.
Podsumowując wczorajszą imprezkę, była ona naprawdę wspaniała pod każdym względem a i Solenizantka zachowywała się co prawda czasami nieco wyniośle, ale w oczekiwaniu należytego jej szczególnie w tym dniu szacunku, cóż, raz jeszcze podkreślam, Księżniczka z krwi i kości.
Przyznam, ze to nieco dłuższe siedzenie na świeżym powietrzu nieco mnie oszołomiło i mimo wypitych dwóch kaw czułam się po powrocie do domu nieco senna. Ba, nawet wypita w domu trzecia kawa, już po godzinie 19 – ste, wcale nie zaburzyła mojego snu, już o godzinie 22 grzecznie sobie jak niemowlę spałam
Możliwe, że ten deszcz, który też i wieczorem padał spowodował moją senność. Ale na szczęście dzisiaj od samego rana znów jest pięknie, znów jest słonecznie i mam nadzieję na spędzenie również i bardzo przyjemnej niedzieli.
Zrobię sobie dzisiaj nawet małe ustępstwo od mojego ostatniego postanowienia nie włączania się w politykę i oglądnę sobie w TVN -24 „Kawę na ławę”. Pewnie nieźle się tam będą kłócić, jest to bowiem pierwsza taka audycja po wyborach no i po ostatniej, dla mnie całkiem niezrozumiałej decyzji PSL-u o odstąpieniu tego stronnictwa d Komitetu Obywatelskiego.
Ale taką decyzję podjęli, sami kiedyś za nią politycznie zapłacą.
Chwila, miało być bez polityki……
No to życzę miłej i spokojnej, oczywiście słonecznej niedzieli i wiele przyjemnych chwil odpoczynku, bo od jutra znów czeka nas nowy tydzień, nowe wyzwania ……..

DZIEŃ DZIECKA

Każdy z nas przez całe swoje życie niesie w sobie tą malutką cząstkę dziecka.
Nawet jeżeli z czasem człowiek staje się nieco zgorzkniały, ta malutka drobina szczęścia i radości z tamtych dziecinnych lat w nas pozostaje i bardzo chętnie do nich naszą pamięcią wracamy I co jest ciekawe, im człowiek jest starszy, tym bardziej chętnie wspomina tamte cudowne lata, które powodują, że uśmiech znów zakwita na jego ustach, oczy promienieją, ale równocześnie nieco wilgotnieją ze wzruszenia.
Bo czy mogą być przyjemniejsze wspomnienia niż te, gdy była koło nas Najukochańsza nasza Mama, gdy był czasami srogi, ale jakże Kochany Tata, gdy było rozrabiające z nami Rodzeństwo?
Zamykam na moment oczy i znów widzę nasza wspaniałą podróż autem w nieznane, jakieś jezioro na Mazurach, restauracja, gdzie jedliśmy prawdziwe raki, a potem już tylko morze, plaża, grajdołek…….. i mnóstwo chrupiących bułeczek, które mój Tata w piekarni rano kupował, a Mama robił z nich kanapki na plażę, aby nie trzeba było schodzić z niej aż do późnego popołudnia. A wieczorem te piękne spacery promenadą z Rodzicami, Rodzeństwem, bardzo często jeszcze z Ciocią Danka i jej córkami, czy z Wujkiem Zbyszkiem i jego synami…pamiętam, jak raz na plaży jego syn Witek gdzieś się zapodział nam na plaży i wszyscy go szukali, a on po prostu pomylił grajdołki i się zgubił, szukając nas oddalał się coraz dalej, ku przerażeniu szukającej go rodziny, kręcącej w swoich głowach coraz bardziej tragiczne scenariusze, na szczęście wszystko pomyślnie się skończyło. Zresztą wiele lat później historia się powtórzyła i na plaży, wśród koców i koszy do opalania zawieruszył się nasz mały Maciuś, na szczęście też się odnalazł.
Dosyć często zresztą na plażach przez głośniki ogłaszane były komunikaty o zagubieniu się jakiegoś malucha, przecież wszystkie koce, wszystkie grajdołki, wszystkie kosze do opalania dla maluchów zawsze wydają się być takie same.
Ech Jastarnia, czasami były to tez Międzyzdroje, czy Sopot, ach, te rodzinne wakacje………
Jeszcze na moment powrócę w myślach to tych sławetnych grajdołków, co to właściwie było ???
To był kawałek placu na plaży, z jednej strony okopany wałem zrobionym z piasku, na którym układało się koc, a wałek służył za podpórkę dla głowy i ochronę przed wiatrem, zresztą tam wbijało się kolorowe parawany (wiatrochłony) i można było spokojnie wtedy się opalać.
Taki własny grajdołek robiło się zaraz po przyjeździe do np. Jastarni, najwyżej codziennie na nowo usypywało się nieco już rozwiany wałek ochronny i….. przeganiało się niego nieproszonych gości, którzy w łatwy sposób chciały zająć nasz teren. Wtedy grzecznie się podchodziło i mówiło: przepraszam, ale to nasz grajdołek i na ogół intruz bez żadnych awantur nasz teren opuszczał a my znów w nim mogliśmy sobie „królować” aż do wieczora.
Swoją drogą, jakoś nie pamiętam, żeby wtedy w lecie jakieś długie dnie niepogody panowały, owszem, przechodził deszcze, czasami nawet bywał burze, ale potem wszystkie dnie były pięknie słoneczne, a ponieważ wtedy w modzie było opalanie się na czekoladkę (nikt jakoś nie obawiał się raka skóry), nasze Mamy, Ciocie potrafiły godzinami cierpliwie poddawać się słonecznym kąpielom, przez co po przyjeździe już w rodzinne strony wzbudzały zazdrość tej nieopalonej części kobiet.
Dopiero wiele lat później lekarze zaczęli ostrzegać przed nadmiernym nasłonecznianiem, powodującym wiele bardzo groźnych dla zdrowia komplikacji. Wtedy wprowadzono kremy z filtrami działającymi na UV, a wcześniej smarowało się tylko olejkiem do opalania, ewentualnie masłem koksowym, bywało, że niektóre panie żądne ciemnego brązu na skórze smarowały się przed opalaniem ropą, czy naftą.
W każdym bądź razie po takim co najmniej dwutygodniowym, a często i dłuższym pobycie nad morzem rzeczywiście można było zaimponować w towarzystwie wspaniałą czekoladową opalenizną.
Proszę, jak to moda potrafi się w czasie zmieniać: w wieku XIX o na początku XX kobiecie nie wypadało na plaży wystawiać ciała, a nawet twarzy do słońca, chowały się wtedy pod falbankami długich sukienek (chyba musiało im być w tych ubiorach szalenie gorąco??) , a twarze osłaniały parasolkami, potem przyszła pora na stopniowe obnażanie przed słońcem różnych części ciała, ba, nawet przyszły czasy, gdy powstawały plaże dla nudystów, na której przebywali całkiem nadzy plażowicze, teraz znów okazało się, że opalanie nie tyle nie jest w modzie, co jest po prostu niezdrowe i raczej mało osób leży jak ongiś plackiem na słońcu, lepsze i zdrowsze zdecydowanie jest poruszanie się po plaży, spacery, kąpiele w morzu czy w jeziorze, bo co prawda słońce też wtedy dobiera się do nasze skóry, ale robi to stopniowo i równomiernie, nie narażając skóry na całkowite poparzenia.
Miłe te dzisiejsze moje wspomnienia.
Ale przede mną też miły dzionek, spędzę go na działce na urodzinowej imprezce naszej Kochanej Zeldy.
Ale się będzie działo, wszak to pierwsze dopiero urodziny Naszego Kochanego Maleństwa…
Pogoda zapowiada się śliczna i cieplutka.
Zresztą podobnie było i wczoraj, przez tę nareszcie ciepłą i słoneczną pogodę mogła spędzić 3 godziny w parku, oczywiście w bardzo miłym towarzystwie VIP-a.
Wszystkim moim Kochanym Czytelniom w tym pięknym świątecznym, radosnym dniu życzę samych przyjemnych i wspaniałych g, pełnych słonka i wesołych uśmiechów, by jeszcze nadal mogli pamiętać i czuć te czasy, gdy sami beztroskimi dziećmi byli.